7 sygnałów, że znalazłaś swoją bratnią duszę

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
23 lipca 2016
fot. iStock/BraunS
fot. iStock/BraunS

Kiedyś usłyszałam, że bratnie dusze to takie, które już przed narodzeniem są sobie pisane, tylko jedna czasem spada na Ziemię krócej od drugiej. Wśród siedmiu miliardów ludzi potrafią się odnaleźć i niezależnie od tego, jakie przeszkody stoją na ich drodze – będą razem. To piękna teoria, ale skąd mamy wiedzieć, że właśnie poznaliśmy drugą część swojej duszy?

1. Uzupełniacie się

Ponoć przeciwieństwa się przyciągają. I chociaż zdania na ten temat są podzielone, prawda jest taka, że w przypadku bratnich dusz te przeciwieństwa to po prostu uzupełnianie swoich braków. Takie yin i yang, które prowadzą do idealnej harmonii w waszym życiu, dzięki której potraficie pokonać każdą przeszkodę. Nikt nie jest perfekcyjny, ale kiedy ty uwielbiasz gotować, a on uwielbia porządek w domu nie zapanuje chaos związany z twoim artystycznym nieładem. Jedno z was może być introwertykiem, podczas gdy drugie ma charakter ekstrawertyczny. Osobno może nie jesteście idealni, ale razem tworzycie tandem nie do zdarcia.

2. Wierzycie we wspólne szczęście

Oboje jesteście przekonani, że macie ogromne szczęście. W końcu nie każdy spotyka na swojej drodze kogoś, z kim tak doskonale się rozumie, kto potrafi wyciągnąć cię z najgłębszego dołka, czasem ryzykując też swoje własne poczucie bezpieczeństwa. Oboje myślicie, jakie to ogromne szczęście, że udało wam się znaleźć tak dopasowaną drugą połówkę. No dobra, może wam się wydawać to zbyt sielankowy obraz związku, ale czasami naprawdę warto widzieć własne szczęście, nie zasłaniać się problemami, które istnieją gdzieś do koła. Żeby zbudować wspólne życie, najpierw trzeba przecież uwierzyć, że ma to sens, ale przede wszystkim, że wspólnie możecie być naprawdę szczęśliwi. Jeśli myślisz, że jesteś w związku z najdoskonalszą w swoim odczuciu osobą na Ziemi, całkowicie to wystarczy. Cała reszta jest tylko dodatkiem.

3. Kiedyś już się spotkaliście

Ile razy zdarzyło się, że rozmawiając z kimś o pewnym wydarzeniu czy miejscu zamieszkania, okazywało się, iż byliście o tym samej porze w tym samym miejscu, zupełnie siebie nie zauważając? Może ci się to wydawać strasznie głupie, ale mówi się, że bratnie dusze krzyżują swoje drogi znacznie wcześniej niż nam się wydaje. Ja sama jestem tego doskonałym przykładem – przed tym, gdy wpadłam w objęcia mojego faceta, który jest także bratnią duszą, byliśmy na kilku tych samych wydarzeniach sportowych, nie spotykając się. Ta teoria często jest też używana przy tworzeniu komedii romantycznych – bohaterowie mijają się na ulicy, a kilka miesięcy, a może nawet lat później – boom! Okazuje się, że ktoś z kim chcą spędzić resztę życia mieszkał na ulicy obok.

4. Jesteście razem w najtrudniejszych momentach

Polegacie na sobie i zawsze wiecie, że druga połowa pomoże wam z każdym problemem, tym bardziej i mniej błahym. Niezależnie od czasu, który spędziliście razem, przeszliście już trudną sytuację. I broń Boże wcale nie sprawiło to, że się rozstaliście, ale wręcz przeciwnie – staliście się jeszcze silniej zespojoną parą. Nie ma mowy o ucieczce i samotnym walczeniu z przeciwnościami losu. Mówi się, że przyjaciół poznaje się w biedzie, tak samo jest z partnerami życiowymi. Dopiero kiedy spotka was coś złego, będziecie mogli bardzo łatwo się zorientować, jak silna łączy was więź. Jeżeli trzymacie się razem i wspieracie, choćby walił się świat, jesteście dwiema połówkami jednego jabłka.

5. Znacie swoje wady

W pierwszym okresie zakochania patrzymy na świat przez różowe okulary, nie zauważając wad i złych nawyków drugiej osoby. Dopiero w momencie, kiedy opadają pierwsze pyły miłosnych podbojów okazuje się, że jemu nie pasuje twoje bałaganiarstwo, a tobie jego pesymizm. Co wtedy? Na pewno są tacy, którzy od razu by się poddali. Wy jednak wyciągacie wnioski ze swoich wzajemnych wad i potraficie przekształcić je w zalety. Czy to możliwe? Dla bratnich dusz niemożliwe nie istnieje! I tak oto uparty jak osioł facet może wykształcić u ciebie trzymanie się swojego planu, nazbyt zorganizowana ty możesz go nauczyć płacenia rachunków na czas, a jeżeli trafił ci się artysta – na pewno sprawi, że poczujesz się jego muzą, nawet jeżeli będziesz musiała ogarniać za niego większość przyziemnych spraw, na pewno nie będziesz miała problemu z prezentami dla rodziny czy bliskich.

6. Potraficie razem robić… nic

Przypadłością XXI wieku jest ciągłego robienia czegoś w swoim towarzystwie. Czasem na siłę staramy się zająć rozmową, konkretną czynnością, a jak już nie mamy na nic pomysłu – twarz w telefon i nie ma nas przez dobre kilkadziesiąt minut. Jak diabeł święconej wody unikamy milczenia czy zwyczajnego siedzenia obok i nicnierobienia. Spokojnie, jeżeli znalazłaś swoją drugą połówkę, ten lęk nie jest ci znany. Możesz czuć się w jego towarzystwie swobodnie i komfortowo, wiedząc, że jesteś we właściwym miejscu, o właściwej porze i przede wszystkim – z właściwym facetem. To cudowne uczucie, które powoduje u nas pewność siebie i chęć bycia, ot tak, po prostu. Nagle nie musisz niczego udawać, silić się na wyszukane teksty i wiedzę o historii starożytnej Grecji.

7. Po prostu to wiesz

W tym nie ma żadnej filozofii. Czujesz, że to właśnie ten jedyny, który spadał na Ziemię dłużej lub krócej od ciebie. Coś w środku mówi ci, że pora przestać się bać i po prostu zaufać, pozwalając sobie na szczęście i kroczenie obok kogoś, kto jest twoim dopełnieniem. Tego nie da się wytłumaczyć, tak po prostu musi być.


Co i jak jeść w ciąży. Dieta przyszłych mam

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
23 lipca 2016
Fot. iStock / DrGrounds
Fot. iStock / DrGrounds

Dieta kobiet w ciąży to temat o którym prawdopodobnie powiedziano i napisano już wszystko. W dżungli porad i sugestii warto pamiętać o tym, co najważniejsze – każda kobieta jest inna i każda ma inne potrzeby. Tak jak we wszystkim, tak i w diecie należy zachować przede wszystkim umiar i zdrowy rozsądek. Zbilansowana dieta kobiety ciężarnej nie różni się znacząco od każdej innej diety, która opiera się na tzw. dobrych nawykach żywieniowych. O tym jak prawidłowo odżywiać się w czasie ciąży radzi położna Martyna Mączka, Ambasadorka kampanii „Położna na medal”.

Co i jak jeść w ciąży?

W trakcie ciąży nieznacznie zmienia się zapotrzebowanie kaloryczne względem okresu poprzedzającego ciążę. Pierwszy trymestr pozostaje bez zmian pod względem zapotrzebowania kalorycznego, natomiast w drugim trymestrze wzrasta ono średnio ok. 300 kcal. Ostatnie 3 miesiące ciąży to wzrost zapotrzebowania kalorycznego o 450 kcal. W praktyce organizm kobiety ciężarnej działa jak bardzo mądry i uregulowany mechanizm – chcąc uzupełnić niedobory wyraźnie sygnalizuje czego mu najbardziej brakuje. Stąd często spotykane tzw. smaki ciężarnej czy też zachcianki. Najczęściej przyszłe mamy jedzą wtedy pokarmy, na które normalnie nie miałyby ochoty. O ile nie są to niezdrowe przekąski i pokarmy mocno przetworzone to można spożywać je z przyjemnością.

Co i jak jeść w ciąży. Dieta przyszłych mam

Fot. Materiały prasowe

W zbilansowanym odżywaniu nie należy martwić się o dodatkową suplementacje. Warto jednak zwracać uwagę na stopień różnicowania i obecność pełnowartościowych produktów w codziennym menu. Dla profilaktyki zaleca się uzupełnianie diety o kwas foliowy – suplementacja już przed ciążą – jod i kwasy DHA. Warto skonsultować konieczność takiej suplementacji i jednocześnie unikać preparatów złożonych tzw. kompleksów witamin.

Prawidłowy jadłospis musi zawierać produkty wszystkich grup, a więc produkty zbożowe (najlepiej pełnoziarniste), warzywa i owoce, produkty mleczne, mięso (chude, gdyż unikamy tłuszczu zwierzęcego), ryby, jaja i tłuszcze roślinne. To, co najlepiej omijać to fast foody, słodycze, przekąski i żywność mocno przetworzona, zawierają niezdrowe tłuszcze, zbędny cukier oraz sól.

Istotne w zdrowej diecie jest picie wody przy jednoczesnym unikaniu napojów gazowanych.

W zależności od tego jaką mamy porę roku warto oprzeć swoje menu żywienie na produktach sezonowych. Wiosna i lato są doskonałym czasem na przyrządzanie koktajli owocowych i warzywnych. Można je połączyć z nasionami, orzechami czy też płatkami lub kefirem. Wtedy będą stanowić pełnowartościowy posiłek. Bazą dla soków może być jarmuż lub seler naciowy, które doskonale wypływają na organizm. Uzupełnić możemy go płatkami owsianymi, orkiszowymi, nasionami chia lub innymi, które przypadną nam do smaku. Najlepiej używać produktów krajowych, gdyż do nich przystosowany jest nasz organizm.

Co i jak jeść w ciąży

Fot. Materiały prasowe

Często powtarzam swoim pacjentkom i podopiecznym, że nasz brak dyscypliny żywieniowej odczuwa także nienarodzone maleństwo. Nawyki żywieniowe z okresu ciąży przekładają się bezpośrednio na nawyki żywieniowe naszego dziecka. Warto swoim odżywianiem wpłynąć na prawidłowy rozwój naszego maleństwa oraz zapewnić mu energiczny start.

Autorka: położna, Martyna Mączka, zwyciężczyni 2. edycji konkursu Położna na Medal


Trzecia edycja kampanii Położna na medal_Partnerzy merytoryczniPołożna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, trzeciej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2016 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2016 roku. Nominacje i głosy odbywają się na stronie www.poloznanamedal2016.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.


„Ona tak histerycznie szuka tej miłości… Nic się nie zmieniło, każdy jej potrzebuje”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 lipca 2016
"Ona tak histerycznie szuka tej miłości... Nic się nie zmieniło, każdy jej potrzebuje"
Fot. iStock / Lise Gagne

Lubię tę kawiarnię. Jestem w takim wieku, że co mam robić. Wchodzę, siadam przy stoliku dla dwóch osób i obserwuję. Widzę te kobiety, które przychodzą tu na randki, o różnych godzinach, z różnymi mężczyznami.

To stało się trochę moim nałogiem. Te obserwacje. Myślałem już jakiś czas temu, żeby komuś o tym opowiedzieć. „Mój” stolik, to ten po prawej stronie baru. Widać z niego właściwie cały lokal, jak ktoś wchodzi i wychodzi. Z kim rozmawia, w jakim jest nastroju. Czy się spieszy czy nie.

Nazwałem ją Ola, bo przypomina mi moją dawną miłość

Bywa, że jest tu codziennie. Pewna siebie, wysoka blondynka, wchodzi i wzrokiem obejmuje wszystkie stoliki. Mruży oczy. Podchodzi do stolika, przy którym siedzi mężczyzna. Widać, że się nie znają, bo on wstaje, podaje jej rękę. Przedstawiają się sobie. Ona macha ręką na kelnerkę zamawia wodę. Wiadomo – zawsze można szybko wypić i wyjść, powiedzieć, że gdzieś się spieszy, że już musi lecieć.

Siedzi spięta, próbuje opanować nerwowe stukanie nogą. To oznaka zniecierpliwienia. Jakby cały czas się gdzieś spieszyła. Usta ściśnięte, zerka co chwilę w telefon, na zegarek. Zaczynają rozmawiać. Co jakiś czas wybucha głośnym śmiechem, na tyle sztucznym, że każdy by się na nim poznał.

On to zawsze wysoki brunet, w skrojonym garniturze. To pora lunchu, pewnie ma przerwę w pracy, ona też. Więc spotykają się na szybką randkę. Nazywam to „rozpoznaniem”. Po jej minie od razu widać, czy on się jej spodobał, czy ją zainteresował. Jeśli pochyla się lekko do przodu, to znaczy, że zaczyna go uważniej słuchać. Gdy odchylona na krześle siedzi, to mam ochotę podejść do faceta i powiedzieć: „Nic z tego nie będzie”.

Skąd wiem, że się jej spodobał? Bo nie przychodzi przez jakiś czas. Po takim maratonie, kiedy codziennie jest tu z innym facetem, znika właśnie z jednym z tych, których słuchała uważniej. Z którym wyszła, nie zakończyła spotkaniem z telefonem w ręce pokazując, że już musi lecieć. Bywa, że nie widzę jej nawet z miesiąc, wtedy sobie myślę: „W końcu się jej udało, ktoś zapanował nad jej nerwowością, uspokoił ją, może się zakochała i już nie stuka nogą przy każdym spotkaniu”. Najdłużej nie było jej ponad sześć tygodni. Aż pewnego dnia – wchodzi. Żal mi się jej zrobiło… Ona tak histerycznie szuka tej miłości. Jakby miała się zjawić w określonym czasie, spełnić jej wszystkie wymagania i już, po sprawie.

Monika – jakoś pasuje mi do niej te imię

Umawia się o stałej godzinie. Zawsze jest pierwsza. Choć pięć minut przed spotkaniem. Uważnie patrzy na każdego, kto wchodzi. Co trzy minuty poprawia włosy, co chwilę usta błyszczykiem maluje. Zamawia herbatę, ale w ogóle jej nie pije. Prostuje plecy, kiedy wchodzi facet, z którym ma randkę. Skąd wiem, że to randka? Raczej nie flirtuje się z kimś podczas zawodowych rozmów. Poza tym, ona przychodzi zawsze koło 17-tej. Czasami, żeby sprawdzić, co u niej, przychodzę tu na popołudniową kawę. No więc prostuje plecy. Uśmiecha się niepewnie. Wstaje, kiedy on odwzajemnia jej uśmiech. Podanie ręki, czasami ktoś się odważy na buziaka w policzek, czasami całują w rękę – tak, tacy też się jeszcze trafiają, dla niej szarmanccy. Monika ma cudowny uśmiech. Zastanawiam się dlaczego dziewczyna z takim uśmiechem szuka miłości. Przecież ta prędzej czy później do niej przyjdzie. Ale ona się umawia z różnymi mężczyznami. Oni przy niej, nie wiem, jak to nazwać – mężnieją. Są tacy pewni siebie, żartują, dużo mówią, podczas gdy ona tylko słucha, zachęca do opowiadania. Może jest za dobra dla nich? Może naiwna? Nie wiem. Bywa, że trzy razy nawet spotyka się z tym samym facetem, zawsze o tej samej porze. A później przez jakiś czas przychodzi sama. Taka smutna, zamyślona. Miesza wolno herbatę, zerka w telefon i wzdycha… Szkoda mi wtedy jej, myślę sobie: „Uśmiechnij się”, ale ona tym swoim promiennym uśmiechem obdarza tylko facetów, z którymi się spotyka. Może gdyby uśmiechnęła się do kogoś ot tak… Może tak przegapia swoją wielką miłość. Widzę jak trze na palcu ślad po obrączce.

Jest jeszcze Olga. Szczerze – kiedyś w jakiś erotycznym filmie była Olga

A ona jest taka trochę. Wyzywająca, z dużym dekoltem, czerwoną szminką na ustach. Zawsze w obcisłych spodniach. Łapie się na tym, że myślę, czy tym razem jej pękną na pupie… Jak ona się w nie wciska… Buty na obcasie oczywiście. Nie ma dla niej granicy fizyczności. Każdego faceta całuje w policzek, jak wychodzą, pozwala się obejmować. Rozmawiając dotyka jego ręki, kiedy wstaje do toalety ręką zawsze dotyka jego ramienia. Wiesz, ja myślę, że ona właściwie szuka tylko seksu. Nie miłości. Jest uśmiechnięta, ciągle coś opowiada, gestykuluje, faceci są w nią wpatrzeni jak w obrazek. Trochę na początku onieśmieleni, ale jak już się z nią oswoją, to chyba sami wyczuwają co w trawie, a raczej w tych obcisłych spodniach piszczy.

Bywa, że przychodzi raz w tygodniu. Czasami nie mam jej dłużej. Raz tylko widziałem ją samą. To było takie dziwne, jak przyszła, usiadła przy barze, zamówiła kawę. Tylko wtedy zobaczyłem zmęczenie na jej twarzy… Ale chwilę później usiadł jakiś klient obok niej, zaczepiła go i zaczęła tę swoją podsycaną erotyzmem zabawę – wyszli już razem.

Pytasz, ile mają lat? Dla mnie to młódki, ale to dziewczyny dobrze po 30-tce. Chyba bliżej im do 40-tki. Lubię te kobiety. Bo są dojrzałe, świadome siebie. One zupełnie inaczej poruszają się niż młodsze od nich. Mają w sobie zdecydowanie więcej kobiecości. O każdej z nich układam sobie historię. Czy mają dzieci? Ola – myślę, że jedno, córkę. Dlatego umawia się w trakcie pracy. Monika? Jest po jakimś nieszczęśliwym małżeństwie… Ktoś jej zrobił krzywdę, tak czuję. Olga – żyje romansami, przecież nie jestem ślepy, a wzrok mam wyjątkowo dobry. Widzę czasami obrączki na palcach facetów, z którymi się widuje. Z którymi wsiada do swojego czerwonego auta – nie wiem, co to za marka. Wolę obserwować ludzi niż przedmioty…

Łączy je jedno – każda szuka kogoś, kto przy niej będzie, kto zaśnie obok. Kto uspokoi ich obawy, lęki. Stary jestem, ale pamiętam, jak to było. Miłość się nie zmienia. Każdy jej potrzebuje. Nawet Olga, która udaje, że to tylko seks.


Zobacz także

Fot. Materiały prasowe

Uciec przed przeznaczeniem – czy to możliwe? Poznaj losy tych, którzy stanęli z nim do walki

Katarzyna Kowalczyk/Facebook

Mam przerzuty na trzustkę… Wiesz, piszę listy do Boga i proszę, by odpisał. Od siedmiu lat wspinam się i upadam, czasem bardzo nisko

Fot. iStock / Andreea_Condrat

7 pytań, które warto sobie zadać, zanim powiesz TAK na wspólne życie