Dzisiaj, gdybym mógł, wykupiłbym dla mojej żony całą kwiaciarnię. Ale jest za późno, myślałem, że miłość nie potrzebuje takich gestów

Sziti Mąż
Sziti Mąż
12 lutego 2018
Fot. iStock/ZoranMilisavljevic83
Fot. iStock/ZoranMilisavljevic83
 

Coś ci powiem, jeśli jeszcze masz czas, żeby nie rozwalić swojego małżeństwa, żeby ona od ciebie nie odeszła, posłuchaj. Zawsze myślałem, że te wszystkie okazje, głupie święta, są kompletnie bez znaczenia. I jasne Walentynki można uznać za idiotyzm, powiedzieć: „Pie*dole, nie obchodzę, bo to komercyjne święto, bo ktoś to wymyślił, żeby zarobić”. Mdli cię na widok tych wszystkich serduszek, czekoladek i tak dalej. Przy swojej żonie wygłaszasz tyrady, że na szczęście wy tych świąt nie potrzebujecie, że nie musisz przy okazji jakiegoś Dnia Zakochanych czy Dnia Kobiet udowadniać jej, że kochasz, bo przecież liczy się całokształt. W końcu zrobiłeś ostatnio obiad, posprzątałeś, jak miałeś dzień wolny. Nawet dzieci rano rozwiozłeś do placówek.

Stary, powiem ci jedno – też tak myślałem, że to nie jest ważne, że nie muszę mojej żonie przynosić kwiatów, bo wypada, bo jest TEN dzień, bo jej to niepotrzebne. I co? I w kolejne już Walentynki jestem sam. I uwierz, dzisiaj gdybym mógł, gdybym tylko miał szansę, dla swojej żony wykupiłbym całą kwiaciarnię. Bym całą naszą sypialnię obstawił kwiatami, żeby jej pokazać, jak dla mnie jest ważna. Bo choć ona milcząco, czasami z uśmiechem przytakiwała moim opiniom, to nigdy nie zwróciłem uwagi, że lubi kwiaty. W swojej ignorancji twierdziłem, że skoro sama je sobie kupuje, to ode mnie ich nie potrzebuje. Myślałem, że miłość nie potrzebuje gestów, które uważałem, że są na pokaz, że nic nie znaczą. Że w końcu, co z tego, że mąż kupuje żonie kwiaty, skoro jej nie szanuje i traktuje ją podle. Ja tak nie chciałem, nie chciałem udawać, nie chciałem robić czegoś tylko po to, żeby moja żona mogła się pochwalić koleżankom mówiąc: „Zobaczcie, jakie piękne kwiaty dostałam” czy biżuterię, czy cokolwiek innego. Tak o tym myślałem i miałem spokojną głowę, nic nie musiałem. Świetnie, prawda?

Jasne, ona czasami wspominała, że byłoby jej miło, że takie gesty też są ważne. Ale ja jej nie słuchałem. Byłem tak zadufanym w sobie dupkiem, że myślałem, że moja miłość jej wystarczy. Że nie trzeba nic więcej, jeśli ona tylko czuje się kochana. Tylko, że ona chciała poczuć się też wyjątkowo. Chciała, żebym o niej pomyślał inaczej niż zazwyczaj, bym poświęcił te cholerne kilka minut na wybranie kwiatów, na zapamiętanie, że lubi żółte, a nie różowe tulipany. Powinienem to do cholery wiedzieć. Powinienem zauważyć. Ona mnie obdarowywała. Wybierała krawaty. Kupowała ot tak, bez okazji koszule. „Wpadłam do sklepu, zobacz, jaka fajna” – mówiła z uśmiechem i cieszyła się widząc moją reakcję. Jasne, miło to głaskało moje ego. O patrzcie, jakim jestem zajebistym mężem, jestem tak świetny, że moja żona robi mi prezenty bez okazji. Organizowała wyjście do kina w naszą rocznicę ślubu, czy wyjazd na weekend. A ja to brałem będąc przekonanym, że na to zasługuję. Jakim trzeba być idiotą, żeby tak myśleć. Ja – samiec alfa – doceniany, kochany i obdarowany. Brałem wszystko, nie dając nic. Nic nieoczywistego. Nic, co pokazałoby jej: „Kochanie, zrobiłem to specjalnie dla ciebie, pomyślałem o tobie, jesteś dla mnie ważna TY, a nie tylko nasza rodzina, dom i dzieci”.

Kiedy się rozwodziliśmy, spytałem: „Dlaczego?”. Wiecie, co usłyszałem. Ona przestała czuć się kobietą. Była żoną, mamą moich dzieci, była kimś, z kim mieszkamy, razem. Wyrzuciła mi, że odkąd mieliśmy dzieci przestałem ją zauważać. Mówiłem: „Czy pojedziemy, czy wyjdziemy, czy zrobimy”. Wszyscy, całą rodziną. Ani razu nie spytałem, na co ona ma ochotę. ONA – sama jedna, indywidualna i wyjątkowa. Tymczasem była trybikiem świetnie wydawało mi się działającej maszyny. Ale ona nie chciała być częścią całości. Ona czasami chciała tą całością być. Dla mnie. Dla siebie.

Za późno zrozumiałem, że to, co ona mi dawała, powinno pokazać mi, czego ona by chciała. Odbijamy nasze pragnienia, potrzeby, rekompensujemy nasze braki. Jakim trzeba być głupcem, żeby tego nie zauważyć, żeby nie pomyśleć, że ona chciałaby poczuć się tak jak ja, kiedy mnie obdarowywała swoim czasem, uwagą, kiedy byłem tylko dla niej, bez całej tej codziennej rutyny i otoczki.

Nie dawałem jej kwiatów, a w rocznicę ślubu wiedziałem, że to ona coś zaplanowała, żebyśmy czas mogli spędzić wspólnie. Boże, myślałem, że ja jej wystarczę, że jestem tak fantastyczny, że ona zadowoli się tym, że będzie mogła ogrzać się w moim blasku podczas kolacji czy wyjścia do kina.

Faceci to dupki, mówimy: „Chrzanię te kwiaty, te prezenty”, bo jesteśmy egoistami, bo tak naprawdę nie chce nam się poświęcić swojego bardzo cennego czasu dla niej. W końcu tyle robimy – zakupy, dzieci, sprzątamy i gotujemy, jeżymy się, że dla was to ciągle za mało, że wy chcecie więcej i więcej. Ale nie widzimy, ile dostajemy. Jakby się nam to po prostu należało. I koniec. Bez refleksji: „Ona jest dla mnie taka dobra, ja też chce być taki dla niej”. Za późno to zrozumiałem. Kiedy dzisiaj myślę, że te kilka kwiatów, prezentów mogło uratować nasze małżeństwo, że mogło pokazać, że nie jestem dupkiem zapatrzonym w siebie i zadowolonym, że ona karmi moje ego sam dając tak niewiele w zamian.

Stary, zapierdzielaj do kwiaciarni, wejdź do jubilera, wybierz dla niej perfum. Poświęć godzinę tylko z myślą o niej. I choć ona może mówić, że dla niej te kwiaty nie mają znaczenia, uwierz – mają ogromne. Z drugiej strony, co ona ma mówić, skoro nic od ciebie nie dostaje. Okej, rób tak dalej, tylko, żebyś za rok miał komu te kwiaty dać, mówię serio.


Zamiast oglądać filmy porno, zacznij otwarcie rozmawiać ze swoją żoną o seksie. Ona czeka na taką rozmowę

Sziti Mąż
Sziti Mąż
9 stycznia 2018
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic

Nie wiem, ile razy się masturbowałem, ile razy oglądałem filmy porno w telewizji czy internecie. Nigdy tego nie liczyłem i nawet nie dlatego, że wydawało mi się to nieistotne, ale że w dzieciństwie zaszczepiono we mnie przekonanie, że o seksie się nie rozmawia, seks się uprawia, najlepiej z kobietą, a jeśli robisz coś jeszcze innego – lepiej nie mów o tym głośno. Ten mały wstydzący się chłopiec we mnie został…

A przecież faceci się masturbują, choć mam wrażenie, że szczerzej i bardziej otwarcie o masturbacji mówią kobiety i się do niej przyznają.

To już i tak krok milowy, jednak w większości nadal boimy się rozmawiać o seksie ze strachu przed osądzeniem, odrzuceniem. Nie rozmawiamy o seksie i przez lata nie wiemy, co lubi nasz partnerka, a ona nie wiem o czym fantazjujemy, co by sprawiło, żeby seks był jeszcze lepszy. Bo to, że seks w związku jest ważny nie ulega żadnym wątpliwościom.

Nigdy mojej żonie nie powiedziałem, co tak naprawdę kręci mnie w seksie. Kiedy dwoje ludzi obiecuje sobie, że nigdy więcej nie będzie uprawiać seksu z nikim innym, to muszą sprawić, żeby temperatura w ich sypialni nigdy nie spadłą zbyt nisko. Czy to potrafią? Czy może okłamują się nawzajem udając, że wszystko jest w porządku?

Dlaczego nie rozmawiałem o seksie z moją żoną? Bałem się. Bałam się, że gdybym powiedział mojej żonie prawdę, pomyślałaby, że jestem seksualnym zboczeńcem, dziwakiem, że by mnie odrzuciła. Nie byłem dość mądry i dojrzały, żeby zrozumieć, że związek na całe życie musi opierać się na prawdzie także tej dotyczącej seksu. Przecież pewniej się czujesz, kiedy wiesz, że ktoś cię nadal wybiera, choć wie o tobie wszystko.

Jasne, możesz to olać, udawać, że problemu nie ma. Może seks dla was nie jest ważny. Może ty nie chcesz żyć w monogamii. Ale jeśli twoje małżeństwo jest dla ciebie ważne, a ty lubisz seks, to bądź szczery, rozmawiaj.

Wychowałem się w niedużej miejscowości, moi rodzice byli niezwykle konserwatywni, mieli swoje zasady, wychowywany byłem twardą ręką. To w domu słyszałem, że seks to coś brudnego, grzesznego. Moja mama prychała na samo słowo seks. Pamiętam, jak tata zrobił mi wykład z masturbacji, mówił, że nikt czegoś takiego nie robi. Możesz się spytać kolegów, ale oni pewnie cię wyśmieją – groził. W grę wchodzi jedynie seks małżeński bez względu na to, jak się czujesz mając 14 lat. A ja czułem się podle, jak pewnie większość facetów wychowujących się w podobnym klimacie.

Więc nie rozmawiałem z moją żoną o seksie. Nie chcę o to winić moich rodziców, bo przecież mam swój rozum, jestem dorosły. Ale prawda jest taka, że strach i wstyd w temacie seksu wyniosłem z domu.

Nie ma przepisu na to, jak ma wyglądać małżeński seks. A jak wygląda najczęściej?

Klasyka przypadku – późno, wszyscy w domy śpią, a facet włącza komputer i ogląda zdjęcia lub firmy porno. Nie kręci mnie to jakoś bardzo, ale moja żona jeden raz zamykając mój komputer dostrzegła otwartą stronę z pornograficznymi zdjęciami…

I myślę, że są żony, których to nie rusza, które się tym nie przejmują. I są faceci, którzy wiele czasu spędzają przy filmach porno, bo czują się w seksie niepewnie, jakby byli niewystarczająco dobrzy. Są też nieusatysfakcjonowani seksualnie. Niektórzy robią to, bo ich życie seksualne właściwie nie istnieje. Są też żony, które zastanawiają się, dlaczego on nie chce ze mną uprawiać seksu, a potem znajdują na jego telefonie, komputerze pornografię. To nie jest dla nich łatwe.

Wyobraź sobie, że twoja żona unika seksu z tobą przez kilka tygodni, nie bardzo wiesz, co się dzieje, aż w końcu wracasz do domu i zastajesz swoją żonę, która się masturbuje przy zdjęciu twojego przyjaciela, kolegi z pracy, jęcząc jego imię.

Jak się czujesz? To teraz pomyśl, że ona czuje się podobnie. Nie dotykasz jej, nie przytulasz, nie mówisz, że jest seksowna i piękna, za to ona znajduje te wszystkie zdjęcia kobiet na twoim pulpicie.

Czy wiesz, że jest coś takiego jak hedonistyczna adaptacja? Polega ona na tym, że wszystko cię w twoim życiu nudzi. Kiedy dostajesz nową pracę, samochód, wypłatę, znajdujesz idealną kobietę, z którą chcesz spędzić życie, to na początku wszystko jest niesamowite. Pewnego dnia zauważasz jednak, że już cię nie ekscytuje… Ostatecznie nudzisz się swoim partnerem, wszystkim, co masz. Dlatego właśnie każdego dnia musimy dbać o miłość. Musimy ćwiczyć wdzięczność za to, co mamy, a nie zastanawiać się nad tym, czego nie robimy. Musimy pracować nad naszym związkiem, żeby zbudować i zachować głęboko intymną relację. Dlatego tak ważna jest mega uczciwość także w seksie. Praktykujcie ją.

Twoja żona potrzebuje tego, by czuć się szanowana, bezpieczna, kochana, pożądana i seksowna. Kiedy to wszystko zaczynasz zaniedbywać, kiedy odrzucasz ją, kiedy nie reagujesz, gdy ona daje ci sygnał, że ma ochotę na seks, czuje, że oddalasz się do niej, że ona cię już nie kręci, że wybierasz coś innego, nie ją.

Rozmawiaj swobodnie ze swoją żoną o seksie. Znajome kobiety mówiły mi, że czekały przez cały związek na taką rozmowę, na rozmowę, która by je otworzyła, która dałaby im pewność siebie. Taka rozmowa może być wstępem do fantastycznego małżeńskiego życia seksualnego.

A może boisz się o tym mówić, tak jak ja. Może boisz się jej powiedzieć, bo obawiasz się odrzucenia lub oceny?

Być może masz jakieś wypaczone poczucie moralnego obowiązku ukrywania przed żoną niektórych z tych rzeczy, które czujesz?

Pomyśl, jak poprowadzić taką rozmowę. Jesteś jej to winien. Mów do niej. Odważnie. Możesz być zaskoczony tym, że ona chce dokładnie tego samego. Tylko tak dasz jej do zrozumienia, że jest pożądana, że chcesz z nią uprawiać seks.

Możesz być zaskoczony, gdy odkryjesz, że małe rzeczy, takie jak opaski na oczy, krawaty na rękach, muzyka, kostki lodu lub czekolada, dotyk w takim a nie innym miejscu budzi w was na nowo pożądanie i namiętność. Tylko musicie dać sobie przestrzeń, by to pokazać, by o tym powiedzieć.

Ta część życia może zniszczyć twoje małżeństwo, jeśli nie jesteś z nią szczera.

Ta część życia może uczynić twoje małżeństwo fantastycznym, jeśli będziesz szczery.

Bądź odważnym.

Nie jutro. Dzisiaj.