Jej wysokość tarczyca. Pokaż mi co jesz, a powiem ci, jak się czujesz…

Dr Tadeusz Oleszczuk
Dr Tadeusz Oleszczuk
29 lipca 2017
Fot. iStock / Marjan_Apostolovic
Fot. iStock / Marjan_Apostolovic
 

Właściwie już od dziecka rodzice starają się zwracać uwagę na to, co jest dobre dla zdrowia. Na szczęście zdobywamy własne doświadczenia bardziej lub mniej świadomie zgadzając się z opinią ogółu. Niestety czasami ponosimy konsekwencje powielania błędnego myślenia, zwłaszcza tego, co „wynosimy z domu” . To co dawno temu zostało zapisane w podręcznikach, często pięćdziesiąt lat temu, dzisiaj nijak nie ma zastosowania.

Obecnie badanie naukowe wskazują na przeważającą rolę mikroflory jelitowej na kształtowanie układu odpornościowego, immunologii człowieka. Ma to konsekwencje dla całego organizmu, od okresu narodzin. Zaburzenia immunologiczne powodują powstawanie przeciwciał, które uszkadzają komórki tarczycy, największego gruczołu wydzielającego hormony. Hormony, które mają swoje działanie na każdą komórkę człowieka. Każdą:  od skóry, włosów, paznokci, mięśni, jajników, macicę, poprzez mięśnie i komórki układu nerwowego, w tym szare komórki mózgu. Tarczyca ma wpływ na nasze samopoczucie, odbieranie otoczenia, regularność krwawień miesięcznych, bolesność piersi, powstawanie torbieli. Pół biedy kiedy dzieje się to wszystko poza ciążą. Jeżeli nie, zaburzenia pracy tarczycy odbijać się mogą na jej przebiegu, przedterminowym porodzie ale i bardzo często  po wyznaczonym terminie. Niedoczynność tarczycy po porodzie może prowadzić do poporodowej depresji, zaparć uporczywych. Nie jest to sytuacja komfortowa.

Patrząc na statystyki zaburzenia pracy tarczycy stwierdza się u około 20% młodych dziewczyn, ale już u 60% w wieku pomenopauzalnym. Świadczyć to może o tym, że nieprawidłowe odżywianie, brak świadomości, niewiedzy związanej z funkcjonowaniem tarczycy – nawarstwia się. Kobieta ponosi konsekwencje tej niewiedzy praktycznie na każdym polu. Jeśli występuje niedoczynność, to zaburzenia metaboliczne układają się w kierunku rodzenia dzieci o coraz większej masie urodzeniowej powyżej 4000 g, a sama ciężarna przybiera na wadze nadmiernie przekraczając bezpieczne 12-14 kg.

Do tego dochodzą zaburzenia nastroju, często kończące się stanami depresyjnymi: trudności w uspokojeniu emocji, konfliktach z najbliższymi. Idzie to w parze z sięganiem po papierosy, co obserwuję bardzo często. Niestety już same papierosy bardzo mocno niekorzystnie wpływają na układ odpornościowy, co zwiększa ryzyko znalezienia zmian w badaniu USG tarczycy w postaci guzków, torbielek, czy niejednorodnej echogeniczności gruczołu. Warto też poznać objętość płatów tarczycy i objętość całkowitą. Okazuje się bowiem, że młode kobiety nawet nie wiedzą, że mają tarczycę wielkościowo odpowiadającą dziewczynce w wieku 9, czy 11 lat.

Niestety drogie Panie, żeby było jasne:  matka może przekazywać w ciąży drogą krwionośną przeciwciała do płodu. Praktycznie nie pamiętam sytuacji, gdzie nie stwierdzałbym podobnych zaburzeń w budowie tarczycy u wszystkich kobiet w danej rodzinie. Jeśli babcia chorowała na tarczycę, to jej córki także będą mogły mieć podobne problemy, córki ich córek również… Guzki, czy zmiany pozapalne tarczycy mogą powodować nagłe wyrzuty zbyt dużych ilości tyroksyny, która powoduje wahania zaburzeń metabolicznych, wzrost masy ciała, z którym kobieta sama sobie nie poradzi. Zbyt wysokiego poziomu niektórych hormonów nie uda się unormować  jedynie aktywnością fizyczną. Stąd niepowodzenia przy kolejnych próbach zmniejszenia masy ciała. Okazuje się, że dopiero całościowe określenie stanu zdrowia i naprowadzenie wydzielania hormonów na właściwe tory, powoduje istotną i skuteczną redukcję masy ciała, poprawę cery i samopoczucia.

Na te wszystkie elementy ma zasadniczy wpływ mikroflora jelitowa którą kształtujemy poprzez nawyki żywieniowe. Z zaburzeniami pracy tarczycy jednak trudno wygrać, jeśli się ich nie rozpozna i nie leczy.  Konieczne jest zrobienie USG tarczycy u radiologa, który dokładnie opisze wszystkie parametry tarczycy. Szczególnie kiedy choroba występuje w rodzinie. Najpierw kobieta ma problemy w ciąży, rodzi duże dzieci, często po terminie. Tu konsekwencje dotyczą płodu i samej ciężarnej, jak i wpływają na przebieg ciąży. Natomiast w okresie menopauzy kobieta cierpi z powodu skoków ciśnienia, uderzeń gorąca. Przez większą część życia obserwują zmiany torbielowate w piersiach. Obserwują,  robiąc coroczne badania, choć można zrobić znacznie więcej. Nieświadomość wpływu tarczycy na zdrowie, o której wspominałem ,  często doprowadza do udarów, czy zawałów w okresie okołomenopauzalnym. Szkoda, że wcześniej nie zostały zmienione nawyki żywieniowe i nikt nie zwrócił uwagi na zrobienie USG tarczycy. Często bowiem sam poziom TSH jest na tyle w normie, że kobieta może zajść w ciążę i wydaje się, że wszystko jest w porządku.

Jak wszyscy wiemy, do prawidłowej pracy tarczycy potrzebny jest jod. Ale skąd ma się on znajdować w pożywieniu, kiedy osoba zajada się wysoko przetworzoną żywnością, typu fast food i lubi słodycze… Już w zaleceniach medycznych został określony wzrost ryzyka urodzenia dziecka z ADHD z zaburzeniami uwagi, jeśli u matki w ciąży występuje niedobór jodu.

Osobiście polecam zjadanie płatów śledziowych z cebulką i oliwą. Można sobie w ten sposób dostarczyć wielu cennych witamin i minerałów.

Często spotykam kobiety, które, z racji zaburzeń pozapalnych w budowie i funkcjonowaniu tarczycy, nie mają typowych zmian w przebiegu ciąży, czy torbieli w piersiach i mięśniaków macicy. Pytam wtedy co jedzą, jak sobie radzą, że nie „ponoszą konsekwencji” obecności choroby tarczycy u siebie i w rodzinie. Zdobytą i sprawdzoną w praktyce wiedzą, potwierdzoną najnowszymi publikacjami medycznymi dzielę się z kolejnymi pacjentkami nieświadomymi w jakiej niebezpieczniej spirali zaburzeń żyją.

Obecny stan zdrowia jest bowiem sumą działań wielu czynników nagromadzonych przez poprzednie lata. Można ten czas wykorzystać z korzyścią dla zdrowia lub nieświadomie brnąć w ryzyko chorób układu krążenia, cukrzycy, czy nowotworów. Odporność ma decydującą rolę w rozpoznawaniu nieprawidłowych komórek i zniszczeniu ich zanim zaczną się namnażać. Czerwone światełko powinno się zapalić jeśli w rodzinie występują nowotwory, bo są również dziedziczone genetyczne. Mówi się, że nawet do 20% za nie odpowiada. Cała reszta to już jest wpływ środowiska, nawyków żywieniowych i stylu życia.


Kto za nas decyduje o nas, naszym zdrowiu i dlaczego to nie tylko my?

Dr Tadeusz Oleszczuk
Dr Tadeusz Oleszczuk
31 lipca 2017
Fot. iStock / borchee
Fot. iStock / borchee
 

Człowiek z biologicznego punktu widzenia jest zbudowany z tkanek. Tkanki z komórek. Tych komórek jest 10 do potęgi 13.

Na skórze natomiast, w przewodzie pokarmowym, płucach znajduje się w sumie około dwóch kilogramów maleńkich jak kropeczki bakterii. Tych bakterii jest … dziesięć razy więcej,  niż naszych komórek ciała. Niby niewielkie, a statystycznie, na każdą naszą komórkę przypada dziesięć bakterii. Tak od dziesiątków tysięcy lat życie tworzyło i doskonaliło się nie zwracając uwagi na polityków, firmy medyczne, czy przemysł. Taka współpraca była opłacalna dla obu stron. I nadal jest, ale to od nas zależy jak będzie się układała. Jak na całym świecie są  tam mikroorganizmy pożyteczne jak i takie, które próbują korzystać i wykorzystać nas dla własnych celów. Ten świat mikrokosmosu człowieka jest tak samo zbadany jak otaczający nas wszechświat. Wiemy o nim może ułamek procenta.

Zapominamy o tym, że jesteśmy tylko małą częścią tego osobliwego mikrokosmosu własnego ciała.Tak jak nie ma dwóch takich samych osób z identycznymi liniami papilarnymi, tak i każdy z nas ma swoje własne bakterie w różnym składzie.  Niestety tych szczepów żyjących w nas, i na nas, jest ponad tysiąc i niewiele udaje się wydobyć i obejrzeć pod mikroskopem. Nie wiemy jak żyją i jak działają. Po prostu poza swoim środowiskiem giną. Tak jak ryba wyjęta z dna Rowu Mariańskiego. Niewiele więc wiemy o kształtującej nasz układ odpornościowy mikroflorze przewodu pokarmowego, ale za to bardzo  odczuwamy jej działanie. Nie zdajemy sobie sprawy, że nieprawidłowy skład prowadzi do rozwoju patologicznej flory, która korzysta z nas, a do tego produkuje toksyny, które niszczą nasz układ odpornościowy, oszukując go, ucząc nieprawidłowo rozpoznawać nasze własne tkanki.

Coraz więcej pojawia się więc prac o roli mikroflory przewodu pokarmowego w kształtowaniu odporności, o mechanizmach układu immunologicznego człowieka. Okazuje się, że aż 80% komórek układu odpornościowego powstaje w śluzówce przewodu pokarmowego. Stan tej śluzówki zależy od tego, co znajdzie się w naszym menu.

Większość diet skupia się na: „nie jedz tego”, „jedz to albo tylko to”, „jedz wtedy albo wtedy”, „co 3 godziny”, „nie jedz po godzinie 18, 19, czy 20”.

Jednak istotą wszystkich diet powinna być promocja naszych pozytywnie działających bakterii. To je powinniśmy odżywiać, dopieszczać poprzez błonnik, którym się żywią. Niestety jemy głównie chemicznie przetworzone dania w których nie ma składników odżywczych, a więc powstaje miejsce dla nieprzyjemnych bakterii,  które jako wrogie powodują stan zapalny jelit. Powstaje dużo martwych komórek nabłonka, a tymi żywią się grzyby. Grzyby i drożdże nie potrzebują wiele do wzrostu. Wystarczy, że będzie ciepło, wilgotno i … słodko.  Do tego mają jeszcze dużo martwych, zapalnie zniszczonych komórek nabłonka. Istny raj w przewodzie pokarmowym gospodarza. Grzyby  to trzecia forma życia na tej planecie, oprócz roślin i zwierząt.  Mają zresztą dużo wspólnych cech. Niektóre są nam potrzebne, bo wiążą trujące związki metali, ale wszystko jak zwykle rozbija się o proporcje. Tak jak w życiu: co za dużo, to niezdrowo…

Obecnie, w prawie 75% tego co widać na półkach sklepów z żywnością – zawiera cukier. To się po prostu lepiej sprzedaje. Kto by tam kupował zmielone surowe warzywa, szczególnie dla dzieci. Za to jak doda się trochę cukru,  to od razu wszystko idzie, a konsument wraca po słodki produkt. Dziecko wybiera sok, zamiast wody. Tak na marginesie, w przyrodzie nie ma warzyw, czy owoców, które są zbiornikiem soku, czy wody gazowanej smakowej z różnymi dodatkami „wzmacniającymi” smak, pragnienie. To wynalazki człowieka. Pokarm to może i przyjemny dla smaku, ale na pewno nigdy wcześniej nie widziały go probiotyczne bakterie jelitowe. Zwykle nie zawiera potrzebnych dla wzrostu i rozwoju czynników, witamin i minerałów. Dodatkowo, aby go przyswoić, organizm zużywa własne zapasy witamin i minerałów. I w zależności od tego jak się odżywiamy, jest tylko kwestią czasu, kiedy pojawią się tego efekty.

Koledze urodziły się cięciem cesarskim bliźniaki. Nie daje już rady, bo krzyczą i napinają się po każdym posiłku sztucznym mlekiem. Tak już od czterech miesięcy. Niestety. Po cięciu cesarskim mikroflora jelitowa noworodka nie przypomina tej, którą ma matka. Dziecko nie przeszło przez kanał rodny, aby ją pozyskać.  Tworzy się więc przypadkowa flora, często patologiczna, gdzie dochodzi do stanu podrażnienia i zapalenia delikatnej śluzówki. Każdy, kto jest na coś uczulony, albo miał kiedyś bóle po zjedzeniu czegoś,  wie o czym piszę. To jak ma się bronić noworodek, kiedy dostaje kolejną dawkę pokarmu, którego nie jest w stanie przetworzyć na swoją korzyść, bo zwyczajnie nie ma w całym przewodzie pokarmowym tych bakterii, które powinien dostać od matki podczas fizjologicznego porodu?

W Polsce zostały opracowane specjalne z naszej strefy klimatycznej bakterie, które powinny kolonizować przewód pokarmowy nowonarodzonego dziecka. Mają odpowiednią proporcję konkretnych bakterii dobroczynnych, które poprawiają perystaltykę i stan śluzówki, pozwalają przyswajać witaminy i minerały. Same bakterie też produkują witaminy. Powinny tam być w określonym okresie życia, w określonych proporcjach i mieć substancje odżywcze jakimi są pokarm matki, a potem warzywa. Do trzeciego roku kształtuje się bowiem odporność dziecka na resztę życia. Tworzą się jej podstawy. Dobrze jest, jeśli dziecko jest karmione piersią. Głównie dlatego, że jest         w tym pokarmie odżywka potrzebna do namnażania się właśnie tych dobroczynnych bakterii. Kontakt z matką jest dobry, ale jakość mikroflory zostanie z nim na zawsze. No chyba, że będzie leczone w nieskończoność antybiotykami, czy lekami przeciwalergicznymi, podczas kiedy tak naprawdę może to być zapalenie śluzówki przewodu pokarmowego, czy refluks. Objawy są podobne.

W późniejszym życiu bywa czasem tak, że bakterie obecne w jelitach dorosłego człowieka, jeśli mają nieprawidłowy skład ( z tysiąca szczepów),  produkują wiele związków podobnych do hormonów. Ostatecznie mogą też tak zmieniać nasze komórki odporności immunologicznej, że zaczynają one niszczyć własne tkanki uszkadzając układ nerwowy, czy gruczoły. Takie jak choćby tarczycę. Tarczyca produkuje hormony działające na wszystkie komórki człowieka, od skóry, mięśni, do komórek mózgowych. Pozwala to na cały wachlarz zaburzeń w różnych miejscach ciała  z jego różnorodnością objawów, nasilenia, czy nawrotów utrudniających trwałe wyleczenie. Konsekwencje dotyczą więc i innych tkanek i gruczołów, na przykład: piersi, jajników, macicy.

Nie chcę tu wymieniać chorób tzw. autoimmunologicznych, bo o nich myślę, ale ciekawszy jest wpływ na nasz mózg związków produkowanych przez bakterie w jelitach. Ich działanie może objawiać się nieracjonalnym odczuwaniu lęku, a w dłuższym okresie prowadzić też do depresji. Ciekawe ?

Okazuje się, że wprowadzając do przewodu pokarmowego odpowiednie szczepy bakterii, uzyskuje się właściwe efekty. Prowadzone badania na świecie potwierdzają te działania. Może to być zmniejszenie odczuwania lęku czy poprawę perystaltyki przewodu pokarmowego, redukcję uciążliwych zaparć. Wszystko zamyka się w odpowiedniej promocji fizjologicznej flory i jej wspieraniu konkretnymi potrawami, warzywami w adekwatnych proporcjach. Dodatkowo można stosować właściwe probiotyki, aby zwiększać ich szansę na przewagę w tej nierównej walce o środowisko mikroflory jelitowej.

Wszystko niby jasne i proste, ale nie tak jakby się wydawało. Na całym świecie w piśmiennictwie medycznym ukazuje się coraz więcej prac  pokazujących wpływ odpowiedniego odżywiania i suplementacji konkretnymi szczepami bakterii na redukcję lęków i depresji. Dawno temu mówiło się:  „przez żołądek do serca”, ale to było badanie obserwacyjne i nikt tego nie badał z wykorzystaniem najnowocześniejszych metod epidemiologicznych z dużą grupą kontrolną. Nie publikował jako doniesienie naukowe. Zapomina się, że początek zdrowia jest w jelitach i tym co jemy oraz jak dzięki temu kształtuje się nasz skład mikroflory jelitowej, nasze samopoczucie i zdrowie.

Mechanizm błędnego koła jest więc taki: jemy i pijemy byle co i byle jak się czujemy, nie mamy sił. Pijemy więc kolejne „polepszacze dodające energii”. Do tego „coś słodkiego” albo zawierające cukier, aby poczuć się przez chwilę lepiej. Nie ma poprawy, więc naśladujemy te działania pozornie skuteczne chwilowo. Ale problem się nasila, więc zwiększamy ilość zjadanych słodyczy i wypijanych dopalaczy. Nie ma w tym tyle witamin i minerałów co w warzywach, kiszonkach, owocach, orzechach, nasionach. Po zmianie nawyków może okazać się nawet, że zwykły zakwas buraczany dodaje więcej energii niż kilka kaw wypijanych codziennie. Wiem to od pacjentek:)


Śniadanie – najważniejszy posiłek w ciągu dnia? Obalamy mity! Krótkie za i przeciw jedzeniu śniadań

Dr Tadeusz Oleszczuk
Dr Tadeusz Oleszczuk
19 lipca 2017
Dieta probiotyczna dr. Perricone'a
Fot. iStock / Eva Katalin Kondoros

Pamiętacie to słynne powiedzenie: „Śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z kolegą, kolację oddaj wrogowi”? Już nieaktualne. Wszystko się zmienia. Szczególnie w medycynie. To co było zalecane jeszcze kilkanaście lat temu, dzisiaj okazuje się być niezdrowe, a to co zakazane zostaje wpisane do stosowania. Wszystko oczywiście dla zdrowia. Kilka miesięcy temu została stworzona zupełnie nowa piramida zdrowego odżywiania. U jej podstaw znalazły się warzywa oraz aktywność fizyczna. Tak, aktywność fizyczna. Okazało się, że czasem jej wpływ na zdrowie jest dużo większy niż niewielkie zmiany w odżywianiu.

Ale do rzeczy. Nasz przewód pokarmowy w obecnej formie powstawał na drodze ewolucji przez tysiąclecia. Dwieście, osiemdziesiąt, czterdzieści  tysięcy lat temu zmieniała się jego zawartość w zależności od tego, co było „w zasięgu ręki”, albo „ szybkich nóg” człowieka. Około czternaście tysięcy lat temu człowiek nauczył się hodować zwierzęta i nasze menu zostało wzbogacone o część mięsną.

Generalnie jednak podstawą pożywienia i uformowania się optymalnego składu mikroflory jelitowej były, są i będą WARZYWA. W większości surowe i świeże, bo takie zawierają najwięcej witamin.  Ponieważ warzywa rosną okresowo, to i od wieków, każdego roku, przychodziła pora, kiedy trzeba było na nie poczekać.  Stąd dobroczynny okres, kiedy niejako przymusowo wykorzystano ten fakt do postów religijnych, a potem radosnego święta wiosny, kiedy budziło się nowe życie.  Obecne, najnowsze badania naukowe pokazują, że dobrze dla naszego zdrowia działa przegłodzenie się, a już na pewno czasowa rezygnacja z pustych kalorii, choćby były przyjemne.

Inną sprawą jest – śniadanie, najadanie się od razu jak tylko otworzymy oczy. Wstajemy i idziemy do lodówki. Sezam się otwiera, a tam „zdrowy nabiał” ( tłuszcze zwierzęce z cukrem), wędlinki, parówki bez zawartości mięsa, a za to bogate w wodę, sól „drogową”, czy chemiczne polepszacze wszystkiego, żeby chociaż wizualnie i smakowo przypomnieć mózgowi, do czego się przyzwyczaił. No właśnie, a przyzwyczajenie to jest karą dla naszego zdrowia okrutną. Pomijam przy okazji haniebny fakt rozpoczynania dnia od sztucznej kawy rozpuszczalnej. Ta „robi dobrze” tylko na chwilę, bo i na chwilę poprawia nasze samopoczucie, a w jelitach dalej nie pojawiło się nic cennego  i koło się zamyka. Kręci przez wiele lat… Czasem tylko wzdęcia brzucha, wzrost wagi, czy zaparcia dają znać, że coś robimy źle.

A jak wyglądała sprawa naszego przewodu pokarmowego, który powstawał przez tysiące lat? A no tak, że człowiek przez tysiąclecia musiał najpierw sobie czegoś do jedzenia poszukać, przejść się po puszczy, ruszyć w dżunglę, wyjść na step, nad rzekę, znaleźć i upolować. Najprościej i najszybciej radził sobie z głodem penetrując ziemię i zjadał to, co w niej rosło, bo nie uciekało i było łatwo dostępne. Zbieranie żywności na zapas i tak nie miało sensu, bo się i tak szybko psuło…

Dlatego znowu sięgnięto do źródeł i zaczęły pojawiać się publikacje, że z tym śniadaniem i najadaniem się na cały dzień zwyczajnie nie jest zdrowe. Rozpoczynanie dnia od obfitego, szczególnie w węglowodany, cukry proste i złożone śniadania, jest nie lada wysiłkiem dla organizmu i pracy jego układu pokarmowego. Biorąc pod uwagę fakt, że prawie 75% tego co kupimy w markecie zawiera cukier w różnej postaci,  naprawdę trzeba się nieźle pilnować, aby go unikać. Nie twierdzę, że mamy nie jeść śniadań (choć mam własne obserwacje, że wcale na tym źle się nie wychodzi), więc jeśli już nie potrafimy wyjść z domu bez niego, to pamiętajmy, że powinno być przede wszystkim – lekkie i oparte na warzywach. Chyba, że ktoś pracuje fizycznie, to na pewno od razu spali te węglowodany. Rzeczywiście przez ostatnie wieki 90% ludności pracowała fizycznie i zastrzyk kalorycznego śniadania był bardzo pomocny.

Siadając więc po przebudzeniu do śniadania może warto zastanowić się, co wrzucamy do żołądka, bo ma to ogromny wpływ na nasze samopoczucie w ciągu dnia, na nasze zdrowie na przestrzeni tygodni, miesięcy i lat…

Mam kolegę, diabetologa. Zajmuje się leczeniem zaburzeń związanych z cukrzycą. Trudno mi zrozumieć dlaczego jego śniadanie jest kilka razy większe od mojego pomimo, że chciałby „stracić brzuch”.  Ćwiczy, biega. Niestety najadając się od samego rana „na zapas”( bo tak jest zdrowo/ bo tak ktoś wymyślił/bo taki nawyk), siada do samochodu i cały dzień spędza za biurkiem.  Nie ma siły, żeby spalił zapasy ze śniadania, brzuch nie korzysta z rezerw, więc nie chudnie.

Nasze jelita też czasem potrzebują odpoczynku i regeneracji. Konsekwentne poszczenie w przeszłości dobrze im robiło. W badaniach osób z całego świata, które przeżyły ponad sto lat okazało się, że byli to ludzie ciężko pracujący na świeżym powietrzu. Jedli proste produkty, nieprzetworzone z daleka od spożywczych marketów. Sam znam osoby, które powróciły do kraju, wywiezione w dzieciństwie do Kazachstanu, gdzie cierpiały głód przez wiele tygodni. Najnowsze badania pokazują, że w takich sytuacjach zachodzą zmiany w telomerach DNA i spowalnia proces starzenia. W każdym razie nadmiar cukrów prostych nie tylko przyspiesza starzenie, ale zwiększa ryzyko chorób układu krążenia i nowotworów. Dzisiaj dostęp do pożywienia z nadmiarem cukru i chemii jest przez cały rok, cały dzień. Sami sobie nieświadomie tworzymy od dzieciństwa złe nawyki, bez refleksji jaki to może mieć wpływ na nasze zdrowie. Zalecenia medyczne się zmieniają i może się okazać, że za jakiś czas znowu będą inne. Pamiętać należy, że nasza biologia i fizjologia nie zmieniała się tak szybko jak środowisko w jakim obecnie żyjemy. Nasz przewód pokarmowy myśli, że jest początek kolejnego tysiąclecia…

Co więc polecam by gładko wejść w tryb pracy żołądka? Może to być sałatka ziemniaczana lub warzywna, z białym mięsem, fasolą, pestkami dyni, słonecznika. Idealna zawsze będzie do tego herbata z czystka, morwy, zielona, czy z hibiskusa. Ważne, aby przynajmniej przez trzy tygodnie przynajmniej spróbować nie jeść pieczywa, nabiału i produktów zawierających cukier.

Do dziś wspominam uczucie, kiedy w przerwie pracy w okresie żniw przy zbieraniu snopków z dziadkiem, siadaliśmy na trawie. Jedliśmy wtedy to, co babcia przed chwilą przyniosła z ogrodu.  Rytm posiłków wyznaczała nam właśnie praca. Nikogo nie trzeba było namawiać do jedzenia. Dzisiaj nie każdy może sobie pozwolić na taki „luksus”, ale nasz przewód pokarmowy o tym nie wie. Może więc zamiast trzymać się sztywnych zasad, powinniśmy posłuchać naszego organizmu  rezygnując z „wrzucania na ruszt” czegokolwiek, żeby chociaż od czasu do czasu  jelita myślały, że znowu są w rajskim ogrodzie…

linia 2px

Tadeusz Oleszczuk-awatarTadeusz Oleszczuk, doktor nauk medycznych, specjalista ginekolog- położnik
www.tadeuszoleszczuk.pl

Ponad 28 lat pracy na kolejnych etapach zawodowych ścieżek utwierdziła doktora w przekonaniu jak ważna jest edukacja w zrozumieniu mechanizmów odpowiedzialnych za zdrowie. Obserwując mechanizmy działające na zdrowie podczas pracy na oddziale ginekologicznym, czy położniczym starał się przekazywać doświadczenie studentom instytutu medycznego. Połączenie wieloletnich obserwacji i doświadczeń zawodowych z najnowszymi wynikami badań naukowych pozwala spojrzeć całościowo na zdrowie. Dociekanie przyczyn dolegliwości, a nie leczenie objawów jest największym wyzwaniem w pracy z pacjentami. Uważa, że rola mikroflory jelitowej i jej wpływ na zdrowie jest największa. Pracuje nad ostatecznym kształtem zebrania tej wiedzy i doświadczeń w książkę poświęconej na temu tematowi. To powracające, zadowolone z efektów pacjentki stanowią mechanizm napędowy przekazywania tej wiedzy dalej.