Zaćma nie dotyka wyłącznie starszych ludzi. Co należy o niej wiedzieć?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
19 października 2018
Fot. iStock/Denis_prof
 

Problemy ze wzrokiem dotykają osoby w różnym wieku, więc astygmatyzm, krótkowzroczność czy nadwzroczność nie jest dla nas czymś niezwykłym lub tajemniczym. Nieco inaczej jest z zaćmą, która kojarzy się jedynie z osobami w podeszłym wieku, które tracą przez nią wzrok i samodzielność.

Przyczyny powstawania zaćmy

Zaćma, zwana również kataraktą, jest chorobą powodującą zmętnienie soczewki w oku i jest główną przyczyną upośledzenia wzroku. Proces postępuje naturalnie, ponieważ jest następstwem starzenia się komórek organizmu. Zmiany zachodzą powoli i nasilają się z wiekiem — katarakta rzadko pojawia się przed 60. Statystyki pokazują, że aż 90% przypadków zaćmy powoduje podeszły wiek pacjenta i ten typ katarakty nazywamy zaćmą starczą. Mimo naturalności tych procesów zaćma może pojawiać się znacznie wcześniej.

U osób młodszych pojawia się ona na skutek urazu oka, stanów zapalnych błony naczyniowej, długotrwałego miejscowego lub ogólnego używania kortykosteroidów. Katarakta może być także następstwem cukrzycy lub towarzyszyć krótkowzroczności. Cierpią na nią także noworodki (zaćma wrodzona), a także małe dzieci, co może mieć związek z zaburzeniami metabolicznymi, chorobami genetycznymi lub zakażeniami wewnątrzmacicznymi w trakcie ciąży. Niezależnie od przyczyny, nieleczona zaćma powoduje ślepotę.

Objawy zaćmy

Zaćma objawia się w charakterystyczny sposób, dlatego po zauważeniu niepokojących sygnałów ze strony wzroku, należy podjąć odpowiednie kroki. A niepokoić powinno przede wszystkim obniżenie ostrości wzroku, którego nie poprawiają nawet odpowiednio dobrane szkła okularów. W zależności od rodzaju jaskry, pacjenci skarżą się m.in. na oślepienie przez jaskrawe światło, jednooczne dwojenie, niespodziewaną poprawę widzenia z bliskiej odległości,  złe widzenie o zmroku i w ciemnych pomieszczeniach. Pojawienie się niepokojących objawów należy zgłosić do lekarza okulisty, aby ten wykluczył także inne, poważne choroby oczu (np. nowotwór).

Operacja zaćmy

Co prawda istnieją na rynku krople mające spowalniać proces mętnienia soczewki, jednak nie udokumentowano ich skuteczności. Jedyną pewną metodą ratunku dla wzroku jest operacja zaćmy. Specjaliści uważają, że zaćmę trzeba usunąć, gdy pacjent uskarża się na istotne obniżenie zdolności widzenia, przeszkadzające w pracy zawodowej lub codziennym życiu. Operacja polega na usunięciu zmętniałej soczewki i zastąpienie jej sztuczną soczewką wewnątrzgałkową, co wykonuje się raz i na stałe. Jest to zabieg bezpieczny, przynoszący sukces aż w 90% przypadków. Brak oczekiwanych efektów może być skutkiem istnienia innych chorób oka. Powikłania zagrażające utratą wzroku są w tym przypadku rzadkie.

Jak zapobiec problemom?

Ponieważ zaćma jest w przeważającej ilości przypadków naturalnie następującym procesem, niewiele można zrobić, by jej uniknąć. Zachowanie zdrowego trybu życia, odstawienie papierosów, a także ochrona wzroku przed intensywnym promieniowaniem słonecznym, może przedłużyć sprawność oczu.

źródło:  okulistyka.mp.plwszystkoozacmie.pl


Chcesz mieć długie i mocne paznokcie? Zastosuj tę prostą i tanią domową miksturę

Redakcja
Redakcja
20 października 2018
Fot. iStock/gilaxia
 

Biegasz do kosmetyczki, bo już dawno straciłaś nadzieję, że twoje paznokcie naturalnie będą mocne i zdrowe? A może sięgasz po każdą nowość kosmetyczną, jaka tylko pojawi się na rynku, by jak najlepiej zadbać o paznokcie? 

Czy zastanawiałaś się kiedyś nad domowym sposobem utrzymania długich i mocnych paznokci? Okazuje się, że wystarczy przygotować samemu tani i skuteczny kosmetyk.

Będziesz potrzebowała:

1/4 szklanki soku pomarańczowego (najlepiej świeżo wyciśniętego)
1 ząbek posiekanego czosnku
1/4 szklanki oliwy z oliwek

W misce wymieszaj sok pomarańczowy z czosnkiem i mocz paznokcie przez około 15 minut. Następnie opłucz ręce i na kolejne 15 minut zanurz w oliwie z oliwek. Temu zabiegowi poddawaj swoje paznokcie 2-3 razy w tygodniu, a już w ciągu dwóch tygodni zauważysz różnicę. Twoje paznokcie staną się mocniejsze i zaczną szybciej rosnąć.

Kiwasz głową z powątpiewaniem? Warto żeby wiedziała, że sok pomarańczowy jest pełen przeciwutleniaczy i witamin, które korzystnie wpływają na wzrost paznokci. Sok pomarańczowy, ponieważ jest kwaśny, pomaga również złuszczać paznokcie i zmiękcza skórki. Dodatkowo czosnek zawiera dużo selenu, jeśli brakuje go w naszym organizmie, mamy słabe i łamliwe paznokcie. Ponadto czosnek ma również mnóstwo właściwości antybakteryjnych i przeciwgrzybiczych, co nie jest bez znaczenia dla dobrego stanu naszych paznokci. Oliwa z oliwek, która pojawia się w drugiej części zabiegu,  jest fantastycznym środkiem nawilżającym, który wnika głęboko w skórę, dzięki czemu pomaga zmiękczyć skórki i dodaje siły paznokciu zapobiegając jego złamaniu.


źródło: styletips101


Kasia Zielińska: „Codziennie przypomnijmy sobie wieczorem pięć dobrych rzeczy, sytuacji,  które nas spotkały i zasypiajmy szczęśliwi”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
19 października 2018
Fot. Monika Wiąckiewicz

Małgorzata Bąkowska: Kasiu, ostatnio rozczuliła mnie opublikowana na Twoim Instagramie lista rzeczy, czynności, które najbardziej kochasz robić w życiu. Znalazło się na niej 37 pozycji. I na tym byś nie poprzestała…

Katarzyna Zielińska: Ha ha ha , fakt dopisałabym pewnie i drugie tyle, ale już wtedy mało kto doczytałby do końca, bo lista i tak była długa. Pewnie chcesz się zapytać po co taką listę zrobiłam? Otóż z wdzięczności. Jest tyle pięknych małych i wielkich rzeczy, sytuacji, które nas spotykają codziennie (i których być może z tego powodu nie zauważamy), że warto się czasem zatrzymać i je sobie uświadomić. A najlepiej spisać i w gorszych chwilach – przypominać. Na tej liście, przynajmniej u mnie, można znaleźć zarówno przytulanie do synów i męża, jak i czytanie kryminałów oraz szarlotkę teściowej. Ta lista to taki mój pozytywny rachunek sumienia.

Rachunek sumienia raczej kojarzy się grzechem…

No właśnie – nasze tradycyjne wychowanie każe nam pamiętać o grzechu i pokutować ale to trochę wbrew mojej naturze. Tak się zastanawiam… może bardziej ze mnie sekutnica niż pokutnica? (śmiech). Wracając do sedna – ja po prostu kocham życie i nie wstydzę się o tym mówić. Cieszy mnie mnóstwo rzeczy, choć są i takie, które – delikatnie mówiąc – wkurzają. Jeśli mnie wkurzają zastanawiam się, czy mogę zrobić coś , żeby je zmienić. Jeśli tak – zmieniam, jeśli nie – godzę się z tym i idę dalej swoją drogą. Nie chcę tracić energii na coś, co jest w pewnym sensie poza mną. Dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna. I staram się o tym pamiętać i być wdzięczna Bogu.

Jesteś wierząca?

Jestem. Każdy z nas w kogoś/coś wierzy. Bo – jak kiedyś śpiewał Adam Nowak „trudno nie wierzyć w nic”. Jeden wierzy w Boga, drugi w pieniądze i władzę, trzeci – jeszcze inaczej. Ja wierzę w Boga, Bóg jest Miłością, ergo – wierzę w Miłość. I jestem wdzięczna – po raz kolejny to powtórzę – za każdy dzień.

Fot. Monika Wiąckiewicz 

Wdzięczność to piękne uczucie…

Prawda? Piękne nie tylko znaczeniowo ale i semantycznie. Kiedyś zabawiłam się w profesora Miodka i analizował sobie to słowo. Rozdzieliłam je na dwa wyrazy – „wdzięk”, czyli urok, czar, coś niezwykle pięknego i „noś”/ nosić – czyli być ubranym coś, stroić się, mieć stale przy sobie. Czyli „wdzięczność” to mieć przy sobie stale coś pięknego – fajne, prawda?  Dla mnie wdzięczność oznacza po prostu codzienne dziękowanie za to co mam. Dzięki temu skupiam się na pozytywach a nie zamartwiam.

Ktoś mógłby powiedzieć: ma wszystko: męża, dzieci, pracę, sławę, pieniądze – czym ona ma się zamartwiać.

Mam prawie 40 lat i nie zawsze było „różowo”, ale zawsze patrzyłam na życie, na to co mnie spotyka przez różowe okulary. To, że się nie zamartwiam, nie oznacza, że nie dotykają mnie problemy, kłopoty, czy wręcz tragedie. Ależ dotykają, ale mimo wszystko, nawet jeśli to boli bardzo, nadal każdego dnia staram się pamiętać o tym, co dobre i za co dziękuję. Podróżuję dużo po świecie i wiedziałam wiele osób żyjących w naprawdę trudnych warunkach, ale jednocześnie pełnych wzajemnego szacunku, miłości i wdzięczności. Jeśli ktoś będzie chciał się zamartwiać , to tragedią będzie dla niego nawet to, że…. mu mucha narobiła na szybę nowego maserati!

Widzę , że góralski temperament Cię nie opuścił.

Bynajmniej!  (śmiech) Choć ja bardziej laszka niż góralka. Ale wracając do meritum, bo nie chcę spłycać tematu – wiem, że świat jest pełen nieszczęść, zła, wojen, brudu. Ja to widzę, ale ja sama tego nie zmienię. Wierzę w siłę wielu mikroświatów. Zawalczmy o swój własny. Codziennie przypomnijmy sobie wieczorem pięć dobrych rzeczy, sytuacji,  które nas spotkały i zasypiajmy szczęśliwi.

Fot. Monika Wiąckiewicz 

Ty zasypiasz czasem ze swoimi dziećmi?

Oooo notorycznie – bo przecież wtedy najlepiej się człowiek wtula, czuje i wchłania ten najsłodszy zapach własnego dziecka. „Tulić, całować, wąchać moje dzieci”, to przecież numer jeden na liście rzeczy, które kocham.

Jak zmieniło Cię macierzyństwo?

– Z jednej strony nie zmieniło nic, a z drugiej – zmieniło wszystko. To trochę pokręcone, wiem, ale nie wiem, jak krótko i klarownie odpowiedzieć na to pytanie. Bo nadal jestem tą zwariowaną Zieliną, która „tańczy na stole, kieckę zadziera”, lubi babskie wypady z przyjaciółkami, relaks w wannie, jeżdżenie rowerem bo Beskidzie Sądeckim. Ale też doświadczyłam, czym jest bezwarunkowa miłość i że dla moich synów jest gotowa znieść każdy lęk, niewygodę i zrobić wiele, by byli szczęśliwi.

Czy w jakiś sposób poczułaś się ograniczona jako kobieta, aktorka odkąd masz dzieci?

Ale w jaki sposób? Nadal żyję jak żyłam, tylko teraz we wszystkim towarzyszą mi dzieci. Owszem może rzadziej chodzę z mężem do kina, ale nadal chodzę, może krócej wyleguję się w wannie, ale nadal to robię. Może trochę nie dosypiam, ale wyśpię się na emeryturze (śmiech). W pracy nadal mnie chcą, właśnie zaczęłam zdjęcia do nowego serialu. W teatrze Roma produkuję kolejny spektakl z fantastyczną ekipą – „Nowy Jork – czasy jazzu i prohibicji”, premiera już w styczniu – zapraszam serdecznie. A na wakacje jeździmy już we czwórkę!

Bycie mamą otworzyło przed Tobą również nowe drzwi – zostałaś projektantką!

No i sama widzisz, macierzyństwo nie musi zabierać, może też dawać. A tak serio, to projektowanie to też niesamowity przypadek i dar. Tu muszę trochę tytułem wstępu przyznać się, że ja owszem trochę jestem taki „wariatuńcio”, ale z drugiej strony lubię mieć poukładane i wiedzieć, gdzie co leży. Niektórzy mówią, że to przez mój bałagan w głowie, ale ja wolę to inne wytłumaczenie – z oszczędności, bo po co tracić czas na szukanie (śmiech). Zawsze nosiłam małe torebki. Będąc jednak w pierwszej ciąży wiedziałam, że wkrótce trzeba będzie się przerzucić na coś większego. Jakoś wtedy właśnie zgłosiły się mnie dwie fantastyczne dziewczyny, które kilka lat temu założyły własną firmę produkującą akcesoria dla dzieci. Markę nazwały „La Millou”. Znałam ją oczywiście już wcześniej bo nie raz i nie dwa kupowałam ich rzeczy na rozmaite „baby shower”. No i kiedy Iza z Martą zadzwoniły  z zapytaniem, czy bym czegoś z nimi nie zrobiła – to aż mi się oczy zaświeciły… torby!!! Może to akurat nie są stricte akcesoria dla dzieci, ale jakże przydatne dla młodych Mam. No i się zaczęło.

Szukanie, wymyślanie, rysowanie. Tysiące godzin. Ale już wiedziałam czego chcę – torby muszą być duże – żeby pomieściły co trzeba wymyśliłam oddzielny organizer na drobiazgi oraz dodatkowo miejsce na przewijak. Po drugie –  praktyczne, czyli z materiału, który się będzie dobrze czyścił (przecież różne „przygody” się trafiają mamom z dziećmi)  i ze specjalnymi karabińczykami, dzięki którym będzie można je zawiesić na wózku (matka jest hinduskim Rawaną z wieloma rękami – wiadomo). No i – last but not least- muszą być piękne. Ileż ja z tym miałam radochy! I ta klęska urodzaju – co wybrać, jakie wzory, jakie kolory. Dziewczyny już pewnie miały mnie w którymś momencie dość, ale w końcu same otworzyły mi drzwi do tej krainy czarów.

No i znowu sukces?

– Nieskromnie powiem – tak! Przyznaję, że tuż przed premierą miałam pietra, czy się spodobają, czy się przyjmą. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę! Miała to być jednorazowa przygoda, tymczasem mam już kolejne dziecko i torby Feeria by Kasia Zielińska nadal się sprzedają, a ja je nadal projektuję i mam z tego niezwykłą frajdę.

Czy jest coś, czego Ci mogę życzyć?

Zdrowia. Tylko tyle i aż tyle.

Fot. Monika Wiąckiewicz 

Artykuł powstał we współpracy z marką La Millou


Zobacz także

Sekret długowieczności? Trzymaj się z dala od facetów, przysparzają więcej kłopotów niż są tego warci

5 postaw, które sprawiają, że niszczysz swoje zdrowie psychiczne

Nim obudzę moje dzieci, pomyślę o tych, którym dzisiaj rodzice nie złożą życzeń…