Jak facet robi z ciebie idiotkę, czyli co to znaczy, kiedy na drugiej randce słyszysz: „Szukałem cię przez całe życie”

Redakcja
Redakcja
11 kwietnia 2018
Fot. istock/LightFieldStudios
 

Zauroczenie sprawia, że wielu spraw nie dostrzegamy w porę. Atrakcyjność fizyczna, pociąg seksualny, przypływ emocji – wszystko to może sprawić, że nie zauważymy tak zwanych czerwonych chorągiewek, znaków ostrzegawczych, że mamy do czynienia z Rezultatem jest złamane serce i poczucie winy wobec samej siebie.

Oto kilka typowych sytuacji, które powinny cię zaniepokoić na początku związku.

Co on mówi: „Jesteś osobą, której szukałem przez całe życie”.

Kiedy to mówi:  Randka numer 2

Wniosek:  Faceci tacy jak ten bardzo szybko stwierdzają, że się zakochali. Dają ci poczucie, że czekali na kogoś takiego jak ty i mówią ci o tym niemal natychmiast. Bombardują cię miłością, wysyłają milion SMS-ów, a to będzie miało oczywiście pozytywny wpływ na twoje poczucie własnej wartości. Wystarczy, że osiągną to, czego chcieli (intymna bliskość, twoje uczucie) i odchodzą, a ty zostajesz z pytaniem „Co zrobiłam źle?”

Co robić: To prawda, że ​​miłość od pierwszego wejrzenia jest możliwa … ale zawsze warto się najpierw upewnić, że nie padłaś ofiarą nałogowego uwodziciela. Nie wyjawiaj od razu swoich uczuć, obserwuj.

Co on mówi: „Chciałbym cię dziś zobaczyć.”

Kiedy to mówi: 22:30 w dni powszednie

Wniosek:  Mówi ci, że chce cię widzieć, ale przecież w dzień oboje jesteście zajęci: praca, obowiązki… Przychodzi weekend i nie udaje się wam spotkać – z jego powodu.  Jeśli twój partner ma dla ciebie czas tylko późno w nocy – lub jedynie w niektóre dni tygodnia bez wyjaśnienia dlaczego tak właśnie jest – coś jest nie w porządku. Prawdopodobnie jest w związku lub chodzi mu tylko o seks.

Co robić:  Ktoś, kto naprawdę jest w tobie zakochany, sprawi, że staniesz się priorytetem. Odpuść. Seks jest świetny, ale prawdziwy związek wymaga czegoś więcej niż tylko bliskości fizycznej.

Co on mówi: „Tęsknię za Tobą.”

Co mówi następnego dnia: „Dlaczego jesteś taka czepliwa?”

Wniosek: Mówi, że mu zależy, a potem staje się niedostępny. Chce cię widzieć, a następnie pyta cię, dlaczego jesteś tak wymagająca / czepliwa / nachalna.

Co robić:  Zamiast próbować dostosować się do jego oczekiwań, powiedz mu, czego chcesz i zobacz jak zareaguje. Nie zadowalaj się związkiem z kimś, kto jest w relacji na 50%.

Najczęstszy powód, dla którego mężczyźni traktują w ten sposób partnerki jest skoncentrowanie jedynie na własnych potrzebach. Jedynym rozsądnym wyjściem z takiej sytuacji jest… zmiana partnera.


Na podstawie: themindsjournal.com

 


Zostań suką dla swojego męża. Polecam ten eksperyment, w naszym małżeństwie zmienił wszystko

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 kwietnia 2018
Fot iStock/PeopleImages
 

Wiecie, jak to jest na początku. Obiad z dwóch dań, śniadanie do łóżka. Mieszkanko wymuskane, wysprzątane, byleby tylko nie wystraszyć faceta, który się pojawił w waszym życiu. Każda z nas, myślę, przynajmniej raz zrobiła z siebie taką wariatkę. Milutka, cichutka, uśmiechająca się na wszystkie jego propozycje i głupie żarty. Byleby tylko on poczuł się przy tobie wyjątkowo i już został, a ty byś mogła zakończyć poszukiwania samca, któremu ostatecznie dasz się zapłodnić.

Jasne, że tego nie pamiętamy. Bo później jak te pieluchy, nocne wycia, targanie wózka przychodzą, to tracimy poczucie czasu i kompletnie zaciera się czas, który był przed. Ale, UWAGA, on pamięta. I wtedy słyszysz: „Zmieniłaś się”, „Kiedyś byłaś inna”, „Gdzie jest ta dziewczyna, w której się zakochałem”. A ty myślisz: „Ku*wa, o czym on gada” walcząc z pralką, która właśnie, gdy postanowiłaś wyprać pościel, odmówiła posłuszeństwa. Ale masz jeszcze instynkt zachowawczy. Więc kompletnie poza swoją świadomością stajesz nad tymi garami z dziećmi uwieszonymi przy nogach. Sprzątasz chatę, latasz do pracy, odbierasz z przedszkola. Wpadasz w taki kołowrotek, że nawet nie wiesz, kiedy padasz na ryj.

Przyznaję się, ja tak miałam. I kiedy zaczynam mówić o tym otwarcie, inne kobiety też się do tego przyznają. Rozpuściłyśmy facetów jak dziadowski bicz. Chciałyśmy, by miał jak najlepiej i nie szukał już dalej, a później płacimy za to wysoką cenę.

Chcę wam coś opowiedzieć. To było kilka miesięcy temu. Po pracy odebrałam dzieci ze szkoły, porozwoziłam na zajęcia, w międzyczasie zrobiłam zakupy obmyślając obiadokolację na dwa dni do przodu, po dwóch godzinach zabrałam dzieciaki i wróciliśmy do domu. Weszłam i chciało mi się od drzwi ryczeć. Urwała mi się torba. Pękł słoik z buraczkami. A przedpokój, sprzątany przeze mnie wieczorem, po poranku wyglądał, jakby tornado po nim przeszło. W kuchni naczynia ze śniadania jak zostawiliśmy, tak stały, choć prosiłam męża, żeby ogarnął, bo wychodził chwilę po nas. Kot miauczy głodny. Dzieciaki kłócą się o jakieś pierdoły. A ja z wizją posprzątania, ugotowania, pomagania w lekcjach, chciałam uciec.

Uwaga – wchodzę do sypialni, a on śpi. Wyobrażacie sobie. Ku*wa śpi. Jak gdyby nigdy nic, bo udało mu się szybciej z pracy wyrwać. Pierwszy raz poczułam taki przypływ furii, że gdybym miała nóż, to bym zabiła. I nagle, jak jakiś rozbłysk świadomości, dotarło do mnie, że tak jest od zawsze. Ja zapie*dalam, a on ogląda mecz, leży na kanapie, owszem rzuca „Kochanie, pomóc ci”, ale nawet jak go o te durne naczynia z rana poproszę, to on i tak ma je w dupie. A później słyszę, że jestem małostkowa, że o bzdury się czepiam, że „czy naprawdę naczynia są w życiu najważniejsze”. No ku*wa nie są, ale ktoś o to, żeby były czyste musi zadbać.

Pękłam. Wtedy widząc go śpiącego w tej sypialni, który jak się przebudził ze zdziwieniem spytał: „O już jesteś? Co jest do jedzenia?”. Wiecie, co zrobiłam? Wyszłam. Wyszłam i szłam przed siebie kompletnie bez celu. Z pustką w głowie. Przez chwilę pomyślałam, że już nigdy tam nie wrócę, że to koniec, nie dam się dłużej tak traktować, nie mam siły. Tak, to było najsilniejsze: NIE MAM SIŁY. Moja babcia zawsze mi powtarzała: „Dziecko, pomyśl, co sprawia, że jesteś nieszczęśliwa, a później szukaj rozwiązania”. U mnie „nieszczęśliwa” równało się „mąż, który nie pomaga”. Zrobienie zakupów raz na miesiąc, nakarmienie kota, gdy nieustannie o to proszę i powieszenie prania po ośmiu SMS-ach nie mogę nazwać pomocą. Byłam taka głupia, że nawet na łeb wzięłam sobie płacenie rachunków! Dobra żona. Ku*wa!

Dość. Miałam tego wszystkiego serdecznie dość. Byłam samotna, z poczuciem, że wszystko jest na mojej głowie. I chociaż nie raz z mężem o tym rozmawiałam, moje prośby zmieniały sytuację na kilka dni, czasami na tydzień, a później niepostrzeżenie wszystko wracało do normy. Zaszła we mnie jakaś zmiana podczas tego spaceru. Poczułam się nagle silna. „Nikt nie będzie mnie więcej wykorzystywał. Ja też muszę odpocząć”. Żebym mogła odpocząć, on musi w końcu ruszyć dupę. I tak narodziła się we mnie żona-suka. Ja wiem, jak to brzmi, ja wiem, że to drastyczne, że dorośli ludzie powinni usiąść i pogadać. Ale na litość boską, przez 13 lat naszego małżeństwa ja już tyle razy rozmawiałam, że język mi się zmęczył. Wiem, że to ja popełniłam błąd. Że zamiast od samego początku postawić sprawę jasno, nie udawać, że na dłuższą metę frajdę mi sprawia nadskakiwanie i robienie wszystkiego samej, to szłam w zaparte, aż żyłka mi pękła.

Wróciłam oznajmiając, że to koniec. Koniec robienia wszystkiego samej. On trochę zaskoczony, ale zapewne z przekonaniem, że znowu mam TEN dzień, który zaraz minie, słuchał. Zrobiłam listę – on od dzisiaj płaci rachunki, dwa razy w tygodniu wozi dzieci na zajęcia, gotuje dwa razy w tygodniu, kiedy ja odbieram dzieci, wtedy też robi zakupy. Do niego należy czystość łazienki, przedpokoju i podłogi w całym mieszkaniu. I o praniu musi dwa razy w tygodniu pamiętać. Zastosowałam się do zasady, że facetowi trzeba prosto, jasno, na kartce, bez dodatkowego, według niego – zbędnego gadania.

Omówiliśmy, w jakie dni za co kto będzie odpowiedzialny. Cały rozpisany plan zawisł na lodówce. I… się zaczęło. Wtorek – dzwonią dzieci, kiedy po nie będę. „Dzwońcie do taty, dzisiaj jego dzień” – spóźnił się, bo zapomniał, został dłużej w pracy, żeby z kumplem pogadać. Cóż… Dzieci czekały. W czwartek już pamiętał. Za to w środę nie mieliśmy nic do jedzenia, bo zapomniał zakupów. Nie ruszyłam palcem. Zabrałam dzieci na pizzę. On miał sobie coś wykombinować.

„Widziałaś gdzieś moje czyste skarpetki?”. Spytałam, kiedy wstawiał pranie, bo minął tydzień i skoro on nie pamiętał o tym, żeby rzeczy wrzucić do pralki, ja przestałam prać jego ubrania, kiedy była moja kolej.

„Ku*wa, co ta podłoga się tak klei” – kolejne. Mój wzrok tylko szedł w stronę lodówki i wiszącym na niej podziale obowiązków.

Nie było mi łatwo. Uwierzcie, nie raz chciałam wziąć szmatę i ogarnąć mieszkanie, w łazience umyć zlew, wymienić ręczniki. Ale za każdym razem w pamięci przywoływałam ten pęknięty słoik buraczków i to, jak się wtedy czułam. Postąpiłam jak dorosły człowiek. Postawiłam sprawę jasno. Nie, że on się domyśli, że może zrozumie, że może zrobi. Nie – jasny podział obowiązków, do którego on musi się dostosować, bo nie będzie mieć co jeść, bo dzieci utkną w szkole, bo za chwilę nie zobaczy siebie w lustrze w łazience. Wysprzątał ją po dwóch tygodniach. Na błysk. Nie zapomniał o zakupach w kolejny poniedziałek. Po trzech tygodniach zadzwonił, czy mogę odebrać dzieci – nie mogę, bo robię zakupy i już nie mam siły. Odebrał

I wiecie co, to nie była chwila mojego triumfu, pokazania mu, kto tu rządzi. Za każdy razem wszystko, do czego się zobowiązał przyjmowałam bez słowa, tak jak przez lata on przyjmował to ode mnie, jakby mu się należało. Jasne, że momentami było mi go nawet szkoda. Jaka paranoja, prawda? Jemy nigdy mnie szkoda nie było.

Po sześciu tygodniach wiecie, co usłyszałam? „Przepraszam” – powiedział, kiedy już leżeliśmy w łóżku. „Przepraszam, ja tego zupełnie nie widziałem”… Popłakałam się jak dziecko. Puścił mi cały stres, całe napięcie, które towarzyszyło mi każdego dnia, żeby nie dać mu poznać, jak mi ciężko z tymi wszystkim emocjami, z byciem suką.

Minęły cztery miesiące. Kartka na lodówce trochę wyblakła. Ale ten eksperyment się udał. Jakkolwiek idiotyczny by się nie wydawał. Piszę wam o tym, żebyście nie dały się wpędzić, jak ja w poczucie osamotnienia w tym, że wszystko mogę sama, bo pewnego dnia z równowagi wybije was słoik z buraczkami albo kubek rozlanej śmietany. I co wtedy zrobicie? Posprzątacie i  ugotujecie obiad?


Bioxsine – wiosenne koloryzacje

Redakcja
Redakcja
11 kwietnia 2018
Fot. iStock/vadimguzhva

Włosy inspirowane odcieniem Ultra Violet, a może subtelne obramowanie twarzy dzięki „framing balayage”? Wielki powrót truskawkowego blondu czy tajemniczy „Hollywood opal”? Podpowiadamy Wam jaka koloryzacja będzie najmodniejsza na wiosnę i… jak zadbać o włosy po jej wykonaniu! Większość modnych w nadchodzącym sezonie odcieni bazować będzie na utlenianiu włosów, dlatego dobry szampon i odżywka, które zregenerują pasma po zabiegu i zapobiegną ich wypadaniu będą nieodzowne. Tak działają właśnie produkty Bioxsine Dermagen dla Kobiet bogate w budulec włosa – kreatynę – oraz unikalny Biocomplex B11.

Wraz z początkiem wiosny zrzucamy ciepłe ubrania w stonowanych kolorach i zaczynamy myśleć o zmianie swojego wyglądu. Bardzo często poza garderobą wybór pada na zmianę koloru… włosów! Abyście były en vogue prezentujemy najciekawsze trendy nadchodzącej wiosny. Jeśli śledzicie co roku wieści instytutu Pantone, który wyznacza trendy kolorystyczne dla całego globu, musicie postawić na koloryzację bazującą na refleksach chłodnego fioletu przeplatającego się przez wasze włosy. Jeśli ten odcień jest w waszym odczuciu zbyt chłodny mamy dla was dobre wieści – wiosną 2018 swój renesans przeżyje truskawkowy blond oraz różowe refleksy na włosach. Możecie także „wymieszać” na waszych pasmach róż z fioletem uzyskując ultramodną koloryzację „Hollywood opal”. Naturalnie te kolory doskonale sprawdzają się kładzione na jasny blond. Jakie zatem trendy przewidziano dla ciemnowłosych? Odpowiedź stanowią jaśniejsze pasemka okalające twarz, które uzyskały nazwę „face framing balayage”. Zapowiada się interesująco!

Bioxsine Dermagen Dla Kobiet – włosy farbowane

Koloryzacja zgodna z wiosennymi trendami jest z pewnością efektowna, jednak w wielu przypadkach wymaga wcześniejszego utlenienia włosów. Co więcej każda koloryzacja zmienia strukturę włosów na całej ich długości, a co gorsza może osłabiać ich cebulki. Jak zatem osiągnąć wymarzony kolor bez uszkadzania i przerzedzenia fryzury? Przede wszystkim dbając o włosy u ich nasady, dzięki szamponowi zapobiegającemu ich wypadaniu jakim jest Bioxsine Dermagen dla Kobiet. Ten specjalistyczny dermokosmetyk oparty o Biocomplex B11 hamuje wypadanie włosów oraz wspomaga ich wzrost przywracając im jednocześnie wigor i sprężystość. W wersji dedykowanej włosom farbowanym marka zawarła naturalny budulec włosa – keratynę, dzięki której włosy nawet po rozjaśnianiu będą bardziej elastyczne i sprężyste oraz błyszczące. Efektu dopełnia olejek cytrynowy oraz ekstrakt z limonki, które wzmacniają kosmyki, nadając im gładkość, grubość, nabłyszczając i zapewniając optymalne nawilżenie. Kropkę nad i w składzie stanowi witamina PP oraz l- seryna, dzięki której włosy po farbowaniu się nie elektryzują.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Zwieńczenie zabiegów pielęgnacyjnych – odżywka

Odżywka to w przypadku włosów po trwałej koloryzacji konieczność. W wersji proponowanej przez linię Bioxsine Dermagen dla Kobiet uzupełnia ona działanie szamponu poprzez zawartość Biocomplexu B11. Dodatkowo znajdziemy w niej zapobiegający nadmiernemu wypadaniu i łamaniu się osłabionych farbowaniem włosów krzem. Co więcej, składnik ten wspomaga leczenie stanów zapalnych skóry głowy. Jego dopełnienie stanowi Pantenol – prowitamina B5 – substancja działająca nawilżająco i regenerująco. Pantenol pielęgnuje skórę skłonną do podrażnień i odbudowuje strukturę włosów, przez co dodaje im objętości i pogrubia je.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Sugerowana cena szamponu Bioxsine Dermagen dla Kobiet: 39,99 pln

Sugerowana cena odżywki Bioxsine Dermagen dla Kobiet; 39,99 pln


Artykuł powstał we współpracy z Bioxsine


Zobacz także

Romans z młodszą kobietą kosztuje. Koniec mitu o sukowatych naciągaczkach   

Zła wiadomość: rozmiar penisa może się z czasem zmniejszyć

Gdzie dwie się biją tam trzeci korzysta. Wygrany jest skurczybyk, co by się nie stało