Kiedy rodzice stawiają ultimatum: albo my, albo ona i odbierają dorosłemu dziecku szansę na szczęście

Anika Zadylak
Anika Zadylak
10 sierpnia 2016
Fot. iStock/marrio31
 

Koleżanka mi ciągle jak mantrę powtarza, że gdyby naprawdę mnie kochał i nas chciał, to by walczył. Odciął się od nich, albo postawił na swoim.  Przecież dorosły facet z niego, wykształcony, z mózgiem, którego używa. I mamusia z tatusiem, mówią mu, jak żyć?! I , że w ogóle nie powinnam o tym myśleć i do tego wracać. Bo to jego wina, to że okazał się wiecznym dzieckiem swoich rodziców. A ja po trzech latach od rozstania, nadal nie potrafię zrozumieć, jak to się stało. Przecież już rozglądaliśmy się za wspólnym mieszkaniem…

Znaliśmy się z pracy. Dwa lata zajęło nam, zanim wpadliśmy na to, że za bardzo lubimy ze sobą rozmawiać, zbyt dużo czasu ze sobą spędzamy poza pracą, zbyt często śmiejemy w swoim towarzystwie. I jego oczy, które mówiły wszystko i moje, które nie potrafiły ukryć już nic. Nigdy nie zapomnę, jak w jego mieszkaniu, pochylił się nade mną. Pogłaskał po twarzy, a ja głośno pomyślałam, że chyba właśnie zaczynam go kochać. I usłyszałam, że on czuje to samo.

Nie usłyszysz, że było jak w bajce. Właśnie nie było, i to mnie tylko upewniało, że to jest facet na lata. Na całe życie. Przeciwieństwa się ponoć przyciągają, my byliśmy skrajne egzemplarze, uwierz mi. Po co ci mówię, o tych ciemnych stronach? Żebyś zrozumiała, dlaczego ja teraz nie potrafię tego zrobić. Zrozumieć nie potrafię, że przebrnęliśmy – oboje bardzo nad tym pracując –  przez wiele, trudnych dla nas sytuacji.

A on nagle, po ponad dwóch latach jednym SMS-em mówi, że odchodzi. Czułam, że problemem są jego rodzice. I, że dziwne te ich relacje ich w ogóle są.

Kiedy zaczął palić w wieku 28 lat, jego ojciec nie spytał wprost, tylko przez jego siostrę. Tak, zadzwonił do siostry Bartka, przedstawił swoje podejrzenia. Wiem, jak to brzmi, ale tak to wyglądało. Rozumiesz? Ja też nie. I pamiętam, jak długo ociągał się, żeby powiedzieć o mnie rodzicom. Byłam od niego starsza, ale zaledwie 4 lata, no ale tak, mam syna z poprzedniego związku. I kilka tatuaży, i nie do końca jasną sytuacje z wykształceniem. I brata z problemem. I nie jestem też specjalnie majętna. No co tak patrzysz? A co ja mam myśleć o ludziach, którzy nigdy nie widzieli mnie na oczy, nie podali mi nawet ręki, nie zamienili ze mną zdania, za to ocenili, dość boleśnie i na wyrost. To siedzę i analizuję, co ze mną jest nie tak, że przeszkadzało tej idealnej rodzinie.

Początki były trudne. Bartosz nie widział problemu, uważał, że przesadzam. Gdy jego siostra co jakiś czas pisała nie do końca miłe wiadomości, bronił mnie. Ale za tydzień odwoływał przyjazd, bo pilnie musiał się z nią spotkać. Błędne koło. Mijał coraz dłuższy czas, przestała mi odpowiadać zabawa w rodzinę, co drugi weekend. Czasem dłuższy urlop, który niestety prawdziwym, zwyczajnym życiem nie jest.

Mówiłam o tym głośno, pytałam co dalej. Nie chciałam oświadczyn, ślubu, deklaracji. Tylko jakiegoś, kolejnego kroku. Skąd mamy wiedzieć, czy się nie pozabijamy, skoro nie mieszkamy razem? A jest dziecko, które on kochał bardzo.

Pokłóciliśmy się, on trzasnął drzwiami, ja blisko tydzień nie odbierałam telefonów i nie odpisywałam na wiadomości. W końcu przyjechał i usłyszałam, że nigdy nikogo tak nie kochał jak nas, że się boi, ale chce spróbować, chce być tylko z nami. Cieszyłam się, martwiłam tymi rodzicami ale też myślałam, że to się jakoś poukłada. Będę cierpliwa, nie będę naciskała, sami zechcą nas poznać. Przecież nie jestem najgorsza, potrafię się zachować, jestem cierpliwa. Chodziło mi tylko o to, żeby on nie musiał przeze mnie zrywać kontaktu z rodziną, kłócić się.  Bolało mnie to. Przez kilka dni było pięknie, snuliśmy plany, zastanawialiśmy nad zmianą pracy. Mówił, że powie rodzicom, trudno, będą musieli to jakoś przetrawić. Mieliśmy też w końcu się poznać na weselu jakiejś kuzynki. On dzwonił i pytał, jaki mam kolor sukienki, bo właśnie z mamą wybierają koszulę. Uśmiechałam się na tę myśl.

I nagle, dwa dni przed imprezą, zadzwonił, że przeprasza, że nie wie, dlaczego oni tak zrobili, ale nagle oznajmili, żebym jednak na to wesele nie przyjeżdżała. Że to nie jest odpowiedni czas, że to ich krępuje. I, że on sam pójdzie.

Tak, potem znowu przeprosił, że jednak nie pójdzie, szybciej pojedziemy na urlop, że mnie kocha, żebym się nie przejmowała. Gdy się rozłączył, wiadomość od jego siostry krzyczała do mnie, że rozbijam ich rodzinę.  Nie odpisałam, tylko jemu już w nocy, że boję się, że jego rodzice nas rozdzielą. „Musimy porozmawiać” – odpisał.

Czułam najgorsze. „Czy to koniec” – zapytałam i przeczytałam, że tak… Jeden SMS. Nie spotkaliśmy się, nie chciałam. Odesłałam jego rzeczy, na swoje czekałam kilka miesięcy. Teraz po ponad trzech latach odezwał się. Nie wiem czy mam odwagę go spotkać, choć słyszę w nim zmianę. Wiem, że się zdystansował do rodziny, zmienił pracę, żeby jeszcze bardziej się ” usamodzielnić”. I, że cały czas był sam. Odciął pępowinę… Dzisiaj myślę, jacy do tej pory mogliśmy być szczęśliwi, pewnie zdecydowałabym się na drugie dziecko. Dlaczego aż tak jestem tego pewna, że udałoby się nam? Wiem, kim dla siebie byliśmy. Tylko ci rodzice w tle…

Rodzic kocha swoje dziecko, bezwarunkowo. Piękną, czystą miłością. Stara się je chronić właściwie całe życie. Cierpi razem z nim, przeżywa porażki, stara się być jak najbliżej. żeby nie pozwolić nikomu go skrzywdzić. Jest zawsze podporą, finansową często też. Tyle tylko, że czasami się zapomina. Zapomina, że to dziecko ma już 30 lat i najwyższy czas, żeby założyło swoja rodzinę, żyło swoimi wyborami i na własnych błędach.

Wtrącanie się, narzucanie swojego zdania, nie pozostawianie wyboru, absurdalne ultimatum: albo ona, albo my! Ocenianie i wybieranie partnerów życiowych, czyni z waszych dorosłych już dzieci, przyszłych samotników. Odstraszycie nie tylko potencjalnych kandydatów, ale ludzi w ogóle. Nikt nie chce przyjaźnić się z 40-letnim dziwakiem, który trzyma się spódnicy mamusi. I któremu tata, płaci rachunki za mieszkanie. To nie ma nic wspólnego z troską, ostrożnością czy macierzyńskim instynktem. To krzywdzi. I wasze dzieci, i często nic niewinne osoby. I rujnuje, wszystko niszczy, burzy. I zabiera jedną z najważniejszych szans w życiu. Szansę na szczęście.


Niedźwiadek, wiewiórka czy kot? Sprawdź, jaki rozmiar biustu miałabyś w Japonii!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
10 sierpnia 2016
Fot. iStock / coloroftime
 

Podczas gdy naszym największym zmartwieniem jest dobranie odpowiedniego rozmiaru stanika, w Japonii kobiety głowią się nad przeliczeniem swojego biustu na… zwierzęta!

Kilka miesięcy temu japońscy naukowcy przeprowadzili badania, które miały na celu określenie wagi kobiecego biustu oraz jego wpływ na kręgosłup. Z tak poważnego tematu zrobiło się jednak dużo śmiechu. Naukowcy postanowili przypisać miseczkom zwierzęta, których waga jest najbardziej przybliżona do wagi biustu.

I tak oto, właścicielki miseczki A codziennie noszą ze sobą odpowiednik dwóch wiewiórek, natomiast miseczka F to… kot!

Końcowe ustalenia przedstawiają się następująco:

rozmiar miseczki A (około 236 g) – dwie wiewiórki;

rozmiar miseczki B (około 447 g) – pięć kakadu

rozmiar miseczki C (około 531 g) – jeden nowonarodzony biały niedźwiadek

rozmiar miseczki D – (758 g) – kaczka

rozmiar miseczki E (1006 g) – zając

rozmiar miseczki F (1180 g) – kot.

A ty, jakie zwierze nosisz codziennie ze sobą?

źródło: SputnikNews.com


Zakończona przyjaźń boli bardziej niż zakończony związek

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
10 sierpnia 2016
fot. iStock/Stefano Tinti

Żyjemy w kulturze, która wysoko stawia romantyczne związki, skupione na szczęściu i wspólnym życiu. I nawet fakt, że wiele młodych kobiet wybiera świadome bycie singielką lub związki bez zobowiązań, w ostateczności i tak każda łapie się na tym, że dobrze byłoby kogoś mieć obok na stałe. Nie przyjaciela czy przyjaciółkę, ale partnera. Tymczasem to właśnie czysta przyjaźń jest największą wartością, a jej koniec może okazać się bardziej bolesny od zakończenia związku.

Pierwsze koty 

W dzieciństwie każda z nas miała kilka bliskich koleżanek, których nie bała się nazywać przyjaciółkami. Pewnie planowałyście wspólne mieszkanie, ślub z ukochanym w tym samym dniu i dzieci w tym samym wieku. Jeżeli nadal się przyjaźnicie, należą się wam ogromne gratulacje! Niestety dla większości to duchy przeszłości, z którymi teraz kontakt ogranicza się do „wszystkiego najlepszego” na facebookowej tablicy w dniu urodzin. Zazwyczaj ta relacja kończy się z ustaleniem zupełnie innych celów na przyszłość, które nie do końca zgadzają się z poglądami drugiej osoby. Właśnie te pierwsze przyjaźnie uczą nas postępowania przy kolejnych, a jak wiadomo Polak jest mądry po szkodzie już od najmłodszych lat.

Romantyczne dramaty

Wszędzie czytamy, jak poradzić sobie po rozstaniu z facetem. Dużo płaczu, jeszcze więcej wina i Bridget Jones – oto klasyczny zestaw na zakończenie związku. W jednym z małych, osiedlowych sklepów w Katowicach powstały nawet kosze prezentowe z okazji rozstania. Pięknie zapakowane w celofan, z ogromem słodyczy i alkoholu.

Nawet wśród smutnych piosenek nie ma co szukać tych o zakończonych przyjaźniach. Świat jakby odrzuca wartość przyjaźni lub fakt, że trzeba dbać o nie dokładnie tak samo jak o związek. Przyjaciele może i są obok zawsze, kiedy ich potrzebujemy, ale kiedy przestaniemy zauważać, że mają swój świat i swoje problemy, nagle możemy zostać sami. Także z tymi romantycznymi dramatami, bo on zapomniał o pierwszej rocznicy pocałunku, albo spojrzał na tyłek przechodzącej obok laski.

Codzienna pielęgnacja 

Nawet niepodlewany kaktus usycha, a co dopiero relacje międzyludzkie. Mówi się, że z prawdziwym przyjacielem możesz nie widzieć się przez cały rok, a kiedy się spotkacie i tak rozmawiacie jakbyście widzieli się wczoraj.

Ok, to prawda, ale czy to oznacza, że krótki SMS czy mail byłby zbrodnią? Kiedy trzy lata temu zaczęłam podróżować, spełniając swoje marzenia i wsiąkając w wymarzony światek, byłam tak zaabsorbowana wszystkim dokoła, że rozmowy z przyjaciółmi, których zostawiałam na miejscu ograniczały się do „hej, przyjedziesz po mnie na dworzec?” I zawsze przyjeżdżali, choć była trzecia nad ranem, a za kilka godzin czekały ich ciężkie godziny spędzone w szkole czy pracy. Dopiero kiedy wróciłam z ostatniej wycieczki przed dłuższą przerwą zorientowałam się, że coś nie gra, czegoś brakuje. Brakowało mnie i mojego zaangażowania, które byłoby silniejsze niż nocne wypady do McDrive’a czy krótka rozmowa na komunikatorze.

Fundamenty na przyszłość

Kiedy na głowę ktoś wylewa ci wiadro lodowatej wody, a nie jest to Ice Bucket Challenge, zaczynasz się zastanawiać, co zrobiłaś źle. W przypadku związku masz milion pomysłów, bo o to naprawdę się troszczymy. Zależy nam na miłości, która ma przetrwać do końca naszych dni.

Jednak do kwestii trwałości przyjaźni nie podchodzimy już z takim zaangażowaniem. Bo skoro jest dzisiaj, to dlaczego miałoby jej nie być jutro? W pewnym momencie każdy z nas idzie w swoją stronę i tylko mając solidne fundamenty, zawsze będziecie do siebie wracać – na kawę czy długie rozmowy. W przeciwnym razie, możesz zostać ze złamanym sercem. Tak, to nie żart. Zakończona przyjaźń boli bardziej niż zakończony związek. Facetów można mieć wielu, ale prawdziwych przyjaciół można policzyć na palcach jednej ręki.

Koniec, wcale nie początek

W końcu nadchodzi ten moment, kiedy kolejna kłótnia jest tą ostatnią. I nie ma odwrotu, bo padło za wiele słów. Serce rozdziera się na milion kawałków, a ty tak naprawdę nie wiesz dlaczego. Przecież nie rozstałaś się ze swoim idealnym facetem. Rozstałaś się z osobą, która jest ci o wiele bliższa. Ale jak to, przecież partner też jest przyjacielem! Wmawiałam sobie dokładnie to samo. Na szczęście ktoś bardzo mądry postanowił mi to wytłumaczyć.

Będąc w związku, kochając kogoś, zaczynasz izolować mu złe, przykre informacje, które mogłyby go zranić. Tu wcale nie chodzi o kłamstwo, ale o ochronę. Kiedy kochamy, chronimy. To normalne. Przyjaciółce za to powiemy wszystko, bo jest obiektywna i nawet jeżeli traktujemy ją jak siostrę, ma do wszystkiego zdrowy dystans. To właśnie jej powierzałaś wszystkie tajemnice, tańczyłaś na deszczu, płakałaś na schodach, upijałaś się do nieprzytomności… To rozstanie boli tak bardzo, bo dobrze wiesz, że nie znajdziesz drugiej takiej przyjaciółki. Dlatego zamiast leczyć, lepiej zapobiegać i dbać o tę relację.


Zobacz także

Masturbowałam się codziennie przez tydzień. Co mi to dało?

3 przełomowe momenty w związku. Po ilu latach przychodzi najpoważniejszy kryzys?

„Jakby na złość tkwiłeś w naszym starym życiu, na przekór, żebym znów musiała na coś czekać”