Dlaczego mężczyzna idealny (dla ciebie), nie musi być w twoim typie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 listopada 2017
Fot. istock/gilaxia
Fot. istock/gilaxia
 

Pewnie każdy z nas ma jakiś swój „typ w miłości”. Zakochujemy się w osobach o kreślonym typie urody albo osobowości. Mamy słabość do wysokich blondynów lub pociąga nas tym „łobuza”. Kiedy nie jesteśmy z nikim związani, chętnie wyobrażamy sobie jak powinien wyglądać nasz wymarzony partner. Ale potem, kiedy dochodzi do nawiązania prawdziwej, głębszej relacji, okazuje się, że ukochany niewiele ma w sobie z tego wyśnionego ideału. Że wariujemy na punkcie kogoś, kto nam się wcześniej nie podobał. Że to nie jest nasz „idealny typ”.

Przez długi czas naukowcy, którzy badali w jaki sposób wybieramy partnera zakładali, że nasze preferencje znajdują jakieś odzwierciedlenie w ostatecznym wyborze – to znaczy, że wchodzimy w związki z osobami, którzy posiadają cechy dla nas atrakcyjne. Aż w końcu psychologowie doszli do wniosku, że nasze pierwotne preferencje mają niewiele wspólnego z naszą miłosną ścieżką.  Dlaczego tak się dzieje i dlaczego tak jest lepiej?

Jeśli spytasz przyjaciółkę, która zawsze gustowała w spokojnych blondynach, dlaczego wyszła za mąż za energicznego bruneta, dowiesz się, że to uczucia zmieniają wszystko. I jeszcze, że ważne jest to, kto kogo „wybrał”. Jej historia była prosta. Spotkała mężczyznę, który ujął ją swoim sposobem bycia, ale przede wszystkim swoim stosunkiem do niej – do kobiety, którą pokochał. Jego cechy fizyczne zaczęły być dla niej atrakcyjne w momencie, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że on ja kocha i kiedy zrozumiała, że i on staje się dla niej kimś ważnym. Nagle słowa „przystojny mężczyzna” przestały być czymś abstrakcyjnym, a zyskały określoną twarz i cechy charakteru. Zaczęła marzyć o mężczyźnie, na którego wcześniej nie zwracała uwagi, ba który ją drażnił.

To, czego chcesz i to, co dostajesz

Niedawno zespół psychologów przebadał około 750 samotnych osób. Uczestnikom zadano pytanie, jakie cechy powinien mieć ich partner. Pięć miesięcy później skontaktowano się z nimi ponownie. Po tym czasie około jedna trzecia badanych weszła w związek. Pozostali nadal byli samotni. Wszystkich za pytano jeszcze raz o cechy wymarzonego partnera. Zgadnijcie, co się stało?

Wszyscy ci, którzy byli nadal samotni, mówili o tych samych cechach, co za pierwszym razem. Nadal mieli w głowie jakiś idealny obraz osoby, z którą chciałyby być – obraz bardzo konkretny i dość „wymagający”.  Ci, którzy byli już z związku, szczęśliwi i zakochani opisywali swoich ukochanych i ukochane, w bardzo ciepłych, emocjonalnych słowach. Nagle okazało się, że cechy, które wydawały się bardzo istotne wcześniej, przestały mieć znaczenie. Że wzrost, kolor włosów, poziom emocjonalności to rzeczy drugorzędne. Bo miłość zmienia perspektywę. Choć mówi się, że jest ślepa, ona otwiera nas na to, czego nie widać „gołym okiem”. Uczucia sprawiają, że chcemy kogoś poznać lepiej, że chcemy zajrzeć głębiej. Że dostrzegamy więcej. I zaczynamy rozumieć, z kim nam jest naprawdę dobrze.

Czy nasze preferencje wpływają na wybór partnera? Może odrobinę. Ale tak naprawdę i tak wybiera serce. I to dobrze, dzięki temu mamy szansę być w miłości szczęśliwi.


7 pozornie budujących rzeczy, których nie wolno powtarzać dzieciom

Redakcja
Redakcja
10 listopada 2017
Fot. iStock/vadimguzhva
Fot. iStock/vadimguzhva
 

Mówi się, że dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane. To powiedzenie nabiera szczególnej mocy, gdy rodzice chcą czegoś dobrego dla dzieci, a mimo jak najlepszych intencji efekt końcowy nie zachwyca. Czasem mówimy coś na wyrost, bo chcemy zaczarować rzeczywistość, sprawić przyjemność lub po prostu pocieszyć w gorszych chwilach. Nie raz i nie dwa naginamy przy tym prawdę, a niekiedy po prostu kłamiemy. 

Wbrew pozorom takie drobne grzeszki, które przecież popełniamy w jak najlepszej intencji, mogą stanowić wielkie obciążenie w wieku dorosłym. Wiecie, czego, nawet w najlepszym zamiarze lepiej dziecku nie powtarzać?

7 pozornie pozytywnych rzeczy, których nie powinniśmy mówić dzieciom

1. Nie rób tego tak jak ja!

Rodzice w trosce o przyszłość dziecka nie chcą, aby ono powielało ich błędy. Rodzic, mając świadomość, czego dziecko nie powinno robić, często wkłada mu do głowy „słuchaj moich rad, ale nie popełniaj moich błędów”. Nie jest to najlepsza rada, jaką możemy dać, bo takie słowa nie mając poparcia w rzeczywistości, będą miały niewielki wpływ na małego człowieka. Zamiast tego lepiej jest przyznać się do błędów, bo niestety dziecko może podążać po śladach rodziców i ich złych codziennych nawyków zabraniając dziecku krzyczenia na swoich braci, kiedy mama sama krzyczy, aby ich zdyscyplinować, nie odniesie pożądanego skutku.Trudno jest nauczyć kogoś poprawnego zachowania, jeżeli sam autorytet zachowuje się źle. Rodzic może być cudownym wzorem dla dziecka, ale sam musi kontrolować swoje zachowanie.

 2. Nie martw się, wszystko będzie dobrze

Rodzic z miłości do swojego dziecka jest w stanie obiecać mu wiele, by tylko było szczęśliwe. Jednak zapewnianie, że trudna sytuacja rozwiąże się dla niego jak najlepiej, powiedzenie „wszystko będzie dobrze”, może być szkodliwe. Szczególnie gdy dotyczy rzeczy w praktyce niemożliwych do zrealizowania (np. wyzdrowienie śmiertelnie chorego pupila). Dawanie dziecku fałszywej nadziei może spowodować, że w przyszłości rodzic będzie postrzegany jako kłamca. A zamiast okłamywać lub zbywać dziecko, lepiej być realistą i zamiast „wszystko będzie dobrze” , powiedzieć „jest prawdopodobne, że” bo to otwiera furtkę na pozytywne zakończenie, ale nie zawiera w sobie obietnicy, że będzie tak na pewno.

3. Chłopaki nie płaczą

To powiedzenie powtarzano w dobrej intencji, bo uważano, że chłopcy powinni być zahartowani wobec różnych życiowych okoliczności. Jednak powtarzanie tego nie hartuje, a sprawia, że chłopcy odrzucają własne uczucia, bo przecież nie powinni płakać. Tłumienie emocji jest bardzo negatywne dla psychiki i dziecka i dorosłego. Zamiast tego lepiej rozmawiać i oswajać trudne emocje, aby w przyszłości ci mali chłopcy zamieniali się w dojrzałych i mądrych mężczyzn.

4. Przestań, to przecież nie boli!

Uspokajające powiedzenie dziecku „nie przesadzaj, to przecież nie boli” pokazuje, że to, co ono odczuwa, nie jest dla rodzica istotne i uczy ignorowania sygnałów płynących z ciała. Zamiast bagatelizowania sprawy, lepiej wyjaśnić dziecku różnice pomiędzy odczuwaniem dyskomfortu i bólu. To nauczy dziecko prosić o potrzebną pomoc.

5. Będziesz kim zechcesz, nie ma rzeczy niemożliwych 

Wspieranie dzieci w dążeniu do realizacji marzeń jest wręcz obowiązkiem rodziców, ale ma rację bytu tylko wtedy, gdy dziecko faktycznie może je spełnić. Trudno jest gruntować w marzeniach dziewczynkę bez słuchu muzycznego, że będzie kiedyś wspaniałą solistką operową. Lepiej pomagać dziecku odnaleźć się w rzeczywistości i ustalić takie cele życiowe czy ambicje, które są możliwe do osiągnięcia. Warto rozmawiać o bardziej realistycznych celach, nawet jako planu zapasowego, niż trzymać się czegoś, co ma mniej niż 1% szans na realizację.

6. Bądź sobą, nie musisz się do nikogo naginać

Ważne by dziecko czuło się dobrze samo ze sobą, jednak może się zdarzyć, że poprzez pewne zachowania dziecko może mieć problem z odnalezieniem się w grupie rówieśniczej. Jeżeli to wynika z niemiłego zachowania, warto popracować z dzieckiem, tłumacząc, dlaczego nie wolno np. popychać czy obrażać innych dzieci. Wmawianie dziecku, że każde jego zachowanie jest dobre, bo takie ono jest i dla innych nie powinno nic w sobie zmieniać, może spowodować, że kiedyś będzie samotne, nieakceptowane przez grupę.

7. Musisz pracować już teraz, aby w przyszłości odnieść sukces

Rodzice mają tendencję do inwestowania w swoje dzieci uwagi, czasu i pieniędzy od najmłodszych lat. To naturalne, że zależy im na tym, by zapewnić dziecku dobry start w przyszłość, a odpowiednia edukacja daje dziecku większe szanse na rozwój talentów. Jednak wciskanie dziecko w sztywny gorset zajęć i obowiązków od najwcześniejszego dzieciństwa, by mogło ono osiągnąć sukces za X lat jest bardzo szkodliwe. Dzieci muszą mieć czas być dziećmi, by czuć się szczęśliwe, mieć czas na zabawę, na kontakty z rówieśnikami, a także żeby pobyć sami ze sobą. Były przypadki, że zamiast dzieci szczęśliwych i rozwijających się wszechstronnie, rodzice wychowali osoby sfrustrowane, nastawione na wyścig szczurów. Szczęśliwe dzieci żyją tu i teraz.

źródło: www.lifehack.org


Czym jest lojalność wobec rodziny. Czasem musisz postawić się na pierwszym miejscu

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 listopada 2017
Fot. istock/Pilin_Petunyia
Fot. istock/Pilin_Petunyia
 

Pojęcie lojalności wobec tych, z którymi łączą nas więzy krwi bywa nadinterpretowane i źle pojmowane. Jeśli w dzieciństwie wpojono nam, że cokolwiek by się działo, rodzina jest najważniejsza i to jedynie jej jesteśmy „cokolwiek winni”, w dorosłym życiu możemy mieć nie lada kłopoty. Możemy też znaleźć się w takiej sytuacji, kiedy trzeba będzie wybierać – szczęście osobiste, czy bardzo ogólnie pojęte „dobro rodziny”.

Pamiętacie takie powiedzonko? „Dziewczyn możesz mieć wiele, ale matkę masz tylko jedną”. To okropny przykład tego, jak wpaja się nam brak szacunku dla „obcych”, czyli tych, którzy do rodziny nie należą. To znak braku otwartości i pewnej zaściankowości. A przecież, bardzo często zdarza się tak, że to nie z rodziną czujemy się najlepiej, że prawdziwe zrozumienie i dobrą miłość znajdujemy na przykład nawiązując przyjaźń z kimś, kto od samego początku wydaje nam się zupełnie inny, niż nasi krewni.

Nasza lojalność powinna być dyktowana naszym sercem, czasem po prostu musisz postawić się na pierwszym miejscu. Szczególnie gdy:

– stoisz przed wyborem: twoje osobiste szczęście, a urażona duma rodziców (na przykład, gdy wybierasz inną ścieżkę zawodową niż ta, którą sobie dla ciebie wymarzyli),

– rodzina nie akceptuje osoby, którą kochasz i z którą jesteś szczęśliwy (jako osoba dorosła sam stanowisz o tym, z kim chcesz budować związek),

– lojalność wobec rodziny niesie ze sobą dla ciebie ryzyko (emocjonalne, zdrowotne, finansowe), którego nie możesz ponieść, ponieważ byłoby to dla ciebie zbyt dużym zagrożeniem,

– jesteś ofiarą szantażu emocjonalnego, w którym twoje dobro, nie jest niczym nadrzędnym, chodzi jedynie o to, by „postawić na swoim” i pokazać ci, że jesteś od rodziny zależny.

Oczywiście, nasi bliscy, rodzice to nasz fundament. Ale od momentu, kiedy wkraczamy w dorosłość zaczynamy sami decydować o sobie. Pytanie czy i w jakim stopniu pozostniemy lojalni wobec rodziny nie zawsze ma jedną, prostą odpowiedz.


Zobacz także

Fot. iStock / tatyana_tomsickova

Nagle dociera do ciebie, że to, co zawsze było dla ciebie najważniejsze – miłość, w twoim życiu nie istnieje

Fot. iStock/sanjeri

Partner na całe życie? Powinien mieć te 10 cech. Udało ci się takiego znaleźć?

"Mamo, tato, biorę rozwód". Jak rozmawiać o rozstaniu z najbliższymi

„Mamo, tato, biorę rozwód”. Jak rozmawiać o rozstaniu z najbliższymi