Dla mnie najgorsza nie jest śmierć, tylko to, co długo przed nią. Trudna ta miłość, przyjmując ją, obierasz komuś szansę na zwyczajne życie

Anika Zadylak
Anika Zadylak
3 marca 2017
Fot. iStock / nautiluz56
 

– Kiedy słyszę, że miłość powinna być poświęceniem, to robi mi się niedobrze. Tak chyba twierdzą tylko ci, którzy zawsze byli zdrowi i nigdy świadomie nie zdecydowali się na bycie z kimś, kto wymaga stałej opieki.

To dlatego przepędzałam mojego obecnego męża i nie chciałam nawet słuchać, że chcę ze mną być. Po co? Żeby sobie życie zatruć, odbierać wolność na starcie, pakować w ograniczenia? Kiedy jesteś niepełnosprawna, perspektywa zmienia się o 180 stopni. Odkąd moje nogi odmówiły posłuszeństwa,  wiedziałam, że już nigdy nie wstanę z wózka inwalidzkiego, że choroba postępuję i że może dojść do najgorszego.

Bo dla mnie i pewnie większości tak chorych, jak ja najgorsza nie jest śmierć, tylko to, co długo przed nią.

Moi znajomi ze szpitali w końcowej fazie swojego życia byli podłączonymi pod respirator duchami. Bo już nie ludźmi, a ten okres odchodzenia trwa czasami przez długie miesiące. Już niczego nie kontrolujesz, załatwiasz się w pieluchę, trzeba cię myć i przebierać. Napatrzyłam się na takie sytuacje przez większość życia i wiem, jak to cholernie trudne. Zarówno bycie niepełnosprawną żoną, jak też świadomość, że ukochany człowiek, któremu pozwoliłaś ze sobą zostać, całe lata chorował razem z tobą. I gdy w końcu odejdę on zostanie sam i nie wiem, czy sobie z tym poradzi.

Basia zmaga się z kilkoma chorobami, ale najgorszy jest postępujący zanik mięśni. Potrzebuję pomocy przy większości zwykłych czynności, począwszy od umycia przez załatwianie potrzeb fizjologicznych, ubieranie i karmienie.

Jej ręce są zbyt słabe, żeby utrzymać choćby widelec, nie ma mowy o samodzielnym uczesaniu włosów, wzięciu prysznica czy zakładaniu butów. Zęby myła samodzielnie ostatni raz blisko dwa lata lat temu.

Marek, mąż Barbary, stara się nią zajmować jak najlepiej pomimo pracy, do której ktoś musi przecież chodzić.

Ich dzień zaczyna się bardzo wcześnie rano. – Ja rzadko, sypiam w nocy dłużej niż 4 godziny, złe samopoczucie, nie pozwala na więcej. Dwa lata temu wykłóciłam z mężem osobne sypialnie, choć długo nie chciał się zgodzić. Bywało tak, że niby kładł się odpocząć do siebie, a rano widziałam go drzemiącego w fotelu obok mojego łóżka. A ja po prostu chcę, żeby on spał, bo ja i tak nie mogę. Wiercę się i pojękuję, bo wszystko mnie boli, a leki nie działają już tak, jak na początku.

Mąż zanim pojedzie do swoich zajęć, myje mnie i ubiera. Podaje śniadanie i leki, podłącza kroplówki, gdy trzeba. Kiedy wraca sprząta, gotuje i pierze. I znowu zajmuje się mną.

Kiedy się poznaliśmy byłam na trzecim roku studiów, kiepsko mi szło, ale dawało kopa, żeby nie siedzieć i nie czekać. Nie łamać się na byle przeszkodzie i jeszcze coś tam dla siebie zrobić.

Żyć, ile się da i korzystać, póki jeszcze cokolwiek mogłam sama. On mi się jakoś specjalnie nawet nie podobał, miał przyjemną twarz, zawsze się uśmiechał i chyba ta jego dobra pogoda mnie tak przyciągnęła. Bardzo długo byłam wręcz chłodna i nieprzyjemna, co go specjalnie nie zrażało. Bezczelnie patrząc mi w oczy mówił, że jeszcze będzie mnie na rękach nosił. Choć pewnie, nie o taką sytuację jaką ma dziś mu chodziło. Gdy od tego dźwigania mnie zaczyna mu rosnąć garb na plecach. Wtedy chyba żadne z nas, aż tak o tym nie myślało, przynajmniej staraliśmy się odłożyć to na później.

O tym, że choruję i to coraz bardziej powiedziałam mu na drugiej randce, którą podstępem wybłagał, bo ja nadal nie byłam przekonana. A tak naprawdę liczyłam się z tym, co go czeka, co spadnie na nas ale jednak najbardziej na niego. Nie chciałam go w to wciągać. Bo kiedy ja będę coraz słabsza, on będzie musiał być silniejszy, nie tylko fizycznie. Przecież domyślasz się, jak to często wygląda. Bez owijania w bawełnę, tak po ludzku, podciera mi tyłek i zmienia podpaski, gdy miesiączkuję. Nie wiem, któremu z nas z tym ciężej.

Wtedy się uparł, mówił, że się domyślał, bo przecież  poruszałam się z trudnością. Moje kalectwo było widoczne, nie dało się tego specjalnie ukryć, dlatego mu nie wierzyłam. Pomyślałam, że robi to z litości, ma dobre serce i jest nieśmiały, nie wierzy w siebie, taka szlachetność mu pomoże. Będzie się mną opiekował, będzie bohaterem i cierpiętnikiem, który się dla mnie poświęcił.

Tak to podłe wiem, ale gdy walczą w tobie dwa skrajne uczucia i połowa serca czuje i wie, że chce i kocha, a ta druga krzyczy, że nie masz prawa, że obarczanie swoją chorobą to najgorsze, co można dać drugiemu człowiekowi, to wpadasz w obłęd.

Nikt nie zdaję sobie sprawy z tego, że wielu ludzi w takiej sytuacji jak moja, nie chce kochać, bo ma ciągłe poczucie winy. I że nienawidzą żadnych form litowania się, szczególnie w uczuciach.

Ale Marek nie starał się mi niczego udowadniać, tylko cierpliwie był gdzieś obok. Mówił, że nigdzie się nie spieszy, że poczeka bo i tak już wybrał.  Wkurzał mnie i pociągał tą swoją pewnością siebie, ale już wtedy budował poczucie bezpieczeństwa.

Początki mieliśmy straszne, to cud, że się nie pozabijaliśmy, że nadal ze sobą jesteśmy. Choć to ja, bywałam bardziej nerwowa i wybuchałam złością, która go bolała. Bo mówiłam rzeczy, których nigdy nie powinnam, pastwiłam się nad nim, bo choć kochałam go całą sobą, to nadal po cichu, że zrezygnuje. Że nie wytrzyma, że zniknie i już się nie pojawi.

I czasami tak było, że słyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami, bo ile może wytrzymać jeden człowiek? Ale zawsze wracał i przepraszał, że zostawił mnie bez opieki. Prosił, żebym mu wybaczyła. A ja płakałam i myślałam, że na niego nie zasługuję.

A potem były dwie przepiękne wiosny, bo czułam się świetnie, jakby wszystkie moje choroby gdzieś się pochowały. I bardzo spowolniły. To wtedy się pobraliśmy, był wyjątkowo ciepły kwiecień, a ja miałam jeszcze siłę stać przed ołtarzem na własnych nogach.

Potem zaczęło się pogarszać, przestałam chodzić, a gdy pierwszy raz zobaczyłam swój wózek, krzyczałam, że chcę umrzeć. Marek płakał i mnie uspokajał, powtarzał, że jeszcze tyle przed nami, że razem ze wszystkim sobie poradzimy. Wieczorami tylko słyszałam, jak mówił koledze, że czasem się boi, że pęknie, że tego dłużej nie dźwignie. I nie mam pretensji jest ze mną tyle lat i ciągle się mną opiekuje.  Bardzo się kochamy, przeszliśmy razem wiele.

Ja już rzadko czuję się kobieco, jestem praktycznie unieruchomiona i całkowicie zależna od innych, czyli od Marka najczęściej. A przecież to nie jest stary facet ani brzydki czy głupi. To fantastyczny mężczyzna –  inteligentny, silny i zaradny. I romantyczny, bo do dziś mi mówi, że ma najpiękniejszą studentkę z uczelni za żonę.

Nie mogę już mu zbyt wiele dać, on nawet nie chce o tym rozmawiać, bo nas to krępuję.

Miłość w chorobie, kiedy stajesz się niedołężny jest bardzo trudna. Kiedy od drugiego człowieka zależy czy nie umrzesz z pragnienia, bo sam już nie masz sił na wyciągnięcie dłoni. Kiedy nawet najbardziej intymne sytuacje czy miejsca są obnażane, bo trzeba cię kąpać, jak małe dziecko. Wtedy się zastanawiasz i zadajesz pytanie „po co to wszystko?”. I dlaczego nadal go trzymasz, zamiast dać mu jeszcze pożyć, z normalną, zdrową kobietą.

A potem widzisz z jaką czułością naciera twoje ręce oliwką i pyta czy nie za mocno. Jestem mu wdzięczna za każdy dzień, bo wiem, że nigdy nie było lekko. I bardzo bym chciała, żeby nie był długo sam. Wtedy, kiedy ja już będę musiała zasnąć.

Wysłuchała: Anika Zadylak


Kwiaty w sypialni. 10 gatunków roślin wpływających pozytywnie na relaks i zdrowie

Redakcja
Redakcja
3 marca 2017
Fot. iStock / awayge
Następny

Kochamy rośliny kwitnące i chętnie stawiamy je na parapetach w mieszkaniach. Najczęściej pełnią funkcję dekoracyjną, zachwycając, jeśli nie pięknymi kwiatami, to wybujałymi lub ozdobnymi liśćmi. Ile osób, tyle gustów i ulubionych gatunków roślin, które najczęściej wprowadzamy do swojego otoczenia. 

Kwiaty i ozdobne krzewy są miłym dla oka akcentem, wprowadzającym prawdziwie domowy klimat. Ale ich obecność nie wszędzie jest pożądana — w ciągu nocy proces fotosyntezy ulega odwróceniu i rośliny, zamiast produkować tlen, pobierają go z otoczenia. W związku z tym najczęściej sypialnie ogołocone są z kwiatów, by te nie zabierały z otoczenia cennego tlenu. Jedna roślina krzywdy nie uczyni, ale ich nagromadzenie może mieć negatywne skutki dla zdrowia. Istnieją jednak takie gatunki roślin, które w sypialni są nie tylko pięknym, ale i pozytywnie wpływającym na nasze zdrowie dodatkiem. Niektóre rośliny odfiltrowują trucizny i inne zanieczyszczenia z powietrza, inne doskonale nawilżają powietrze.

Oto 10 najczęściej spotykanych roślin doniczkowych, które idealnie sprawdzą się w sypialni:


źródło: poradnikogrodniczy.plwww.wymarzonyogrod.pl

Wspierać byłego partnera? Właściwie dlaczego? Szacunek nie powinien kończyć się razem z miłością

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
3 marca 2017
Fot. iStok/Lacheev

Być dla siebie w razie potrzeby wtedy, kiedy już nie musimy, kiedy już nie łączy nas ten jeden papierek, małżeńska przysięga, a jedynie lepsze i gorsze wspomnienia… Właściwie dlaczego? Bo mamy za sobą kawałek wspólnej historii, przeżyć, emocji? Bezinteresownie, z potrzeby serca, z poczucia, że tak jest dobrze? A może po to, żeby pokazać dzieciom, że ich tata, czy mama zasługują na szacunek? I nauczyć je, że ten szacunek nie kończy się razem z miłością?

Pewien tata umieścił na Facebooku post, w którym opisał, jak pewnego dnia wstał wcześnie, żeby kupić kwiaty, kartki z życzeniami i kilka świeżych produktów na śniadanie. Nie, wcale nie dla swojej ukochanej, ale dla byłej żony, a raczej dla jego wspólnych z nią dzieci, żeby mogły zrobić swojej mamie urodzinową niespodziankę.

I wiecie co? Tym wpisem Billy wywołał lawinę komentarzy. Było oczywiście bardzo dużo tych pozytywnych, ciepłych, zwłaszcza od pań. Ale pojawiły się też inne, podejrzliwe, natarczywe. „Po co ci tak bliski kontakt?” „Po rozwodzie każdy idzie swoją drogą”. „To sztuczne!”. „Chyba ciągle coś do niej czujesz…”.

Te reakcje nie zaskoczyły autora wpisu, jest przyzwyczajony do tego, że jego relacje z byłą żoną nie są typowymi relacjami rozwiedzionych partnerów. Że dużo częściej niż szacunkiem i sympatią, byli małżonkowie obdarzają się pogardą, nienawiścią, żalami za to, że się nie udało. Do tego wszystkiego dochodzi walka o uczucia dzieci.

Ale Billy myśli o swojej relacji z byłą żoną w zupełnie inny sposób.

„Jak zawsze, ktoś znowu spytał mnie dlaczego właściwie ciągle coś dla niej robię – napisał . – „To mnie denerwuje. (…) Wychowuję dwóch małych mężczyzn. Chce im dać przykład – to jak traktuje ich mamę, ma im pokazać jak powinni traktować kobiety, które pojawią się w ich życiu.”

Billy, uważa, że rozwiedzeni rodzice nie powinni pozwalać, by negatywne uczucia brały nad nimi górę i prowadziły do niepożądanych, negatywnych zachowań przy dzieciach.

Razem z byłą partnerką zdecydował, że oboje będą się starali dalej wspólnie wychowywać dzieci. Dlatego dla nich to naprawdę ważne, żeby ich synowie widzieli i czuli, jak rodzice okazują sobie troskę i szacunek. Piękne, prawda? Ale nikt nie powiedział, że to proste. Cóż, kiedy rozpada się nam związek, trudno czasem powstrzymać bolesne emocje, a raczej – trudno nie pozwolić im nami kierować. Jest żal, złość, poczucie porażki. Rozwód może obudzić w nas wszystko, co najgorsze, może postawić nas przeciw sobie jak zawodników na ringu przesłaniając to, co najważniejsze – dobro naszych dzieci. W większości wypadków trzeba włożyć naprawdę wiele wysiłku w to, by odnaleźć się znowu w punkcie, w którym możemy współpracować.

„Pewnie o wiele łatwiej to powiedzieć, napisać o tym, niż to zrobić, ale naprawdę warto się postarać” – przekonuje Billy. I zaraz dodaje, że nie każdy musi przygotowywać śniadanie dla byłej partnerki. Najważniejsze, by wasze dzieci widziały, jak wzajemnie okazujecie sobie szacunek i troskę.

Dlaczego tak trudno wspierać nam i szanować byłych partnerów? Pewnie to sprawa bardzo indywidualna, bo też każda para rozstaje się z innych powodów i w różnych życiowych okolicznościach. Jakie to jednak ważne, by nigdy nie zapominać, że kiedy rozpada nam się związek, zostaje jeszcze rodzina: mama, tata i dzieci. One patrzą na relacje między rodzicami. Mogą zobaczyć nienawiść, próbę odegrania się na sobie, mogą być wykorzystywane do walki między dwojgiem, kiedy bardzo bliskich sobie osób. A w dorosłym życiu postąpić podobnie w przypadku rozstania z partnerem, czy partnerką.

Ale mogą też zrozumieć, że tam, gdzie kończy się miłość, nie musi się kończyć szacunek i wsparcie. Że ich rodziców zawsze już  łączyć będzie wspólna, najwspanialsza motywacja: wychowanie dzieci na odpowiedzialnych i wspaniałych młodych ludzi.


Zobacz także

Jak facet robi z ciebie idiotkę, czyli co to znaczy, kiedy na drugiej randce słyszysz: „Szukałem cię przez całe życie”

Najczęstsze problemy łóżkowe, czyli co o seksie każdy wiedzieć powinien

Przygoda z Panem Znikającym… W słowach i seksie jesteś doprawdy mocny. W życiu już gorzej