Damsko-męskie rozmowy: „Nie musisz mi nic tłumaczyć, ja już doskonale wiem, co miałeś na myśli!”. I bądź tu mądry…

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
19 września 2017
Fot. Unsplash / Alex Hockett /
Fot. Unsplash / Alex Hockett / CC0 Public Domain

Przywiało mnie znad morza w rodzinne strony. Kraków, jedna z galerii handlowych… Miałem wpaść tylko na chwilę po białą koszulę, ale jak to zwykle w takich miejscach bywa – chwila „nieco” się przedłużyła.

Przy kawiarnianym stoliku przysłuchiawłem się dyskusji pewnej pary… Mówili na tyle głośno, że nie dało się nie słyszeć…

Ona – brunetka około 30-tki, zgrabna, na niebotycznych szpilkach – wyraźnie niezadowolona, z grymasem na twarzy.

On – wysportowany facet około 40-tki, wpatrzony w nią – jak w obrazek.

Oboje dobrze ubrani, raczej zamożni…

– Zegarek? Kolejny? Który to już… siódmy? Przecież Ty i tak nosisz tylko jeden.

– Jeden noszę na co dzień… inny do garnituru, inny gdy wychodzimy gdzieś razem…

– No dobra, to trzy… ale po co ci kolejne?

– A po co ci kolejna para butów? Ile ich masz? Kilkadziesiąt! A i tak chodzisz tylko w kilku.

– No wiesz? – prychnęła – to był szczyt chamstwa!

– Ale co takiego? – przecież mówię jak jest.

– Nie będę chodziła ubrana jak twoja matka… wiecznie tylko w jednych?!

– Ale co do tego ma moja matka? Nikt nie mówi o tym, że masz mieć jedne…

– Bo ty taki jesteś, właśnie… Ty tak zawsze! Wypominać mi będzie – burak!

– Ja ci nic nie wypominam, ja tylko podałem przykład…

– Tak! Przykład… przykład to ja ci mogę dać! Karol – mąż Moniki – jego możesz brać za przykład. Mają nowe auto, wrócili właśnie z Zanzibaru, a jeszcze Monika mi „wyjeżdża”, że dom będą budować! Działkę kupili… I to jest facet, a nie… kolejny zegarek!

– Ale ja lubię nasze mieszkanie. Dla nas jest wystarczające.

– Dla ciebie jest wystarczające! Porządnej garderoby nie ma… i kto to widział, żeby się gnieść na 60 metrach!

– Sześćdziesiąt metrów dla dwóch osób…

– Tak, teraz mi wyjedź znowu z dziećmi… Dwie osoby, dwie osoby… znowu ten sam temat!

– Ale ja przecież…

– Już ja wiem co ty przecież! Już ja cię znam! Gdybym miała odpowiedzialnego faceta! Takiego jak Anka na przykład… co to o rodzinę zadbać potrafi, posprząta, ugotuje i nawet nie ma nic przeciwko, żeby Anka do SPA z nami pojechała… to może bym się zdecydowała! A przynajmniej zastanowiła!

– Przypominam ci, że Marcin nie pracuje. To Anka ich utrzymuje. Serio, chciałabyś, żebym zajął się domem? Naprawdę wierzysz, że bylibyśmy w stanie przeżyć z twojej pensji?

– A ten ciągle swoje… w kółko i w kółko… tylko pieniądze i pieniądze!

– Nie o to mi chodziło. Ja tylko…

– Co tylko, co tylko…? Boże! Nawet wysłowić się nie potrafisz! Jednego sensownego zdania. Czytasz za mało! Widziałeś, ile Karolina i Mariusz mają książek? I on je czyta! I można z nim porozmawiać na każdy temat – taką ma wiedzę!

– Ale przecież ja też czytam…

– Ta… czytasz… w kółko o wojnie i o wojnie… nic innego. Ciągle tylko Hitler, obozy i II wojna światowa.

– Bo to mnie interesuje…

– No właśnie! Żadnych innych zainteresowań! Kamil – no wiesz… drugi mąż Baśki… na crossfit chodzi i ciało ma takie… Baśka nam zdjęcia pokazywała… Twierdzi, że to jego pasja! Nie to co ty… dziadziejesz… ani sylwetki, ani zainteresowań…

– Kochanie, skoro jestem taki beznadziejny, gruby, brzydki, nie zajmuję się domem, źle zarabiam i jestem przygłupi, to dlaczego ty ze mną jesteś? Może znajdź sobie jakiegoś…

– Ale ja ciebie kocham, głupolu! Poza tym… nikt inny by ze mną nie wytrzymał!

Co prawda, to prawda… pomyślałem. Dopiłem kawę i ruszyłem na poszukiwania kolejnych spinek do koszuli. Trzeba korzystać póki nie ma żony z pretensjami, że to osiemnaste. Policzyłem 😉


 

Chcesz poznać męski punkt widzenia na babskie sprawy – napisz:  maciej-rebisz@wp.pl


Jedno słowo może zepsuć komuś dzień, w najgorszym razie zniszczyć życie… Nie lepiej powiedzieć komuś coś miłego?

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
26 września 2017
Fot. iStock / Stockfinland
Fot. iStock / Stockfinland

Wstrząsnęła mną sprawa czternastoletniego Kacpra. Chłopak popełnił samobójstwo, ponieważ zaszczuli go rówieśnicy. Tylko dlatego, że był inny… Nie! Wróć… inny to nie jest odpowiednie słowo. Był takim samym – normalnym – nastolatkiem jak jego koledzy. Może inaczej się ubierał, może bardziej dbał o siebie. Nazywano go gejem. Nie ma znaczenia, czy nim był. Liczy się fakt, że tak bardzo zatruto mu życie, że postanowił z nim skończyć.

Od kilku dni wielką popularnością cieszy się w Internecie fragment programu telewizyjnego w którym nieobyta w świecie dziewczyna wyznaje, że jej ulubionym gatunkiem ryb są… filety. Czytam komentarze pod tym filmikiem i … „kretynka” to jedno z najbardziej łagodnych określeń. Wylały się na nią takie wiadra pomyj, że niejeden by tego nie zniósł. Rzecz jasna stacja oczarowana popularnością filmu postanowiła opublikować kolejne fragmenty z „mądrościami” tej dziewczyny. Wszystko ku uciesze gawiedzi tak, by dziewczynę ośmieszyć jeszcze bardziej.

Kolejny przypadek to moja znajoma, która wzięła udział w innym programie telewizyjnym. To wspaniała, mądra, wrażliwa dziewczyna i jestem zaszczycony mogąc nazywać się jej znajomym. Może nieco zbyt wrażliwa, co rzecz jasna z całą brutalnością postanowiła wykorzystać stacja TV. To jak została przedstawiona w programie nie ma nic wspólnego z tym jaka jest naprawdę. A nie muszę chyba pisać, że nie przedstawili jej w korzystnym świetle. I znowu… w Internecie pojawiły się komentarze, które ranią.

Sam jakiś czas temu zostałem zakwalifikowany do programu telewizyjnego. Pierwszego dnia – jeszcze podczas castingu podpisałem w ciemno umowę, w której był zapis, że jeśli z mojego powodu zdjęcia nie zostaną dokończone, będę zmuszony ponieść karę finansową w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Podpisałem. Dopiero później okazało się, jak bardzo ten program jest reżyserowany i jak bardzo… nie podoba mi się sposób, w jaki chciano mnie przedstawić. Ja mam to szczęście, że pochodzę z prawniczej rodziny i… udało mi się „wymiksować” z tego programu. W przeciwnym razie też musiałbym się mierzyć z setkami nieprzychylnych komentarzy. Każdy mógłby mnie anonimowo i bez konsekwencji… obrzygać.

Zastanawia mnie dlaczego z taką łatwością przychodzi nam szastanie opiniami na temat innych. Dziwi mnie, że komukolwiek chce się tracić czas, by wypisywać komentarze pełne jadu. Nie jestem w stanie pojąć co to ma na celu? Przecież życie byłoby o wiele piękniejsze gdybyśmy pisali tylko słowa miłe – pochwały, wyrazu uznania, komplementy, a jeśli ktoś wyda nam się niesympatyczny, niezbyt bystry – spuszczalibyśmy na to kurtynę milczenia.

Nie mogę pojąć, co kieruje ludźmi, którzy wypisują w Internecie tak straszne rzeczy. Czy to poczucie frustracji, że komuś innemu się udało, a mnie nie? Czy satysfakcja, że oto pojawił się ktoś, kto jest być może głupszy od nas samych? Czy to nuda tak bezbrzeżna… Nie wiem! Przecież z nudów można zrobić dziesiątki dużo bardziej konstruktywnych rzeczy. A przy tym nikogo nie ranić.

Słowa, które rzucamy często bezrefleksyjnie mają olbrzymią moc. Nawet te wypowiedziane nieopatrznie mogą zniszczyć komuś życie. Rozumiem, że w Internecie nie dowiemy się, jaki przyniosły efekt. Chyba, że będzie on tak tragiczny jak w przypadku nastoletniego Kacpra. Jest dużo większa szansa, że to słów wypowiedzianych w życiu codziennym będziemy żałować. Słów, których, kiedy już pójdą w eter, nie da się odwołać czy zapomnieć. Takich, że gdy już padną – nic nie będzie takie jak przedtem. Tak jest – słowa mogą zniszczyć wiele. Nawet w miłości – bywają afrodyzjakiem, ale i katem dla uczucia.

Pamiętajcie o tym, że jeden pozornie niewinny, często w afekcie napisany komentarz, jedno słowo za dużo może w najlepszym przypadku zatruć komuś dzień, a w najgorszym – zniszczyć całe życie. I po co wam świadomość, że jesteście tego sprawcami? Nie lepiej napisać komuś coś miłego?


„Lubię starszych ludzi. Zachwycam się zmarszczkami, ich zwolnionym tempem i… radością życia”

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
17 września 2017
Fot. iStock/Kerkez
Fot. iStock/Kerkez

Byłem wczoraj w kinie na filmie „Powiernik Królowej” z niesamowitą (jak zawsze) Judi Dench. Film opowiada o niezwykłej przyjaźni jaka połączyła królową Wiktorię i jej… hinduskiego służącego. Od momentu wyjścia z kina zastanawiam się czy taka przyjaźń jest możliwa. Nie, nie… porzućmy dwór królewski, protokół dyplomatyczny itd. Chodzi mi o czysto ludzką relację. Czy dojrzała kobieta może zaprzyjaźnić się z mężczyzną o wiele młodszym. Nie mówimy o romansie. Chodzi wyłącznie o przyjaźń, bez podtekstu seksualnego.

Czy dźwigając na swoich barkach lata doświadczeń można zainteresować się kimś o wiele młodszym? Czy taka osoba nie wyda się nam infantylna i nieciekawa? I w drugą stronę – czy będąc energicznym, młodym mężczyzną jesteśmy w stanie dostrzec urok mądrości, która płynie z życiowego doświadczenia? Czy w codziennej gonitwie będziemy w stanie zwolnić do tempa kogoś, kto będąc nie do końca sprawnym nie będzie w stanie dotrzymać nam kroku?

Sam… nie słyszałem o takiej relacji. Szczerze powiedziawszy niewielu moich znajomych ma czas i ochotę, by wysłuchać tak naprawdę swoich dziadków. By poświęcić czas… wyłącznie im. Odwiedzają ich, owszem… ale w biegu, a i tak podczas wizyty odpisują na esemesy, sprawdzają pocztę i załatwiają szereg innych spraw, zamiast… nacieszyć się obecnością nestora rodu.

Od kilku lat prowadzę zajęcia komputerowe dla seniorów. Lubię starszych ludzi. Zachwycam się zmarszczkami, ich zwolnionym tempem i… radością życia. Opowiadają mi o swoich radościach i problemach, ale nie śmiałbym chyba – mimo wszystko – nazywać tego przyjaźnią. Z niektórymi jestem bliżej, w pewnych sprawach się siebie radzimy, z czegoś zwierzamy i jest nam ze sobą dobrze, ale… to tyle.

Wielokrotnie wysłuchiwałem od znajomych nieco cynicznych uwag na temat staruszków korzystających z internetu. Słuchałem o tym, że moi koledzy nie mają cierpliwości uczyć obsługi komputera swoich rodziców, a co dopiero… dziadków. Za każdym razem niepokoiła i bulwersowała mnie ta nuta pogardy dla starości wyczuwalna w ich wypowiedziach. Zupełnie jakby nie uświadamiali sobie, że i ich kiedyś ona dopadnie. I może wtedy też pomyślą o tym, że fajnie byłoby czerpać energię od młodszych, starać się dotrzymać im kroku.

Przychodzi do mnie na zajęcia Pani przed osiemdziesiątką, która ma absolutnego bzika na punkcie wszystkich nowinek… z niecierpliwością czeka na najnowszy model iphone’a. Bulwersuje ją jego cena, ale twierdzi, że i tak go sobie kupi. Online rzecz jasna… wcześniej skorzysta z porównywarki cen w internecie. Zapłaci przelewem elektronicznym, a później będzie śledziła na stronie firmy kurierskiej trasę paczki. Gdyby coś było nie tak – wyśle wiadomość do sprzedającego.

Przychodzi do mnie raz po raz z nowinkami ze świata elektroniki, ma niezwykle chłonny umysł i chce wiedzieć absolutnie wszystko na temat najnowszych technologii. Rozczula mnie tym i bawi. Zapytałem jej jakiś czas temu, po co jej to wszystko? Stwierdziła, że po pierwsze bardzo jej to ułatwia życie – nie musi choćby jak sąsiadki tracić czasu, aby opłacać rachunki na poczcie, a po drugie… nie pozwala swojemu umysłowi się zestarzeć. I rzeczywiście… znam wielu moich rówieśników, którzy… są „starsi” od niej. Mentalnie – rzecz jasna…

Kiedyś istniały domy wielopokoleniowe, gdzie korzystało się z mądrości starszyzny, gdzie głos nestora rodu – jako tego najbardziej doświadczonego – był decydujący. Dziś starzy ludzie spychani są często na margines społeczeństwa, jakbyśmy się trochę ich wstydzili. Jakiś czas temu jedna z Pań przychodzących na moje zajęcia komputerowe powiedziała, że jest na zajęciach po raz ostatni. Zapytałem czy coś nie tak, czy przestały jej odpowiadać… na co ona ze łzami w oczach powiedziała, że jej córka doszła do wniosku, że pora, żeby zrobiła miejsce dla młodszych. Oddaje ją (bardzo sprawną fizycznie i umysłowo) do domu opieki, bo chce by w jej mieszkaniu zamieszkał syn – wnuk Pani Jadwigi. – Nie wiem, może to i dobry pomysł… Ile ja jeszcze pożyję? Kilka lat? Wnuk w końcu się usamodzielni… Tylko naszych spotkań mi żal. To tak daleko jest… Tu mam swoją codzienność, znajomych, sąsiadki i… tyle lat wspomnień.

Zrobiło mi się smutno. Nie chciałbym, by kiedyś i mnie potraktowano w ten sposób. Muszę pielęgnować znajomości z moimi wiekowymi znajomymi. Może za jakiś czas dostąpię zaszczytu ich przyjaźni. Będę chłonął ich mądrość, będę czerpał z ich doświadczenia. Wysłucham ich historii. Kiedyś – gdy sam już będę stary – opowiem, dzięki temu, moim wnukom o naprawdę zamierzchłych czasach… O ile zechcą mnie słuchać…


 

Ufff

Mówi się, że pierwsze zdanie jest zawsze najtrudniejsze. Na szczęście mam je już poza sobą… Ale odnoszę wrażenie, że tym razem i kolejne zdania będą trudne, czwarte, siódme, dziewiąte, aż do ostatniego, ponieważ mam pisać publicznie,. :)

Dotychczas dzieliłem się spostrzeżeniami raczej ze znajomymi na portalu społecznościowym, a i wtedy towarzyszyło mi przekonanie, że nie piszę najlepiej. Okazało się jednak, że moja pisanina przypadła czytającym do gustu. Coraz częściej słyszałem pozytywne opinie, ale składałem to na karb tego, że znajomi chcą być mili :)

W końcu nadszedł ten dzień, kiedy zaproponowano mi opublikowanie mojego tekstu i tutaj. Było to bezsprzecznie bardzo miłe, więc… mimo obaw – zgodziłem się. I oto jestem – cały Wasz :)

Teraz będę dzielił się z Wami zachwytami nad życiem dość regularnie.

Mam nadzieję, że i Was skłonią moje wpisy do zastanowienia, czasami wkurzą ;), innym razem rozbawią. Chciałbym oddać Wam smaki życia możliwie jak najdokładniej, a przecież ono nie zawsze jest słodkie :)

Zachęcam Was zatem do zaglądania tu od czasu do czasu. Miło mi będzie poznać Wasze zdanie na poruszane przeze mnie tematy, a także… zająć męskie stanowisko na tematy nurtujące Was. Jeśli zatem chcecie poznać spojrzenie na Wasze sprawy z perspektywy faceta – piszcie.