„Czy on na pewno wie, że masz dzieci? Czy te gacie wyszczuplające to nie przesada? A jeśli to wariat?”. Matka singielka na randce

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
2 marca 2016
Matka singielka na randce.
Fot. Gratisography/RYAN MCGUIRE / / CC0 Public Domain
 

Moja przyjaciółka idzie na randkę. Serio, taką z kolacją i nocnym seansem w kinie. No i z facetem tym razem, co jest miłą odmianą od wyjścia w pojedynkę lub ze mną. Chociaż ona właściwie nie wie, czy idzie, bo właśnie dopadło ją milion wątpliwości, którymi postanowiła się ze mną podzielić. – Pomóż – mówi, jakby ślepy mógł rzeczywiście poprowadzić kulawego. – Czy ja w ogóle mogę? Czy ja mam prawo?
Stoimy więc i gapimy się na te gacie wyszczuplające „a la Bridget” w zadumie, bo właściwie nie wiemy, czy ona ma prawo do tej chwili zapomnienia. Nie, nie chodzi o seks. Żadnego tam seksu nie będzie. Kto to widział, żeby matka szła do łóżka na pierwszej randce. Właśnie! Byłabym zapomniała. Bo to matka jest. Singielka.

A matkom-singielkom miłość nie w głowie. No, chyba że ta do dzieci, to wiadomo. Tę to powinny w głowie mieć. W razie czego, wszyscy wokół przypomną: ”Szanuj się, dziecko masz, teraz to już nie możesz tak…” . Ciekawe, że ojcu tego dziecka to już nikt nie powie, żeby się szanował. Może sobie przychodzić na spotkanie z córką z coraz to nową i młodszą „ciocią”. Tę ostatnią to chyba poderwał jak szukała korepetycji przed maturą. To nawet dobra tendencja. Kiedy córka troszkę podrośnie, tata będzie na bieżąco z problemami współczesnej młodzieży.

– Ojciec, który na co dzień nie mieszka ze swoimi dziećmi nie zrozumie dylematów matki-singielki – wyrywa mnie z tej zadumy oczywistą oczywistością przyjaciółka. Siadamy na kanapie, między jej dwiema wersjami stroju na TEN wieczór (dżinsy vs „mała zielona”). I zaczynamy wątpić.

Wątpliwość pierwsza: Czy to w ogóle jest randka?

Ostatni raz umawiałaś się z facetem tak dawno, że już nie orientujesz się w tych wszystkich podchodach i gierkach. Nie wiesz, czy on tak na serio tobą zainteresowany, czy może tylko chce się zabawić, albo traktuje to na luzie, po przyjacielsku. Straciłaś intuicję „w tych sprawach”.  A może powinnaś wziąć służbowego laptopa, bo chodzi o pracę?

Wątpliwość druga: Czy on na pewno wie, że masz dzieci?

Niby wspominałaś, że nie wiesz, czy uda ci się załatwić opiekę do małej, ale czy na pewno zrozumiał, że to chodzi o TWOJĄ małą? Może pomyślał, że to młodsza siostrzyczka (grunt, to dobre samopoczucie :D) albo niepełnosprawna współlokatorka…

Wątpliwość trzecia: Czy te gacie wyszczuplające to nie przesada?

Co on sobie pomyśli? Że ci zależy, że się specjalnie przygotowywałaś, że sobie wyobrażasz nie wiadomo co. Zaraz, przecież nie będziesz mu bielizny pokazywać! Luz i pewność siebie. Po prostu kino ze znajomym. No, a że kolacja. No co, normalnie też byś zjadła. I może nawet też coś włoskiego. Makaron to makaron, nawet ten przedwczorajszy.

Wątpliwość czwarta: A co jeśli to jakiś wariat?

Kto normalny zaprasza na randkę samotną matkę?! Czy on wie jaka ty jesteś emocjonalna? Swoją drogą to straszne jak to „singielskie” macierzyństwo odebrało ci pewność siebie w sprawie twojej kobiecości, wdzięku i seksapilu.

Wątpliwość piąta: Czy Mała go polubi?

Stop. Przecież to dopiero pierwsza randka. Może się okazać, że następnej nie będzie. Skąd się bierze u ciebie to planowanie wszystkiego „na trzy lata do przodu”? Wyrzuć natychmiast te myśli, Małej w to nie mieszaj. Oddychaj głęboko. No już. A jak „coś” z tego wyjdzie, to będziesz się martwić. Byle nie sama.

Wątpliwość szósta: Co powiedzą rodzice, pani w przedszkolu, były mąż?

Bo przecież im się wydaje, że matki- singielki trzeba upominać i przywoływać do porządku. Pani Krysia z przedszkola to już widziała niejednego „wujka”, więc ona się nie krępuje wyrazić głośno swoją opinię o TAKICH mamusiach. Rodzice będą cię nieustannie przestrzegać jak tylko zorientują się, że wzrok masz maślany, nie dlatego, że do 1-wszej w nocy szyłaś kostium Olafa z „Krainy Lodu”. A były mąż? Zapewne przypomni sobie (i tobie też), że nawet fajna była z ciebie laska. Kiedyś.

– Idź, ale zostaw gacie – mówię w końcu do przyjaciółki. – Nie ma się co oszukiwać. Jak ma coś z tego być, to nie dlatego że jesteś szczuplejsza niż w tych z bawełny przemysłowej. Przez szybę widzę, jak stąpa lekko po chodniku i wiem, że w głębi duszy unosi się te kilka centymetrów nad ziemią. Tylko ja rozumiem, jak bardzo jej to potrzebne.


Mężczyzno, daj mi proszę zamiast kwiatka… Nie chcę tego wszystkiego jedynie dziś. Chcę tego zawsze

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
8 marca 2016
Mężczyzno, daj mi proszę zamiast kwiatka… Nie chcę tego wszystkiego jedynie dziś. Chcę tego zawsze
Fot. iStock / pascalgenest
 

Nadszedł dzień, w którym każdy „prawdziwy” mężczyzna, pogna do domu z przynajmniej  jednym (tu zależnie od liczby przedstawicielek płci pięknej „na stanie”) i nie rzadko ledwo zdechłym dyndającym smutno tulipanem „dla Ewy”. Oto długo wyczekiwane święto kobiet, obowiązkowego wychwalania przymiotów płci pięknej i obdarowywania nas czekoladkami, żeby było miło. Ja nie chcę kwiatka i czekoladek od święta.

Kochany Mężczyzno!

Zamiast kwiatka na Dzień Kobiet daj mi proszę:

Dojrzałą relację

Niekoniecznie miłosną. W przyjaźni, czy w koleżeństwie też chcę wiedzieć, że mogę na tobie polegać. Ze swojej strony obiecuję to samo. A jeśli już mówimy o miłości, to dziel i unoś razem ze mną wszystkie trudy wspólnego życia, rodzicielstwa, codzienności. Nie bądź Piotrusiem Panem i nie zostawiaj mnie z tym wszystkim samej.

Szacunek

Nie, nie dlatego, że jestem kobietą, a kobiet nie bije się nawet kwiatkiem. Dlatego, że jestem człowiekiem, osobą, kimś wartościowym. Mam swoje pasje, swoje przekonania i swoje przemyślenia. Nie lekceważ ich, proszę. I nie obrażaj mnie słowami, które wymierzyłeś w fakt, że jestem kobietą. To takie… niemęskie.

Poczucie, że jestem tobie równa

Bo czasem je tracę. Zwłaszcza, kiedy z różnych powodów masz lepiej płatną pracę, a moja to tylko „taki dodatek”. Albo wtedy, gdy moją „jedyną” pracą jest ta w domu: pranie, sprzątanie, zakupy, gotowanie, opieka nad dziećmi. Beze mnie, nie miałbyś aż takiej motywacji, by piąć się po tych szczeblach kariery, przyznaj. Ustalmy jedno: moje obowiązki są tak samo ważne jak twoje.

Tak jak ty potrzebuję odpoczynku. Tak jak ty, chcę się rozwijać i uczyć. Jakie to smutne, że tak często o tym zapominasz.

Trochę twojej siły

Żebym nie musiała być matką Polką heroską –  bohaterką mimo woli, samotną w związku, w którym druga strona jest obecna tylko „na papierze”. O nasz związek, o rodzinę dbajmy wspólnie, proszę. O prozę życia w postaci zakupów i dzielenia się (w miarę możliwości!) obowiązkami, również.

Mniej stereotypów, a więcej zrozumienia i akceptacji

Jeśli przepuszczasz mnie w drzwiach garażu tylko po to, żeby za chwilę powiedzieć mi, że „jeżdżę jak typowa baba”, skomentować dosadnie inne moje typowo kobiece (twoim zdaniem) zachowania, albo zrobić aluzję do zespołu napięcia przedmiesiączkowego – tracisz w moich oczach. Już lepiej sama sobie otworzę drzwi, nie znoszę pustych, nic nieznaczących gestów. Całowania w rękę też nie.

Poczucie bezpieczeństwa

Zwłaszcza wtedy, kiedy to ty utrzymujesz rodzinę, a ja rezygnuję przynajmniej na jakiś czas (a często w ogóle) z mojej kariery zawodowej. Chcę być pewna, że mnie nie zawiedziesz.

Wsparcie

Równe temu, które ty w trudnych chwilach dostajesz ode mnie. Nie, nie mam nadnaturalnych pokładów mocy tylko dlatego, że jestem kobietą. Potrzebuję twoich ciepłych słów otuchy tak samo jak ty ich czasem potrzebujesz. Tak jak ty, chcę czasem położyć głowę na kolanach bliskiej osoby i czuć, że mam prawo do chwili słabości.

Obecności w życiu naszych dzieci

Nawet jeśli twoja miłość dawno już przeminęła z wiatrem, a mówiąc o mnie nazywasz mnie „byłą”. One będą zawsze. To na ciebie czekają, każdego dnia. Bo potrzebują twojego spojrzenia na świat i poczucia, że i mama i tata kochają równie mocno.

Zaszalałam. Ale w końcu to moje święto, prawda? Tylko wiesz, ja nie chcę tego wszystkiego jedynie dziś. Chcę tego zawsze.


My, kobiety, cierpiętnice. Kiedy poświęcasz się za bardzo, nigdy nie będziesz szczęśliwa

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
25 lutego 2016

Cierpiętnicy. Umartwiają się i dobijają poczuciem, że od nich zależy los całego świata (czyli ich mężów, żon, dzieci i niewydolnych życiowo przyjaciół). Bo jak nie oni, to kto zadba o tych mężów, żony, dzieci i przyjaciół? Szczęście innych przedkładają ponad szczęście własne, zapewniając, że to im wystarczy. Ale radości z tej misji nie widać. Cierpiętnicy mają charakterystyczne miny. Miny osoby zmęczonej życiem, wykorzystanej przez najbliższych i potwornie niezadowolonej. Ilu znacie takich, co kochają się poświęcać dla innych i chętnie i głośno o tym mówią (nawet jak nie mówią)?

Beata, Kasia albo Justyna. Lat 32 a może 45. Dziecko, a może trójka i mąż lub jego brak. Praca zawodowa, a może „tylko” w domu. W obu przypadkach chroniczne zmęczenie jest dość zrozumiałe. Najczęstsza mina: umęczona kura domowa. Albo wściekła, poddenerwowana matka. Albo wiecznie skwaszona żona.

Znaki charakterystyczne:

  1. Ciągłe poczucie osamotnienia i bycia zaniedbaną przez najbliższych.
  2. Brak życia innego, niż to, podyktowane przez obowiązki.
  3. Brak woli zmian lub brak motywacji do zmian.
  4. Brak potrzeb albo nieumiejętność ich komunikowania.
  5. Wiecznie „na fochu” i z pretensjami.
  6. Nie widzi, że sama doprowadziła do sytuacji, w której się znalazła.

Najczęstsze zwroty w komunikacji domowej:

– No tak. Jeśli nie ja tego nie zrobię żadne z was palcem nie ruszy.

– Bo ty nigdy nie zrobisz tego jak należy i ja i tak zawsze muszę jeszcze raz.

– To ja w domu wszystko robię, a ty/wy…

– Dlaczego tylko ja o tym myślę w tym domu?

– To ja tobie/wam tyle daję, tak się poświęcam, a ty/wy…

– Dobrze, poczytam ci. Jestem wykończona, wstałam dziś o piątej, żeby ugotować ci TWOJĄ ULUBIONĄ POMIDOROWĄ. Boli mnie głowa, nie mam siły, ale poczytam ci, nie przejmuj się wykończoną matką.

– Padnę a zrobię.

– Dlaczego nikt mi nie pomoże?! Dobrze, już dobrze, idź stad, ja to zrobię. Odpoczywaj sobie po pracy, kiedy twoja żona zasuwa na pięciu etatach: praczki, kucharki, opiekunki do dzieci, zaopatrzeniowca i sprzątaczki!

– Zrobiliście sobie ze mnie służącą!

– Nikt mnie tu nie szanuje!

– Wychowuję twoje dzieci, a ty nawet nie zapytasz jak ja się czuję?!

Supermoc:

Wprowadzanie napiętej, nieprzyjemnej atmosfery (dlaczego coś nie jest zrobione już, w tej chwili) i wzbudzanie wyrzutów sumienia (poziom mistrzowski). Bo niby to dla nich to wszystko, ale ona ciągle o sobie.

– Wyjdź gdzieś, odpocznij – mówi mąż, który tego wyrazu twarzy ma już po dziurki w nosie. I on by naprawdę chętnie pomógł, wsparł żonę, mimo, że sam ciężko pracuje i wraca do domu wykończony. Chce tylko po pracy chwilę odpocząć. Ale już w progu witają go wyrzuty.

Kochana Matko Polko Cierpiąca, twoje dzieci dorosną. Będą wdzięczne za to, ile dla nich poświęciłaś. Ale przecież większość rodziców „coś” dla dzieci poświęca. Twoje dzieci nie chcą patrzeć na wiecznie nieszczęśliwą mamę. Twój partner/mąż wolałby ciebie uśmiechniętą niż wiecznie skwaszoną. I szczęśliwy bałagan niż wiecznie umęczony porządek.

Jeśli czujesz, że zabrnęłaś w to cierpiętnictwo za daleko, specjalnie dla ciebie, kilka porad:

1. Oni naprawdę sobie sami poradzą ­- sprawdź ich

Zostaw  z tym bałaganem w cholerę raz, drugi, trzeci… Kiedy zgłodnieją, sami sobie zorganizują jedzenie i pozmywają talerze, kiedy już nie będzie na czym jeść. Tak, wiem, że trudno ci będzie się powstrzymać. Ale naprawdę myślisz, że wychowujesz dzieci na dorosłych, którzy nie potrafią o siebie zadbać? Że wyszłaś za mąż faceta, który padnie z głodu jeśli żona nie poda mu obiadu?

2. Odpoczywaj, a nie łap oddech

MASZ KIEDY. Po prostu przestań żyć w poczuciu, że wszystko MUSI być zrobione. Albo, że musi być zrobione teraz. Kiedy ostatnio myślałaś o swoich przyjemnościach? Kiedy mówiłaś głośno o tym, czego TY potrzebujesz?

Kino, spacer, wystawa, pogaduszki z bliską koleżanką (nawet o tym, jak wam w życiu ciężko)… Zacznij to realizować. P.S Życie z tobą też jest trudne.

3. Zacznij wymagać

Nie, wcale nie jest za późno. Tylko nie dziw się, że na początku będzie ciężko. W końcu sama ich przyzwyczaiłaś, że to ty jesteś za wszystko odpowiedzialna. Tylko zmień ton. Tym przesiąkniętym wieczną pretensją wiele nie zdziałasz.

4. Twoja córka patrzy na ciebie

Czego chcesz dla niej, kiedy będzie dorosła…?

5. Zacznij odmawiać

Masz do tego prawo. Ty też możesz nie chcieć czegoś zrobić bo jesteś: zmęczona, zajęta, a TO jest czasochłonne, bo jest już noc, a rano musisz wstać, bo nie… Po prostu. Nie tłumacz się i nie przepraszaj.

6. Miej swoje życie

A okaże się, że są rzeczy ważne i ważniejsze.

Cierpiętnico! Naprawdę nigdy nie jest za późno na zmiany. Nie wybieraj tego, co już znasz i w czym ci bezpiecznie. Zmień swoje życie. Każdy jest kowalem swojego szczęścia. Uśmiech dodaje urody. Skwaszona mina raczej nie.