5 rzeczy, które dzieją się, gdy spotykasz swoją drugą połówkę

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
27 października 2016
5 rzeczy, które dzieją się, gdy spotykasz swoją drugą połówkę
Fot. iStock
 

Masz wrażenie, że rozumiecie się bez słów. I wcale nie musisz się zastanawiać, czy „on” aby na pewno odwzajemnia twoje uczucie, czy wszystko gra, czy będzie z tobą jutro, za tydzień, za rok. Nie musisz tego wszystkiego roztrząsać, bo dziś, gdy On jest – po prostu wiesz, że wszystko jest w porządku. Czujesz się bezpiecznie i…

5 rzeczy, które dzieją się, gdy spotykasz swoją drugą połówkę

💗 Inaczej widzisz świat

Gdy spotykasz swoją bratnią duszę, zmienia się cały świat… zmienia się na lepsze. Jest zupełnie inny, jakby bardziej przyjazny, otwarty, lepszy.  Widzisz wtedy świat w bardziej pozytywnym świetle. Nawet, gdy coś ci się nie udaje, gdy spotyka cię przykrość – masz o wiele więcej powodów do radości.

To, jak ty pozytywnie podchodzisz do życia, działa o wiele mocniej niż ci się wydaje. Gdy ty pozytywnie reagujesz na codzienne wydarzenia, dobry nastrój udziela się twojemu otoczeniu. Stajesz się bardziej przyjazna i wyrozumiała wobec innych – a to wraca do ciebie, zawsze!

💗 Uśmiechasz się do siebie

Kiedy spotykasz swoja bratnią duszę, po prostu przepełnia cię szczęście. A gdy jesteś szczęśliwa – uśmiechasz się. Do siebie, do świata, bez powodu. Jest ci dobrze, gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz – czujesz to każdym kawałkiem swojej duszy. Chcesz mieć pewność, że to właśnie „to”? Przyjrzyj się sobie w lustrze. :)

Co ciekawe, często jesteś zbyt szczęśliwa, by to zauważyć.

💗 Łatwiej rozwiązujesz problemy

Gdy spotykasz swoją drugą połówkę, prawdziwą bratnią duszę – o wiele łatwiej ci stanąć twarzą w twarz z sytuacją kryzysową lub potencjalnym problemem. Świadomość, że masz kogoś, kto cię rozumie, uzupełnia, po prostu jest – sprawia, że jesteś bardziej pewna siebie, silniejsza. Wierzysz w siebie.

💗 Robisz rzeczy, których wcześnie nie robiłaś

Twoje życie bardzo się zmienia, zmienia na dobre. Chcesz poznawać swoją bratnia duszę – jego hobby, przyjaciół, zwyczaje. Często próbujesz rzeczy, o których wcześniej nawet byś nie pomyślała. Jesteś bardziej otwarta, ponieważ czujesz się bezpiecznie.

💗 Chcesz się przykleić 😉

I nie ma w tym nic dziwnego! Myślisz: „chcę się z nim zestarzeć”, ale najpierw chcesz iść na wspólny spacer, romantyczną kolację albo rano po bułki. Bo to, co najpiękniejsze w znalezieniu tej wyjątkowej osoby, to po prostu nigdy nie mieć jej dość. Szczególnie na początku znajomości, gdy dopiero się poznajecie – pragnienie ciągłego bycia razem jest naturalne.

Bratnia dusza w związku to osoba, z którą chcesz iść ramię w ramię. Nawet, gdy o coś się poprztykacie – nadal chcesz dzielić z nią życie.

Pamiętajcie, że druga połówka wcale nie musi być psychologicznym klonem nas samych, ani przeciwieństwem. To mity, którym często ulegamy. Prawdziwa druga połówka – to po prostu bratnia dusza, ktoś wyjątkowy, ktoś kto nie rani, nie manipuluje, ktoś, kogo obecności bardzo potrzebujemy i chcemy – i to zazwyczaj jest niezmienne. Odpowiednio pielęgnowane trwa.


Na podstawie: lifehack, charaktery 2/2015


Żyłam z kłamcą. Nawet, gdy mówił, że kupił mleko, bułki i chleb, nie wiedziałam, czy mu wierzyć

Anika Zadylak
Anika Zadylak
27 października 2016
Fot. iStock /  Tatiana1987
Fot. iStock / Tatiana1987
 

– Wracaliśmy od ciotki, wszystko było zwyczajnie. Rozmawialiśmy o jego pracy, coś tam przebąkiwał o zmianie, że może gdzie indziej lepiej płacą.  A ja w duchu modliłam się, żeby już tylko nic nie kombinował. Mieliśmy wystarczająco dużo problemów i bez tego. Pomógł mi wnieść wózek synka na górę, nawet łóżeczko mu pościelił. Cmoknął mnie w policzek i powiedział, że szybko skoczy do sklepu po chleb, bo nawet kolacji nie będzie z czego zrobić. I wrócił pobity… po czterech dniach. Zapytałam, co wymyśli tym razem, jaką bajkę znowu będzie usiłował mi przemycić. Bo przecież już słuchałam opowieści o wyjazdach na kursy, o bogatych znajomych, którzy mieli nas zabrać na Karaiby, o awansie na wysokie stanowisko. Patrzył na mnie jakoś tak inaczej niż zwykle i pierwszy raz od 10 lat usłyszałam: – Monika, ty żyjesz z kłamcą. Pomyślałam wtedy naiwnie, że skoro w końcu głośno się przyznał, to może wszystko zacznie się zmieniać. W poniedziałek rano pojechał do firmy, zwyczajnie na ósmą. Po 12-tej odebrałam telefon z kadr, że mąż, gdy odchodził od nich tydzień temu, zapomniał zabrać dokumenty. Słuchawka wypadła mi z rąk. Sama sobie powtórzyłam jeszcze raz: – Ty żyjesz z kłamcą, Monika.

O niektórych ludziach mówimy: to urodzony kłamca. Czy rzeczywiście można przyjść na świat wyposażonym w zdolności ułatwiające wprowadzanie innych w błąd?

Już w latach 20. psychologowie wykazali, że nie istnieje trwała cecha zwana uczciwością. Nie można zatem również urodzić się kłamcą. Pomimo takich wyników badań autorytety w dziedzinie badań nad kłamstwem, a do takich można zaliczyć Paula Ekmana, piszą o naturalnych kłamcach*. Zdaniem Ekmana, ludzie ci już w dzieciństwie nabywają przekonania, że potrafią wprowadzić w błąd swoje otoczenie. Nie odczuwają żadnego strachu przed przyłapaniem na oszustwie. W badaniach Ekmana nie zidentyfikowano specjalnych cech osobowości, które by odróżniały naturalnych kłamców od innych ludzi. Nie były to osoby psychopatyczne, natomiast charakteryzowały się elastycznym, kombinatorycznym sposobem myślenia.

Monika

– Nikt mnie nie ostrzegał przed Wojtkiem, nie umoralniał, żebym uważała, bo to patologiczny wręcz kłamczuch. Taki, który już sam nie wie, co jest prawdą, a co fikcją. Jego matka i siostra czasem coś tam uszczypliwie rzuciły, czy w dowód mu zaglądałam i czy pewna jestem, że ma na imię tak, jak mi powiedział. Nie rozumiałam tych uwag, tym bardziej, że od niego wiedziałam, iż relacje z jego matką nigdy nie należały do zbyt głębokich. Obwiniał swoją mamę o rozpad małżeństwa z jego ojcem, o wieczne wtrącanie się do jego życia, o brak miłości i zainteresowania. Mówił, że ona całe życie tylko jego siostrę widziała, bo mądrzejsza, bo dwa kierunki studiów. Bo zarabiała tyle, że matce auto kupiła. Było mi go żal. Wiem, dorosły facet, ale cały czas też dziecko, które czuje i widzi, że nie jest najważniejsze dla najważniejszej dla niego osoby. Nie dociekałam, jak było, w końcu to z nim miałam żyć, więc jemu wierzyłam.

Pierwsze dwa lata było bajecznie. Oczywiście, teraz już wiem, że kłamał od samego początku, tylko jakoś tak delikatniej, niepostrzeżenie. Może inaczej powiem – nie krzywdził nas tym, nie docierały do mnie żadne sygnały z zewnątrz. Pracował, zarabiał, opiekował się nami. O swoim ojcu nie wspominał prawie w ogóle, krótko ucinał, że odszedł przez matkę i ich zostawił, że nawet nie wie, gdzie on jest. Ale też bronił, nie pozwalał powiedzieć złego słowa. Awanturował się, gdy na rodzinnym spotkaniu ktoś coś o nim wspominał. Jakby strzegł ogromnej tajemnicy, która zresztą z biegiem lat wypłynęła. Zwyczajnie się rozeszli, jak wielu ludzi, ale synem się interesował. To Wojtek chcąc z siebie zrobić ofiarę opowiedział zmyśloną historyjkę o bezdusznym ojcu, który go zostawił. I później już trzeba było ciągnąć wątek. Zamiast zwyczajnie się przyznać, powiedzieć, że czuł żal i przeprosić. Wolał obrazić, zranić i stracić ojca, niż powiedzieć prawdę.

Pierwszy raz kiedy poważnie mnie okłamał, kiedy się wydało, zapamiętam do końca życia. Do końca życia będę sobie wyrzucać, że właśnie wtedy nie odeszłam. Synek zachorował, mąż był w pracy i nie odbierał. Potrzebowałam samochodu, który zabrał do mechanika. Zadzwoniłam i usłyszałam, że nic nie wiedzą, żeby mieli robić przegląd w naszym aucie. To mnie już zaniepokoiło, ale pomyślałam, że może coś źle zrozumiałam. Zamówiłam taksówkę i jeszcze raz zadzwoniłam do firmy, żeby usłyszeć zdziwiony głos sekretarki, bo przecież pan Wojciech jest na chorobowym od dwóch dni. Stan Kubusia był o tyle zły, zapalenie płuc i oskrzeli, że lekarz położył go na oddziale. Nadal usiłując się dodzwonić do męża zbiegłam do pobliskiego sklepu dokupić kilka rzeczy do szpitala. Tam przy płaceniu odrzuciło mi kartę z powodu braku środków na koncie. Wyszłam blada, zalogowałam się do systemu bankowości będąc przekonana, że mnie okradli. I dużo się nie pomyliłam, bo owszem, ale zrobił to mój własny mąż. Nic nie rozumiałam, z trudem powstrzymywałam łzy. Przyjechał do nas wieczorem. Jak gdyby nigdy nic, czuły i troskliwy, że przeprasza, ale miał ważne spotkania służbowe, potem u mechanika utknął. Nic się nie odzywałam, tylko kazałam mu się wynosić. Zadzwoniłam do moich rodziców i do nich wróciłam z synem. Wojtek szalał, przepraszał, tłumaczył. Raz płakał i błagał, raz znikał na dwa dni i pisał żenujące SMS-y, że zmarnował nam życie, że na nic nie zasługuje. Ohydne to było, bo już wtedy knuł kolejną intrygę, na którą oczywiście dałam się nabrać. Bo to mniej więcej wtedy też odkryłam, że spodziewam się drugiego dziecka…

Wróciłam, bo choć wiedziałam, że znowu zmyśla, że historia o napaści i szantażu, jest grubymi nićmi szyta. Że cholera wie, gdzie był wtedy te dni „na chorobowym” i na co przepuścił pieniądze, to jednak był ojcem moich dzieci. Najgłupsze na świecie myślenie mi się włączyło, że sobie sama nie poradzę, że nie podołam, że on pewnie w końcu przestanie. Że drugie dziecko to jeszcze większa odpowiedzialność, więc siłą rzeczy się zmieni. Zmienił, na gorsze.

Kłamał na każdym kroku, gubił się w tym. Kłóciliśmy się, pytałam po co to robi, co to za życie, skoro zastanawiam się i analizuję każde jego słowo. Raz mi warknął, że po prostu tak się dzieje, że jak już raz się zacznie, potem ciężko się z tego wyplątać. Że jedno rodzi kolejne, że niełatwo z tym skończyć. I że nic takiego oprócz tych kilku przypadków, gdy przesadził, się nie stało. Bo on czasem tylko koloruje rzeczywistość, żeby było ciekawiej. Powiedziałam mu wtedy, że łatwiej i lepiej dla wszystkich samemu ją zmienić, niż malować historiami rodem z science fiction. I co takiego jest szarego, strasznego w naszym życiu, że trzeba je podrasować  bajkami, które nie istnieją. Nie usłyszałam odpowiedzi, za to nazajutrz karmił mnie kolejną historią z palca wyssaną szczerze wierząc w to, że nadal mu ufam. Urodził nam się drugi syn, nadal żyliśmy w świecie, którego się bałam. Bo nie wiedziałam, co w nim jest prawdziwe, a co zniknie, jak tylko przyjrzę się temu bliżej. Zaczęłam się zastanawiać, popadać w paranoje, sprawdzać każde jego słowo. I w nocy, gdy on spał zastanawiałam się, do czego to nas doprowadzi. I dlaczego nas, skoro to nie ja jestem kłamcą.

Przecież ja nawet nie wiem, czy jestem szczęśliwa. I nie chodzi mi o to, że on może mnie zdradza, może z kimś spotyka. Tylko gdy mówi, że jestem piękna, że najważniejsza, że nas kocha, to skąd mam wiedzieć, czy mówi prawdę? Zaczęliśmy się w końcu od siebie oddalać, kochałam go i szczerze nienawidziłam jednocześnie. Łapałam na tym, że czuję do niego wstręt przez to, że nas ciągle oszukuje, że robi to patrząc mi prosto w oczy. Wyprowadziłam go z sypialni, przestaliśmy jeść wspólne posiłki, nawet do rodziny jeździłam sama z dziećmi. Mama mnie zapytała ostatnio, czy nie szkoda mi życia dzieci i swojego własnego. Tyle razy nas zawiódł, niby błahostkami, ale szczególnie dla dzieciaków, to bolesne sprawy. Obiecywał im  basen, kino czy wyjazd w góry, a potem przyjeżdżał i kłamał.  Zmyślał, oczerniał innych ludzi, żeby tylko odepchnąć od siebie winę. Tylko że to ja uspokajałam potem naszych płaczących synów, bo tata znowu nawalił. I to ja musiałam, odpowiadać na trudne pytania, czy tata ich w ogóle kocha. Tłumaczyłam go, a on w tym czasie był z kumplami, prowadził lewe interesy za moimi plecami, pił gdzieś z koleżanką. I snuł w głowie, kolejną opowieść do sprzedania najbliższym.

Ostatnim wyczynem przelał szalę goryczy. Dał mi do zrozumienia, że nie da się żyć z kłamcą. Mimo obiecanej terapii, na której jest. Dobrze, że tam trafił, może w dalszym jego życiu będzie mu łatwiej. Wyswobodzi się z matni oszustwa, w jakiej żył tyle lat. Może zacznie dostrzegać prawdziwość i doceniać lojalność. Życzę mu tego z całego serca. I swoim dzieciom też, bo dobrze gdyby odzyskały prawdziwego tatę. Ja już przestałam się łudzić i mimo tego, że Wojtek się stara, nie potrafię już z nim być. Doprowadził do tego, że nawet gdy wypowiada zwykłe zdanie: ” Kupiłem chleb, bułki, mleko” nie wierzę w ani jedno jego słowo.

Wysłuchała: Anika Zadylak


* źródło psychologia.edu.pl


Casual nie musi być nudny!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
27 października 2016
Casual nie musi być nudny!
fot. materiały prasowe

Myślisz ‚casual’ widzisz jeansy, biały t-shirt i buty na płaskiej podeszwie. Wszystkie sieciówki co najmniej raz do roku zachęcają cię do zakupu kilku podstawowych ciuchów, dzięki którym twój casualowy look będzie zachwycający! W rzeczywistości wszystko sprowadza się do rozpinanych sweterków i wcześniej wspomnianych skojarzeń. Kolory? Biel, czerń, brązy i szarości. I tyle. Jest jednak coś, o czym warto pamiętać – casual nie jest synonimem słowa ‚nuda’. Casual to styl, który podkreśla twoją osobowość!

Szara królowa

Podstawą swobodnego stylu zawsze była i będzie szarość. Na szczęście nie musi być ona synonimem niezbyt pewnej siebie kobiety, która zamiast królową szarości woli zostać szarą myszką. Wystarczy, że połączysz ze sobą kilka odcieni tego niesamowitego koloru. Oczywiście wszystko zależy od twojej wizji, ale także od materiału! Nie ma nic piękniejszego, od mięsistego szarego swetra, który będzie idealny jako płaszcz, ale także jako element równoważący nasze szaleństwo. Bo dlaczego nie założyć go na ultrakrótką, wzorzystą sukienkę?! W lookbooku marki Just Paul zrobiono to po mistrzowsku! Szczególnie jesienią, kiedy na polskich ulicach króluje monotonia, warto zaskoczyć i casualową szarość przełamać odrobiną szaleństwa. Jest jednak jedno połączenie, które z mody nigdy nie wyjdzie – szarość i pewność siebie. Dzięki temu nigdy nie będziesz wyglądać jak szara myszka.

Casual nie musi być nudny!

fot. materiały prasowe

Casual nie musi być nudny!

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Z tęsknoty za łąką

A gdyby tak jesienią wylądować na pięknej łące pełnej kwiatów? Zamiast o niej marzyć, wybierz sukienki w kwiaty o bardzo stonowanej kolorystyce. Nie ma co się oszukiwać, te zupełnie letnie bez odpowiedniej oprawy mogłyby wyglądać po prostu niestosownie. Lejący się materiał, neutralny kolor i upragniona łąka to synonim szczęścia na każdy dzień. Idealnie wpasuje się w casualowy look, ale też ten bardziej oficjalny. Wystarczy, że dodasz do niej szpilki i marynarkę. Idealnym wyborem będzie sukienka Just Paul w modelu Lea Saffron. Długość 3/4, długi rękaw, ciepły brąz… Wystarczy dodać botki i ruszać na miasto! Nie warto jednak rezygnować z krótkich sukienek. Piękne nogi zasługują na podkreślenie niezależnie od pory roku. Najważniejsze są jednak proporcje. Jeśli jesienią odkrywamy nogi, zakrywamy ramiona. Doskonała będzie do tego sukienka Capri Blue Autumn Flowers. Dodajmy do niej szary sweter, gruby szal, wygodne buty, a o poczuciu nudy możemy zapomnieć!

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Koronkowe cuda

Czarne, czerwone, seksowne i bardzo dzienne! Choć koronki kojarzą nam się z wieczornymi wyjściami lub bardzo późnymi romantycznymi kolacjami, nadszedł czas na zmianę przyzwyczajeń. Koronki wychodzą na światło dzienne i bardzo im z tym dobrze. Wiele kobiet boi się założyć koronkową sukienkę w ciągu dnia. Zupełnie niepotrzebnie. Ażurowe tkaniny nie muszą przytłaczać naszego casualowego looku. Wręcz przeciwnie! Koronkowy element doda outfitowi lekkości, ale także zadziorności. Możesz zestawić ją ze swetrem lub skórzaną kurtką – wszystko zależy od twojej inwencji twórczej i tego, w czym czujesz się dobrze. Kolejna ogromna zaleta koronek w wydaniu bardzo dziennym? Wystarczy, że zmienisz dodatki, a twoja stylizacja zamieni się w wieczorową kreację. Brzmi zachęcająco, prawda?

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

MW_JustPaul_11.10.16.1610

fot. materiały prasowe

MW_JustPaul_11.10.16.1695

Cekinowe uzależnienie

Co wspólnego z casualem mają cekiny? Podobnie jak koronki, cekiny wychodzą z ukrycia. Co roku zimą świecące kreacje są mocno lansowane przez wielkich projektantów. Zawsze miało to większy związek z nadchodzącym okresem świątecznym i karnawałem. W tym roku jest zupełnie na odwrót! Cekiny stały się najbardziej pożądanym elementem codziennych stylizacji. Jest jednak pewna niepisana zasada noszenia ich w świetle dziennym. Stylizacja nie może być ‚przesadzona’. Co to znaczy? Jeżeli wybierzesz cekinową sukienkę, musisz pamiętać o bardzo casualowych dodatkach. Przykład? Wybierając przepiękną Sequin Mini Dress od Just Paul w kolorze czarnym lub kremowym, załóż swoje ulubione botki, w których chodzisz na co dzień. Dodatki powinny być w stonowanych kolorach – szarości i beże dodatkowo podkreślą pięknie odbijane przez cekiny światło.

MW_JustPaul_11.10.16.1796

fot. materiały prasowe

MW_JustPaul_11.10.16.1775

fot. materiały prasowe

MW_JustPaul_11.10.16.1755

Pewność siebie przede wszystkim!

Casual nie musi być nudny. Jednak tak jak we wszystkim, tak i tutaj najważniejsza jest pewność siebie. Nowoczesna kobieta, która ceni wygodę i chce podkreślić swoją kobiecość wcale nie musi przecież biegać całymi dniami w szpilkach. Jeżeli nie będzie się w nich dobrze czuła i tak nie podbije świata. Wygoda i świadomość siebie to podstawa stylu casual. Bardzo często styl casual uważany jest za nudną wersję mody dla ignorantów. Na szczęście są marki takie jak Just Paul, które udowadniają, że casual może oznaczać także odrobinę stylu boho, ale na pewno oznacza dużą dawkę kobiecości.

MW_JustPaul_11.10.16.1914

fot. materiały prasowe

MW_JustPaul_11.10.16.1952

fot. materiały prasowe

 


Artykuł powstał we współpracy z marką Just Paul


Zobacz także

Fot. Unsplash / CC0 Public Domain

Gdy spotka się miłość z miłością. Człowiek z człowiekiem

Fot. iStock/knape

6 rzeczy, które zauważy w nas tylko osoba o wysokim poziomie empatii. Zatrzymaj się nad nimi na chwilę

Fot. iStock/RyanJLane

Nigdy nie pozwól, żeby w tych sprawach partner zadecydował za ciebie