7 zasad, dzięki którym ułatwisz sobie przygotowanie posiłków i utrzymasz dietę

Redakcja
Redakcja
1 kwietnia 2017
Fot. iStock / knape
Fot. iStock / knape
 

Znasz to? Dom, dzieci, praca, a po pracy szybkie wyjście z psem do parku, bo jemu też się należy coś od życia. A w międzyczasie nie da się zapomnieć o stu innych obowiązkach,które czasem nakładają się na siebie. Sprzątanie, zakupy, gotowanie. Choć nie zawsze się chce, szczególnie  z tym ostatnim bywa kłopot. No bo jak utrzymać zdrowy jadłospis, gdy czasu za bardzo nie ma?

Co prawda w służbie zapracowanym pozostają mrożona pizza czy frytki, chińskie zupki albo szybki telefon do najbliższego kebaba. Da się? Owszem, da, ale daleko temu będzie do zdrowego i mądrego żywienia. Szczególnie gdy pod opieką masz dzieci lub wkładasz wiele sił, by twoje treningi przynosiły jak najlepsze efekty.

Nie ma rzeczy niemożliwych. Jest tylko wadliwe planowanie

I o to się wszystko rozbija. Twoje dobre chęci i próby okiełznania planów rozbijają się właśnie o kiepskie planowanie. Bo gdy czas i czynności rozjeżdżają się bez harmonogramu, musisz coś z tym zrobić. Najlepiej skorzystaj ze wskazówek, które zdecydowanie ułatwią ci ogarnięcie tematu przygotowania posiłków, które przysłużą się zdrowiu i figurze.

Poznaj zasady, które ułatwią przygotowanie posiłków i utrzymanie diety

1. Przygotuj jadłospis

Nie, nie będzie nudy jak w szpitalu czy na szkolnej stołówce. Potraktuj to zadanie kreatywnie, pomyśl, na co będziesz miała ochotę. Sprawdź, czy składniki, jakich potrzebujesz, pasują do twojej diety i dadzą ci energię potrzebną do pracy i treningów. Sprawdź, czy będziesz miała pod ręką wszytko, żeby twój plan na tydzień nie rozjechał się już przy poniedziałkowym obiedzie. Nie kopiuj skomplikowanych przepisów, postaw na te, które są szybkie w przyrządzeniu i w razie braku któregoś z produktów, pozwalają na improwizację.

2. Urozmaicaj jadłospis

Nawet jeśli jesteś wybitną miłośniczką porannej owsianki z truskawkami, nie będziesz jej jeść w nieskończoność. To znaczy, zjeść, zjesz, ale z coraz większą nudą i mniejszym apetytem. Zamieniaj zdrowe dodatki, jeśli nie jesteś wielką miłośniczką kurczaka, ale jesz go ze względu na treningi, nie jedz go codziennie, ale zamień na rybę przez dwa dni i warzywa strączkowe lub jajka w kolejnym dniu. Nuda i monotonia zabija zapał.

Fot. iStock / knape

Fot. iStock / knape

3. Zrób listę zakupów

Tu obowiązuje stara zasada — z konkretną listą kupisz dokładnie to, czego potrzebujesz. Lista zaoszczędzi ci biegania po całym sklepie, albo, co gorsza, przymusowego dokupywania brakujących składników, czy rezygnacji z zaplanowanego posiłku. Wykaż się silną wolą (albo nie pozwól wtrącać się dzieciom do zakupów) i zrezygnuj z wrzucenia do koszyka słodkich przekąsek. Im mniej ich w domu, tym mniejsza pokusa odpuszczenia normalnego posiłku, na rzecz tabliczki czekolady.

4. Kup pojemniki na żywność

Tłumaczenie, że nie jesteś w stanie jeść zdrowo, posilając się zakładowym pączkiem, możesz odłożyć na półkę z bujdami. To, że wiele godzin spędzasz poza domem, nie przekreśla dostępu do domowego, zdrowego jedzenia. Dziecku zapakowałbyś owoc i kanapkę do szkoły, prawda? Sobie też nie musisz odmawiać. Po prostu kup pojemniki na żywność, pakuj do nich wcześniej przygotowane jedzenie, i zabierz je ze sobą tam, gdzie potrzebujesz. W wersji de luxe, jeśli jesteś wyjątkową estetką, kup sobie zamykane szklane słoiki, w których fantazyjnie możesz ułożyć sałatkę. Wtedy nie tylko nacieszysz oczy modnym dodatkiem, ale zawsze będziesz miała pod ręką zdrową sałatkę. Przecież w wielu miejscach pracy są lodówki, nie musisz się martwić na zaś, czy zdążysz ją zjeść, nim się popsuje.

5. Zamrażaj 

Wiele z przygotowanych przez ciebie, świeżych dań czy np. sosów, możesz śmiało zamrozić w woreczkach lub wspomnianych pojemnikach. To rewelacyjny sposób na prawdziwą oszczędność czasu wystarczy tylko rozmrozić odpowiednio wcześniej i z głowy. Nie musisz specjalnie przygotowywać jedzenia do zamrożenia, wykorzystaj to, co zostało na bieżąco, jak znalazł dla jednej osoby w chwili wielkiego głodu.

6. Zainwestuj w parowar 

I jedna i druga opcja nie tylko pozwoli zaoszczędzić twój cenny czas w mieszaniu w garnkach. Parowar zazwyczaj ma trzy nakładki — pojemniki, w których układa się piętrowo produkty do ugotowania na parze. Wystarczy włożyć produkty, nastawić timer i oczekiwać na efekt. Nie obawiaj się, takie jedzenie nie tylko jest zdrowsze (bez tłuszczu ze smażenia na patelni), pięknie się prezentuje i jest wyjątkowo soczyste i smaczne. Jeśli nie planujesz zakupu parowaru, kup garnek z nakładką do gotowania na parze lub piecz w piekarniku.

7. Postaw na proste przekąski

Nazywając rzeczy po imieniu — miej pod ręką ulubione owoce i warzywa, które zawierają naturalne, zdrowsze od rafinowanego cukry oraz moc witamin i cennych dla zdrowia składników. Warzywa nie muszą być nudne, jeśli zrobisz dla nich lekkie dipy na bazie ziół i jogurtu. Sięgaj także po orzechy, które co prawda są dość kaloryczne, ale zawierają dużo zdrowych tłuszczów. Każda zdrowa alternatywa jest lepsza od pochłoniętego na jednej nodze batonika ociekającego niezdrowymi dodatkami i tłuszczem.


źródło: www.motywacjanonstop.pl


Jestem cieniem dawnej siebie. Jeśli kończysz nieudany związek, tysiąc razy się zastanów, zanim zaczniesz następny

Magdalena Lis
Magdalena Lis
1 kwietnia 2017
Fot. iStock / agsandrew
Fot. iStock / agsandrew
 

Jestem cieniem dawnej siebie. Dziś, ku przestrodze zwracam się do wszystkich kończących nieudane związki kobiet – nie dajcie sobie zamydlić oczu. Zastanówcie się tysiąc razy, nim zaczniecie coś nowego.’

Magda ma trzydzieści lat, mieszka na obrzeżach niewielkiego miasteczka w województwie lubelskim. Jest po rozwodzie, ma trójkę małych dzieci – sześcioletniego Kacpra z pierwszego małżeństwa, trzyletniego Kubę oraz niespełna dwuletnią córeczkę Alę.

Władza

– Za mąż wyszłam bardzo młodo. Byłam w ciąży, rodziny nalegały. Zgodziłam się na ślub, choć nie byłam do tego wewnętrznie przekonana. Od męża chciałam odejść tuż przed tym, jak dowiedziałam się o ciąży. Ceremonia zaślubin odbyła się w urzędzie. Później zamieszkaliśmy u jego rodziców, których dom był specyficzny – opowiada Magda. Moja teściowa nie miała tam nic do powiedzenia. Niepodzielnie rządził w nim choleryczny i despotyczny teść, człowiek, który potrafił zrobić awanturę o źle odłożoną łyżeczkę do herbaty lub krzywo powieszoną ścierkę. Żeby dojść do kuchni czy łazienki musiałam przechodzić przez pokój teściów. Ponieważ pan i władca wcześnie chodził spać, to lepiej było nie korzystać z toalety późniejszym wieczorem. Dla mnie, będącej w zaawansowanej ciąży to było spore utrudnienie. Po kolejnych dosadnych uwagach o zakłócanie ciszy nocnej zaczęłam załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne do małego wiaderka, które opróżniałam skoro świt. Czułam się upokorzona, ale nic nie mogłam zrobić. Byłam całkowicie uzależniona od ludzi, którzy mnie tak naprawdę nie akceptowali. Finansowo byłam uzależniona od męża, którego nie było całe dnie w domu. On na swych rodziców też nie mógł wpłynąć. Ojca nadal się bał, a słowo mamusi było święte.

Kiedy urodził się pierwszy syn Magdy dziewczyna odżyła. Opieka nad dzieckiem zajmowała cały jej czas,  przestała przejmować się gadaniem teściów. Czuła, że w końcu nie jest sama. Kiedy Kacper miał mniej więcej pół roku, dziewczyna odkryła, że jej mąż ma romans. W sumie dwa romanse, bo jeden „fizyczny” i drugi „wirtualny”. To było w Wielką Sobotę. Chciała się spakować i wyprowadzić, ale klimat świąt i solenne zapewnienia męża o tym, że się zmieni spowodowały, że została. Ale to już nie było to samo. Nie ufała mu, i choć się starała, nie umiałam znaleźć w sobie siły, by walczyć dalej. Tym bardziej, że zdradzał ją nadal.

Odrodzenie

– Kiedy synek skończył rok poszłam do pracy na pół etatu. Niby nic, ale samo wyjście do ludzi sprawiło, ze mój stan psychiczny się poprawił. Mężowi nie bardzo się to podobało. Chciał mnie całkowicie kontrolować, a w takiej sytuacji było to utrudnione. Lubił obniżać moje poczucie własnej wartości, naśmiewać się z mojej pracy, z tego, że pracuję w barze. Lubił czuć się lepszy i mądrzejszy ode mnie, napawał się moimi niepowodzeniami. Uwielbiał podkreślać, że jestem na jego utrzymaniu, niby nie wydzielał mi pieniędzy, ale zazwyczaj to on robił zakupy. Kiedy ja je zrobiłam, niejednokrotnie to komentował.

Magda powoli zaczynała mieć dość swojego małżeństwa i całego szeregu niemiłych sytuacji. W pracy poznała Pawła. Siedem lat starszy od niej, wysoki, wykształcony, zabawny, szarmancki i jak podkreśla dziewczyna – bardzo przystojny. Od razu zaczęli się dogadywać. Komplementował ją, okazywał jej ciepło i zainteresowanie. Początkowo spotkania miały koleżeński charakter, takie zwyczajne wypady kolegów z pracy. Jednak Magda stopniowo zaczynała się zakochiwać. Po trzech miesiącach wylądowali w łóżku. Dziewczyna niczego nie żałowała, nie miała wyrzutów sumienia.

Podjęła decyzję, że odejdzie od męża i poukłada swoje życie na nowo.

Upadek

– Wtedy rozpętało się prawdziwe piekło. Moja rodzina, która wcześniej obiecywała mi pomóc nagle się ode mnie odwróciła, stając po stronie mojego męża. Pojawiły się groźby, ze pomogą mu odebrać mi dziecko. Zaciągnięto mnie do psychiatry, żeby określił czy w ogóle jestem poczytalna. Byłam. Wmawiano mi, ze Paweł stosuje wobec mnie przemoc psychiczną, zastrasza mnie. A tak naprawdę robił to mój mąż, tylko tego nikt nie widział, a tak naprawdę to każdy udawał, że tego problemu nie ma.

Zabrano jej telefon, zabroniono kontaktować się z Pawłem, kontrolowano każdy jej krok.

Magda stała się obojętna na wszystko i bierna. Nie miała siły walczyć. Zaczęły pojawiać się u niej myśli samobójcze. Ostatecznie wyprowadziła się od męża pod pretekstem zrobienia sobie przerwy, odsapnięcia. Początkowo zamieszkała u rodziców. Była w słabej kondycji psychicznej, wpadła w depresję, przeszła silne załamanie nerwowe. Mimo wszystko wciąż pracowała. Jej mąż regularnie przyjeżdżał po synka, za każdym razem czyniąc z tych spotkań teatralną scenerię. Żegnał się z dzieckiem ze łzami w oczach, udawał cierpiętnika. Cała rodzina uważała Magdę za potwora. Donoszono jej mężowi o każdym jej wyjściu czy spotkaniu. Wiedział o niej wszystko.

– To był trudny czas, jednak nadal, w tajemnicy spotykałam się z Pawłem. Jakiś czas później zamieszkaliśmy razem w wynajętej kawalerce. Rodzina długo się do mnie nie odzywała, ale w końcu, powoli zaakceptowali nowy stan rzeczy.

Wkrótce okazało się, że Magda jest w ciąży. Jej przerażenie sięgało zenitu, wciąż była mężatką. Sporo czasu minęło, zanim pogodziła się ze swoim stanem. Kuba przyszedł na świat w lutym następnego roku. W maju odbyła się sprawa o zaprzeczenie ojcostwa jej męża i ustanowienie Pawła ojcem Kubusia. Było to najbardziej upokarzające i trudne dla niej doświadczenie z jakim kiedykolwiek musiała się zmierzyć.

Rozwód

Jej związek z Pawłem teoretycznie układał się dobrze. Chłopak się starał, pomagał jej w domu i przy dzieciach. Nie okazywał jej jednak czułości, nie traktował jej jak kobiety. Magda mówi, że w jej mniemaniu  była dla niego koleżanką, ewentualnie współlokatorką w najlepszym razie.

– W tym samym czasie w komputerze, w historii wyszukiwania coraz częściej zaczęły pojawiać się hasła o tematyce homoseksualnej. Zaintrygowało mnie to, więc zainstalowałam keyloggera – to taki program, który rejestruje każdy ruch na klawiaturze. Już na drugi dzień dowiedziałam się, że Paweł ma skłonności homoseksualne, a w przeszłości miewał kontakty seksualne jedynie z mężczyznami. To, co pisał na portalach randkowych dla gejów nie mieściło mi się w głowie i napawało mnie obrzydzeniem. Zrobiłam mu awanturę, obiecał, ze nigdy więcej, że to był tylko sposób na odreagowanie. Byłam naiwna, uwierzyłam.

Jakiś czas później uzyskałam rozwód bez orzekania o winie. Miejsce zamieszkania syna ustalono przy mnie, dostałam zadowalające mnie alimenty. Kontakty z byłym już mężem były dobre, sami ustalaliśmy, kiedy Kacper spędzi z nim czas. Aktywnie uczestniczył i uczestniczy nadal w życiu dziecka.

O kolejnej ciąży Magda dowiedziała się w marcu następnego roku. Przyjęła to z lekkim niepokojem, ale jednocześnie z dużą dozą nadziei i wiary w przyszłość. Na jakiś czas wróciła do pracy, by zwiększyć szanse na uzyskanie kredytu na dom lub mieszkanie. Znów zaczynała ufać Pawłowi. Jednak życie szybko to zweryfikowało.

Rzeczywistość

– Któregoś dnia zwolniono mnie szybciej z popołudniowej zmiany. Zamiast o północy wyszłam z pracy tuż przed dwudziestą drugą.  Cieszyłam się, bo ciąża była coraz bardziej zaawansowana i szybciej się męczyłam. Chciałam zrobić Pawłowi niespodziankę, nie uprzedziłam, że wrócę wcześniej. To on jednak zrobił większą niespodziankę mnie.
Kiedy Magda po cichu weszła do mieszkania, usłyszała dość jednoznaczne odgłosy dochodzące z kuchni. Drzwi do niej były zamknięte. Otworzyła je i jej świat się zawalił. Paweł siedział na małym taborecie i zaspokajał oralnie stojącego przed nim chłopaka. Usiłując powstrzymać wymioty i zawroty głowy zamknęła się w łazience. Zwinęła się w kłębek na podłodze i płakała. Najpierw szlochała, później już tylko łzy płynęły jej po policzkach. Słyszała, jak ‘znajomy wychodzi’, jak Paweł dobija się do drzwi. W końcu uda łomu się je czymś otworzyć, wszedł do niej, ale nie pozwoliła mu by się do niej zbliżał.

– Wtedy zdałam sobie sprawę, ze jestem dla niego tylko przykrywką, sposobem by ukryć przed społeczeństwem prawdziwą naturę – mówi dziewczyna. Paweł był w seminarium, zrezygnował tuż przed złożeniem ślubów. Zrzucił sutannę ku rozpaczy wierzącej rodziny. Był gejem seksoholikiem, a taka kobieta jak ja świetnie nadawała sie, by spełnić rolę zasłony dymnej. Byłam po rozwodzie, z dwójką dzieci, w ciąży. Przecież nawet nie miałam dokąd pójść. Zostałam.

Kolejny raz Paweł spotkał się z ‘znajomym’ w dniu narodzin Ali. Kolejnego dnia też.

Zdradzał Magdę w ich mieszkaniu, w ich kuchni, gdy za ścianą spało dwoje maleńkich dzieci. Trzeciego dnia zostawił dzieci z sąsiadką i umówił się na seks w aucie.

– Zrobiłam awanturę, choć i tak wiedziałam, ze to nie ma sensu. Paweł na kolanach przepraszał, obiecywał poprawę.

Dziś Magda mówi, że stara się żyć normalnie

– Wiem, że miał jeszcze kilka epizodów, ma nadal, pewnie jeszcze będzie miał. Ale na chwilę obecną nic nie mogę zrobić. zbieram dowody i czekam. Nie jestem aktywna zawodowo, dzieci są małe, uwielbiają go. Ciąży mi kredyt hipoteczny za dom, którego teraz szczerze nienawidzę. Póki co nie odejdę, ale przyjdzie czas, ze się uwolnię, że będę szczęśliwa. Przyjdzie czas, bardzo w to wierzę.

Magda mówi, że jest teraz cieniem dawnej siebie, a jej życie jest jedną wielką mistyfikacją.

Napisz to proszę ku przestrodze  – podkreśla. By kobiety kończące jeden nieudany związek, tysiąc razy się zastanowiły, nim wejdą w drugi. Ja łaknęłam uwagi, chciałam być akceptowana, doceniona. A tak naprawdę to zabrakło mi dbałości o samą siebie. Chciałam na siłę związku, miłości, a wpadłam z deszczu pod rynnę. I po dziś dzień słono za to płacę.


Jak żyć swoim życiem tak, by osiągnąć wszystko. 3 zasady, których czasem nie chcemy dostrzec

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
1 kwietnia 2017
Fot. iStock / csheezio
Fot. iStock / csheezio
 

– Ja to lubię swoje życie – rzuciła dość skwaszona B. – tylko jakieś drobiazgi bym zmieniła – dodała i odgryzła jednym kłapnięciem pół pączka tak, jakby winien był tych „drobiazgów”. Bo B. to w sumie fajne życie ma i męża fajnego też ma, i córkę. Psa, pracę, wakacje czasem też, czego chcieć więcej? Ano B. ma kłopot, bo jakby się nie angażowała w to swoje fajne życie, i z jak wielką emocją i entuzjazmem nie wchodziła w nowe pomysły, zawsze Pani Mistrzyni Ostatniej prostej wygrywa.

Złośliwa zołza ta Mistrzyni. Wlazła B na głowę, do kuchni i do roboty też. A B. przecież miała takie wspaniałe plany, sukces w nich były i puchary, plaża i drinki z palemką dłużej niż dwa tygodnie w roku w wersji Last Minute. No i klops. Zołza wraca jak bumerang.

Tylko nie mówcie, że u was w ogóle nie bywa. Tyle planów, tak mało czasu, jakoś to będzie… Znacie to?

3 zasady, których czasem nie chcemy dostrzec

1. Czas siewu i czas plonów

Student, rolnik i Pani Mistrzyni Ostatniej Prostej. Wszyscy to znamy. Znamy i bywamy studentem, który uczy się na noc przed egzaminem i zdaje. Wkłada wysiłek, odbiera profity. Szybko, krótko – wydawać by się mogło – marzenie. Znamy i bywamy rolnikami, którzy mozolnie pracują na swoje plony, dzień po dniu. Tylko wciąż zastanawiamy się po co u diabła zasuwamy cały rok jak rolnik, zamiast żyć lekko jak studenci? Po co się tak katować?

Mistrzyni Ostatniej Prostej jest wieczną studentką, taką, która całkiem zapomniała, że nie da się spędzić życia  w akademiku. Nie da się imprezować całe życie – przynajmniej nie emocjonalnie. Bo dopóki nasze zadania polegają na odhaczeniu z listy, wszystko działa, ale gdy wysiłek musimy zainwestować w siebie, swoje potrzeby, relacje, własny biznes – student mówi „sorry, za dużo roboty, pomyślę o tym potem”.

Mistrzyni nie zbuduje na ostatniej prostej trwałej relacji, nie rozwinie skrzydeł i nie poleci. Ogarnie, dotrwa do następnego punktu, tylko tyle.  – Jakoś to będzie – mówi. Tak się  nie osiąga ani sukcesów, ani szczęścia, tak się tylko przemija.

2. Wejścia i wyjścia

Opowieść o Aptekarce. To taka prosta historia. I pewnie była by cudownym story z happy endem, gdyby nie to, że życie to coś więcej niż matematyka.

Bo Aptekarka widzi sprawy jasno – ile wejść, tyle wyjść. Ile „wkłada” tyle powinnam wyjąć. Proste? Proste. Nad czym się tu rozdrabniać?

A jednak jest nad czym, bo o ile w biznesie aptekarskie podejście może zaowocować uniknięciem strat czy ryzyka, to w życiu niekoniecznie.  Nie zawsze dostajesz tyle, ile dajesz – ale pamiętaj, że czasem to ty, dajesz mniej. W życiu, w relacjach, w rozwoju. Partnerstwo nie zawsze oznacza równą miarę, częściej opera się na zasadzie wspólnoty, empatii i uczciwości. A Aptekarz nie potrafi już odejść od zapisanego przepisu.

3. Spójność postępu

Życie według Pani „Jak to?”. Bo najdalej i najszybciej dojdziesz do swojego celu, gdy będziesz się poruszać w jego kierunku. Nawet powoli. Lepiej zmierzać konsekwentnie nawet swoim najbardziej żółwim tempem, niż czekać aż wiatr nas tam zaniesie. – Ale jak to? Przecież biegłam tak szybko, jak mogę być ostatnia? Jak mogłam nie pokonać tego dystansu, stracić siły – pytamy jak? Są ci, którzy ruszyli w tę drogę kilka lat temu, a nie dziś rano. Nawet gdy wiele miesięcy błądzili, trudno będzie ich wyprzedzić.

Nieustannie zdarza się nam zostać Mistrzynią Ostatniej Prostej – bo brak nam sił na zwykłe życie, bo ciągniemy olbrzymie kamienie doczepione do stóp, albo Aptekarkami, które po nieudanym eksperymencie nie chcą nigdy już więcej popełnić błędu, dać się oszukać, stracić czasu. Wreszcie bywamy Paniami „Jak to?” – jakbyśmy miały wyłączność na ustalanie zasad wedle, których ma żyć cały świat. Bywajmy nimi – każdy czasem tego potrzebuje, ale na co dzień żyjmy swoim życiem, po prostu, zamiast w nim przemijać.

Jak żyć swoim życiem tak, by osiągnąć wszystko?

Właśnie tak. Po swojemu, ze sobą. Widzieć. A wtedy sama będziesz wiedziała, czym jest twoje „wszystko” i że warto na tę szczerość ze sobą jednak się zdobyć.


Zobacz także

Fot. iStock / South_agency

Gdybyś miała spakować swoje życie do jednej walizki… co bym tam znalazła?

12674447_10208712873448656_1963272277_n

Rozstanie. „Nie należy pukać do wszystkich zamkniętych drzwi i nie należy wchodzić we wszystkie otwarte”

Polskie morze przyciąga coraz większą rzeszę turystów. Warto na nadmorski odpoczynek wybrać takie miejsce, które pozwoli na relaks blisko natury

Marzysz o wakacjach w domku nad morzem? Zrealizuj swoje marzenie nad Bałtykiem