A kiedy ona jest zmęczona, idzie spać mówiąc: „kocham cię” i ja wiem, że kocha

Listy do redakcji
Listy do redakcji
12 kwietnia 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Kobieto!

Chcesz być szczęśliwa to bądź! Że to farmazony i że już wywracasz oczami i sarkastycznie prychasz, albo z kpiną w głosie mielisz jakiś komentarz do tych słów? Ale poczekaj, chcę ci coś powiedzieć. Tak, jestem facetem. Tak, mam za sobą ponad 20-letni związek ze szczęśliwą kobietą. I nie, ona wcale nie jest szczęśliwa dzięki temu, że ma właśnie mnie obok siebie. Przeszliśmy różne burze i kryzysy.

Pierwszy, gdy skończyliśmy studia, zaczęliśmy pracę i kiedy obowiązki każdego z nas wydawały się ważniejsze i poważniejsze od obowiązków tej drugiej osoby. Ja uważałem, że ciężko pracuję i utrzymuję nasz małe mieszkanko, ona choć zarabiała tyle samo, powtarzała, że nie chce być dodatkowo sprzątaczką i kucharką na pełnym etacie.

Drugi kryzys przyszedł, gdy nasz syn pojawił się na świecie, bo przecież miało być tak pięknie, a tymczasem teściowa non stop u nas przesiadywała. Na mnie patrzono wilkiem, cieszyłem się, kiedy na spacer mogłem z młodym wyjść, bo chciałem być ojcem, tylko nie wiedziałem jak, a one mi tego zupełnie nie ułatwiały. Z wieczną pretensją, że nie ma mnie w domu, że za dużo pracuję, że w ogóle jestem do niczego. Tak się czułem. Ona w domu z młodym, ja w pracy ze świadomością odpowiedzialności. Ale nasze drogi mijały się zupełnie. Tak, bywało, że celowo dłużej zostawałem w pracy, żeby wrócić, jak oni już będą spać, po wszystkich tych wieczornych rytuałach, w których ja byłem tylko przeszkodą.

Nie było łatwo, ale z czasem coraz lepiej. Bo oboje tego chcieliśmy, bo dziecko zmobilizowało nas do rozmów o nas. Wiele przykrych słów potrafiliśmy sobie powiedzieć, wiele złych o sobie usłyszeć. Ja byłem egoista widzącym tylko czubek własnego nosa, który ustawił się tak, żeby mi było najwygodniej. Ona ze świetnej, uśmiechniętej dziewczyny zmieniła się w utyskującą na każdym kroku kobietę, która bardziej przypominała swoją matkę niż moją ukochaną żonę.

A później drugie dziecko i jakoś tak łatwiej. Dzieciaki pochłonęły nas kompletnie. Byliśmy rodzicami. Ja wyjeżdżałem na jakieś służbowe delegacje, dbałem o to, by z kolegami się spotkać, pojechać wspólnie na jakiś mecz. Nawet to nie zauważyłem, kiedy zaczęła mówić „nie wiem”, „obojętnie”. Na wakacje – nie wie, gdzie pojedziemy. Jaki film chce obejrzeć – jej obojętnie. Czy gdzieś wyjdziemy? Obojętnie. Zmęczona, śpiąca. Zamiast usiąść ze mną wieczorem sprzatała kuchnię, prasowała, a później zasypiała, nim ja zdążyłem się obok niej położyć.

Wyobraź sobie, że masz obok siebie kogoś zupełnie przezroczystego, kto nie chce być zauważany. Nie, nie należę do tych idealnych mężów, którzy nagle spostrzegli, że coś jest nie tak i zaczęli drążyć skałę, w którą zmieniła się ich żona. Żona, która bez słowa robiła kolację, przechodziła obok, wieszała pranie, a każde pytanie: „Co ci jest”, zbywała: „Jakby cię to w ogóle obchodziło”. Obchodziło, ale ona nie dawała szans na rozmowę, a mi się coraz mniej chciało rozmawiać. Miałem swoje problemy w pracy, w domu obowiązki – a to coś naprawić, pomalować, z dziećmi wyjść na rower. Co jest takiego, co zobojętnia nas na siebie? Co sprawia, że przestaje nam zależeć na wzajemnym szczęściu. Zamykamy się w swoich światach, bo nam w nich wygodnie. Mi przynajmniej wygodnie było – praca, siłownia, dzieci, w domu obiad, posprzątane. Tylko jakoś tak w tej wygodzie coś cię ugniata, wiesz, że to iluzja, że tak naprawdę to nie jest, czego chciałbyś, czego oczekujesz, bo obok siebie masz kobietę, która coraz bardziej się oddala. Już się nie śmiejcie wspólnie, nie gotujecie razem, nie rozmawiacie rano w łóżku, tylko zrywacie się szybko, żeby zdążyć dogonić dzień.

„Zmieniłaś się” – mówiłem, a ona, że każdy się zmienia, że ja też. Wiecie, to jak rzucanie piłką o ścianę, zawsze do ciebie wróci w niezmienionej postaci. My się tak od siebie odbijaliśmy. „Czego chcesz?” – pytałem, a ona nie umiała mi udzielić odpowiedzi, kiedyś w złości wykrzyczała, że to wszystko przeze mnie, że przeze mnie jest nieszczęśliwa, że to ja mam na wszystko czas, a ona tkwi w jakimś kieracie, z którego nie widzi wyjścia.

Zabrałem dzieci na weekend. Nie, nie wpadłem na ten pomysł sam, mam mądrą mamę, która od dawna widziała, co się dzieje, ale swoim zwyczajem trzymała się z daleka nie wtrącając się. Wyjechałem, powiedziałem, żeby się nie martwiła, że wszystko będzie dobrze i żeby odpoczęła.

Byłem winny całemu złu, które ją spotkało, byłem winny jej nieszczęściu, byłem winny temu, gdzie pracuje, jak wygląda i co robi. Nie jest łatwo słuchać czegoś takiego, zwłaszcza gdy nie bardzo wiesz, o co chodzi. Męska logika podpowiada: masz problem – rozwiąż go, tylko co, jeśli faktycznie ja byłem problemem?

Poszliśmy na terapię. Oboje podjęliśmy taką decyzję. Ona z braku nadziei, że coś się może zmienić, ja ze strachu, że mogę ją stracić. Usłyszałem jakim jestem egoistą, jakim prostakiem dbającym tylko o swoje wygody. Wielu rzeczy nie dostrzegałem, wielu nigdy wcześniej sobie nie powiedzieliśmy. Ale to wtedy zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Zacząłem ją pytać, czego chce, co lubi robić, na co ma ochotę. A ona w końcu zaczęła mówić… Płakaliśmy chyba jaki dzieci, które znalazły drogę do domu… Płakaliśmy wiele razy wtedy tam, w tym gabinecie – z bólu, z bezsilności, ze złości, ale na końcu ze szczęścia. I żadne z nas tych łez się nie wstydziło.

Dlaczego o tym piszę, bo dziś to już za nami, a ja mam obok siebie szczęśliwą kobietę, która realizuje się zawodowo, rzuciła pracę, otworzyła swój biznes, do czego niezbędne jej było… moje wsparcie i wiara, że jej się uda, a nawet jeśli nie, to pewność, że nadal będę obok. Mam mądrą żonę, która rezerwuje tylko dla siebie jeden weekend co jakiś czas, żeby odpocząć, wyjechać do przyjaciółki, ze mną zostawić dzieciaki, choć one już duże. Mam ciekawą życia kobietę – wyjechaliśmy w końcu sami na wakacje, co jakiś czas chodzimy razem na koncerty, odwiedzamy znajomych, znowu razem gotujemy. A kiedy ona jest zmęczona, idzie spać mówiąc: „kocham cię” i ja wiem, że kocha, a ona ma pewność, że moja miłość nie ukrywa niewypowiedzianych pretensji.


Przepis na Wielkanocny Mazurek (dla leniwych). Akcja „Wielkanoc pachnąca tradycją z babcinymi przepisami oraz dekoracjami”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
12 kwietnia 2017
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Najbardziej efektowne i najprostsze wielkanocne ciasto świata! Za tradycyjnym i pięknym mazurkiem kryje się kruche ciasto i masa kajmakowa. No i oczywiście duuuużo pysznych bakalii.

Specjalnie dla was, zgodnie z obietnicą, mazurek dla leniwych, czyli prosty przepis na ciasto i sprawdzona, gotowa masa krówkowa (czyli kajmakowa) – w tym roku nasze ciasto będzie nas relaksować, gdy będziemy podjadać migdały i układać z nich dekorację na górze. Do dzieła!

Kruche ciasto

Czyli nasz spód mazurka.

Składniki:

  • 40 dkg mąki pszennej
  • 15 dkg cukru pudru
  • 20 dkg masła (można użyć masła roślinnego do pieczenia, ale z tym”prawdziwym” smak jest niepowtarzalny, zaszalejcie)
  • 4 żółtka

Tak, to wszystko. Wyrabiamy w misce. Najlepiej przed rozwałkowanie wstawić ciasto na 15-20 min do lodówki, nie będzie się przyklejało do blachy.

Ciasto rozkładamy na posmarowanej tłuszczem lub wyłożonej papierem do pieczenia blaszce, aby urosło równomiernie warto nakłuwać je gęsto widelcem. Grubość ciasta nie powinna przekraczać ok. 1 cm, tym razem ciasto będzie tylko dodatkiem niezbędnym do zaserwowania pyszności na górze 😉 . Gdy ciasto jest już rozwałkowane na brzegach formujemy obramowanie (można pokusić się o artystyczne plecionki lub przygnieść ciasto do brzegu blaszki). Pieczemy ok 15-20 min w temperaturze 175-180 stopni Celsjusza – aż do zrumienia ciasta.

Dobra wiadomość – możesz zamrozić część ciasta i gdy najdzie cię ochota na maślane ciastka wykorzystać już gotowe!

Możesz również skorzystać z wersji bardzo, bardzo dla leniwych i kupić zwykłe ciasto kruche w sklepie za ok 6-10 zł, a zaoszczędzony czas przeznaczyć na podjadanie bakalii :) .

Po upieczeniu czekamy aż ciasto wystygnie, wyciągamy je z blaszki. Na górę nakładamy naszą ulubioną masę kajmakową. Możecie kupić je praktycznie w każdym sklepie. My polecamy masy kajmakowe z Bakallandu, a do wyboru mamy:

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Tajemnica kajmaków Bakalland tkwi w idealnie przygotowanej recepturze. Doskonały smak i aromat oraz odpowiednia konsystencja zapewnią sukces kulinarny.  Do wyboru są aż 4 warianty smakowe: tradycyjny, orzechowy, kakaowy oraz nowość – Tiramisu.

Potem już wystarczy zacząć dekorowanie – czyli najprzyjemniejszą część pieczenia. Wystarczy odrobina wyobraźni. Pamiętajcie, że najpiękniejsze bazie i kwiaty robi się z płatków migdałowych :). Zobaczcie kilka dekoracyjnych pomysłów.

Pamiętajcie, żeby wysłać do nas swoje przepisy i zdjęcia – super nagrody w naszej akcji czekają (szczegóły znajdziecie na dole artykuły)!

 

Fot. iStock

Fot. iStock

Fot. iStock

Fot. iStock

Fot. iStock

Fot. iStock

Fot. iStock

Fot. iStock

Fot. iStock

Fot. iStock

Akcja „Wielkanoc pachnąca tradycją z babcinymi przepisami oraz dekoracjami”

Przez najbliższe dwa tygodnie serdecznie zapraszamy was do wspólnych przygotowań  i delektowania się wielkanocnymi smakami, dekoracjami i pomysłami na to, co zapada w naszej pamięci na długie lata. Piszcie do nas!

W ramach naszej zabawy będziemy publikować dla was artykuły pełne wielkanocnych inspiracji, trików i najlepszych przepisów. Przesyłajcie do nas swoje przepisy, zdjęcia i świąteczne aranżacje! Wszystko to, co dla was jest symbolem Świąt Wielkiej Nocy, jest fragmentem waszej tradycji, tworzy wasze najpiękniejsze wspomnienia.

Przepisy, zdjęcia, filmy – wszystkie chwyty dozwolone 😉 Czekamy na wasze wiadomości – piszcie na adres kontakt@ohme.pl w temacie wiadomości wpisując „Wielkanoc”.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).
Zaczaruj sobie święta

Najciekawsze propozycje opublikujemy na łamach naszego magazynu, a na autorów najlepszych, najpiękniejszych czy najbardziej chwytających nas za serca prac czekają fantastyczne nagrody!

Do dzieła!

Czas trwania akcji: 06.04.2017 – 19.04.2017 roku. Wyniki zostaną opublikowane na www.ohme.pl do dnia 27.04.2017 roku.

Nagrody:

logo ze sloncem

3 x Zestaw bakalii marki Bakalland (o wartości ok. 200 zł każdy)

IMG_4041

Świąteczne zestawy nagród od Bakalland

Święta najlepiej smakują z bakaliami, dlatego nie może zabraknąć ich na naszych świątecznych stołach i w potrawach, które będziemy przygotowywać. Dla Laureatów Bakalland przygotował zestawy bakalii, które doskonale sprawdzą się zarówno w daniach wytrawnych, , sałatkach jak i deserach. Bakalie to również doskonała przekąska w takcie przygotowań. W zestawach znajdują się między innymi: Złote owoce (miechunka peruwiańska), Orzechy włoskie Chandler, Mango, Ananas, Migdały, Śliwki całe owoce, Chrupiąca Sałatka, Nerkowiec, Wiśnia soczysta, Rodzynki Bursztynowe, Żurawina z sokiem z granatu.

logo-210x120px

1 x POŚCIEL DWUSTRONNA PASTICHE BUTTERFLY BLUE

Posciel-dwustronna-Pastiche-Butterfly-blue

2 x Obrus prostokątny 130 x 160 cm

1141-13

Obrus prostokątny to doskonała dekoracja stołu, umili czas przy porannej kawie, nada podniosły ton ważnej uroczystości, przykryje zadrapany blat ukrywając jego mankamenty – charakter i styl obrusu zależy od tkaniny z jakiej zostanie uszyty.

2 x Taca BUTTERFLY

Taca-Butterfly-45x31-cm

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.


Piekło krzywdzonych dzieci jest wyłożone naszym milczeniem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 kwietnia 2017
Fot. iStock/Imgorthand
Fot. iStock/Imgorthand
 

Boli mnie całe ciało, gdy czytam o dzieciach maltretowanych, bitych, głodzonych. O dzieciach, nad którymi znęcają się dorośli, których nie chroni miłość rodzicielska, które nie doświadczają poczucia bezpieczeństwa tam, gdzie dla nas powinno ono być oczywiste.

Patrzę na moich synów – mają 9 i 11 lat i nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że są bici tak mocno, że ich ciało pokryte zostaje siniakami, że w mojej obecności ktoś podnosi na nich rękę, kabel, metalową rurę… Że głodzi ich, ogranicza zwykłe ludzkie potrzeby – jedzenie, ubranie, higienę.

Patrzę na nich i najchętniej odwróciłabym wzrok od tej wizji, od tego, jak bardzo by cierpieli, jakim koszmarem byłoby ich życie, jak bardzo byliby samotni, bezradni i zastraszeni. Z jak ogromnym strachem wracaliby do domu, który dla nich powinien być azylem, bezpieczną przystanią. Do domu, gdzie czeka ich tylko cierpienie i krzywda.

Patrzę na nich i myślę, że są dzieci, które z tornistrem błąkają się po ulicach do późnych godzin, aż ich pijani rodzice zasną i nie będą ich bić, wyzywać, a oni będą mogli wykraść kawałek chleba i spokojnie położyć się spać.

Patrzę na moich synów i widzę dwóch dużych już chłopców. A co, gdyby byli młodsi? Gdyby przyszli na świat niekochani, niechciani. Gdyby ich matką była kobieta, która nie potrafiłaby ich ochronić, dla której ważniejsze byłoby samopoczucie konkubenta, niż jej własne dziecko? Co, gdyby on przypalał ich papierosami, rzucał o ścianę, a ona udawałaby, że tego nie widzi, że nic się nie dzieje.

Tak rzadko oceniam ludzi, tak rzadko wydaję jakiekolwiek osądy, ale tu nie potrafię pohamować wściekłości i braku zrozumienia. Jak można na świat powołać dziecko, by jego życie zamienić w koszmar? Jak można katować małego dwulatka, który jeszcze mówić nie potrafi, który nie ma siły oddać, krzyczeć i zakryć głowy rączkami broniąc się przed kolejnymi uderzeniami. Jak można na to patrzeć? Pozwolić na coś takiego! Jak można nie stanąć w obronie bezbronnego zupełnie dziecka?

Bito ją po twarzy, głowie, nogach. Raz, drugi, trzeci. Aż w końcu krzyki katowanej dwuletniej Amelki usłyszeli sąsiedzi. I to dzięki nim rodzicami dziewczynki zajęła się policja. – Spadła ze schodów – łgali w żywe oczy zwyrodnialcy. Nic im to nie pomogło. Klaudia O. (21 l.) i Paweł G. (26 l.) zostali zatrzymani, a nazajutrz on usłyszał zarzut znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Czytaj więcej

Chodzi o trzy dziewczynki, które teraz mają dwa, pięć i sześć lat. Według śledczych, 27-latek bił je po całym ciele, przypalał twarz papierosem i zapalniczką, podnosił wysoko i potrząsał, szarpał i ubliżał. Efektem były poparzenia i połamane kończyny. Najbardziej ucierpiała najmłodsza dziewczynka mająca wtedy zaledwie 11 miesięcy. Czytaj więcej

Nieprzytomna 2-latka została zabrana w bardzo ciężkim stanie do gorzowskiego szpitala. – Dziecko trafiło do nas z obrażeniami głowy. Miało uraz czaszkowo-mózgowy, odbite płuca oraz pozostałe liczne obrażenia. Musieliśmy pilnie przeprowadzić operację. Dziewczynka przebywa obecnie na oddziale intensywnej terapii, jest w stanie śpiączki farmakologicznej ze względu na poważne obrażenia jakich doznała. Czytaj więcej

Gdy funkcjonariusze udali się do jej domu okazało się, że 11-latka była w nim sama wśród zwierzęcych odchodów oraz spleśniałego jedzenia, a na jej ciele znajdują się liczne siniaki. Rodzice usłyszeli już zarzut znęcania się nad dzieckiem. Czytaj więcej

Dzieci, które trafiły do domu G. były bite m.in. tłuczkiem do mięsa, przywiązywane do krzeseł, zastraszane i za karę wywożone do lasu. Ich gehenna trwała 5 lat. Skończyła się dzięki odwadze jednego z dzieci, które powiedziało swojej nauczycielce, że boi się wracać do domu. Szkoła powiadomiła policję, prokuraturę i opiekę społeczną. Najstarsze z dzieci przebywa w ośrodku wsparcia, troje młodszych – rodzeństwo – w domu dziecka. Czytaj więcej

Dziecko miało obrażenia m.in. na głowie, twarzy, i stopach. Dziewczynka była też zaniedbana. Jeszcze w trakcie policyjnych działań, matka dziecka i jej konkubent, tłumaczyli, że rany są efektem upadku dwulatki ze schodów, do którego miało dojść dwa tygodnie temu. – Lekarz po badaniu stwierdził, że jest to niemożliwe, że takie obrażenia absolutnie nie mogą być wynikiem upadku. Czytaj więcej

To są wiadomości z ostatniego miesiąca… Wystarczy wpisać w przeglądarkę: „znęcanie się nad dziećmi”… I wyskakuje cała list zwyrodnialców, którzy katowali dzieci, którzy je głodzili, bili…

Stawiane są im zarzuty – oprawcom i matkom, które nie reagowały… tymi wiadomościami stawiane są zarzuty nam wszystkim, którzy odwracają wzrok, którzy udają, że nie słyszą za ścianą płaczu i krzyków dziecka, którzy w milczeniu mijają pijanych rodziców pchających wózek, którzy nie reagują widząc dziecko błąkające się późnymi godzinami po osiedlu. Nam są stawiane zarzuty każdą taką wiadomością. Zarzut zaniechania, zarzut współudziału w cierpieniu tych dzieci.

Od 1. lipca zmieni się prawo zaostrzające kary za znęcenia się nad dziećmi, które nie ukończyły 15 -tego roku życia:

– ten, kto pozbawi dziecko wzroku, słuchu, mowy, kto doprowadzi je do ciężkiego kalectwa, trawłej choroby psychicznej będzie podlegał karze pozbawienia wolności na minimum 3 lata

– ten, kto w wyniku znęcia się nad dzieckiem doprowadził do jego śmierci podlega karze pozbawienia wolności od 5 lat, karze 25 lat lub dożywotniego pozbawienia wilności

– za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad dzieckiem grozić będzie kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności

Kiedy myślę o tych dzieciach, w śpiączkach, których ciało zostało skatowane… O tych dzieciach, które od urodzenia żyją w ciągłym strachu i w przekonaniu, że przemoc to jedyna forma miłości… trudno mi przełknąć informację o jakiejkolwiek karze… Bo czym jest pozbawienie wolności do tego, piekła, które zgotowane zostało bezbronnemu malcowi?

Nikt z nas nie może mieć spokojnego sumienia. Nikt nie może nie zauważać krzywdy dziecka, bo przecież to właśnie ty, czy ja możemy być jedyną osobą na świecie, która temu dziecku pomoże! Nikt inny!

Według nowych przepisów każdy, kto posiądzie wiedzę o przestępstwie popełnianym wobec dziecka będzie miał społeczny i prawny obowiązek zawiadomienia o tym fakcie odpowiednich organów… Za nie podjęcie próby pomocy, niepowiadomienia służb o tym, że dziecku dzieje się krzywda, grozi kara pozbawienia wolności do lat trzech. To już realna kara, a nie tylko wyrzut sumienia…

A przecież czasami wystarczy zadzwonić anonimowo na policję, złożyć do sądu rodzinnego anonimowo pismo z opisem sytuacji lub zgłosić swoje obawy do ośrodka pomocy społecznej. Już to może ocalić życie dziecku. Nie zapominajmy o tym. Popatrzcie na swoje dzieci… Na dzieci siostry, brata… Na dzieci znajomych… I wyobraźcie sobie, że ktoś okrutnie je krzywdzi… i zostańcie z tym obrazem, by zostać wrażliwymi na cierpienie dzieci, które czasami bez słowa skargi nas mijają…


Zobacz także

Fot. iStock

Mój mąż wyjechał. Nie wiem, jak długo to jeszcze wytrzymamy. Mój też, ale jest mi wszystko jedno, czy jest w domu, czy nie

Fotomontaż istock / Pixabay CC0

Nie musisz dostać Nobla, Oskara czy mieć konta w banku z wieloma zerami na końcu. Akcja „List do dziecka”

Fot. iStock / FarukUlay

„W ten swój kruchy niezwykle delikatny sposób uczysz jakim być człowiekiem…”. Akcja „Miłość to spotkania”