Czy wiesz, jaka jest idealna różnica wieku między partnerami? Możesz się zdziwić

Redakcja
Redakcja
2 października 2017
Fot. iStock/m-gucci
 

Przy wyborze idealnego partnera na życie, wiek nie zawsze jest tym elementem, na który szczególnie zwracamy uwagę. O wiele bardziej interesuje nas wzrost, uśmiech, magia spojrzenia. Intelekt i pasje wybranka również są bardzo ważne, bo przecież fizyczne piękno, to nie wszystko, czym należy się chwalić.

Wiek, nie licząc pokoleniowych przepaści, dla nas nie jest najważniejszy. Fajnie, gdy partner jest odrobinę starszy, bo wydaje się, że taki mężczyzna jest bardziej odpowiedzialny i lepiej od rówieśnika zaopiekuje się kobietą. Oczywiście wyobrażenia i plany swoją drogą, a życie potrafi zaskoczyć.

Jeśli kiedykolwiek dręczyła was myśl, jaka różnica wieku jest najlepsza dla utrzymania szczęśliwego i długotrwałego związku, naukowcy mają już na to odpowiedź.

Mniej, znaczy więcej

Taki wniosek wysnuto na podstawie wywiadów z trzema tysiącami osób. Okazuje się, że im większa różnica wieku, tym większe ryzyko zerwania i rozwodu. A wynika to z powodu trudności we wzajemnym porozumieniu się partnerów, którzy w tej samej chwili znajdują się w innych punktach życia. Gdy istnieje tylko rok różnicy wieku między partnerami, ryzyko rozwodu wynosi jedynie 3%. U par, u których różnica wieku między partnerami wynosi 5 lat, ryzyko rozwodu sięga już 18%. Partnerzy, między którymi jest 10 lat różnicy  mają aż 39% szans na rozstanie, a w przypadku różnicy wynoszącej lat 20, naukowcy uważają, że taka para rozstanie się na 95%.

Im mniejsza różnica wieku, tym większa szansa na wzajemne zrozumienie i podobne potrzeby w tym samym czasie. Nie ma znaczenia, czy ta różnica wynika ze starszeństwa kobiety lub mężczyzny — schemat, że to partner powinien być starszy, nie ma uzasadnienia.

Taki jest efekt pracy naukowców, choć szanse na to, że różnica wieku będzie najważniejszym kryterium dobory partnera, są niewielkie. W dalszym ciągu ważniejsze są wzajemne predyspozycje, uczucie, wspólne plany i marzenia. Gdy zabraknie tego „czegoś” w relacji, nawet wyszukanie partnera starszego o rzeczony rok, nie zagwarantuje szczęścia.


 

źródło: www.milionkobiet.pl


Dlaczego warto się odciąć od toksycznych ludzi i złej energii. Jest co najmniej pięć istotnych powodów

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
2 października 2017
Fot. iStock / oatawa
 

Czasami zastanawiasz się, czy to coś z tobą jest nie tak. Może nie radzisz sobie w relacjach z ludźmi, którzy są bardziej wymagający, więcej chcą. Może tylko wydaje ci się, że potrafisz być dobrym przyjacielem? Może jesteś za mało wdzięczna, za mało w tobie pokory?

Poczekaj, poczekaj. Chwila. Zastanów się. Czy to aby na pewno w tobie jest problem? Czy może w kimś z kim spędzasz sporo czasu – partnerem, przyjaciółką, koleżanką z pracy? Uczymy się rozpoznawać toksycznych ludzi, ale choć nazywamy rzecz po imieniu, ciężko nam odciąć się od złej energii, bo czujemy się zobowiązani, zależni, bo nie wiemy, co czeka na nas tuż za zakrętem.

Nie wiecie co? To ja wam powiem.

Ulga

Odcinając się od toksycznych ludzi czujesz niepokój, bo tak naprawdę nie wierzysz, że to ty możesz zadecydować o zakończeniu tej relacji. Obawiasz się, że za chwilę zostaniesz oskarżona o nieczułość, brak empatii, niewdzięczność. Tymczasem nic się nie dzieje. Postawiłaś granicę jasno zarysowaną i czujesz… ulgę. Ulgę, że już nie musisz się tłumaczyć, że nie jesteś atakowana, że nie zastanawiasz się nad każdym wypowiedzianym słowem.

Znika niepokój

Wraz z ulgą znika ów niepokój. Jeśli miałaś obok siebie toksyczną osobę, to wiesz, o czym mówię. Nie denerwuje cię dzwoniący telefon czy sygnał przychodzącej wiadomości. Odzyskujesz spokój, bo wiesz, że nikt nie wyssie z ciebie jednym telefonem całej energii, nie wprowadzi rozedrgania w twój dzień, nie będziesz czuć się winna, że coś powiedziałaś albo czegoś nie powiedziałaś.

Odzyskujesz pewność siebie

To jest zaskakujące. Odcinając się od toksycznych ludzi zauważasz, jak bardzo podkopywali oni twoją pewność siebie i poczucie własnej wartości. Toksyczni krytykują, są zawistni, umniejszają nasze sukcesy, często sobie przypisując zasługi. Przestajemy wierzyć w siebie nawet tego nie wiedząc. Kiedy odcinamy się od tej energii, okazuje się, że możemy więcej, że stać nas na wiele, że ograniczać możemy siebie tylko my sami, a nie uwagi i przytyki innych ludzi.

Czas

Dotychczas między płaceniem rachunków a robieniem zakupów zastanawiałaś się, czy wszystko jest w porządku, czy nic złego nie zrobiłaś, czy może powinnaś zadzwonić. Radzenie sobie z negatywnymi ludźmi wysysa z ciebie życie – toksyczne relacje prowadzą do strachu, konfliktów i manipulacji. W momencie, kiedy decydujesz się od tego odciąć zaczynasz swój czas pożytkować na rzeczy, które są dla ciebie dobre, a nie odwrotnie.

Radość ze spotkania z przyjaciółmi

Zobacz, kiedy spotykasz się z ludźmi, którzy są toksyczni, wysyłają złą energię, czujesz się, jakby rozładowały ci się baterie. Ze spotkań ze znajomymi nie wracasz uśmiechnięta, radosna, pozytywnie nastawiona do życia, wręcz przeciwnie. Te spotkania to raczej nieustanna walka, z której wracasz zmęczona, osłabiona. Porzuć to, spotkaj się z ludźmi, ze swoimi prawdziwymi przyjaciółmi, którzy podniosą cię na duchu i a czas spędzony z nimi będzie fantastyczny. Poza tym pamiętaj, że przebywanie wśród ludzi, którzy patrzą na świat przez pryzmat szklanki wiecznie do połowy pustej, sprawia, że ty też negatywnie nastawiasz się do świata i problemów. Jednak, o czym warto pamiętać, zmiana towarzystwa, odcięcie się od tego, co złe, wpływa na nas korzystnie, tak jak szybko łapiemy to, co negatywne, tak równie szybko odnajdujemy na nowo w naszym życiu pozytywy.

Dopiero odcinając się od toksycznych ludzi zauważasz, jak bardzo infekowali oni twoje życie. Wcześniej wiesz, że coś jest nie tak, że źle się czujesz w ich towarzystwie, ale nie zdajesz sobie sprawy, jak wiele negatywnych uczuć wywoływała w tobie ta relacja. Jak duży wpływ miała na twoje życie. I kiedy ograniczasz te kontakty, kiedy pozwalasz sobie na powiedzenie: „Stop, nie chcę być tak traktowana”, przychodzi do ciebie takie małe, ale niezwykle ważne poczucie wolności – poczucie sprawczości, tego, że masz wpływ na własne życie i że możesz je sama uczynić lepszym dla siebie. Czemu nie spróbować?


On, co prawda, nazywał to „silną, charyzmatyczną osobowością”, ja określiłabym go jednym słowem: „tyran”

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
1 października 2017
Fot. iStock/KristinaJovanovic

Każde z was ma swoje racje. Doskonale wiecie, czego chcecie, a co wam kompletnie nie odpowiada i jasno to komunikujecie. Żadne z was nie chce ustąpić, bo to oznaczałoby porażkę. Zamiast iść razem przez życie, traktujecie się jak sparing-partnerzy, którzy ciągle muszą ze sobą walczyć. Niestety, jeśli planujecie związek, który ma trwać latami, musicie nauczyć się kompromisu.

– Byłam kiedyś w związku z facetem, który zawsze musiał postawić na swoim. On, co prawda, nazywał to „silną, charyzmatyczną osobowością”, ja określiłabym go jednym słowem: „tyran”. W każdej kwestii musiał mieć ostatnie słowo, ponieważ taka była rola mężczyzny. Musiał decydować niemalże o wszystkim. Chociaż byliśmy ze sobą zaledwie rok, ta relacja bardzo odbiła się na mojej psychice – powiedziała mi W., gdy zapytałam ją o sytuację, w której nie potrafiła wypracować kompromisu ze swoim partnerem. Opowiedziała też wiele szczegółów.

Ona, pasjonatka kina, porzuciła swój zwyczaj „piątkowych seansów w gronie znajomych” na rzecz koncertów rockowych. Przecież kino to strata czasu i pieniędzy – ten sam film może obejrzeć na komputerze w domu. Ona, miłośniczka kuchni francuskiej, musiała szybko nauczyć się kuchni polskiej. Taką on lubił najbardziej. – To tylko wierzchołek góry lodowej. Za każdym razem, gdy mnie odwiedzał, wytykał, że jestem strasznie pedantyczna. No i raz (bo tylko jedne, wspólne wakacje zaliczyliśmy) pokłóciliśmy się o to, gdzie mamy wyjechać na urlop. Wiesz, że lubię wylegiwać się na słońcu? On chciał pojechać w góry. Zgodziłam się tylko dlatego, że obiecał mi morze za rok. Na szczęście pogoniłam go i w kolejne wakacje zamęczał już jakąś inną kobietę – opowiada.

Kompromis – każdy o nim słyszał

M. ma już bardzo jasno sprecyzowane poglądy na temat kompromisu w związku. Podobno na tym właśnie polega udana relacja, można o tym poczytać niemal w każdym poradniku. – W teorii dość proste. Schody zaczynają się, gdy próbujemy wcielić w życie. On jest domatorem, ona kocha podróże. Z jednej strony ten związek nie ma szans na przetrwanie. Z drugiej wręcz przeciwnie. Można się fajnie uzupełnić. Czasem organizując randkę – piknik we własnym salonie, czasem pryskając na weekend do Barcelony. Czyli ustępstwo. Wychodzenie poza własną strefę komfortu na chwilę, po to, by uszczęśliwić kogoś, kogo się kocha. Ale nie tylko o „duże” rzeczy chodzi. Ale też o te drobne. Przede wszystkim o nie. Zakup pieczywa żytniego a nie pszennego, jajecznica zamiast owsianki w niedzielne śniadanie czy włożenie czerwonych szpilek zamiast czarnych, kiedy facet zaprasza Cię na kolację. Do włoskiej knajpy a nie do bałkańskiej. Bo wie, że wolisz kuchnię śródziemnomorską – opowiada, gdy pytam, jak jej zdaniem powinna wyglądać relacja, oparta na kompromisie.

– Sztuki kompromisu nauczył mnie dopiero Wojtek. Tak prawdę mówiąc, to trochę mnie „utemperował”, a reszta przyszła sama. Zawsze byłam Zosią Samosią. Nie egoistką, ale rzeczywiście stawiałam swoje potrzeby na piedestale. Nawet szaleńczo zakochana w moim obecnym już mężu nie zawsze potrafiłam ustąpić. Myślałam o nim, ale za każdym razem dążyłam do realizacji moich pomysłów. A on czasem ustępował, czasem nie. Zawsze mądrze, zawsze cierpliwie. Przeciągał linę na swoją połówkę. I pokazał mi, że nie zawsze „moje” jest najważniejsze, a tym bardziej najlepsze dla mnie i dla nas jako pary – mówi K., szczęśliwa matka od 8 lat.

– Kompromis to dla niektórych filozofia budowania relacji. Nie pojmuję tego. Dla mnie związek to z jednej strony emocje i uczucia, z drugiej zdrowy rozsądek i sztuka argumentacji. Pójście na kompromis to w mojej ocenie wybór najlepszego rozwiązania, które pozwoli osiągnąć zamierzony cel. Wspólnie ustalony. To kalkulacja. Zazwyczaj bardzo chłodna. Może dlatego, ze oboje mamy ścisłe umysły? – twierdzi J. i jednocześnie zapewnia, że oboje czują się w związku szczęśliwi i spełnieni. A może po prostu kolejny raz na chłodno ocenili plusy i minusy bycia razem?

Utrata części własnej autonomii

Decydując się na związek z drugim człowiekiem musimy być gotowi na podejmowanie większości decyzji w porozumieniu z drugim człowiekiem. Poświęcenie i wyrzeczenia powinni być też dobrowolną decyzją obu stron. Nie jest łatwo wypracować takie relacje, w których oboje partnerzy czują się usatysfakcjonowani, docenieni, a jednocześnie nie mają wrażenia, że są wykorzystywani lub ich potrzeby są nieistotne. Dobrze, gdy wspólne podejmowanie decyzji sprawia nam radość. Jeszcze lepiej, gdy za pomocą rozmowy potrafimy do takiego stanowiska, na które żadne z was wcześniej nie wpadło, a wdaje się być najlepszym rozwiązaniem.

Kiedy jednak kompromis jest szkodliwy?

  • Gdy ukrywamy pewne cechy swojej osobowości, rezygnujemy z niektórych znajomości, tłamsimy swoje plany, marzenia i aspiracje, bo nie podobają się one naszemu partnerowi. Można, oczywiście, próbować funkcjonować w ten sposób. Trzeba jednak mieć świadomość, że odbije się to nie tylko na naszej psychice, ale także na związku.
  • Gdy godzisz się na pewne rzeczy ze strachu przed porzuceniem lub pod presją. Gdy partner wymusza swoje racje poprzez okazywanie pogardy i przemoc psychiczną. Ciężko wtedy mówić o wypracowaniu kompromisu. To po prostu zastraszenie. Związek, w którym brakuje szacunku, nigdy nie będzie się opierał na zdrowym kompromisie.
  • Gdy godzimy się robić w łóżku rzeczy, na które nie mamy najmniejszej ochoty. Lub przeciwnie – gdy pomijamy własne potrzeby i nie mówimy o tym, co nas kręci. Znacząca niezgodność seksualna często bywa powodem rozstań. Jest to jednak sfera życia, do której większość z nas przykłada wielką wagę. Jeżeli nie potrafimy osiągnąć w tej kwestii kompromisu, a jedna ze stron odczuwa niezadowolenie i frustrację, lepiej się rozstać.

Na podstawie: Psychology Today


Zobacz także

Co to znaczy, jeśli ciągle ze sobą zrywacie i do siebie wracacie

Podsumowanie akcji „Mama, znaczy piękna”

Jak przygotować się do wizyty u dietetyka?