„Kiedy powinnam odejść?”. Patrzysz na niego, na tej kanapie. Chcesz wstać, otworzyć okno i przewietrzyć swoje życie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
3 marca 2016
„Kiedy powinnam odejść?”. Patrzysz na niego, na tej kanapie. Chcesz wstać, otworzyć okno i przewietrzyć swoje życie
Fot. iStock / themacx
 

Siadasz obok niego na kanapie. Tępo wpatrujesz się w telewizor. – Co leci? – pytasz automatycznie. Nawet nie wiesz, czy odpowiedział. Odrętwienie. Jego wytarte dresy, skarpetki, które kupiłaś mu w hipermarkecie. Siedzi, a ty czujesz, że go nie ma. Że nie ma was. Że to wszystko wokół jest zakłamaną iluzją. Farsą, w której godzicie się brać udział. – Chcesz herbatę – pytasz. – Mhm – mruczy. A ty tak nienawidzisz tego mruczenia. Tak bardzo nienawidzisz siebie, że w ogóle pytasz. Że ciągniesz tę zabawę w rodzinę, w związek. Herbata, kolacja, wspólne łóżko, które jest już tylko łóżkiem… A kiedyś było wasze. Kiedyś…

Nie wstajesz. Nie masz siły. Nie masz siły podnieść się, iść po tę cholerną herbatę. Jakby jej zrobienie było najtrudniejszą rzeczą w twoim życiu. – Wszystko w porządku? – pyta i wyrywa cię z otępienia. „Boli cię głowa” pewnie powie. – Boli cię głowa? – pyta, przytakujesz od dawna, dla świętego spokoju. – Tak, jestem zmęczona. To wszystko. Cały teatr waszych emocji i waszej uważności. I ta bezgraniczna pustka. Ta niechęć, obrzydzenie, to krzyczące w głowie: „Uciekaj”, którego nie chcesz słyszeć. Siadasz w kuchni, jak najdalej od niego. Łapiesz oddech, jakby on zabierał ci powietrze. „Kiedy powinnam odejść?” – pytasz…

Czy już wtedy, gdy zazdrościłaś przyjaciółce?

Kiedy ukłuły cię kwiaty w jej wazonie, kiedy mówiła: „Kochanie, jutro, bo dziś mam randkę z mężem”, a ty płakałaś po jej telefonie, płakałaś nad sobą, a może wtedy jeszcze nad wami… Ale przecież wtedy właśnie byłaś mamą, w pieluchach, z cyckami na wierzchu, które dla niego przestały być waszą intymnością. Ta podmiotowość codzienności. „Podaj, pomóż, czy mógłbyś…”. Jak mogłaś chcieć kwiatów, uwagi. Przeczekaj, kryzys przychodzi z dzieckiem, minie. Nie wiesz, czy kiedykolwiek minął? „Może obnażył nasze prawdziwe uczucia?” – mówisz.

Czy wtedy, gdy za nim tęsknisz, choć jest obok?

Tak bardzo pragniesz jego dotyku, uważności. Czułości. Tak, właśnie czułości. Odgarnięcia włosów z twarzy, pocałunku w kark, który tak uwielbiasz. Kiedy twoje ciało za nim tęskni. Kiedy oszukujesz się, że jego namiętność – tak uboga, to zmęczenie… Karmisz się każdym najmniejszym gestem. Wtedy jeszcze mówisz, tłumaczysz. „Potrzebuję ciebie, tęsknię”, a słyszysz „Przecież jestem, o co znowu chodzi”. No o co? Przecież miłość to wzloty i upadki. Może teraz to właśnie upadek? Na pewno znowu wzlecicie, na pewno… Jeszcze chcesz w to wierzyć.

Czy wtedy, gdy tęsknisz za sobą?

Patrzysz w lustro zdziwiona. Masz ochotę uciec, trzasnąć drzwiami. Jak najdalej pójść. Chcesz wrócić do siebie, bo tęsknisz za kimś, kto siebie lubił, kto dawał sobie prawo do egoizmu. Kto kochał – tak szaleńczo, komu ciało płonęło od namiętności. Kto wierzył, że miłość to karma, to jedyne o co warto zawsze w życiu walczyć. Patrzysz w te smutne i zmęczone oczy. Brak w nich miłości. Gdzie jesteś? Zimna woda na twarz. Zmyta nadzieja. Chęć powrotu do siebie rozpuszczona w kroplach. Jakby tylko to co tu i teraz było ważne. Zdradza cię tylko krótki oddech, napad paniki, bijące mocniej ze strachu serce. Że to już wszystko, że to koniec, że nic więcej nie ma. Poza „Będę po 20-tej. Co na obiad?”.

Czy wtedy, kiedy tęsknisz za wami z kiedyś?

Z kiedyś? Dobre sobie. Bo co jest prawdziwe? To co było i nie przetrwało, czy to co tu od kilku lat – pełne narastającej pretensji, żalów, niespełnionych obietnic? Ale tęsknisz za szeptanym: „Jesteś cudowna. Kocham cię”, za przyspieszonym przy twoim uchu oddechu, uścisku, z którego nie mogłaś i nie chciałaś się wyplątać, jego ciężaru. Leżysz wpatrzona w sufit, on śpi obok. Nawet nie sprawdzasz, czy jest tam na pewno. Ze wstrętem myślisz o sobie. Bierzesz prysznic. Możesz zasnąć, gdy zmywasz z siebie jego zapach. Ale może tak jest wszędzie? Bo namiętność nie trwa wiecznie?

Czy wtedy, kiedy samotność wkradła się do waszego domu?

Kiedy mówisz, a on i tak cię nie słucha. Kiedy przestajecie rozmawiać, słuchać siebie nawzajem. Kiedy widzisz, ze łączą was jedynie szczegóły codzienności – taka fałszywa namiastka bliskości – co trzeba kupić, kto posprząta łazienkę, kto wyjdzie z psem, poczyta dzieciom wieczorem. Myślisz: partnerstwo. Czujesz: samotność. Wtulasz się w fotel. Czasami zasypiasz na kanapie, bo droga do waszego łóżka zdaje się być nie do pokonania. Pijecie kawę w ciszy, każde zajęte własnymi myślami. „Odbierzesz dziś dzieci, bo nie wiem, czy zdążę”, „Tak jasne” – tyle powinno wystarczyć.

Czy wtedy, kiedy już nawet się nie kłócicie?

On przestaje pytać: „O co ci chodzi?”, a ty nie zaczynasz. Masz na drugie imię: „To-nic-nie-zmieni”. Szkoda słów, które przestają mieć znaczenie. „Zależy ci jeszcze na mnie?”, „Chcesz coś zrobić?”, „Czy ty nie widzisz, że nas nie ma?”. Może zamiast tego powiedzieć: „Odchodzę. To koniec”. Może to jest ten moment, kiedy już nie walczysz. Kiedy nie masz nadziei, a pozostaje jedynie bezsilność. Kiedy pytasz: „Kochasz mnie?”, a on odpowiada: „A ty co teraz?”. Albo kiedy już nie pytasz w ogóle? Na tej kanapie, między wami cegła po cegle staje mur frustracji, pretensji, niezrozumienia, tego: „bo ty zawsze”, a „ja to nigdy”. Niemy dramat.

Czy wtedy, kiedy pozostaje żal i smutek?

Jesteście jedynie uzupełnieniem codzienności. Gdzieś obok siebie, zresztą jakie ma znaczenie, jak daleko. Już nie wracacie. Nie przykrywacie się wspólną kołdrą. Nie patrzycie na siebie. Rytm wyznacza praca, dzieci, to co łączy to wspólne obowiązki – nie wobec siebie, ale wobec innych.

Patrzysz na niego, na tej kanapie. Chcesz wstać. Otworzyć okno. Przewietrzyć swoje życie.

Co cię trzyma? Chcesz jeszcze raz zawalczyć? Ile może być ostatnich bitew, ile razy powiesz: „Jeszcze chwila, miesiąc. Jeszcze coś zrobię. Muszę”. Bo jeszcze dzieci, wspólne mieszkanie, bo tak bardzo nie chcesz tracić nadziei. Bo nadal jest w tobie wiara, że nie pozwoli ci odejść, a może strach, że jednak nie będzie walczył?

Kochasz? Czy to wystarczy, by zostać.


Upragniony, wyczekany piątek. 5 wskazówek jak przetrwać w pracy ostatnie godziny przed weekendem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
4 marca 2016
Upragniony, wyczekany piątek. 5 wskazówek jak przetrwać w pracy ostatnie godziny przed weekendem
Fot. iStock / Kladyk
 

Jest wreszcie, wyczekany i upragniony koniec tygodnia. Już niedługo zaczniesz zerkać nerwowo na zegarek i odmierzać czas jaki pozostał ci do wyjścia z pracy. Ale zanim to nastąpi, musisz jeszcze przez dłuższą chwilę skupić się na obowiązkach. Jak przetrwać piątek w pracy, kiedy wydaje ci się, że wskazówki zegara poruszają się wolniej niż każdego innego dnia tygodnia, a wszystkie sprawy idą nadzwyczaj opornie, bo większość z nas myśli już tylko o nadchodzącym weekendzie?

1. Odpowiednio zaplanuj swoje zadania

Te, które są najbardziej interesujące, na które warto i miło czekać przesuń na godziny popołudniowe. To sprawi, że ten najtrudniejszy czas minie szybciej niż myślisz – będziesz zbyt zajęty by myśleć o tykającym na ścianie zegarze. To, co nudne, ale niezbędne wykonaj od razu po przyjściu do pracy. Będziesz miał poczucie dobrze spełnionego obowiązku, a to nastraja pozytywnie. Pomyśl też od razu o tym, żeby nie zostawiać sobie zbyt wiele zaległości na poniedziałek.  O wiele trudniej odpocząć przez weekend z głową zajętą myślami o czekających na nas od początku tygodnia zadaniach. Staraj się też nie planować „dopinania” ważnych projektów na piątek, bo utkniesz w biurze do wieczora. A do tego o wiele lepszy jest czwartek.

2. Zrób krótką przerwę na aktywność fizyczną

Nie chodzi o to, żeby przejść się do kuchni po szóstą kawę (to smutna, zimowa ostateczność). Wyjdź na chwilę i zrób rundkę wokół budynku, choćby po to, by zmienić scenerię. Nic dziwnego, że trudno ci wytrwać w biurze jeśli na zewnątrz jest słonecznie i wiosennie. Krótki spacer doda ci energii i pomoże odświeżyć myśli. Wrócisz do pracy z nieco większym optymizmem, być może znajdziesz też rozwiązanie jakiegoś problemu, nad którym się bezproduktywnie głowiłeś. Kilka chwil na powietrzu pomoże ci też wyeliminować senność i zmęczenie, które coraz mocniej daje ci się we znaki po ciężkim tygodniu pracy.

3. Spróbuj dziś nauczyć się czegoś nowego

Zainwestuj choć trochę piątkowego czasu w  rozwój swoich umiejętności. Zrób to z myślą o przyszłym tygodniu, na przykład  w ramach przygotowań do ważnego spotkania. Naucz się czegoś, co przyda ci się przy wykonywaniu obowiązków. Będziesz miał poczucie dobrze wykorzystanego, a nie zmarnowanego czasu. Poczujesz, że osiągnąłeś jeszcze jeden, zaplanowany przez siebie cel.  No i jeszcze to uczucie, że „jesteś do przodu”, a nie odgrzebujesz się z zaległości.

4. Spędź trochę czasu ze znajomymi z biura

Wspólny lunch, na który często nie ma czasu w tygodniu, chwilowe odwrócenie uwagi od zawodowych obowiązków, rozmowy o rodzinie i tym, jak spędzacie wolny czas…  To pozwoli ci złapać oddech i uświadomić sobie, że biuro to przede wszystkim inni ludzie:) . Tak samo spragnieni odpoczynku jak ty.

5. Nie myśl o weekendzie i nie rozpraszaj się

Bo nie skupisz się na pracy i czas zacznie ci niemiłosiernie uciekać. Nie wykonasz tego, co zapisałeś sobie w grafiku, a to cię zestresuje wprawiając w nerwowy nastrój. Nie rozpraszaj się i powiedz sobie zdecydowanie: o weekendzie pomyślę o 17. P.S. Wyloguj się z Facebooka!

Żeby przetrwać piątek w pracy musisz być po prostu… zajęty. Nic nie utrudni ci tego dnia bardziej, niż bezsensowne gapienie się na zegarek i wyglądanie za okno. Po prostu skup się na tym co trzeba zrobić, a czas minie szybciej. Nagroda ta sama co tydzień temu: dwa dni odpoczynku :).  Dobrego weekendu!


Jak rozbroić manipulatora? Bądź gotowy na to, że w życiu pewne osoby pojawiają się tylko na chwilę

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
3 marca 2016
Fot. iStock / Mordolff

Po czym poznasz manipulanta?  Największy problem w tym, że często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ktoś nami manipuluje.  Niewielkim wysiłkiem własnym i w ”białych rękawiczkach” osiąga co chce z naszej strony, wpędzając nas w olbrzymie koszty emocjonalne. Co więcej, sobie tylko znanym sposobem sprawia, że raz wykorzystani, nadal inwestujemy w tę relację uczucia, czas i energię. To on kontroluje sytuację, stawia warunki i trzyma nas w szachu. E, nie! Na manipulatora też się znajdzie metoda…

Rozbroić go możemy w czterech krokach:

1. Zidentyfikuj problem i nazwij go sobie po imieniu

To dość oczywisty początek. Chcesz z czymś zwalczyć – najpierw to rozpoznaj. Jak poznać, że masz do czynienia z manipulacją? Trzeba bardziej niż manipulantowi, ufać własnym odczuciom i intuicji.

Przykład: X., twój znajomy ma do ciebie prośbę. Wyłożył ją w taki sposób, że szybko się zgadasz. Wasze spotkanie kończy się i zaczynasz odczuwać niepewność, niezręczność i niewygodę tej sytuacji, a motywy prośby i jej uzasadnienie wydają ci się niejasne. Nie jesteś pewna dlaczego właściwie ciebie o to poproszono. Jak to możliwe, że powiedziałaś „tak”?

Niektóre cechy manipulatorów :

– przedkładają swoje potrzeby nad potrzeby innych,

– wymagają tego, by „być dla nich” zawsze, gdy tego potrzebują, na ich warunkach,

– często przechodzą kryzysy wymagające natychmiastowego działania, w które cię angażują.

(Jeśli nie jesteś pewna, czy masz do czynienia z manipulantem przeczytaj koniecznie ten artykuł.)

2. Zacznij zadawać pytania

Historie opowiadane przez manipulantów mają to do siebie, że w pewnym miejscu przestają układać się w całość. Osoba, która tobą manipuluje odwraca twoją uwagę od faktów przerzucając ją na twoje emocje. To w tę delikatną sferę wycelowane są wszystkie argumenty manipulatora, sformułowane w taki sposób, żebyś czuła się zobligowana do pomocy, lub innej oczekiwanej przez niego reakcji. Manipulator dąży do kontroli nad tobą i sytuacją, więc twoim zadaniem będzie tę kontrolę odzyskać. Zadawaj mu pytania, które zasygnalizują, że jesteś świadomy manipulacji.

Przykładowe pytania:

Rozumiem, że to przyniesie ci korzyść, a w jaki sposób ja mogę na tym skorzystać?

Czy będę miał wgląd w tok spraw?

Czy uważasz naprawdę, że możesz mnie o to prosić?

Wybieraj pytania, które pozwolą ci zdemaskować, odkryć prawdziwą motywację manipulatora. Bądź dokładny, dociekliwy i proś o rzeczowe argumenty oraz dowody. Takie działanie bardzo często prowadzi do wycofania się przez niego z dalszych prób manipulacji.

3. Powiedz wyraźnie ”nie” i trzymaj się tego

Mimo, że manipulant to trudny przeciwnik, pamiętaj – ty jesteś w stanie kontrolować swoje działania. Nie masz wpływu na jego zachowanie i nie próbuj go mieć. Nie próbuj też zmieniać osoby, która tobą manipuluje. Uwierz, nie jesteś pierwsza jej „ofiarą”. Zostałeś zmanipulowany, bo sam na to pozwalasz, sam też możesz teraz przerwać to (o)błędne koło. Czujesz, że ktoś próbuje wykorzystać cię dla swoich celów – naucz się odmawiać.

Pamiętaj, że manipulant w odpowiedzi będzie próbował dalej grać na twoich emocjach. Powoła się na łączącą was bliskość, wspomnienia i przeżycia. Powie, że nikt tak jak ty nie potrafi go zrozumieć, że tylko tobie ufa. Że się nie spodziewał, że „potraktujesz go w taki sposób”. Że mu smutno i przykro. W ostateczności wyleje na ciebie całe wiadro wyrzutów dręcząc twoje sumienie. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.

Tu liczy się twoja konsekwencja. Stawką jest twój emocjonalny spokój i wyzwolenie się spod wpływu manipulanta. Musisz mieć świadomość, że gdy on dąży do celu, twoje uczucia nie są ważne, jesteś tylko narzędziem do osiągnięcia tego, na czym mu zależy.

4. Zrób sobie emocjonalną przerwę i potraktuj czas jako swojego sprzymierzeńca

Manipulatorzy potrafią nas długo zwodzić, cierpliwie odpowiadać na nasze obiekcje, „wydeptywać sobie ścieżkę” do naszego serca, odzyskiwać nasze zaufanie. Nie dawaj wiążących odpowiedzi, odkładaj je w czasie. Zwłaszcza wtedy, kiedy usłyszysz: „Pozwól mi do siebie wrócić, zmieniłem się”. Czas najlepiej zweryfikuje szczerość uczuć i trwałość zmian. Ostrożność i uważna obserwacja uchronią cię przed cierpieniem. A poza tym, niepewność to jest to, co najbardziej pociąga manipulatora…

Wszystko, czego ci teraz trzeba, to odrobina rozsądku. Emocje na bok, choć to pewnie najtrudniejszy punkt planu. Walczysz jednak o siebie, a ta relacja jest dla ciebie zdecydowanie krzywdząca. Nie ufaj już tak mocno i nie przymykaj oczu. Człowiek nie zmienia się w jednym momencie. To cały proces.

Bądź gotowy na to, że w życiu czasem pewne osoby pojawiają się tylko na chwilę. Z niektórych znajomości trzeba będzie zrezygnować, pewne sympatie zakwestionować. Ale jak inaczej nauczyć się być z ludźmi?


Zobacz także

Perfumy, które powinnaś „założyć” do łóżka. On się od ciebie nie odklei

Nie oglądaj się za siebie, jeśli zdecydujesz odejść

Co robić, kiedy jesteś w związku, ale podoba ci się ktoś inny?

Co robić, kiedy jesteś w związku, ale podoba ci się ktoś inny?