Witamina B12 – bohater naszych czasów. Trudno ją przecenić, nieraz ratuje nam skórę przed chorobą

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
7 stycznia 2018
Fot. Pexels / Wesley Wilson / CC0 Public Domain
 

Chyba jeszcze nigdy wcześniej w historii ludzkości nie byliśmy tak skupieni na zdrowym odżywianiu i jednocześnie tak od niego dalecy. Bo wiedza i świadomość – choć są najważniejsze, nie wycierają jak  gumka myszka trudności i barier. Dziś niezwykle trudno dostarczyć organizmowi w samej żywności pełnego zestawu niezbędnych witamin, mikro- i makro-elementów. Czasem to wręcz niewykonalne zadanie. Jeśli do tego dodamy choroby cywilizacyjne i różne „mody” na zdrowie, sposób odżywiania i życia – warto na chwilę się zatrzymać i zrobić dietetyczny rachunek sumienia.

Jak działa witamina B12?

Ta witamina bierze udział w przemianie węglowodanowej, białkowej, tłuszczowej. Uczestniczy również w wielu kluczowych procesach ludzkiego ciała. Jest niezbędna do wytwarzania czerwonych krwinek, umożliwia syntezę komórkową – szczególnie szpiku kostnego, odpowiada za funkcjonowanie układu nerwowego, równowagę psychiczną, pobudza apetyt.

Kobalamina [wit. B12 – przyp.red.] warunkuje ponadto syntezę RNA i DNA, można więc śmiało powiedzieć, że to jedna z chemicznych „podwalin” i warunków koniecznych dla naszego szeroko rozumianego zdrowia. Sprawa jest naprawdę prosta: bez zapewnienia odpowiedniej ilości witaminy B12, praktycznie większość funkcji naszego organizmu odczuje jakieś przykre skutki. Co ciekawe dla tej witaminy nie odnotowano tzw. możliwości przedawkowania i negatywnych skutków suplementacji (pisma medyczne przywołują jedynie przypadki reakcji alergicznej na długotrwałe przyjmowanie wysokich dawek).

Kto jest narażony na jej niedobory?

Źródłem witaminy B12 są produkty zwierzęce, głównie mięso i jego przetwory. Coraz większą grupą osób, które są szczególnie narażone na niedobory tego składnika są weganie i wegetarianie (przede wszystkim jednak osoby na diecie wegańskiej, która oprócz mięsa odrzuca wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego). Osoby starsze lub bardzo aktywne również często borykają się niedostatkiem witaminy B12. Wszyscy zaniedbujący zbilansowaną i zdrową dietę, ale również osoby przewlekle chorujące na dolegliwości układu pokarmowego, przyjmujące długotrwale niektóre leki.

Tak naprawdę większość z nas posiada taki deficyt – według badań, w Europie to aż 40% populacji. Nic dziwnego, styl życia i jakość globalnego pożywienia skutecznie uniemożliwia matce naturze regulację wszystkich potrzeb drogą pokarmową.

B12 oddziaływuje na układ kostny, więc w przypadku jej niedoborów należy mieć na szczególnym względzie kobiety w okresie przekwitania (kiedy to dochodzi do utraty masy kostnej i w efekcie często do wstąpienia osteoporozy) oraz dzieci w okresie intensywnego wzrostu.

Grupą narażoną na niedobór witaminy B12 są również osoby nadużywające alkoholu.

Jak objawia się niedobór i czy jest groźny?

Niedobór tej witaminy może być niebezpieczny dla zdrowia. Przede wszystkim B12 kojarzymy z szeroko pojętą anemią.

„Niedobór witaminy B12 może powodować m.in.:
– zaburzenia w układzie krwionośnym, wywołując: niedokrwistość złośliwą, niedokrwistość megaloblastyczną
– zaburzenia w układzie nerwowym
– zmiany zwyrodnieniowe błony śluzowej żołądka i zaburzeń we wchłanianiu
– hiperhomocysteinemię”.*

Oprócz tego jej brak  może przyczyniać się do stworzenia warunków idealnych dla miażdżycy. Warto bowiem wspomnieć, że witamina B12 przyjmowana w towarzystwie kwasu foliowego oraz swojej kuzynki – witaminy B6, zapobiega gromadzeniu się homocysteiny, odpowiedzialnej za tworzenie się blaszki miażdżycowej w naczyniach krwionośnych.

Objawy ogólne w niedoborze witaminy B12:
– objawy hematologiczne (spowodowane zaburzeniem wytwarzania czerwonych krwinek)
– objawy neurologiczne (drżenia, drgawki, mrowienia, zaburzenia równowagi oraz pamięci i trudność w koncentracji)
– objawy ze strony układu pokarmowego (uczucie pieczenia w jamie ustnej, zaburzenia smaku, stany zapalne jamy ustnej oraz języka)
– objawy psychiczne (zaburzenia depresyjne, stany lękowe, urojenia)

Konsekwencje zdrowotne niedoboru witaminy B12:
– a
nemia,
– biegunki
– stany depresyjne
– rozdrażnienie i podirytowanie
– ciągłe zmęczenie
– depresja
– zaburzenia mowy w postaci jąkania
– zaburzenia wzrostu
– problemy z koncentracją, a w odległej konsekwencji Choroba Alzheimera
– zaburzenia neurologiczne

Gdzie ją znaleźć?

Przede wszystkim w produktach spożywczych pochodzenia zwierzęcego. Optymistyczny jest fakt, że suplementacja jest niekłopotliwa i praktycznie nie niesie za sobą żadnych ograniczeń.

Tabela 1. na podstawie *mp.pl

Tabela 1. na podstawie *mp.pl

Wskazania do suplementacji witaminy B12:

– wiek >50 roku życia – ze względu na pogarszające się wraz z wiekiem wchłanianie jej z pożywienia,
– dieta wegetariańska / wegańska – ze względu na wykluczenie / ograniczenie spożycia produktów zwierzęcych, będących źródłem witamin B12,
– podwyższony poziomem homocysteiny,
– dolegliwości układu pokarmowego: celiakia, choroba Crohna, zapalenie błon śluzowych żołądka, jelit, itp.
– przyjmowanie leków ograniczających wydzielanie kwasu żołądkowego,
– przyjmowanie metforminy przy cukrzycy,
– operacja pod narkozą, gdyż niszczy ona witaminę B12,
– uprawianie sportu – zwiększone przemiany energetyczne, w których witamina B12 bierze udział.


Źródło: *mp.pl,


Czego ja teraz miałabym się bać? Latania samolotem? Groźnego psa? Już się wszystko wydarzyło

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
7 stycznia 2018
Fot. iStock/Zoran Zeremski
 

Kiedy kilka miesięcy temu spotkałam się z Wiolą po raz pierwszy w gliwickim Kafo to przecież od razu wiedziałam, że to nie będzie łatwa opowieść. Zresztą spora część z kobiecych opowieści, których wysłuchuję nie jest łatwa. Wiola przyszła wtedy na spotkanie ze swoją córeczką Zosią – śliczną i rezolutną małą dziewczynką. To był deszczowy dzień lipca.

W kwietniu tego samego roku zmarł najstarszy syn Wioli – Janek.

– Chyba napisałam do Ciebie za wcześnie. Nie, nie jestem silna – po pierwszym łyku kawy Wiola patrzy mi prosto w oczy.

Nie pamiętam czy coś odpowiedziałam ale długo potem myślałam o tym czy da się w ogóle uchwycić i zamknąć w jakieś trwałe ramy pojęcie kobiecej siły. Szczerze? Nic mądrego nie wymyśliłam.

…..

Tydzień temu w samym środku śnieżnego piątku znowu siedzimy w Kafo. Wiola wygląda jakoś inaczej.

– Kupiłam sobie nowe spodnie, hmm dość obcisłe i odważne. (Ach, to może dlatego – myślę sobie… )

Jest w tej kobiecie jakaś niezwykła energia. Coś co delikatnie pulsuje na samym dnie przykryte łzami, bolesnymi wspomnieniami i traumatycznymi przeżyciami.  Ale jednak jest!

Wiola przyniosła cały plik zdjęć.

– Kasia! Moja córka ostatnio oglądała te zdjęcia i zapytała mnie: mamo a dlaczego Ty jesteś na tych zdjęciach taka zła? Bo Ty się nigdy nie uśmiechasz..? To prawda, nigdy się nie uśmiechałam. Ale teraz już bardziej się uśmiecham niż kiedyś – dodaje Wiola

Zaczynamy od zdjęcia pod tytułem „Najsmutniejsza Wigilia świata czyli tuż po diagnozie Janka”.

– Tak, tak myślałam wtedy, że to będzie najsmutniejsza nasza Wigilia ale… o tu Janek zakłada czubek na choinkę.

– A to? – Wyciągam z pliku zdjęć takie na którym Wiola uśmiecha się promiennie (a jednak! uśmiecha się!)

– To ja w czasach biznesowych przed dziećmi – wyjaśnia mi Wiola. A ja myślę sobie – o kurcze jak ona cudnie i seksownie wygląda.

Łyk kawy i pytam:

– Wiolu, co chcesz opowiedzieć o Janku?

– A co chcesz wiedzieć?  Bo wiesz, Janek to była miłość mojego życia. Był strasznie fajnym człowiekiem. Kiedy Janek się urodził  to ja miałam wrażenie,  że unoszę się nad ziemią.  Jakbym lewitowała. (W tle słychać gwar kawiarni a ja przypominam sobie jak rodził się mój syn. I zapach tej chwili. Tak, tak ja wiem o czym mówi Wiola.)

– Wyobraź sobie, że Janek kolekcjonował scyzoryki i noże. Ale marzył też o psie, którego nie mogliśmy niestety mieć ze względu na jego chorobę – kontynuuje Wiola.

–  Pięknie rysował.  Na początku to była seria „fugonoj”, potem rysował jaskółki. Rozdawał te swoje obrazki wszystkim dookoła. Niestety po drugiej chemoterapii przestał rysować ale przeczytał za to całą serię Tytusa Romek i Atomka. (Chciałabym zobaczyć jakieś rysunki Janka ale wyobrażam sobie, że leżą pewnie skrupulatnie przechowywane w pudełeczku na dnie szafy).

– Wiesz, że to ja zdiagnozowałam chorobę Janka?  (ach, ta cholerna kobieca intuicja – myślę). Tydzień przed oficjalną diagnozą. Czułam to.

Wiola opowiada, że kiedy dostali skierowanie do szpitalu na hematologię to pojechali tam całą rodziną.

– Paweł, trzeba pójść z Jankiem do fryzjera – mówię do męża. Paweł odpowiada, że pójdą ale po powrocie ze szpitala.

– Kasia, a ja przecież wiedziałam, że zostaniemy tam dłużej.

To był październik, padał jak zwykle deszcz.

12.10.2009, pobranie szpiku i diagnoza.  Ostra białaczka limfo blastyczna.

Ma być normalnie!

Przez te wszystkie lata od diagnozy życie rodzinne  toczyło się prawie normalnie. Dzięki pomocy rodziny i sąsiadów reszta dzieci chodziła do szkoły, wyjeżdżali razem na wakacje, przyjmowali w miarę możliwości gości w domu.

– Ma być normalnie. Bo wiesz, ja byłam przekonana, że to jest długa, ale tylko chwila. Musimy zatem Janka traktować tak, żeby jak to wszystko minie mógł żyć normalnie.

Janek grał na gitarze, miał dodatkowe lekcje z języka angielskiego. Oczywiście nie chodził do szkoły, uczył się w domu ale jeździł na rowerze i biegał jak każde dziecko. W szpitalach w których przez te wszystkie lata spędzali mnóstwo czasu też starali się organizować normalne życie. Gotowali, przychodziło rodzeństwo. Obiad rodzinny na oddziale to norma przecież!

Bywały też ciężkie chwile. Wiola opowiada o tym jak tydzień przed świętami Janek wyszedł na przepustkę ze szpitala. Młodszy syn Maciek miał zapalenie płuc i musiał zostać w szpitalu a mąż zachorował na anginę.

– Jakim sposobem ja wtedy nie zwariowałam? A może zwariowałam ale  o tym nie wiem (mimo wszystko uśmiechamy się)…

Na ten temat płaczemy razem…

Janek  przeszedł  przez ten czas dwie próby przeszczepu  szpiku. Niestety nie udane. Dawcą był Paweł, tato Janka.

– Na ten temat płaczemy z mężem razem. Wierz mi lepiej się płacze z kimś.  Łatwiej się można wypłakać tak, że już nie masz łez. Na chwilkę ich nie masz, potem znowu wracają – dodaje Wiola.

Parę dni przed śmiercią Janek leżał na oddziale intensywnej terapii.

– Wiesz ja jestem legalistką, poddaję się zasadom, miał izolatkę a my mogliśmy być z nim na zmianę. Zmienialiśmy się z Pawłem co godzinę.  Czytaliśmy mu książki (myślę sobie czy kiedykolwiek potrafiłabym wrócić po latach do książki, która była ostatnią książką czytaną mojemu dziecku)

– Ale jak umierał to byliśmy razem. Zadzwonili do nas, że jest przesilenie a ja głupia myślałam, że to jest przesilenie w dobrą stronę. Skąd się u mnie wzięło coś takiego? Może chodziło o te, żebym nie płakała z nim? Była dzielna? Silna? Dla niego?

To była godzina 9:30. Janek się uśmiecha.

Ile to trzeba mieć… wiesz sama nie wiem czego? (siły? mój dopisek)

Wiola w zeszłym miesiącu zaczęła razem z dziećmi chodzić na zajęcia grupy wsparcia organizowane przez hospicjum. Powiedziała dzieciom, że  idą tam po to żeby spotkać osoby takie których nie spotkają na co dzień w szkole. Czyli takie, które niedawno straciły kogoś bardzo bliskiego.

Siła od ludzi

Wiola opowiada o rodzinie, sąsiadach i znajomych, którzy pomagali i pomagają. I o przyjaciółce. Tej samej od 35 lat.

Tyle było jasnych chwil przecież!

Kiedy Janek miał dziesiąte urodziny to zorganizowali dla klasy Janka garden party. Przyszły wtedy wszystkie dzieciaki. Albo szkolne mikołajki na których cała klasa łącznie z panią ubrała maski medyczne żeby Janek mógł być bezpieczny.  

– Janek dzięki nam był taki jaki był. To nie tylko geny. Chodzi o tą siłę, którą miał w sobie. I pogodę ducha.

Na zdjęciach z ostatnich ferii jest cała rodzina. Dzieci szaleją na sankach i nartach.

– To był ostatni czas nadziei. Po feriach Janek trafił do szpitala.

– Mam poczucie, że rodzic powinien potrafić obronić swoje dziecko. – mówi Wiola – tak jak kiedyś w prehistorycznych czasach bronił swoje dziecko przed mamutem. To taki atawizm jest. Ale się nie udało. Pieprzony mamut!

…..

Długo się zbierałam do spisania tego wywiadu.

Wiola ma w telefonie nagrany śmiech Janka. Słuchamy go w tą i z powrotem. Jak zaczarowane. Przed oczami mam radosnego chłopca – blondyna w okularach i widzę go jak wygłupia się na szpitalnym łóżku, ogląda swoje ulubione filmiki o Koniu Rafale albo przekomarza się z młodszym bratem.  

Wiola. Mama trójki dzieci. Janka, Maćka i Zosi.

– Czego ja teraz miałabym się bać? Latania samolotem? Groźnego psa?

Bo już się wszystko wydarzyło. Chyba niczego się nie boję.

PS Wiola będzie jedną z bohaterek naszej książki o sile kobiet. Dziękuję Ci Wiolu za zaufanie.


Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna  Szota – Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana, współtworzy Sunday is Monday oraz gliwicki Klub Książki Kobiecej. Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie. Dziewczyna ze Śląska, wegetarianka, felietonistka i feministka.

 


Stan duszy wpływa na ciało. Wykorzystaj 4 niezawodne sposoby na głęboki relaks

Redakcja
Redakcja
7 stycznia 2018
Poczuj energię jogi - oto 8 korzyści, dla których warto ją ćwiczyć
Fot. iStock / webphotographeer

Współczesność i wszechobecny pęd powoduje, że nie mamy tyle czasu na odpoczynek, co kiedyś. W dodatku stres wpływa na nasze organizmy negatywnie. Do tego nałogi, brak czasu na relaks, zdrowe odżywianie oraz uprawianie sportu, odbijają się na psychice i ciele. Przemęczony i zdenerwowany człowiek nie dba o swoją harmonię duchową.

Ciało i umysł powinny ze sobą współgrać, o czym często zapominamy. A wsłuchując się w swoje myśli, poświęcając sobie choć trochę pozytywnego czasu można zrobić dla siebie wiele dobrego. Zachowanie równowagi jest ważne dla zdrowia fizycznego i psychicznego. I wcale nie trzeba wydawać ciężkich pieniędzy i poświęcać zbyt wiele czasu, by o siebie zadbać.

4 proste i skuteczne sposoby na głęboki relaks

1. Medytacja

Medytacja jest techniką relaksacji znaną od stuleci. Wyciszenie umysłu i oderwanie myśli od problemów pozwala zrelaksować się dogłębnie. I choć wydaje się ona pewną tajemnicą, można się nauczyć medytacji nawet dzięki filmom i informacjom zamieszczonym w internecie. Już 10 minut medytacji każdego dnia pozytywnie wpływa na ciało i umysł.

2. Uważność

Uważność (mindfulness) to uwaga skierowana na bieżącą chwilę. Chodzi o to, by nauczyć się koncentrować na tym, co robi się tu i teraz, bez rozrzucania myśli na to, co było i na to, co dopiero nastąpi. Uważność pozwala żyć świadomie w danej chwili i koncentrować się tylko na rzeczach istotnych.

głęboki relaks

Fot. iStock / Traitov

3. Muzykoterapia

Najlepiej sięgać po nagrania z odgłosami natury — ptaków, szumu morza i odgłosów lasu, które przybliżają nas do natury i pozwalają na zbawienny relaks. Zamknięcie oczu przez 20 minut każdego dnia i włączenie tego rodzaju muzyki, skutecznie koi nerwy, rozluźnia mięśnie, oczyszcza umysł i pozwala zebrać potrzebną energię oraz zachować równowagę duchową.

4. Aromaterapia

Terapia zapachami to doskonałe uzupełnienie powyższych technik relaksacyjnych. Wystarczy znaleźć idealny dla siebie kojący zapach, zapalić wieczorem świece lub kadzidełka, przygasić światła i zwyczajnie podarować sobie każdego wieczoru odrobinę przyjemności.

Zastosowanie w codziennym biegu tych prostych w wykonaniu rzeczy jest naprawdę skuteczne. Wystarczy tylko się przemóc, by zrobić coś więcej dla swojego ciała i duszy.


 

źródło: mannamydlo.pl


Zobacz także

Gotowanie bez soli jest dla każdego

Gotowanie bez soli jest dla każdego. 11 zamienników soli, by potrawy nie straciły smaku

Przybij pierwszą piątkę. Akcja „Polka na diecie”, dzień #2

Stan zapalny w organizmie? Poznaj 17 produktów, które skutecznie pomogą go zwalczyć