Każdy ma swój niewysłany list. „Każdego dnia budzę się w dwóch światach. W tym z nim i w tym bez niego, ale z Tobą”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 października 2015
Fot. iStock
 

To chyba jedyny list, którego nigdy nie wysłałam. Kiedyś, przez chwilę, po alkoholu, szukałam Twojego maila. Internet daje takie możliwości kontaktu. Teraz, kiedy ponownie pojawia się chęć znalezienia Cię, myślę „Jutro, poszukasz jutro”, a jutro jest już blisko mój mąż, czuję się bezpiecznie, a Twój obraz blednie w ciągu dnia. Pomyślałam, że może ten list mnie od Ciebie uwolni. 

To było tak dawno. Studia, to czas przygód, spotykania niesamowitych ludzi. Dzisiaj pamiętam dokładnie, kiedy zobaczyłam Cię po raz pierwszy. Te Twoje oczy. Były jak magnes. Uśmiechnąłeś się i… zniknąłeś w tłumie. Ale później to Ty mnie znalazłeś, wyszliśmy razem. Kiedy w końcu odważyłeś się złapać mnie za rękę poczułam, że to Ty, że na Ciebie czekałam.

To był cudowny czas, jego wyjątkowości nie przykryło nawet późniejsze cierpienie. Z czasem zostały tylko te dobre wspomnienia…

Wyjechałeś na stypendium, ale pisałeś, kiedy przyjeżdżałeś było tak, jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy. Czułam się taka kochana i tak bardzo kochałam…

Kiedy przestałeś dzwonić nie bałam się, tłumaczyłam, że masz dużo nauki. Przestałeś pisać. Po moich próbach kontaktu, jeden mail: „Nie pisz proszę, to już koniec. Przepraszam”.

Mówili, że była inna. Ale mnie to nie obchodziło. Myślałam, że pęknie mi serce. Wyłam z bólu i tęsknoty. Nikt nigdy tak mnie nie zranił. Nie zostawił. Tak po prostu. Jak zużytą rzecz. Kiedy dziś o tym myślę, mam wrażenie, że wtedy wyrwałeś mi kawałek serca, którego do dziś brakuje.

Chciałam błagać, żebyś wrócił, prosić, pokazać Ci moje cierpienie, żebyś zobaczył, jak bardzo kochałam. Wierzyłam, że mojej miłości starczy w tym kryzysie dla nas dwojga. Ale Ciebie nie było. Zostałam sama. Zmięta, upokorzona i tak bardzo oszukana. Bo jeśli ktoś mówi, że kocha, tak postępuje?

Nie chciałam żyć Tobą, nie chciałam pozwolić byś zniszczył mi resztę życia. Ruszyłam do przodu, silna, kiedy podniosłam się z kolan. Paradoksalnie tę siłę miałam dzięki Tobie. Ty mi pokazałeś, że mogę liczyć tylko na siebie, że każdy, kto mówi „kocham” może okazać się zwykłym oszustem. Traktowałam mężczyzn instrumentalnie odgrywając się w ten sposób za wyrządzoną mi krzywdę.

Aż poznałam mojego męża. Jest cudownym mężczyzną. Tak innym od Ciebie. Pełnym spokoju i czułości. Nasza miłość nie jest szaleństwem, ale bezpieczeństwem, w którym uwielbiam się zanurzyć. „Szaleństwa już mi w życiu wystarczy” – myślałam, kiedy go poznałam i zakochiwałam się powoli.

Dziś mamy fantastyczną rodzinę. Dwójkę dzieci i siebie. Po tylu latach rozumiemy się bez słów, a jednocześnie potrafimy ze sobą rozmawiać. Dzielimy wspólne pasje. Oczywiście, że nie zawsze bywa sielankowo, ale pokonaliśmy nasze kryzysy, dzięki nim staliśmy się mocniejsi razem.

Tylko czasami oglądam się na ulicy za wysokim brunetem do złudzenia przypominającym Ciebie. Czasami dojrzę kurtkę w Twoim ulubionym kolorze i na chwilę zamieram.

Bywają chwile, kiedy mój mąż jest tak blisko, jak już bliżej być nie można, a ja nagle myślę o Tobie, wspominam, jak blisko Ty potrafiłeś być.

Kiedy nie mogę spać wyobrażam sobie Twoje życie, czy masz dzieci, co robisz, kim jesteś? A później myślę, jak by wyglądało nasze wspólne życie…. Wiem, że nie miałabym tak cudownych dzieci.

I czasami, absurdalnie fantazjuję o tym, co by było, gdybyś zapukał do moich drzwi, wysłał sms-a, zadzwonił ze swoim: „Hej, i co tam?”. Ale po chwili dziękuję, że nigdy tego nie zrobiłeś i dziękuję Tobie, że nauczyłeś mnie, że słowa służą jedynie budowaniu iluzji, bo taką budowałeś przez czas, kiedy byliśmy razem. Dziękuję, że nauczyłeś mnie, że nieważne co tu i teraz, że nie można zaprzepaścić tego, co już mamy jednym słowem. Dziękuję, że pokazałeś, jak jeden człowiek potrafi mocno zranić drugiego. Jednym zdaniem.

Pokazałeś mi, że miłość nie jest zabawą. Szaleństwem. Że to co ważne buduje się latami.

To Ty za każdym razem, kiedy do mnie wracasz w myślach, spojrzeniach innych mężczyzn, w moich fantazjach, uczysz mnie, jak żyć między jednym światem a drugim. Tym, który mam, i tym który mieć mogłam.

Nie żałuję, już nie czuję się, jakbym w myślach zdradzała męża. Wspomnienie o Tobie każe mi doceniać to, co mam i o to walczyć. Dlatego dziękuję, że jesteś.

Czy można kochać dwóch mężczyzn?  Nie wiem. Wiem, że miłości do tego jednego nauczył mnie inny mężczyzna.

Nie wiem, czy kochająca, ale Twoja A.


AKCJA ZAKOŃCZONA

Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres kontakt@ohme.pl – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Wystarczy już zadowalania innych, przejmowania się, co powiedzą. Zadbaj o siebie i idź do przodu – tam wszystko jest lepsze, bo twoje!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 października 2015
Fot. iStock
 

Miewasz poczucie, że stoisz w miejscu, że choć robisz krok do przodu, to po chwili cofasz się o dwa? Podejmujesz decyzje, od tych o obcięciu włosów, po przejście na dietę, aż po zmianę pracy. Tyle tylko, że choć decyzje zapadają, to i tak nic w twoim życiu się nie zmienia. Tracisz energię na rzeczy, które determinują realizację twoich celów i marzeń. A gdyby tak raz inaczej? Uwolnić się od balastu, który ciągniesz i postawić na siebie? Spróbujesz? My próbujemy bezustannie i coraz częściej się nam udaje!

1. Nie daj się krytyce

Nie analizuj, gdy ktoś cię krytykuje, a ty czujesz, że więcej w tym chęci zniszczenia twojej wartości niż pozytywów. Uwielbiam konstruktywną krytykę. Taka, która daje siłę i chęci do działania, do bycia lepszym. Ale tylko taką. Jeśli ktoś krytykuje Cię dla poprawy swojego własnego samopoczucia, zostaw to. Odpuść. Nie pochylaj się nad tym nawet na chwilę. Nie ma znaczenia, czy krytykują cię jako matkę koleżankę, czy pracownika. Taka krytyka nie zasługuje na twoją uwagę. Szkoda energii.

2. Nie przejmuj się tym, co mówią inni

Rób swoje. Jeśli jesteś przekonana, co do obranej przez ciebie drogi, nie zastanawiaj się, jak inni na to spojrzą, ocenią. Zmieniasz pracę, kolor włosów, decydujesz się na dziecko – cokolwiek postanowisz, jest to twoja decyzja, rozważyłaś już wszystkie za, których jest więcej niż przeciw, więc zrób to. Ty masz się czuć dobrze ze sobą, a nie inni. Pamiętaj oni nie są z tobą 24 godziny na dobę.

3. Nie chciej zadowolić wszystkich wokół

Po pierwsze dlatego, że to zwyczajnie niemożliwe, a po drugie, bo nie masz obowiązku dbać o wszystkich, tak jak wszyscy nie muszą dbać o ciebie. Może i okrutne, ale prawdziwe. Nie wszyscy, którzy nas otaczają są nam życzliwi, choć czasami próbują nas oszukać, że jest inaczej. Rozejrzyj się, zobacz na kim ci zależy, na kogo możesz liczyć, kto daje ci wsparcie i dbaj o te właśnie osoby. Reszta jest przy okazji, często na chwilę.

4. Bądź egoistką

Od dawna się mówi, że zdrowy egoizm, to najlepsze, na co może sobie kobieta pozwolić. Ty też nią bądź, egoistką, która dąży do zaspokojenia swoich potrzeb. Nie oglądaj się na innych. Zrób bilans zysków i strat. I nie obawiaj się tych strat, one zawsze będą. Jeśli nie krzywdzą twoich najbliższych (a z pewnością tak jest, bo na ich szczęściu tobie zależy), skacz, rób to, jakkolwiek błahe by ci się nie wydawało. Kup bilety na wymarzone wakacje, odpowiedz na interesujące ogłoszenie, wychowuj dzieci według swoich zasad, a nie teściowej.

Fot. Pixabay/pixolga / CCO

Fot. Pixabay/pixolga / CCO

5. Nie szukaj wymówek

Jesteś mistrzynią w wyszukiwaniu pretekstów, dzięki którym możesz w nieskończoność odkładać, to, co zaplanowałaś? Zawsze możesz powiedzieć, że przecież chcesz coś zrobić, że masz cel, że podjęłaś decyzję, ale niestety okoliczności nie pozwalają ci tego realizować? Tylko czy to naprawdę są rzeczy nie do przeskoczenia, czy tylko mur z twoich wymówek, których wymyślanie pochłania znaczną część energii, którą można by było przekuć w siłę do zrealizowania swoich postanowień?

6. Nie oglądaj się za siebie

To co było, już się zdarzyło. Przeszłość stanowi o naszej sile, jeśli wyciągamy z niej wnioski, a nie gdy ją rozpamiętujemy. Przecież wiesz, że stojąc w przeszłości, tkwisz ciągle w tym samym miejscu. Zostaw to. Odwróć głowę i spójrz przed siebie. Tyle wspaniałych rzeczy na ciebie czeka, korzystaj z nich i teraz dla przeszłości buduj tylko cudowne wspomnienia.

7. Doceniaj czas, który tu i teraz

Wykorzystuj każdą minutę swojego życia. Uwielbiam powiedzenie, żeby żyć tak, jakby każdy dzień był ostatnim. To pozwala mi często ruszyć z miejsca, może i tobie pomoże. Nie warto odkładać decyzji, realizacji marzeń. Mamy jedno życie, korzystajmy z niego, a to jakie ono będzie przecież zależy od nas samych!

8. Oswajaj swoje lęki

To trudne, bo nie da się nie bać. Lęk jest naturalny, zawsze będzie nam towarzyszył, ale niech nie determinuje twoich działań. Jeśli powiesz sobie: „Tak boję się, ale wiem, że to normalne”, będzie ci o wiele łatwiej. Nazwij to, czego się obawiasz, to co znane , bo nazwane mniej nas przeraża. Wiem coś o tym.

Fot. Pixabay/Unsplah / CCO

Fot. Pixabay/Unsplah / CCO

9. Zaufaj sobie

Nie szukaj potwierdzenia w oczach innych, akceptacji dla twoich decyzji. Ty wiesz, co dla ciebie jest dobre i co ważne. Masz swoje priorytety, kieruj się nimi. Inni nie muszą ich znać, ocenią zawsze ze swojej perspektywy, temperamentu i emocji, tego, co dla nich ważne. Sama sobie z pewnością nie zrobisz sobie krzywdy.

10. Uwierz w siebie

W swoją mądrość, wartość, wiedzę i możliwości. Bo jesteś właśnie taka. Mądra i piękna, i silna. Choć czasami masz co do tego wątpliwości, to nie pozwól, by one wysunęły się na plan pierwszy.

Stań przed lustrem, uśmiechnij się do siebie i poczuj swoją siłę. Kochaj siebie! Z tą miłością stać cię będzie naprawdę na wiele!

Daj znać, co pierwsze zrealizujesz, a co odkładasz w nieskończoność. Trzymam mocno kciuki! Ja już dziś w ciebie wierzę, na twój dobry początek.

 


„Jest mi bez Ciebie trudniej, ale lepiej” – list do męża

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 października 2015
Fot. iStock/Marjot

Piszę dziś ten list. Już dawno chciałam go napisać. Tyle, że wciąż brakuje mi pewności, siły i nadziei, by go wysłać. Nawet nie jestem pewna od czego zacząć…

Jest mi bez Ciebie trudniej, ale lepiej. Nie sądziłam, że to się kiedyś zdarzy, że przejdzie mi przez gardło. Wiele nas kiedyś łączyło. 16 lat, to w końcu kawał czasu. Dziś na pytanie, co nas łączy, oboje odpowiadamy tak samo – dzieci. Nic więcej. A Ty nadal nie rozumiesz, tego, co się właśnie z nami dzieje. Śpimy w jednym łóżku, pijemy kawę z podobnych kubków, kąpiemy się w tej samej wannie. Siedzimy nawet przy tym samym stole. I wymieniamy się podobnymi uwagami: „Zapłaciłaś energię?”. „Wyrzucisz śmieci?”, „Odbierzesz ją dzisiaj”.

Za nami wiele kłótni, wiele obietnic. Krzyczę, że to koniec, że nie chcę tak żyć. Ty też nie chcesz, ale nie chcesz niczego zmienić. Nie chcesz terapii, rozmów o nas. Nie chcesz wyjechać gdzieś ze mną, zmieniać się, pracować. „Nie męcz mnie”, mruczysz moszcząc się na kanapie, z książką, gazetą,  do złudzenia przypominając koszmar mężczyzny z mojego dzieciństwa. Pogrążony we własnych myślach, własnym świecie. Co tam, że syn mówi: „Tato, pobaw się”. Mówisz, że oczywiście, że tak, że zaraz. Tyle, że zaraz nie nadchodzi. You know. Miałam żyć inaczej, żyję podobnie jak kobiety z pokolenia matki.

Nie chcesz też pozwolić mi odejść. Bo ja– w odróżnieniu do nich wiem, że można odejść. „Chyba nie rozbijesz rodziny?”, syczysz mi nad uchem. Albo stajesz w drzwiach z miną pt. „pobłażanie” i cedzisz lekko: „Rozbijesz? Dzieciom? Rodzinę?” A ja nie mam dość siły. Odebrała mi ją ta przeklęta miłość. Miłość, która odbiera mi prawie wszystko, a może nawet wcale nie istnieje.

Po co to właściwie piszę? Chyba tylko po to, żeby się uwolnić, może przeczytać potem, że nie jestem sama, że inne mnie rozumieją – bo  Ty nie. Że ktoś jeszcze poza mną jest samotny w świecie „małżeństwo”. Czym czego zazdroszczą mi inne kobiety, co z góry ma być szczęściem, stabilizacją, normalnością. Phi, ile kobiet ukrywa cierpienie za tą śmieszną fasadą.

Chciałam trzymać Cię zawsze za rękę, ale nadszedł czas, że Ty tego już nie chciałeś. Puściłeś ją. Szukałam Twojej dłoni po omacku milion razy, za każdym razem bezlitośnie się mi wymykała, wyrywałeś ją, w końcu przestałam szukać. Dziś chyba już nie chcę jej ani szukać, ani znaleźć. Ale też nie mogę znieść myśli, że nie będzie jej gdzieś blisko. Paradoks co? Już Cię może nie kocham nawet, ale wciąż nie potrafię być wolna.

Od dawna jest już ta pora, by odejść. Skąd wiem, że pora?

– Bo nie słuchasz, gdy mówię. Warczysz za to: „Co znowu?!”

– Bo nie piszesz w ciągu dnia: „Co słychać”. Jeśli już to tylko czasem: „Załatwiłaś?”

– Bo jestem sama w codzienności, a gdy krzyczę o tym, znużony pytasz: „Ale o co ci, do diabła, chodzi”

– Bo jestem sama w łóżku, chociaż śpisz obok i nawet się czasem bzykamy. Nie wiem jak inaczej nazwać penetrację bez cienia czułości, uwagi, troski, bez cienia próby, by było lepiej, mocniej niż wczoraj. Bym choć na chwilę odpłynęła. No cóż, najważniejsze, że odpływasz Ty. Albo udajesz, bo średnio wierzę, że wystarczy Ci te kilka minut jęków i wzdychań.

Więc walczę, tylko po to by zderzać się z rzeczywistością. Myśleć, że bez Ciebie byłoby prościej, lepiej. Chociaż nie oszukiwałabym siebie, że mam męża. Świata bym nie oszukiwała, wszyscy by mi współczuli. Nie takiego życia chciałam. Okazało się, że każde moje marzenie obracasz w pył, że wszystko co jest dla mnie ważne – Ty, choćby i nieświadomie, niszczysz. Porzucasz mnie zawsze, gdy najbardziej Cię potrzebuję. Dokonujesz wyborów, które najbardziej mnie ranią. Bo nigdy nie uwzględniasz w nich mnie, dzieci.

I nie rozumiesz, nie próbujesz zrozumieć. Widzisz w swoim lustrze tylko siebie, podczas gdy ja chciałam widzieć nas.

Więc lubię, gdy wyjeżdżasz, późno wracasz. Już nie czekam. Chciałabym cofnąć czas, żeby to wszystko się nie zdarzyło – bo najbardziej boję się, że z „tym” już niczego nie naprawimy.

Dziś wolę nie wiedzieć, co będzie jutro. Gdy odwracasz się plecami. – Nie chcę teraz rozmawiać – mówisz. A ja kiedyś słyszałam, wiem, że tak wygląda obojętność, małżeńskie znudzenie, zmęczenie, przemijanie. Układam w głowie te wszystkie zdania, które powinnam  powiedzieć  i te których bym nie chciała, ale milczę. Nie umiem. Nie teraz. Wiem tylko, że nie chcę być tu, gdzie jestem.

Ja. 33 lata. Matka dwójki dzieci, mężatka. Dziesięć lat temu gotowa pokroić się za miłość. Za nas. Za przyszłość. Jak to boli. To, że jestem taka zwyczajna.


Zobacz także

Poradnik dla panów. Gra wstępna: co lubią kobiety?

„Co druga dziewczynka i co czwarty chłopiec uważają, że są zbyt grubi…”. Zaburzenia odżywiania – wszystko, co powinniście wiedzieć

Czerwony alarm. Kiedy twój wewnętrzny głos każe ci brać nogi za pas i spie…. czym prędzej