Cztery sygnały, które mówią, że powinieneś ograniczyć sól

Redakcja
Redakcja
10 sierpnia 2018
Fot. iStock/Motortion
 

Sól nie tylko konserwuje żywność, ale także dodaje mu smaku, co tłumaczy, dlaczego tak wielu z nas używa jej więcej niż powinno. Jeśli dodamy do tego sól, która znajduje się w przetworzonej ilości, to może się okazać, że naprawdę przesadzamy. 

Sól, chociaż dodaje smaku, jednak w nadmiarze jest szkodliwa. Skąd wiedzieć kiedy używamy jej za dużo?

Cztery sygnały, które mówią, że powinieneś powinieneś ograniczyć sól

1) Jedzenie nie ma dla ciebie smaku

Niektórzy ludzie mogą urodzić się z dużą tolerancją słonych smaków, choć zdaniem ekspertów w ciągu życia nasze preferencje smakowe się rozwijają. Jeśli wszystko dosalasz, a potrawy o normalnej ilości soli ci nie smakują, to znaczy, że ty sam używasz jej zdecydowanie za dużo.

2) Czujesz się wzdęty lub spuchnięty

Masz wrażenie, że przybyło ci trochę kilogramów? Być może to wrażenie, które daje zatrzymanie wody w organizmie spowodowane spożywaniem większej ilości soli niż zazwyczaj.

Sól działa dla wody jak jak magnes, a zatrzymanie wody w organizmie może powodować wzdęcia. To właśnie dlatego  twoje oczy lub palce są ostatnio podpuchnięte.

3) Cierpisz na niewyjaśnione bóle głowy

Jeśli od czasu do czasu doświadczasz bólów głowy bez wyraźnych przyczyn, spróbuj zaobserwować, czy występują one po spożyciu posiłku ze stosunkowo dużą zawartością soli. Może to powodować rozszerzanie naczyń krwionośnych w mózgu, co prowadzi do bolesnych bólów głowy.

4) Często oddajesz mocz

Nocne oddawanie moczu stanowi prawdziwy problem dla wielu osób, a może być wywołane nadmiernym spożyciem soli. W szczególności u osób starszych może powodować przerywany sen, zmęczenie i drażliwość. Zmniejszenie dziennej porcji soli o 25% powinno ograniczyć ten problem.


 

źródło: Medical Daily


Czy można w Polsce legalnie i bezpiecznie przewozić dzieci bez fotelika? Będziecie zaskoczeni!

Redakcja
Redakcja
10 sierpnia 2018
Fot. Materiały prasowe
 

Czy można bezpiecznie ­­przewozić dzieci w pasach? Teraz już tak. Czy jest to zgodne z obowiązującymi przepisami? Oczywiście! Kiedy po raz pierwszy usłyszałyśmy o pasach Smart Kid Belt, które – zdaniem ich twórców – z powodzeniem mogą zastąpić foteliki, czy siedziska dla większych i starszych dzieci – pomyślałyśmy, że trzeba to koniecznie sprawdzić.

Jako świadomi rodzice bezpieczeństwo dzieci stawiamy na pierwszym miejscu. I bardzo dobrze, a ponieważ na naszych drogach bywa bardzo niebezpiecznie, musimy być pewni, że i nasze dzieci bezpiecznie podróżują podczas jazdy. Foteliki to od kilkunastu lat nie tylko „obowiązek ustawowy”, ale po prostu zdrowy rozsądek.

Pierwszym opatentowanym produktem dla bezpiecznej jazdy były pasy. W 1951 roku dwóch amerykańskich inżynierów Roger Griswold i Hugh de Haven skonstruowało pierwsze trzypunktowe pasy bezpieczeństwa. Oczywiście po piętach deptali im skandynawowie i to im przypadła chwała prekursorów bezpiecznej jazdy. Do dzisiaj uważani są za ekspertów w tej dziedzinie. Fabryka Volvo, jako pierwsza firma motoryzacyjna, zatrudniła nawet inżyniera ds. bezpieczeństwa. Był to Szwed, Nils Bohlin, który wcześniej pracował dla producenta samolotów. Lata 60-te przyniosły foteliki skierowane tyłem do kierunku jazdy (jazda tyłem do dziś uważana jest przez Skandynawów za najbezpieczniejszą, ze względu na przeciążenia w razie wypadku). W latach 70-tych zaś opracowano pierwsze testy bezpiecznej jazdy, opatentowane oczywiście przez Szwedów. W międzyczasie pojawiały się kolejne koncepcje bezpiecznego transportu dzieci, ale dopiero lata 80-te przyniosły foteliki przypominające te współczesne.

To tyle historii. Wróćmy do czasów teraźniejszych. Dziś już nie wyobrażamy sobie wożenia dziecka bez odpowiednich zabezpieczeń. Umiłowanie do komfortu sprawia, że wiele rodzin ma więcej, niż jeden samochód. Tempo pracy i życia powoduje, że musimy organizować pomoc w zawożeniu, odwożeniu dzieci do przedszkola, szkoły, na zajęcia dodatkowe, itp. Angażujemy rodzinę, dziadków, sąsiadów, znajomych. To niezłe logistyczne wyzwanie, a i tak ciągle problem zostaje w taksówkach, czy na wycieczkach autokarowych. Słowem – ile trzeba byłoby mieć fotelików, żeby mieć poczucie, że nasze dzieci są bezpieczne?

I tu zaczyna się nasz wielki test, bo wydaje nam się, że odpowiedzią na te wątpliwości może być właśnie (uwaga!) polski patent – Smart Kid Belt, który już podpija rynek amerykański i europejski. Jak piszą jego pomysłodawcy, związani z branżą bezpiecznego transportu dzieci od ponad 20 lat, Smart Kid Belt to urządzenie, które umożliwia bezpieczne przewożenie dzieci. Dedykowane jest dla pociech z grup 2 i 3, czyli 5-12 lat oraz 15-36 kg.  SKB zapewnia dobre ułożenie odcinka pasa biodrowego i dopasowuje odcinek barkowy do wzrostu dziecka a więc i „rośnie” razem z nim 🙂 .

Testujemy

„Nie cierpię podkładek, jest to dla mnie dość absurdalny wynalazek. W zasadzie chyba wymyślono je po to, by rodzice mieli czyste sumienie, że coś do samochodu wsadzili. Co innego foteliki, te kocham i ufam im – jeśli oczywiście mówimy o fotelikach pełnokrwistych, które faktycznie pełnią swoją funkcję. Smart Kid Belt był dla mnie zaskoczeniem, bo doskonale udowodnił, że istnieje rozwiązanie, które wcale nie chce zastąpić fotelików, ale potrafi bardzo ułatwić życie, nadal spełniając swoją funkcję”.

 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Urządzenie jest banalnie proste. To regulowany pas zakończony po dwóch stronach klamrami do zapinania. Najpierw należy zapiąć dziecko zwykłym pasem, następnie zamontować jedną klamrę przy pasie biodrowym, po czym wyregulować wysokość górnej klamry tak, by był tuż nad ramieniem i na koniec zapiąć górną klamrę. To wszystko.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Testujemy

„Czy działa? Moim zdaniem świetnie. Dzięki regulacji pas można idealnie dopasować do wzrostu dziecka i mieć pewność, że ten zadziała, a dziecko nie wyślizgnie się w czasie hamowania, jak pocisk. Założenie urządzenia jest bardzo proste, bez trudu zrobicie to za pierwszym razem – babcia, dziadek, ciocia i niania – też. Mieści się w torebce, nawet niedużej – w gruncie rzeczy to „pasek”. Możemy na stałe spakować SKB do tornistra czy plecaka, żeby zawsze był tam, gdzie dziecko.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Smart Kid Belt uratuje nas przed klątwą cudzych fotelików – tych pożyczanych na wariata („ojej, myślałem, że o taki pytasz, może jak podkurczy nogi będzie dobry” i „my w nim woziliśmy i jakoś było w porządku”) i tych taksówkowych (wiemy, jak czasem wyglądają…)”. 

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne | Dzieci wozimy z tyłu, my posadziliśmy naszą testerkę z przodu tylko do zdjęcia.

Niewątpliwym atutem Smart Kid Belt jest cena – 99 zł oraz wielkość – mieści się spokojnie w plecaku czy tornistrze albo w torbie. W razie nagłej i niespodziewanej zmiany planów, konieczności przyjazdu taksówką, wycieczki autokarowej, nie musimy organizować dowozów fotelikowych, a dziecko może być bezpiecznie przetransportowane z miejsca do miejsca. To też na tyle niewielki produkt, że można go spokojnie spakować na wakacyjny wyjazd, jeśli np. planujemy wycieczki autokarowe, czy wypożyczać będziemy samochód. Można mieć kilka kompletów pasów, dać opiekunce, dziadkom, sąsiadom – osobom, które najczęściej prosimy o pomoc w zawiezieniu, czy odebraniu naszych pociech, a zazwyczaj przydają się, kiedy zwyczajnie nam się zmieniają plany…

Fot. Archiwum prywatne | Dzieci wozimy z tyłu, my posadziliśmy naszą testerkę z przodu tylko do zdjęcia.

Fot. Archiwum prywatne | Dzieci wozimy z tyłu, my posadziliśmy naszą testerkę z przodu tylko do zdjęcia.

Testujemy

Smart Kid Belt zasługuje na przysłowiową piątkę, bo zwyczajnie zadba o bezpieczeństwo dziecka. Moim zdaniem, dużo lepiej dopasowuje pas niż posadzenie dziecka na podstawce – tutaj często nie zwracamy należytej uwagi na to, czy pas naprawdę przebiega w odpowiednim miejscu. Odbiera nam wszystkie wymówki i usprawiedliwienia, że to tylko kilometr, pięć minut, tylko ten jeden raz, spod bloku na parking… i te że to autokar, taksówka i że przecież nawet prawo pozawala na… Guzik z prawem, dla mnie nie ma wyjątków pt. „podwiozę was, no przestań to blisko”. I gwarantuje, że jeśli zobaczycie, co dzieje się z fotelikami i z dziećmi w czasie kolizji, w sytuacji, gdy są w pełni zabezpieczone, już nigdy nie przejdzie wam przez myśl, zrobić choćby kółka po parkingu bez zapięcia pasów. Doświadczenia osób, które z dziećmi na pokładzie zaliczyły poważniejsza kolizję czy wypadek, są bardzo podobne do moich.

My jesteśmy pod wrażeniem tak prostego i wygodnego patentu, rzeczywiście nasze redakcyjne pociechy, jeżdżą już w pasach SKB.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Rodziców zastanawiających się nad bezpieczeństwem takiego rozwiązania – uspokajamy. To produkt sprawdzony i przetestowany, a na stronie producenta można zobaczyć wszelkie niezbędne certyfikaty i atesty, zobaczyć testy porównawcze z jazdy w foteliku i w Smart Kid Belt. Dla sprawdzenia skuteczności posiadanego certyfikatu ECE producenci postanowili przeprowadzić podobne badania w USA. W obu niezależnych instytucjach Smart Kid Belt osiągnęły świetne wyniki przeciążeń działających na dziecko, które są kluczowe w niebezpiecznej sytuacji.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W naszych głowach pojawiła się jeszcze taka wątpliwość – a co, jeśli zatrzyma nas drogówka? Czy dostaniemy mandat? Okazuje się, że nie, ponieważ Smart Kid Belt to urządzenie z tej samej grupy,  co foteliki czy podkładki! Posiada certyfikaty bezpieczeństwa ECE oraz FMVSS zgodnie z kodeksem drogowym (rozdz. 5, oddz. 1, art. 39 pkt. 3). Przepisy zobowiązują nas do posiadania certyfikowanego urządzenia i bezpiecznego przewożenia dzieci. Nie definiują, czy ma to być fotelik, podkładka czy pasy. Przewożąc dzieci w SKB nie narazimy się więc na mandat.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Szczegółowe informacje znajdziecie tutaj: https://smartkidbelt.com/#bezpieczenstwo

„Wiemy, że rodzice wierzą w bezpieczeństwo fotelików. I bardzo dobrze! Wiele z nich to wysokiej klasy urządzenia, które zapewniają najwyższe bezpieczeństwo dzieciom w trakcie podróży. Smart Kid Belt nie udaje i nie mówi, że jest lepszy od nich. Jest jednak urządzeniem, które spełnia swoje zadanie, a poświadczają to testy zderzeniowe przeprowadzone w Europejskich i Amerykańskich instytutach badawczych (PIMOT i CALSPAN). Producenci wielu urządzeń do przewozu dzieci dostępnych na rynku podają do ogólnej wiadomości jedynie fakt posiadania certyfikatu. Smart Kid Belt jest transparentny, dlatego chętnie dzielimy się z Wami wynikami jakie nasze urządzenie osiągnęło w testach zderzeniowych”.

Artykuł powstał we współpracy z Smart Kid Belt

 

 


Serce z lodu, czyli osoby niedostępne emocjonalnie: eksperci od braku zaangażowania

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 sierpnia 2018
Fot. iStock/Aleem_khan

Ludzie niedostępni emocjonalnie budują mury wokół swojego serca, aby uniknąć uczucia bezbronności i uciekają przed silnymi emocjami. Są niedojrzali emocjonalnie, czasem nawet miłość postrzegając jako wielkie zagrożenie. Nie oznacza to, że nie wchodzą w związki, ale raczej, że często porzucają lub zamykają się w sobie, gdy pojawiają się uczucia i napięcia o zbyt wysokim natężeniu. To trochę tak, jakby zawsze chodzili ze skorupą na plecach, aby schronić się, kiedy będą potrzebowali, szczególnie gdy sytuacja wymaga minimum kontaktu emocjonalnego.

Emocjonalnie niedostępni ludzie są ekspertami w zakresie tworzenia dystansów, budowania murów, aby uniknąć intymnego kontaktu z innymi i najczęściej robią to nieświadomie.

Mają swoje gusta, swoje pasje, swoją pracę, swoją osobistą historię, swoje wady i, oczywiście, zalety. Jednak nie mają umiejętności rozpoznawania emocji i zarządzania nimi.

Są to osoby, którzy mają aurę „emocjonalnego chłodu” i które uciekają, gdy spotykają się z najmniejszym symptomem cierpienia. Są „uciekinierami” od dyskomfortu, ekspertami od auto-iluzji. I to samo dzieje się, gdy emocje, które napotykają, są zbyt pozytywne. Ze względu na tworzenie tych emocjonalnych dystansów w relacjach, często wyglądają jak zimni ludzie, którzy nie interesują się tym, co się wokół nich dzieje. W rzeczywistości mają problemy z okazaniem wrażliwości. Tak więc emocjonalny chłód jest ich mechanizmem obronnym, sposobem, w jaki nauczyli się chronić przed ranami z przeszłości.

Bycie w bliskim kontakcie z taką osobą może być bardzo frustrujące i skomplikowane, zwłaszcza jeśli jest to związek, ponieważ potrzeba połączenia emocjonalnego będzie tu prawie niemożliwa do zrealizowania. „Niedostępni”,  nawet jeśli są w stanie zidentyfikować stan emocjonalny drugiej osoby, w obliczu bólu, łez lub oskarżeń, mogą czuć się znudzeni, przytłoczeni i chcą jak najszybciej uciec.

Ludzie emocjonalnie niedostępni poświęcają dużo energii, aby uniknąć konfrontacji z emocjami. Gdyby tylko zdali sobie sprawę z tego, co się z nimi dzieje, mogliby jakoś temu zaradzić. Ale ich mechanizmy obronne są tak zautomatyzowane, że takie osoby z reguły do końca nie zdają sobie sprawy ze swojej ułomności.

Dlatego pierwszym krokiem ku zmianom jest świadomość. Kiedy stajesz się samoświadomy i pozwalasz sobie doświadczyć wszystkiego, co implikuje świat emocjonalny, możesz się zmienić. W ten sposób ból i strach i wiele innych uczuć, zacznie być dla ciebie stopniowo odczuwalne.


Na podstawie: nospensees.fr


Zobacz także

Skończyłaś 30 lat? Sprawdź, jakie badania powinnaś wykonywać

Skończyłaś 30 lat? Sprawdź, jakie badania powinnaś wykonywać

Badania profilaktyczne w czasie ciąży. Dlaczego to takie ważne?

8 sygnałów ostrzegawczych organizmu o przewlekłym stanie zapalnym