Jeśli boisz się odejść, bo myślisz, że nie spotkasz nikogo „lepszego” – przeczytaj ten list

Listy do redakcji
Listy do redakcji
25 lutego 2019
Wyszłam za mąż z rozsądku
Fot. iStock / Lorraine Boogich
 

Moja Droga! Nie jesteś szczęśliwa. Powiedz to sobie szczerze, przyznaj się.  Jeśli boisz się teraz odpuścić, odejść, to prawdopodobnie nie dlatego, że naprawdę jesteś zakochana w tym, co masz. Nie kochasz tego życia, ani tego mężczyzny. Kiedy dojdziesz do punktu, w którym czujesz, że musisz z nim być, a nie, że tego pragniesz, prawdopodobnie wyobrażałaś już sobie życie w pojedynkę. Jeśli boisz się zakończyć tę relację, lub jeśli myślisz, że nie możesz tego zrobić, to dlatego, że obawiasz się nieznanego. Zakładasz, że nigdy nie znajdziesz kogoś lepszego niż on – mężczyzna, z którym jesteś. Lub raczej – u którego boku trwasz, wegetujesz.

Tak się dzieje, kiedy pokładasz swoją wiarę w świecie zewnętrznym, a nie w sobie. Zastanawiasz się, czy twoja decyzja zostanie zaakceptowana. Zakładasz, że nie znajdziesz innej miłości, ponieważ krążysz w poszukiwaniu aprobaty. Nie widzisz innych możliwych opcji; zakładasz, że nigdy nie znajdziesz nikogo lepszego, bo nie możesz sobie tego wyobrazić. Musisz zdać sobie sprawę z tego, że jeśli masz złamane serce i jesteś zagubiona, to dlatego, że jesteś w miejscu, w którym nie powinno cię być. Utknęłaś. Są rzeczy dotyczące ciebie, o których możesz się dowiedzieć tylko wtedy, kiedy przestajesz polegasz na kimś, kto daje ci poczucie własnej wartości.

Nie martw się. Są wybory, których możesz dokonać tylko wtedy, gdy czujesz się absolutnie zagubiona i bezradna, to one pokażą ci drogę ku temu, czego zawsze chciałaś, ale nigdy wcześnie tego nie wybrałaś. Nie wybrałaś, bo się pomyliłaś, bo błądziłaś, bo nie wiedziałaś czego chcesz, bo nie zaznałaś nigdy dobrego uczucia. A dobre uczucia w dzieciństwie są jak drogowskazy do dobrego związku w życiu dorosłym.

Wszystko potoczyło się nie tak, jak powinno. Pomyśl, twój związek nie jest dla ciebie dobry, w twoim życiu jest więcej smutku niż radości. Jeśli jednak nie próbowałaś wystarczająco mocno tego zmienić, to dlatego, że nie chciałaś zaufać, że zasługujesz na szczęście. Wydawało ci się, że relacja, którą masz, to najwięcej na co cię stać. A może to już i tak „zbyt wiele”? Może myślisz, że na miłość nie zasługujesz w ogóle, wiec powinnaś się cieszyć tym, co masz i nie marzyć o prawdziwym, pełnym, szczęściu?

Mylisz się. Nieprawdziwa miłość, nieudana relacja, brak zrozumienia ze strony partnera to pułapka, w której tkwisz. Pułapka bez wyjścia. Nie licz na to, że sytuacja naprawi się sama, że twój partner dozna olśnienia, zmieni się, a ty poczujesz się jakbyś wygrała milion na loterii. To nie nastąpi. Ale nie bój się też, że jeśli go zostawisz, nie znajdziesz nikogo „lepszego” dla ciebie. To nie strach powinien być twoją motywacją, by coś zmienić. Prawidłowa motywacja to chęć zawalczenia o siebie, o swoją miłość własną. A twój problem leży w braku świadomości, że powinnaś zmienić swoje priorytety. Nie obawiaj się, że nie znajdziesz partnera. Postaw na siebie samą, na swoje wnętrze, swoje potrzeby. Nie myśl o związku, w ogóle. Myśl o tym, jak odzyskać wewnętrzną harmonię i na nowo nauczyć się być samą. Przecież na początku naszej związkowej drogi każdy z nas jest sam. Dopiero potem nasza historia zapisuje się bardziej lub mniej udanymi miłościami.

Przestań się bać radykalnych zmian. Zły związek blokuje cię na każdym polu i nie pozwala ci iść do przodu. Trwanie w tym, co negatywne i przytłaczające przesłania ci możliwości, które się przed tobą rysują.

 


„Wyobraź sobie, że jesteś kobietą i widzisz kobietę w takim stanie, jak ja (…) Jak zareagujesz?”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
26 lutego 2019
Fot. Screen z Facebooka
 

„Wyobraź sobie, że jesteś kobietą i widzisz kobietę w takim stanie jak ja na zdjęciu powyżej, która przez łzy mówi Ci, że przed chwilą nieznany mężczyzna ją pobił i że walił ją po głowie i mówił, że jak będzie krzyczeć to ją zabije. Jak zareagujesz? Bo Pani Policjantka przez radio informowała, ze dziewczyna czuje się dobrze (mimo, ze wrzeszczałam żeby mi pomogli), a Pan Policjant krzyczał na mnie, ze zamiast robić sceny to może lepiej bym się wychyliła przez okno i wyglądała za sprawcą” – tymi słowami zaczyna się poruszający wpis na Facebooku. Aleksandra wraca do akademika. Było bardzo wcześnie, ale ulica nie była pusta. Mężczyzna, który na nią napadł pojawił się nagle. Chciała uciekać – nie udało się. Próbowała zatrzymać przypadkowy samochód – odjechał…

To mogłeś być TY. Mogłeś być tym policjantem, mogłeś prowadzić ten samochód, wreszcie to Ty mogłeś uciekać i wzywać pomocy… to Ty mogłeś utonąć w ciszy.

Przeczytajcie poniższy wpis. Podajcie dalej. Żyjemy w świecie, w którym co chwilę spotyka kogoś taki koszmar. Ale nie musimy żyć w miejscu, w którym ludzie udają, że nie widzą. W miejscu bez ratunku. #STOPRZEMOCY

Poruszający wpis Aleksandry (pisownia oryginalna):

„Wyobraź sobie, że jesteś kobietą i widzisz kobietę w takim stanie jak ja na zdjęciu powyżej, która przez łzy mówi Ci, że przed chwilą nieznany mężczyzna ją pobił i że walił ją po głowie i mówił, że jak będzie krzyczeć to ją zabije. Jak zareagujesz? Bo Pani Policjantka przez radio informowała, ze dziewczyna czuje się dobrze (mimo, ze wrzeszczałam żeby mi pomogli), a Pan Policjant krzyczał na mnie, ze zamiast robić sceny to może lepiej bym się wychyliła przez okno i wyglądała za sprawcą. To zdjęcie i ten opis dodaje dla wszystkich moich koleżanek z akademika, które mogły być na moim miejscu dla wszystkich kobiet i mężczyzn, którzy mają matki, siostry, dziewczyny etc.

Zdarzenie miało miejsce w Łodzi w poniedziałek o godzinie ok 5:30 kiedy wracałam ze szkolnej transmisji Oskarów do akademika. Jest to trasa, która pokonuje codziennie. Dosłownie minutę po tym jak rozmawiałam z moją koleżanką o tym, że za 5 minut będę w domu i wyszłam wcześniej bo chce się wyspać na zajęcia. Nie zauważyłam jak w ciągu kilkudziesięciu sekund podszedł do mnie mężczyzna, który krzyknął do mnie „o ty kurwo” i zaczął mnie szarpać. Pierwsza rekcją ucieczka- niestety udaremniona, widzę przejeżdzające auto to wyskakuje przed nie i zatrzymuje krzycząc pomocy bo już wiem, że coś jest nie tak. Samochód mnie mija, ot normalny łódzki incydent w poniedziałkowy poranek. Zaczynam krzyczeć i wtedy mężczyzna zaczyna do szarpania i ściskania dodaje okłady pięścią w twarz i głowę i informuje mnie, że mam mu cytuje „oj*bać galę”.

W życiu nie spotkało mnie coś równie obrzydliwego, coś na tyle przerażającego, że dosłownie się zsikałam pod siebie. Potem pamietam już tylko okładanie mojej głowy, krzyki „nie krzycz bo Cię zajebę” i moje histerycznie wrzeszczenie w niebogłosy o pomoc.

Na koniec sprowadzenie do pozycji klęczącej i kilka kopniaków w głowę i w bok ciała. Potem pojawili się ludzie i oprawca spokojnie oddalił się w stronę ulicy Kilińskiego. Ja po tym wszystkim nie byłam w stanie wydusić z siebie nawet słów gońcie go! Jedyne co krzyczałam to „boże co on mi zrobił” i sama musiałam zadzwonić o pomoc. Po 25 minutowym oczekiwaniu podjeżdża radiowóz, z którego policjanci nawet nie raczą wysiąść tylko mówią: „wsiada poszkodowana i jeden świadek. Czy zna go Pani? Nie. Czy zabrał coś Pani? Nie nic nie zabrał, tylko chciał mnie zgwałcić, kopał po głowie i groził śmiercią.”- funkcjonariusze zamiast udzielić mi pomocy zajmowali się jeżdżeniem w koło jakby ten człowiek po 25 minutach miał być w promieniu czterech ulic. Jak to szczegółowo wyglądało opisywałam na początku. W końcu po kilku telefonach od dyspozytorki, która wysłała do mnie karetkę łaskawie odstawiono mnie na miejsce ZDARZENIA aby udzielono mi pomocy medycznej. Pan w karetce na miejscu wyjaśnił mi, ze to moja wina bo miałam słuchawki w uszach. Nadal w mokrych od uryny ubraniach, przewieziono mnie do szpitala, a tam dopiero po kilku razach upominania się dano mi jakieś jednorazowe ubrania. Lekarz stwierdził, że brak objawów neurologicznych obliguje mój wypis.

Po wyjściu ze szpitala jadę na komisariat i dowiaduje się, że funkcjonariusze zostawili notakę, że zostałam pouczona. Ja ofiara, zostałam przekazana do karetki bez jakichkolwiek instrukcji co dalej i oni mi mówią, że zostaje pouczona. Okazuje się, że sprawy nie ma i jeżeli chce aby sprawca był ścigany muszę złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Policjanci mówią mi, że nie ma śladów biologicznych więc jedyne co mi dolega to uszczerbek na zdrowiu poniżej 7 dni co jest wykroczeniem. To co usłyszałam „Jak mi nie ojebiesz gały to Cię zabije” „zamknij się bo Cię zabije” i okładanie mnie po głowie nie jest wystarczające.

Coraz to nowym policjantom muszę opowiadać ze szczegółami jak i gdzie mnie dotknął, złapał, szarpnął , uderzył ze wszelkimi szczegółami. W efekcie przesłuchuje mnie prokurator. Sprawca będzie ścigany. Tylko dlatego, że powiedziałam sobie, że nie odpuszczę, ze ten człowiek pewnie mieszka obok nas i nie zrobił tego pierwszy raz i że nie narażę na to piekło innych kobiet.

I teraz możemy przejść do meritum czyli tego, że będąc w takiej sytuacji w ogóle się nie dziwie kobietą, które nie zgłaszają takich przestępstw skoro to tak wyglada. Że 3 dni temu mówiłam, ze kocham swoją szkole, Łódź, Polskę, a dzisiaj myśle, że nienawidzę tego kraju, w którym żadna ze służb nie potrafiła udzielić mi pomocy i wsparcia. Że biurokracja jakoś przegapiła ten incydent. Od dzisiaj boje się chodzić po ulicy i pewne w ogóle będę jakoś inaczej zachowywała.

Moja wdzięczność dla rodziny oraz przyjaciół w tej sytuacji jest nieopisana. Bez tych osób nie dożyłabym chyba końca tego dnia.
I proszę nie zadawajcie mi więcej pytań bo nie po to wszystko. Tylko po to żebyście kupiły gaz, udostępniły post, zwiększyły świadomość problemu tego przyzwolenia służb na takie przestępstwa na kobietach”.

źródło: facebook.com


Wzruszająca animacja o przyjaźni. W tym kocie się zakochacie!

Redakcja
Redakcja
25 lutego 2019
Fot. Screen z Youtube

Ta krótka animacja od Pixar jest nie tylko dla miłośników kotów czy Pitbulli. To wzruszająca historia o przyjaźni łamiąca stereotypy. Ci, którzy na początku wydają się nam groźni, w rzeczywistości mogą okazać się tymi o gołębim sercu, trzeba tylko dać im szansę. Obejrzyjcie ten filmik, niech dzieci usiądą przy was, pośmiejcie się, wzruszycie, a na końcu możecie podzielić się refleksją nie tylko o traktowaniu zwierząt, ale też o tym, co w naszym życiu jest najważniejsze. 


Zobacz także

„Przestań zwracać mu uwagę”. Jak walczymy ze sobą przy dzieciach, mimo, że miało być inaczej

„Przyszedłeś za wcześnie” – kiedy nowa miłość przychodzi nie w porę…

9 typów seksu, które czekają cię po ślubie. 7 z nich zaliczysz na bank