Dlaczego od niego nie odeszłam, choć się nade mną znęcał? Powiem ci – ofiary przemocy trwają w takich związkach z kilku powodów

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 października 2017
Fot. iStock/cindygoff
Fot. iStock/cindygoff
 

Kiedy ktoś się mnie pyta, dlaczego wytrzymałam z nim 20 lat, to nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Bałam się

Strach to uczucie, które towarzyszyło mi nieustannie. Poznaliśmy się, jak miałam 17 lat, on starszy o cztery. Ja z porządnej normalnej rodziny, u niego wszyscy pili. Ale chciał wyjść na ludzi. Chciał być kimś więcej niż tylko tym, co to butelki się trzyma. Mówił, że to ja i moja rodzina wyprowadziliśmy go na ludzi, że to dzięki mnie może stać się kimś.

Nie przypuszczałam, że tego co wrośnięte od dzieciństwa nie da się wykorzenić. Myślałam, że jak zostanie policjantem, to poczuje się ważny, doceni siebie. Przecież wszystkiego dorabialiśmy się sami: lodówki, samochodu, domu.

Na świat przyszła nasza najstarsza córka. Ja się kształciłam, uczyłam, chciałam dbając o swoje wykształcenie zadbać o nas, o naszą rodzinę. Jego matka do dzisiaj mówi, że to wszystko przeze mnie, bo za dużo od niego oczekiwałam, bo on nigdy nie mógł mi dorównać. Może dlatego zamykał mnie na długie godziny w piwnicy, nie pozwalał wychodzić z domu, „Zamknij mordę” krzyczał, kiedy prosiłam, żeby się uspokoił. „Jak nie przestaniesz, to cię zabiję. Zabiję i ciało ukryję tak, że nikt cię nie znajdzie”. Powtarzał, że wie, co mówi, w końcu jest policjantem i niejedno widział. Kiedy mówiłam, że odejdę groził, że zawsze mnie znajdzie, że i tak nie mam życia w tym mieście, bo on wszystkich zna, kto mu podskoczy. Kiedy wzywałam policję ze strachu, gdy on pijany tracił nad sobą kontrolę, przyjeżdżali rutynowo, nic nie robili, bo przecież swojego nie pogrążą. Raz tylko młody policjant powiedział: „Niech pani od niego odejdzie, on pije, ma problem z alkoholem, wszyscy to widzą”.

Byłam nikim

Jak mogłam odejść, skoro przez tyle lat słyszałam, że nic nie jestem warta, że bez niego nie istnieję i na pewno nie dam sobie rady. Byłam szmatą, ku*wą, dziwką. Byłam brzydka, nieatrakcyjna. Słyszałam, że jest ze mną z litości, bo nikt by ze mną nie chciał być, nie spojrzałby nawet w moją stronę. Wtedy nie jesteś w stanie wyobrazić sobie siebie silnej, siebie niezależnej. Choć masz wszystko – pracę, wykształcenie, znajomych, rodzinę, to wpajane przez niego przekonanie blokuj cię, nie pozwala uwierzyć, że bez niego twoje życie będzie lepsze, szczęśliwsze. Bałam się myśląc, jak sobie poradzę, jak sprostam wszystkim codziennym obowiązkom. A przecież i tak wszystko było na mojej głowie, i tak ja wszystkiego pilnowałam, dbałam o dzieci, o dom, o to, żeby rachunki były popłacone. A on? To on był nikim, ale przez 20 lat nie potrafiłam tego zauważyć. Obwiniałam siebie, że staram się za mało, że za mało z siebie daję, że powinnam być lepszą żoną, matką, lepiej dbać o dom. Przez cały czas byłam niewystarczająco dobra – dla niego, ale też dla siebie.

Kochałam go

Pewnie parskasz pod nosem. Pewnie na twoim miejscu też bym pomyślała: „głupia”. Ale on był pierwszą miłością mojego życia. Jasne, można to nazwać miłością szczeniacką, a przecież z wielu takich miłości tworzą się długie i dobre małżeństwa. I moje też takie było. Chcieliśmy być razem, czuliśmy, że jesteśmy sobie pisani, że z nikim innym na świecie nie chcemy się wiązać. Wtedy tak czuliśmy. Urodziła się nam jednak córka, zaraz po niej syn. Kilka lat później kolejna córka. Gehenna była przeplatana dobrymi chwilami. Te chwile kazały mi wierzyć, że może i on kocha mnie? Głupio myślałam, dzisiaj to wiem, ale wtedy? Wtedy myślałam, że nie mogę przekreślić tych wszystkich lat naszego życia, że co z dziećmi, które nie będą mieć ojca.

Przynosił mi kwiaty, kupował prezenty, przepraszał po każdej awanturze. Kiedy dusił mnie poduszką mówił: „I co, taka teraz mądra jesteś, odejść chcesz, to idź… do diabła”. A na drugi dzień nosił mnie na rękach. Kochałam iluzję na jego temat, którą sama sobie w głowie stworzyłam. Kochałam tego faceta, z którym trzymałam się za rękę chodząc po parku, z którym całowałam się tak, żeby rodzice nie widzieli, któremu w kościele mówiłam tak i oboje mieliśmy łzy w oczach ze wzruszenia. A później jego oczy coraz częściej wypełniała złość, nienawiść, agresja. Nigdy nie uderzył mnie tak, żeby zostawić ślady. Wiedział, jak mnie zniszczyć. Przystawiał broń do głowy, wykręcał ręce, zamykał, jak nie w piwnicy, to w domu. Znęcał się nade mną psychicznie…

Miałam nadzieję, że się zmieni

I może dlatego, że nie bił na oślep, że nie chodziłam z siniakami, z połamanymi rękami, miałam nadzieję, że się zmieni, że zrobi to dla nas, że zapisze się na odwyk, przestanie pić, a my staniemy się dla niego ważniejsi niż butelka wódki. Ale on nie miał zamiaru pójść na odwyk, w końcu policjant, jak się przyzna, to wyleci z pracy. Kiedy rodziło się nasze trzecie dziecko, miałam nadzieję, że otrzeźwieje, że zobaczy, co dla niego stanowi największą wartość. Ja chciałam, żeby to była rodzina, on jednak wybierał inaczej.

Odeszłam, gdy przyłożył mi nóż do gardła, gdy nasza najmłodsza córka miała 10 lat. Spakowałam swoje rzeczy, i wyszłam. Z jedną walizką. Nie chciałam rozwodu z orzeczeniem o winie, chciałam tylko jak najszybciej zapomnieć o tym koszmarze, uwolnić się od niego. 20 lat wytrzymałam i nie byłam w stanie ani chwili dłużej. To był impuls, stan gotowości, bez żadnej w tym momencie refleksji, oprócz jednej: uciec od tego życia, od tego człowieka jak najdalej. Zabrał mi wszystko. Dzisiaj po ośmiu latach układam swoje życie na nowo.

Wstydziłam się

Wszyscy mówili, że jesteśmy taką ładną rodziną. Wzorowa na zewnątrz, zawsze uśmiechnięci, on mi kwiaty kupował w mieście, zawsze u tej samej kwiaciarki, żeby mówiły w sklepie, jaki to mąż dobry. Prezentami mnie obsypywał. Gdy próbowałam coś powiedzieć słyszałam, żebym nie przesadzała, a im bardziej on mnie upokarzał, tym bardziej było mi wstyd przyznać się, że pozwalam się tak traktować. Było mi wstyd, że jestem nikim, że nic nie znaczę, że kto mnie wysłucha, skoro nikogo nie obchodzę. Ja – wykształcona, na kierowniczym stanowisku, silna w pracy, zaangażowana, jak mogłam powiedzieć, że to wszystko to iluzja, że w domu przeżywam piekło, że choć zrobiłam kolejne studia, kolejną podyplomówkę, to nie radzę sobie z koszmarem, który rozgrywa się w moim domu?

Wstyd zamyka buzię ofiarom przemocy. Wstyd, że wybrały takiego faceta na męża. Wstyd, że pozwalają sobie tak pomiatać. Wstyd, bo miejsce żony jest przy mężu, a ona tak bardzo nie chce przy nim być.

Dzisiaj wiem, że to nie ja powinnam się wstydzić, to nie ja powinnam się chować, milczeć przez lata. Jestem ofiarą przemocy domowej, uciekłam, przeżyłam. Ty też możesz.


wysłuchała Ewa Raczyńska

 


Jak wybrać z tysięcy kremów ten najlepszy dla mnie?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
17 października 2017
Fot. iStock/Peopleimages
Fot. iStock/Peopleimages
 

Jakiś czas temu zauważyłam, że z moją cerą zaczyna dziać się coś niedobrego. Miejscami skóra była przesuszona, co stawało się jeszcze bardziej widoczne po nałożeniu makijażu, w innych miejscach natomiast zaczęły pojawiać się przebarwienia. Wtedy uznałam, że czas zaopatrzyć się w JAKIŚ krem.

O kremach do twarzy wiedziałam wówczas niewiele. Aż wstyd się przyznać, ale nie stosowałam żadnego, ponieważ wydawało mi się, że na wszystkie mazidła dopiero przyjdzie czas. Gdy zauważyłam, że moja cera przestała wyglądać zdrowo, postanowiłam poprosić o pomoc koleżankę. I to był błąd, o czym szybko się przekonałam. To, co jednej osobie pomaga, drugiej nie musi. Co więcej, może nawet zaszkodzić. I tak właśnie było w moim przypadku. Kupiłam krem na dzień, który ona stosowała i już po około dwóch tygodniach tego pożałowałam. Po pierwsze, nie odpowiadała mi jego konsystencja. Po drugie, zaczęły zatykać mi się pory, a skóra była podrażniona. Długo nie mogłam później dojść z nią do ładu.

Potem, wciąż nie posiadając odpowiedniej wiedzy, zaczęłam testować kremy na własną rękę. Sugerowałam się przede wszystkim tym, co widziałam w telewizji lub aktualną ofertą promocyjną w drogerii. Przyznam szczerze, że naprawdę się pogubiłam. Kupowałam, oczarowana obietnicami świetlistej cery, zamiast dokładnie przeanalizować skład produktu. Co więcej, nigdy tak naprawdę nie zastanawiałam się nad tym, jaką mam cerę. Suchą? Tłustą? A może mieszaną, skoro miejscami była przesuszona, a w innych miejscach pojawiały się wypryski? No i czym właściwie są te pajączki? Jakieś tam przebarwienia miałam, przy nosie skóra bywała podrażniona i zaczerwieniona.

Tak, wydałam swojego czasu fortunę na przeróżne kremy. Mam na koncie kilka nietrafionych produktów. Niektóre kosmetyczne buble długo walały się po domu, zanim postanowiłam (z bólem serca, bo przecież trochę mnie kosztowały) je wyrzucić. Ale dzięki temu wszystkiemu (i moim licznym rozczarowaniom) w końcu trafiłam do kosmetologa, który wyjaśnił mi, jaką mam cerę i jakie błędy dotychczas popełniałam.

Analiza cery i jej kondycji

Poszukiwanie odpowiedniego dla siebie kremu należy przede wszystkim rozpocząć od dokładniej analizy swojej skóry. Oczywiście najlepiej byłoby, gdybyśmy zasięgnęły profesjonalnej porady. Jeśli nie mamy takiej możliwości, powinnyśmy wziąć do ręki lusterko i dokładnie obejrzeć swoją twarz w dobrym świetle. Typów cery jest kilka: normalna, mieszana, sucha, tłusta, trądzikowa, wrażliwa i naczynkowa. To jedno. Drugim, bardzo ważnym aspektem jest kondycja skóry. Tu wiele zależy nie tylko od naszego stylu życia, ale także pory roku i codziennej pielęgnacji. – Można poprosić o pomoc koleżankę, która wskaże niedoskonałości naszej skóry. Może się okazać, że ktoś inny zwróci uwagę na coś, co my pomijałyśmy. Albo odwrotnie: kompletnie pominie przebarwienia wokół ust, które spędzały nam sen z powiek – sugeruje Aneta Dzięcielewska, kosmetolog i ekspertka marki BANDI. Najważniejsze więc, by umieć określić, czego oczekujemy od kosmetyku.

Analiza codziennej pielęgnacji twarzy

Ogromne znaczenie ma to, w jaki sposób dbamy o cerę. Czy stosujemy odpowiednie kosmetyki do demakijażu i oczyszczania skóry, czy sięgamy po tonik, który reguluje pH skóry, ale także – czy właściwie nakładamy poszczególne kosmetyki. Może się okazać, że wcale nie potrzebujemy kremu dedykowanego skórze trądzikowej, ponieważ zmiany skórne spowodowane są silnie wysuszającym żelem do mycia twarzy. – Wybór kremu może wcale nie rozwiązać naszego problemu w takiej sytuacji. Kluczem do sukcesu jest znalezienie przyczyny takiego stanu rzeczy. Nieodpowiednim kosmetykiem możemy jeszcze sobie zaszkodzić – radzi ekspertka. – Przede wszystkim polecam dobrze dobrać indywidualny program pielęgnacyjny, a dopiero potem szukać kremu, który pomoże nam uporać się z problemami, takimi jak: rozszerzone pory, przebarwienia, przesuszenie czy zmarszczki.

Ślepe podążanie za nowinkami

Istnieje kilka substancji, które niemal zawsze się sprawdzają. Zamiast jednak korzystać z dobroczynnych właściwości kwasu hialuronowego, witaminy A, C czy E, my wolimy inwestować w produkty wzbogacone „magicznymi” dodatkami. Często wydaje nam się, że jeśli wydamy na krem kilkaset złotych, zrobiliśmy dla swojej skóry wszystko, co najlepsze. Cena nie zawsze bowiem gwarantuje wysoką jakość. Może natomiast wynikać z marży, którą pobiera dystrybutor francuskiego specyfiku. Boimy się tańszych produktów, ponieważ nie wierzymy w ich jakość. Inną sprawą jest także ślepe podążanie za trendami. Kupujemy coś, co poleciła dana blogerka, zapominając o tym, że najprawdopodobniej wzięła za tę reklamę pieniądze. Na blogach można znaleźć wiele przydatnych informacji. Trzeba jednak podchodzić do nich ostrożnie. Jeżeli testerka jest zadowolona ze wszystkich produktów, jakich używała, może nie być wiarygodna. Czasem też zdarza się, że negatywne oceny wystawiane są z premedytacją. Warto śledzić takie strony, żeby mieć pojęcie, jak szeroki jest drogeryjny asortyment, ale trzeba też zachować zdrowy rozsądek. Jeżeli obserwujemy daną stronę od dawna i mamy zaufanie do blogerki, jej opinia może okazać się dla nas bardzo cenna. Zwracajmy jednak uwagę na to, jak długo stosowała dany preparat. Po dwukrotnym maźnięciu się po twarzy trudno przecież określić, czy produkt jest godny polecenia.

Własne upodobania kontra oczekiwania

Dbanie o cerę powinno sprawiać przyjemność, dlatego tak istotne są nasze upodobania. Czy wolimy gdy krem pachnie kremem czy też zależy nam na delikatnym, relaksującym zapachu. Często jednak rezygnujemy z danego kosmetyku, ponieważ obawiamy się jego konsystencji. Z reguły dotyczy to ciężkich czy lepkich substancji. Efekt, jaki wywoła na skórze może jednak rozwiać nasze wątpliwości, dlatego nie powinniśmy negatywnie nastawiać się do danego kosmetyku. – Pamiętajmy, że konsystencja nie determinuje tego, czy będziemy z danego kosmetyku zadowolone. Radzę więc przede wszystkim się nie wstydzić i prosić o próbki. Dzięki temu będziemy mogły stwierdzić, czy stosowanie danego kremu jest dla nas przyjemne. To, czy przynosi oczekiwane efekty, wymaga jednak czasu i cierpliwości – tłumaczy ekspertka.

Okres stosowania

Przede wszystkim należy odstawić krem, gdy nas podrażni lub pojawi się jakakolwiek reakcja alergiczna. Jeśli jednak nic złego się nie dzieje, z oceną konkretnego specyfiku powinnyśmy się wstrzymać. O ile kremy przeciwtrądzikowe czy te, dedykowane skórze przesuszonej dają pierwsze efekty już po kilku tygodniach, kosmetyki przeciwzmarszczkowe potrzebują znacznie więcej czasu. – Cykl odbudowy naskórka trwa około miesiąca. Przez ten czas rozwijają się nowe, świeże komórki, które kierują się ku górze i powodują obumieranie starszych komórek, tworzących zewnętrzną warstwę naskórka. Dlatego też, aby móc w pełni ocenić, jak działa dany krem, powinniśmy poczekać na efekty 2-3 miesiące – tłumaczy kosmetolog. Kobiety często jednak rezygnują z dalszego stosowania kremu, jeśli po kilkunastu dniach nie zobaczą efektu „wow”.

Kiedy tak naprawdę możemy więc ocenić, czy pielęgnujemy skórę we właściwy sposób, a wszystkie kosmetyki, które stosujemy są odpowiednio dobrane? Wtedy, gdy koleżanka, z którą przez kilka miesięcy się nie widziałyśmy, na nasz widok mówi „Kurczę, świetnie wyglądasz”. Trochę mi to zajęło, ale udało mi się ten zachwyt wywołać. Wspaniałe uczucie. Polecam!

Fot. Aneta Dzięcielewska, kosmetolog i ekspertka marki BANDI

Fot. Aneta Dzięcielewska, kosmetolog i ekspertka marki BANDI

 Konsultacja: Aneta Dzięcielewska, kosmetolog i ekspertka marki BANDI. Jeśli potrzebujesz profesjonalnej porady eksperta napisz na kosmetolog@bandi.pl


Artykuł powstał we współpracy z marką BANDI.

 


15 motywujących myśli od 15 wspaniałych kobiet. Kiedy następnym razem, życie kopnie cię w kostkę, przeczytaj 💗

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
17 października 2017
Fot. iStock
Następny

Nie znajdziecie tutaj ckliwego barachła o miłości, ani wzniosłych westchnień nad marnym losem. Nie, mamy już po dziurki w nosie tych wszystkich nadętych mądrości. Ale są (i były) na tym świecie kobiety, które potrafią żyć lżej, jednocześnie nie uciekając w panice przed zwykłością. Które dokonały swoich wielkich-małych cudów, upadały i frunęły. I takie, które te swoje myśli przez wiele lat z trudem zbierały gdzieś „po drodze”. Kiedy następnym razem, życie kopnie cię w kostkę, wróć tutaj i przeczytaj.

15 motywujących myśli od 15 wspaniałych kobiet… Pamiętaj, „nie ograniczaj siebie. Jesteś wszystkim, co masz”.*


Fot. iStock / oprac. ohme.pl

Na podstawie: wielkieslowa.pl, mysli.com.pl, cytaty24.pl, wikicytaty, tekstualna.pl, *Janis Joplin

Zobacz także

Hands-on-a-pregnant-tummy_630x310

Seks w ciąży – (prawie) dla każdego!

Fot. Pexels/Valeria Boltanova / CCO

A czy ty umówiłabyś się ze sobą na randkę? Jak singielka szuka faceta

Fot. iStock / princessdlaf

„To ty jesteś samolubnym dupkiem, który zjawia się, kiedy mu wygodnie!”. Nie życzę ci niczego dobrego, bo niczego dobrego nie dostałam od ciebie