Będziesz szczęśliwszy, jeśli poczujesz się… źle

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
31 lipca 2018
Fot. istock/visualspace
 

Wielu z nas uważa akceptowanie naszych negatywnych emocji za coś szkodliwego czy bezproduktywnego, szczególnie dlatego, że przeszkadza nam to w osiągnięciu upragnionej motywacji. Tymczasem negatywne emocje mogą działać jak katalizatory i zwiększać poziom adrenaliny – na przykład nerwowość w obliczu „ostatecznego” terminu może pomóc nam ukończyć zadanie na czas. Często jednak nie potrafimy odpowiednio „używać” swoich emocji tak, by były one produktywne; zamiast tego wielu z nas gubi się w tej negatywności. Trudno zaakceptować emocje – zarówno pozytywne, jak i negatywne – i pozwolić im po prostu być.

Badania wykazały, że zdolność do akceptowania negatywnych uczuć może przynieść wiele korzyści. Ci, którzy akceptują wszystkie emocje bez osądzania, są mniej skłonni do przeżywania negatywnych uczuć , rzadziej próbują tłumić mentalne doświadczenia (tłumienie może wywołać reakcję wsteczną poprzez wzmacnianie tych doświadczeń) i mniej prawdopodobne, że doświadczą negatywnych „reakcji meta-emocjonalnych „, czyli takich jak poczucie zdenerwowania z powodu złego samopoczucia. Kiedy ludzie akceptują (a nie oceniają) swoje mentalne doświadczenia, te przebiegają raczej naturalnie – i stosunkowo krócej – niż kiedy je odrzucamy, wypieramy”.

Ostatnie badanie, prowadzone przez profesora psychologii asystenta Uniwersytetu w Toronto, Bretta Forda, badało związek między akceptacją negatywnego nastawienia a dobrym samopoczuciem. Naukowcy po raz pierwszy postanowili sprawdzić, czy akceptacja negatywnych zjawisk wpływa korzystnie na zdrowie psychiczne. Około 1000 osób badanych wypełniło ankiety dotyczące ich uważności, zadowolenia z życia, objawów depresji, objawów lęku i liczby stresujących wydarzeń, które przeżyły w ciągu swojego życia.

Ford i inni naukowcy stwierdzili, że ci, którzy akceptują swoje negatywne uczucia, są bardziej zdrowi psychicznie.  Czynnikiem najsilniej związanym z dobrostanem uczestników okazało się nie życie o niskim poziomie stresu – ale zdolność bezstronnego zaakceptowania trudności życiowych i własnych negatywnych uczuć.

Jeśli chcesz być szczęsliwy, pozwól sobie czuć się źle.


Na podstawie: thecut.com


Jak długo powinien trwać urlop?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
31 lipca 2018
Jak długo powinien trwać urlop
Fot. iStock / Jasmina007
 

Zastanawialiście się kiedyś, ile dni urlopu potrzebujemy, żeby naprawdę odpocząć? Jedni twierdzą, że w zupełności wystarczy im tydzień, inni, że po dwóch tygodniach dopiero wchodzą w tryb wakacyjny i uwalniają głowę od całorocznych obowiązków. Więc jak długo powinien trwać urlop?

Według psychologów wyczekiwany urlop, to spore wyzwanie dla każdego z nas. Dlaczego?

Stresujący urlop

Urlop jest dla nas mimo wszystko wydarzeniem stresującym. Dzieje się tak, ponieważ przez cały rok funkcjonujemy wedle swoich dobrze wyćwiczonych schematów. Pobudka, kawa, śniadanie (cały czas pilnujemy czasu), odprowadzić dzieci, dojechać do pracy… Cały dzień gnamy, a wieczorem mówimy: nie wiem, kiedy ten dzień mi zleciał. I nagle okazuje się, że urlop odrobinę odbiera nam rutynowe bezpieczeństwo. Pierwsze dni wolnego, upływają nam na przyzwyczajaniu się do nowej sytuacji i uspakajaniu, że cała reszta świata ma się bez nas doskonale. Tak, firma pod naszą nieobecność nie wpadła do wulkanu pełnego gorącej lawy, sklepy nadal działają, a autobusy jeżdżą spóźnione przez korki.

Właśnie dlatego zbyt krótki urlop nie spełni swojej funkcji – czyli nie sprawi, że się zregenerujemy po całym roku ciężkiej pracy. I tutaj pojawia się najważniejsze pytanie: jak długo powinien trwać urlop?

Jak długo powinien trwać urlop?

Zdaniem psychologów idealnie byłoby odpoczywać minimum 10 dni. Jeśli mamy problem ze zorganizowaniem tylu dni wolnego, spróbujmy uzyskać przynajmniej pełen tydzień urlopu (razem z weekendem). Człowiek zaczyna wchodzić w tryb wakacyjny zazwyczaj trzeciego dnia, wtedy uwalnia swoją głowę od rutynowych obowiązków i zaczyna odpoczywać. Właśnie dlatego weekendowe wyjazdy nie zastąpią dłuższego odpoczynku. Owszem zrelaksujecie się, odpoczniecie – głównie fizycznie, ale nie można tego nazwać ładowaniem baterii po całym roku ciężkiej pracy.

Jak poznać, że wchodzimy w tryb urlopowy i przestajemy się nadmiernie przejmować pracą? Psychologowie podpowiadają, że niezawodnym sygnałem, że zaczynamy odpoczywać, jest tempo w jakim zjadamy śniadanie. Jeśli odzwyczajamy się od porannego pośpiechu – urlop można uznać za rozpoczęty.

Idealne osiem dni

Jessica de Bloom, z fińskiego Uniwersytetu w Tampere, przeprowadziła badania, z których wynika, że urlop idealny powinien trwać 8 dni. Ochotników biorących udział w badaniu pytano, po jakim czasie odczuwali konkretne zmiany:

  • lepiej spali,
  • czuli się odprężeni,
  • doceniali miejsce, w którym spędzają wakacje,
  • nie spieszyli się,
  • jedli spokojnie i bez pośpiechu.

Okazało się, że osiem dni jest niezawodnym i uniwersalnym wymiarem urlopu, aby przyniósł pożądany efekt. Każdy kolejny dzień nie wpływał już na polepszenie się samopoczucia badanych, po tym czasie bez względu na to, czy urlop trwał dalej w najlepsze, czy też trzeba było wrócić do pracy, zadowolenie stopniowo malało. Warto jednak planując wakacje, doliczyć do tych 8. dni, dodatkowy czas na dojazd, pakowanie (pranie po powrocie) i psychiczne przygotowanie się na powrót do codziennych obowiązków, czyli nie planować wakacji „na wariata”.

Bez względu na to, czy mamy do dyspozycji tydzień czy 3 tygodnie na wakacyjny odpoczynek, poziom jego skuteczność zależy przede wszystkim od tego, czy spędzimy go tak, jak lubimy. Jakość wypoczynku jest czynnikiem decydującym. Spędzajcie wakacje miło! Tak, aby się zrelaksować – bez względu na to, czy oznacza to dla was mnóstwo aktywności czy leżenie plackiem na plaży.


źródło: hellozdrowie.plpodroze.gazeta.pl,


Dlaczego uzależniamy się w miłości od naszego partnera

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 lipca 2018
Fot. iStock/PeopleImages

W zasadzie zdarza się to nam wszystkim i mężczyznom, i kobietom, niezależnie od tego, ile związków mamy już za sobą. Uzależnienie emocjonalne od partnera bardzo łatwo pomylić z miłością. Tu zależność jest dosłowna, nagle okazuje się, że ty naprawdę nie możesz bez niego żyć. Trudne staje się załatwianie prozaicznych spraw, a życiowe problemy urastają do rangi dramatów, jeśli jego nie ma w pobliżu chwilowo lub jeśli po prostu odszedł. A najważniejsze są jego potrzeby, jego zadowolenie.

Ona i on – razem od sześciu lat. Prawie nierozłączni. Jest miłość – z obu stron, jest troska i deklaracja wspólnej przyszłości.  Z tym, że on ma poza związkiem również swoje życie. Spotyka się z przyjaciółmi, chodzi na kurs językowy, wyjeżdża na regaty. Żeglarstwo to jego pasja. Co robi wtedy ona? Czeka, wyobraża sobie co on wtedy robi.  Bo to on jest jej życiem. Właściwie nie może się wtedy skupić na niczym innym niż na tym czekaniu. Nie może znaleźć sobie miejsca. Chce znów go zobaczyć, bo jego obecność przywraca jej równowagę. Ma kilka koleżanek, zwierza im się nawet z tego, co się dzieje w jej związku. Ale nigdy nie powie im tego, czego się boi najbardziej – że on kiedyś odejdzie. Dla niej wszystko się skończy. Próbowała to sobie kiedyś wyobrazić. Z drugiej strony, jest trochę tak, że w tej relacji on jest bardziej dominujący, ona bardziej uległa. On podejmuje decyzje, które ona akceptuje bez zastrzeżeń. Ufa mu bezgranicznie. Jest od niego uzależniona.

Co predysponuje nas do tworzenia aż takiej zależności od drugiej osoby? Co czujemy, gdy jesteśmy w takim związku?

Każdy z nas ma jakieś oczekiwania wobec siebie i wobec partnera. Mają na nie wpływ przekonania społeczne i kulturowe. W przypadku uzależnienia emocjonalnego, dominuje w nas przekonanie, że aby być szczęśliwym, trzeba być w związku i postawić partnera i jego potrzeby przed swoimi. Nieustannie poszukujemy związków, które nas uzupełniają, próbujemy wypełnić nasze braki. Szukamy na zewnątrz zamiast zaglądać do środka. Oznacza to, że nie możemy być wystarczająco szczęśliwi sami, że karmimy nasze lęki i że szukamy innych sposobów, aby je ułagodzić.

Jeśli nie czujemy się wystarczająco dobrzy, nie mamy w sobie miłości własnej, nie jesteśmy wolni. Ale sposób nawiązywania więzi emocjonalnych jest także  bezpośrednio związany ze sposobem, w jaki przeżywaliśmy przywiązanie do najbliższych osób (rodziców, opiekunów) w dzieciństwie. Na przykład, gdy byliśmy nadmiernie chronieni, będziemy czuli się niepewnie w dorosłym życiu i związkach i szukamy ludzi, którzy nas chronią. Jeśli nie odczuwaliśmy bliskości emocjonalnej, rozpaczliwie szukamy kogoś, kto da nam uczucie, którego potrzebujemy.

Rodzaj relacji, która łączyła naszych rodziców również wpływa na naszą skłonność do emocjonalnego uzależnienia od partnera. Jeśli w naszym  rodzinnym środowisku identyfikujemy relację dominacji i zależności, w związku, w którym można jednocześnie kochać i być wykorzystywanym, możemy przejąć tę zależność, jako nasz własny mechanizm.

Rodzaj relacji, która łączyła naszych rodziców również wpływa na naszą skłonność do emocjonalnego uzależnienia od partnera. Jeśli w naszym środowisku rodzinnym identyfikujemy relację dominacji i zależności, w związku, w którym możemy jednocześnie kochać i być wykorzystywanym, możemy przejąć tę zależność, jako nasz własny mechanizm w miłości.

W każdym razie, ideałem nie jest szukanie połowy, która nas dopełnia, ponieważ ona nie istnieje. W rzeczywistości wszyscy jesteśmy wystarczający sami w sobie i odpowiedzialni za własne szczęście. Ponadto powinniśmy stworzyć własne kryteria sposobu, w jaki chcemy budować relację z naszym partnerem. Ważne jest, aby wiedzieć, czego chcemy i czego nie chcemy w związku.

Co czujemy w związku z emocjnalnym uzależnieniem? Nie możemy być sobą. Czujemy się ograniczeni, bo naszym jedynym celem jest zadowolenia naszego partnera. Kiedy on jest niezadowolony czujemy niepokój, nieufność, poczucie winy, strach. Przeraża nas myśli, że moglibyśmy zostać sami.

Jeśli dodatkowo jesteśmy w toksycznym związku, staramy się znosić więcej niż powinniśmy: nieprzyjemne komentarze na temat naszej bezwartościowości i wyglądu, oskarżenia, wymówki, nieustanną kontrolę czy kłamstwa. Możemy nawet znosić agresję słowną i fizyczną, a idealizowanie partnera prowadzi nas do usprawiedliwienia jego zachowania.

Uzależnienie emocjonalne jest szkodliwe nie tylko dla nas samych, ale również dla naszego partnera, stając się w pewnym momencie zbyt dużym obciążeniem. Reakcją obronną staje się wycofanie, ucieczka, a nasz związek staje się więzieniem dla obu stron.

W miłości powinniśmy stawiać również na siebie, nie zapominajmy o tym nigdy. Jeśli czujesz, że nie radzisz sobie ze swoimi uczuciami, że uzależniasz się od ukochanej osoby, koniecznie poszukaj wsparcia.

 

 


Zobacz także

Jak „małe rzeczy” mogą wzmocnić lub zniszczyć związek

9 błędnych przekonań, które mogą zniszczyć każdy związek

Lubisz zasypiać w ramionach swojego partnera? Uważaj, to ryzykowne dla zdrowia, ratunkiem może być… pocałunek