Jeden prosty sposób, by spi*przyć nawet najbardziej udany związek

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
8 października 2017
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic

Małżeństwo Edyty rozpadło się cztery lata temu. Powód? Była chorobliwie zazdrosna, a on po prostu miał już dość ciągłego tłumaczenia się. Ta zazdrość nie wzięła się jednak z powodu jego niefrasobliwego zachowania lub luźnego podejścia do relacji z innymi kobietami. Nie, nie. Zazdrość Edyty była bardziej złożona i dlatego też rozpadł się także jej kolejny związek. 

Odkąd pamięta, nigdy siebie nie lubiła. Przeszkadzało jej niemal wszystko – garbaty nos i kręcone włosy, niski wzrost, piegi na dekolcie. Nie przepadała także za niektórymi swoimi cechami charakteru. Jest bardzo impulsywna, zaborcza i ma słomiany zapał. Tak ona w skrócie opisuje siebie. Terapeucie wystarczyło jedno spotkanie, by mógł ocenić ją zdiagnozować. A właściwie wskazać powody, przez które jej małżeństwo się rozpadło. Ale od początku.

Z Markiem tworzyli udaną parę, byli szaleńczo w sobie zakochani. Ona jednak wciąż nie mogła uwierzyć, że taki wspaniały facet w ogóle zwrócił na nią uwagę. Jemu nie pozostało więc nic innego, jak tylko każdego dnia zapewniać Edytę o swoich uczuciach. I robił to niemalże przez cały okres ich małżeństwa. – Kiedy on zapewniał, że świata poza mną nie widzi, ja śmiałam się i mówiłam, że pewnie w końcu mu się odmieni i spotka fajniejszą babkę. No i wykrakałam – opowiada. Nie ukrywa, że była bardzo zazdrosna i zaborcza. Kontrolowała każdy jego ruch. Porównywała się z kobietami, które obracały się w jego towarzystwie. Po różnych wzlotach i upadkach każde poszło w swoją stronę. To znaczy właściwie to Marek poszedł, a ona została, utwierdzając się w przekonaniu, że faktycznie jest brzydka i beznadziejna.

Rok później poznała Tomka. Był bardzo szarmancki, ale też oddany i kochający. Na niewiele jednak zdały się jego dobre intencje, ponieważ Edyta w każdym jego ruchu dopatrywała się fałszu. I znów pojawiły się natrętne myśli „to niemożliwe, żeby taki facet zwrócił na mnie uwagę”. Cokolwiek zrobił, zawsze było źle, niedobrze. – Kiedyś w kłótni powiedział mi, że ma wrażenie, jakbym tylko czekała na jakieś jego niepowodzenie. I to dało mi do myślenia. Faktycznie obserwowałam każdy jego ruch i czekałam, aż będę mogła krzyknąć „acha, mam cię!” – wspomina. Na niczym go jednak nie przyłapała. Zostawił ją.

Edyta wybrała się do terapeuty, który miał wyjaśnić jej, co robi nie tak, że faceci od niej odchodzą. Jakież było jej zdziwienie, gdy już na pierwszej wizycie dowiedziała się, w czym tkwi problem. Dla specjalisty nie było to trudne, ponieważ problem, z którym zmagała się Edyta, dotyczy bardzo wielu kobiet. – „Pani siebie nie kocha. Ba! Pani nawet siebie nie lubi. Ani wyglądu, ani charakteru. Nawet najbardziej udany i dobrze rokujący związek, przepełniony wielką, szczerą miłością rozpadnie się, jeśli nie będzie pani kochała siebie”. Dokładnie tak mi powiedział. I dziś wiem, że miał rację – stwierdza.

Te dwa związki można było uratować. Ty też jeszcze możesz uratować swój. Musisz uświadomić sobie, w jaki sposób twój brak samoakceptacji sabotuje twój związek.

Partner ma dwa razy więcej roboty

Skoro ty nie czujesz się piękną, mądrą i wartościową kobietą, oczekujesz, by on cię o tym zapewniał. Wciąż i wciąż. On będzie to robił, ale tylko do pewnego czasu. W końcu po prostu będzie zmęczony, bo to naprawdę ciężka praca. Szczególnie, gdy negujesz każdy jego komplement i zapewnienie o miłości.

Posądzasz go o złe intencje

Ludzie, którzy nie kochają siebie, mogą niewłaściwie oceniać sytuację i zachowania innych ludzi. Wydaje im się, że każdy jest wrogiem. Takie podejście działa wyjątkowo destrukcyjnie na związek, ponieważ powoduje, że partner czuje się wciąż obserwowany i osądzany.

Porównujesz swój związek z innymi

Zamiast być wdzięczną i doceniać to, co masz, nieustannie porównujesz swój związek z innymi. Oczywiście twoja relacja z partnerem zawsze wypada słabo na tle innych. Tam mężczyźni przecież bardziej się starają, intensywniej okazują swoją miłość, a ich partnerki są zadowolone z życia i spokojne o swój związek.

Generujesz negatywne emocje

Nikt nie chce wiązać się z osobą, która nieustannie szuka dziury w cały, a ty właśnie to robisz. Doszukujesz się problemów, a jeśli nie możesz ich znaleźć, wymyślasz je. Wasza relacja staje się coraz bardziej toksyczna, a partner, mimo najszczerszych chęci, nie potrafi cię zadowolić.

Przestaniesz go interesować

Jest coś pociągającego w ludziach, którzy są niezależni, lubią siebie i mają normalne, zdrowe poczucie własnej wartości. Przy kimś takim po prostu chce się żyć. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że są przez to atrakcyjniejsi dla płci przeciwnej. On po prostu straci zainteresowanie tobą, jeśli dalej będziesz sabotowała wasz związek poprzez swoją niską samoocenę.

To jeszcze nie jest najgorsze. Wiesz, co jeszcze może się stać, jeśli nie kochasz siebie? Jeśli akurat trafisz na kogoś, kto nie będzie darzył się prawdziwą miłością, a po prostu zwiąże się z tobą?

Pozwolisz traktować się źle

Nic dziwnego, przecież nie zasługujesz na miłość, opiekę, bezpieczeństwo, wsparcie. „Gdybym była coś warta, on na pewno nie traktowałby mnie w ten sposób”. I tak latami będziesz pozwalać na różne nadużycia oraz fizyczną i psychiczną przemoc, będąc przekonana, że nic więcej cię w życiu nie spotka.

Brzmi strasznie, prawda?

Jesteś wspaniała, jedyna i niepowtarzalna. Uwierz w to.


 

Na podstawie: Pop Sugar


„Zaszłam w ciążę, a on mówił, że to dziecko ma kilku ojców”. Akcja „Napisz nam swoją historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 października 2017
Fot. iStock / da-kuk
Fot. iStock / da-kuk
Byłam w trakcie rozwodu, kiedy się poznaliśmy. Wszystko zaczęło się banalnie, a zarazem z dnia na dzień brnęłam w miłość bez odwzajemnienia, w związek bez przyszłości nie wiedząc co dopiero mnie czeka. I ile zmartwień i łez mi przysporzysz!

Wiedziałeś w jakiej znajdowałam się sytuacji. Wiedziałeś, że mój rozwód był długi i ciężki i przez co przeszłam przez 14 lat małżeństwa!W trakcie rozwodu spotykaliśmy się dzień w dzień, kochaliśmy się jak szaleni, gdzie tylko popadnie. W głowie miałam wiele planów i problemy, które się piętrzyły.
W pewnym momencie zaczęłam remont mieszkania, w którym miałam zamieszkać razem z córką. Przytłaczały mnie kredyty i praca za biurkiem po 12 godzin. I nagle niespodziewanie przychodzi szok – nieplanowana ciąża. Gdy zobaczyłam dwie kreski, byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi, mimo iż wiedziałam, że ty jako ojciec maleństwa raczej nie będziesz szczęśliwy z tego powodu. I miałam rację!
Nagle odwróciłeś się od mojej osoby, unikałeś twierdząc, że musisz sobie to wszystko przemyśleć i że to szok jest dla twojej mamy! Dziwne to było dla mnie, bo przecież tak nie zachowuje się dorosły mężczyzna. I dziwne to było, bo wszyscy wiedzieli o nas.
Chwilę po tym nasi wspólni znajomi doprowadzają do machiny, która niszczy mi życie. Od plotki do plotki dopiąłeś mi metkę tej łatwej, tej która wrabia cię w dziecko. Słyszałam, że ta istotka nie jest twoja, że ma kilku ojców. było mi przykro i ciężko mi zrozumieć, jak można wymyślić taką historię, która odbija się na naszym maleństwu!!!
Znosząc te wszystkie upokorzenia od twojej osoby i ze strony Twojej rodziny czułam, że odebrałeś mi godność. Straciłam pewność siebie. Idąc ulicą czułam na sobie wzrok innych i wytykanie palcami – to ta puszczalska.Wiele razy łapałam się na tym, że rozmawiając z kimś zastanawiałam się jaką ta osoba ma opinie na mój temat. Chciałam z Tobą rozmawiać, wytłumaczyć się, ale mnie unikałeś i nagle po dwóch miesiącach dałeś mi ultimatum – badania na ojcostwo w trakcie ciąży albo nie istnieję dla Ciebie!
Nosiłam w sobie Twoje dziecko, maleństwo, które było moim największym marzeniem. Czułam jak ta mała istotka bardzo się niepokoi! Było mi ogromnie źle, że to niczemu winne maleństwo jest na ustach całego miasta. Było mi przykro, że Ty sam opowiadasz, że to nie Twoje dziecko i że ojcem może być mój były mąż.
Czułam się jak zero, jak kobieta bez wartości! Nie pomagało nic. Moje zapewnia, że mówię prawdę… Najważniejsze były opinie innych, ale nie to co ja mówiłam. Zgodziłam się na badania myśląc, że w końcu będziesz miał wszystko czarno na białym i miałam nadzieję, że skończy się to całe nieporozumienie. Mimo tego i tak do siódmego miesiąca ciąży byłam dla Ciebie obca. Traktowałeś mnie z pogardą i chamstwem. Już wtedy widać było, że nic dla Ciebie nie znaczyłam!
Kiedy dostałeś wyniki padłeś na kolana przepraszając i prosząc o wybaczenie.Wybaczyłam i nie dla siebie, czy dla ciebie, ale dla naszej córeczki, której tak bardzo oczekiwałam, bo chciałam, aby wychowywała się w pełnej rodzinie. Obiecywałeś mi tak wiele. W dniu porodu trzymałeś mnie dzielnie za rękę, kiedy nasza córka przychodziła na świat. Miałeś się odciąć od rodziny, ale to nie doszło do skutku, wiele nieporozumień wynikło przez Twoją mamę i siostrę, pamiętasz? Nawet w momencie, kiedy nasza kruszynka przyszła na świat, byłeś za tym, aby nasza córka nie chodziła do Twojej rodziny. Twierdziłeś  że oni mnie nie akceptują i dziecka też nie, ale ja bardzo chciałam, aby ona miała rodzinę, bo przecież moi rodzice nie żyli, a rodzeństwo miałam za granicą.
Jedyną osobą, jaka była mi najbliższa, była moja 13-letnia córka i nasza kruszynka, która przyszła na świat! Prosiłam, abyś porozmawiał ze swoją rodziną, aby ją zaakceptowali, ale to wszystko odwróciło się jeszcze bardziej przeciwko mnie! Otwarcie mi mówiłeś, że Twoja rodzina mnie nienawidzi! Godziłam się na wszystko, aby tylko Twoja rodzina i znajomi zrozumieli jaki błąd popełnili. Starałam się i im wybaczyć, bo wiem że rozpamiętywanie nie miało sensu, ale po czasie zrozumiałam że sensu nie ma nasz związek .Pozwalam Ci na wiele,  na wyjście do dyskoteki, kiedy ja sama siedziałam z małą, na wracanie do domu rano, pijany do nieprzytomności. Na to, że wszystko było na mojej głowie! Nie interesowały Cię potrzeby naszego maleństwa – rachunki, zakupy, wszystko miałeś podane na tacy, wszystko, a ja potem jeszcze tolerowałem  wyzwiska, bo myślałam że się zmienisz.
Aż przyszedł dzień, kiedy zrozumiałam, że mimo że Cię kocham, muszę się odwrócić i odejść, bo wiem że muru głową nie przebiję, że nie mogę pozwolić, aby nasza córka dorastała w rodzinie, gdzie nie ma szacunku. Wiedziałam, że nie mogę pozwolić, aby patrzyła na Ciebie, kiedy jesteś pijany i słuchała wyzwisk! Musiałam powiedzieć stop, bo moje wcześniejsze małżeństwo skończyło się dlatego, że mój były mąż się znęcał nade mną i nad moją  córką. Nie chciałam, aby i ona przechodziła kolejny raz przez podobną sytuację!
Dziś wiem, że postąpiłam najlepiej, jak mogłam. Wiem, że moje córki będę dorastały może i bez ojców, ale w ciszy, spokoju i szacunku! Dziś już wiem, że zaszczepię im siłę i to że wyrosną na piękne i mądre kobiety, które będą świadome swoich potrzeb i wartości! Bo moje córki to „moje wszystko”. Zrozumiałam, że nie mogę nigdy więcej pozwolić żadnemu mężczyźnie, aby  mnie wykorzystywał, bo Ty przecież mnie wykorzystywałeś. Miałeś za naiwną, która  będąc niezależną kobietą, podawałam Ci wszystko na skinienie palca!
Dziś pytam siebie, jak mogłam sobie pozwolić na takie traktowanie, na obelgi od Ciebie i od Twojej rodziny? Jak mogłam pozwolić Tobie, abyś mnie tak bardzo oczernił i poróżnił z innymi? Dziś już wiem, że mimo tylu wylanych łez, mimo tego, że tak bardzo było mi ciężko. Powoli odbuduję swoją pewność siebie i zacznę żyć normalnie. Na chwilę obecną zgubiłam wiarę w człowieka, wiarę w mężczyznę. Mimo, że mam żal do Ciebie, mimo że za każdym razem, kiedy przychodzisz po naszą córkę, odbijam się jak od ściany. To jeszcze bardzo długo nie będę mogła wymazać tej historii z mojego życia! Mimo tego bólu i tego, jak mnie potraktowałeś, wiem, że nasza córka była, jest i będzie wszystkim najpiękniejszym, czym mogłeś mnie obdarować i bardzo Ci za to dziękuję!
Kasia

Akcja „Napisz nam swoją historię”

Przez cały miesiąc będziemy czekać na wasze historie pod adresem kontakt@ohme.pl. Będzie nam niezmiernie miło, gdy zechcecie się podzielić tym, co wam w duszy gra. Co was boli, a co cieszy, kim jesteście i gdzie byście chciały być. Najciekawsze z historii opublikujemy na łamach portalu, a najlepsze z nich nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Nagrody:

10 x zestaw 7 dwufazowych ampułek POWER EFFECT Bi-Phase serum od KLAPP Cosmetics, idealny jako 7-dniowa intensywna kuracja

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


10 x zestaw kosmetyków Kneipp® – W HARMONII Z NATURĄ, składający się z:

Bestseller marki Kneipp®BIO-Olejek do ciała,

BioOel_100ml_Pl_hi_40

Kneipp®Balsam pod prysznic Kwiat migdała Jedwabna skóra,

BC_PSD0308Duschbalsam_Mandelbluete102_hi_40

Kneipp®Olejek do ciała Kwiat migdała Jedwabna skóra,

Hautoel_Mandel_100ml_Pl_hi_40

Kneipp®Olejek do kąpieli Kwiat migdała Jedwabna skóra,

Oelbad_Mandel_20ml_Pl_hi_40


8 x egzemplarz książki „Projekt: Związek”

To książka, która ukazuje wszystko to co ważne i poważne w naszym związku w formie komiksu. Fantastyczna lektura, w której temat najważniejszej dla nas relacji potraktowano w nietuzinkowy sposób.

projekt zwiazek druk


10 x film „Azyl” na nośniku DVD

FILMOSTRADA_logo_bez_tla

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W Polsce, w 1939 roku, Antonina Żabińska (dwukrotnie nominowana do Oscara ® Jessica Chastain) i jej mąż, z powodzeniem zarządzają warszawskim ZOO, gdzie mieszkają wraz z rodziną w idyllicznych warunkach. Jednak ich świat wali się w gruzy, gdy hitlerowcy napadają na Polskę, a oni zostają podporządkowani przybyłemu z Rzeszy zoologowi (Daniel Brühl). Dla odzyskania wszystkiego co stracili, Żabińscy ryzykują życiem, podejmując współpracę z ruchem oporu, wykorzystując klatki i sekretne tunele ZOO do ratowania ludzi przed okrucieństwem nazistów.

To jedna z takich historii, o które kino musiało się upomnieć. Poruszająca filmowa opowieść, która wydarzyła się naprawdę. Antonina Żabińska, żona dyrektora warszawskiego zoo, wspólnie z mężem, Janem, ukrywali podczas II wojny światowej dziesiątki Żydów. Osobiście wydostawali ich z getta i pomagali przetrwać w opustoszałych murach ogrodu zoologicznego. Niektórzy ukrywani byli w miejscach przeznaczonych dla zwierząt, inni w willi Żabińskich. W 1965 roku Jan i Antonina Żabińscy zostali odznaczeni przez instytut Jad Waszem tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Scenariusz filmu powstał w oparciu o wstrząsającą książkę Diane Ackerman „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim zoo”.

O samej Antoninie mówiono, że była nie tylko piękną kobietą, ale także mądrym, dobrym, odważnym człowiekiem, który dobro innych stawiał nad własne bezpieczeństwo. W roli Antoniny zobaczymy dwukrotnie nominowaną do Oscara Jessicę Chastain. W pozostałych rolach m.in.: Johan Hendelbergh (w roli Jana Żabińskiego) i Daniel Brühl.

Czas trwania akcji: 05.09.2017 – 05.10.2017 roku. Wyniki zostaną opublikowane na www.ohme.pl do dnia 15.10.2017.

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.


Jakie myśli, takie emocje, a jakie emocje, taka też i kondycja naszego ciała. Nieoceniona siła niemyślenia

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
8 października 2017
Fot. iStock/SrdjanPav
Fot. iStock/SrdjanPav

Jakie myśli, takie emocje. Jakie emocje, takie rezultaty w ciele. Czy zatem myśli to początek jest wszystkiego? Takie nasionko wbite w mózg, które kiełkuje i rośnie w ciele jak jakaś komórkowa roślina? Korzonki ma w głowie, a kwiaty lub ciernie w ogrodzie ludzkiego ciała? No i czy to w ogóle jest możliwe, by coś tak nieuchwytnego jak myśl mogło mieć potencjalnie taką nad nami moc, aby i ciało we własnej osobie skakało tak jak owa myśl mu zagra? To ciało fizyczne? To liczone na kilogramy? Wrażliwe na dotyk? To żywe, ruchliwe ciało, które gołym okiem, jakie jest, każdy widzi?

Pytać i dywagować można tu sobie w nieskończoność. Odpowiedź jednak jedna jest i pewna jestem jak dwa razy dwa, że innej nie ma: jakie myśli, takie emocje, a jakie emocje, taka też i kondycja naszego ciała. Człowiek to bowiem fenomenalnie skonstruowana całość. To system naczyń powiązanych, funkcjonujących i łączących ludzką fizyczność z duchowością i umysłem. Tacy po prostu jesteśmy. Spirytualni, bo wyposażeni w duszę, która nieustannie chce się rozwijać. Umysłowi, bo dano nam mózg, którego możliwości są nieskończone. I fizyczni, a więc zaopatrzeni w ciało, uszyte na miarę tego zewnętrznego świata, w którym żyjemy.

Aby zatem system sprawnie działał, wszystkie trzy wymiary muszą trwać w harmonii. To balans jest tu bowiem tym stanem, który stwarza nam optymalne do życia warunki. Wytrącenie takiego super systemu z równowagi, każdorazowo powoduje trzęsienie. I o ile jeszcze małe uniesienia, wzloty i upadki dodają życiu pikanterii, a co poniektórzy to i żyć bez nich nie potrafią, o tyle wspomniane trzęsienia, najchętniej byśmy omijali. Tylko jak? Zapytacie. Kiedy myśli takie galopujące, takie nieokiełznane, a w ślad za nimi emocje do białości rozwirowane i to ciało biedne, takie udręczone, umęczone, obolałe.

Ano jest pewien sposób, rodem z dalekiego wschodu, który ulgę w myśleniu przynosi. Ujarzmia myśli, wycisza emocje i pozwala ciału oddech na powrót złapać. Mowa tu o medytacji. O tym stanie ciszy idealnej. Pustce w głowie, wyzutej z myślowego galopu. Dotrzeć tam, gdzie myśl przestaje nawet drgać, nie jest jednak łatwo wcale. Wszakże przyzwyczajeni jesteśmy do mózgogadania jak do powietrza, którym oddychamy. Ledwo oczy o świcie otworzymy, a już nam w mózgu gra taka czy inna myślo-melodia.

Wyciszenie głowy to niestety proces, powiązany do tego z regularną praktyką. W sumie trudny nie jest. Wszystko czego wymaga to to, byśmy w ciszy usiedli, może oczy przymknęli i trwali tak przez 15, 20, może 30 minut. I kiedy mówię „trwali” tylko to mam na myśli. Trwali bezwysiłkowo, bez jakiejkolwiek próby kontrolowania myśli, zmuszania ich do niegalopu, niemyślenia, nieistnienia. Jeśli już na czymś skupić się musimy, to niech to będzie oddech. Wdech i wydech, wdech i wydech… który krąży w nas… najpierw może szybciej, lecz w chwilę potem już wolniej, docierając, zaglądając w miejsca, w których z reguły wcale nie bywa, wdychany i wydychany zbyt szybko. Taki rozpędzony oddech na wzór i podobieństwo rozpędzonego życia, który nagle zwalnia, zmniejsza tę szaloną prędkość i staje się równomierny, opanowany, uspakajający, życiodajny. Taki jaki oddech powinien po prostu być.

Więc, kiedy człowiek tak w ciszy usiądzie, kiedy skupi uwagę na przepływającej chmurze oddechu, wtedy nie tylko poznaje siebie niejako de novo, lecz także z czasem, władze nad myśleniem odzyskuje. Myśli rzecz jasna nie znikną od razu. Będą powracać, nawracać, zagadywać. Nic to nie szkodzi, taka w końcu jest procedura. Trzeba pozwolić myślom zaistnieć choć tylko po to, by w momencie w którym złapiemy się na konkretnej myśli myśleniu, będziemy mogli w pełni świadomie podziękować jej za uwagę obiecując, że w późniejszym terminie przemyślimy ją z nawiązką i na wskroś. Tak zidentyfikowana i poniekąd zdemaskowana myśl, najczęściej oddali się bez zbytniej walki. Aż pewnego dnia poczujemy, że nasz regularny czas w ciszy przynosi nam wyczekiwaną ulgę i całkowite uwolnienie od myśli wszelakich.

Jak to się teraz ma do choroby? Tej wrednej, nieprzyjaznej, choroby takiej jak rak, czy jakiejkolwiek innej, która umysł nasz zaprząta? Ci, którzy choć raz diagnozę swoją w tej kategorii dostali, wiedzą doskonale, że gorsze od samej choroby są właśnie owe myśli, które wymiar nieco potworny w takich chwilach przybierają. Myśli, które sen z powiek spędzają, które tworzą makabryczne scenariusze, kręcą nam w głowie psychologiczne thrillery i wyciskające łzy dramaty. Z takimi myślami jakość naszego życia spada do poziomu nędzy. I nie dość, że raka mamy w systemie, to do tego własna nasza głowa nóż nam wbija w plecy.

Wyciszenie tej mózgowej nawałnicy jest jak owo słońce po deszczu. Wschodzi takie na nieboskłon i wyciąga życie z nory, w której przerażone, schronienia szukało. Dlatego nie można nie doceniać potęgi niemyślenia. Zwłaszcza w chwilach trudnych, w których myśl niekontrolowana pogłębia tylko dramat. Głowa z myśli wyczyszczona to głowa zbawiona. Głowa przyjazna, przychylna, terapeutyczna. To głowa, która ciału ulgę przynosi, zdejmuje z naszych barków ciężar, rozluźnia mięśnie, uciski w ciele, opanowuje i umniejsza ból. Na poziomie mentalnym zaś, taka głowa, przestaje biczować nas myślami, przestaje ciąć nimi jak brzytwa. Bo taka głowa przestaje się bać i zaczyna myśleć konstruktywnie. Taka głowa to sprzymierzeniec w chorobie. I taka głowa teraz już wie jak ma główkować, by człowiek mógł zdrowie odzyskać.

Jakie myśli takie emocje. A jakie emocje, takie rezultaty w ciele. A zatem cicho, sza.

amazonka w dzubki agata

sliwowski-awatarAmazonka w Dżungli to portal dla kobiet i o kobietach, w których życiu pojawił się RAK. To miejsce, w którym piszemy o tym jak przeżyć raka i nie zwariować; co zrobić by życie pomimo choroby nie straciło na jakości; jak odzyskać grunt, który utraciłyśmy z powodu jednej, obezwładniającej diagnozy. To portal, w którym odkodowujemy raka, odzieramy go z czarnego PR’u i uczymy jak budować w sobie moc.

Odwiedź Amazonkę w Dżungli na blogu oraz na Facebooku.


Zobacz także

10 rzeczy, które powinniście mówić sobie w związku, kiedy wszystko się komplikuje

10 rzeczy, które powinniście mówić sobie w związku, kiedy wszystko się komplikuje

Fot. iStock / epicurean

Świeże bułki i kwiaty bez okazji, to jednak za mało kochanie

Fot. iStock /  petekarici

Przestańcie mi życzyć męża i dzieci. Mam 40 lat, jestem sama i naprawdę mi z tym dobrze!