Sprawdź swój chronotyp. 4 typy ludzi i ich snu

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
2 maja 2017
Fot. iStock / PavelKriuchkov
Następny

Czy wiesz, jaki jest twój chronotyp? Kiedyś mówiliśmy o rannych ptaszkach i nocnych markach, okazuje się, że nie myliliśmy się bardzo, bo to, jaki typ snu odpowiada nam najbardziej, determinuje to, jaki tryb życia wiedziemy i kiedy jesteśmy najbardziej efektywni.

Według psycholog dr Michael Breus mimo indywidualnych różnic między ludźmi, można wyróżnić cztery typy snu i właśnie do nich dopasować plan dnia tak, aby dany typ jak najlepiej funkcjonował w ciągu dnia.

Wyróżniamy cztery podstawowe typy: niedźwiedzia, lwa, wilka i delfina. Według specjalistów połowa z nas reprezentuje tryb życia niedźwiedzi, reszta ludzi – pozostałe typy.

Sprawdź, jakim swój chronotyp:

🐻 Niedźwiedź

Niedźwiedzie lubią dobrze wypocząć i dobrze się bawić. To nie ranne ptaszki. Ich szczyt formy przypada na popołudnie i wieczór. Nie chodzą zbyt późno spać, do funkcjonowani apotrzebują światła słonecznego.

Co jest najważniejsze dla niedźwiedzia? W nocy potrzebuje pełnych ośmiu godzin snu.

🐬 Delfin

Inteligentne, nieco neurotyczne, płochliwe. To delfiny. Nie potrzebują zbyt  wiele snu, wstają bardzo wcześnie rano i dobrze wykorzystują ten czas. Często cierpią na bezsenność.

🐺 Wilk

Wilki opisywane są, jako osoby kreatywne i ekstrawertyczne. Rano dobudzić wilka to nie lada wyzwanie, wilki potrafią budzić się przez pół godziny. Najwięcej energii mają późnym wieczorem.

Dobrze, gdy wilk po wstaniu z łóżka zapisze swoje myśli i znajdzie parę minut na ćwiczenia.

🦁 Lew

Lwy to optymiści. Chętnie wstają rano i rozpiera ich energia. Śniadanie to podstawa udanego dnia. Ich poranek można opisać słowami: żwawo, energetycznie, od razu na pełnych obrotach. Podobnie jak niedźwiedzie, kładą się wcześnie spać.

Plan dnia w zależności od chronotypu

Wiesz już, którym typem jesteś? Sprawdź najbardziej optymalny plan dnia dla swojego chronotypu.


Na podstawie: portal.abczdrowie.plbusinessinsider.com.plhellozdrowie.pl

Podróże kształcą, nawet te najmniejsze są cenną dla nas lekcją. Czego mogą nauczyć nas nasze małe wyprawy?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
2 maja 2017
Arch. prywatne
Arch. prywatne
 

Wiecie, co jest największym szczęściem? Dla mnie to odnajdywanie siebie, radości i czasu w najmniejszych szczegółach. Doświadczanie – jak to mówi moja przyjaciółka – pierwotnych emocji. Bo kiedy wsiadasz na rower i w cztery osoby dorosłe, szóstkę dzieci plus półroczne niemowlę wyruszasz w drogę, to pierwsze, czego doświadczasz to właśnie tych podstawowych emocji i potrzeb. Wiesz, że musisz przetrwać w mega ulewie pośrodku pola, gdzie rower możesz tylko prowadzić, bo mapa cię „oszukała” z przejazdem. Musisz zjeść, odpocząć, położyć się spać. I nic więcej cię nie interesuje.

Podróże kształcą – mało które powiedzenie jest aż tak prawdziwe. I mało które tak prosto jest udowodnić. Pojechaliśmy na trzydniową wyprawę rowerową. Wbrew zapowiedziom pogody, wbrew temu, że każdy inny mówił, że będzie padać, będzie zimno i w ogóle właściwie po co jedziemy.

No więc, ja dzisiaj wiem po co pojechaliśmy…

– pojechaliśmy żeby pobyć razem

Nie na chwilę, nie pochylając się na dwie godziny nad planszówką i zabierając dzieci na lody, czy puszczając na plac zabaw sami ponownie skupiając się na sobie. „Musicie mieć jednego dorosłego w zasięgu wzroku” powtarzaliśmy tylko przez pierwszy dzień, bo później już wszyscy chcieli jechać razem, żeby pogadać, pośmiać się, pośpiewać wspólnie. Byliśmy razem bez półśrodków, bez oszukiwania, bez ściemy. Bez patrzenia w telefony, zerkania na zegarek. Okazało się, że niemal do północy można pograć w mafię, a dzieci zapominają o telewizorze, o telefonie siadając i grając w karty. Można przegadać każdy kilometr, a można pojechać jakiś czas samemu zostając ze swoimi myślami i nikogo to nie dziwi…

Gdzieś po drodze

Gdzieś po drodze

– pojechaliśmy, żeby sobie przypomnieć, że możemy na sobie polegać

Tak rzadko na co dzień o tym pamiętamy. A tu, na dziesięć rowerów, kiedy komuś coś się stanie, kiedy ktoś inny nie ma siły, ktoś musi się przepakować wiesz, że nie jest się samemu. Że nikt cię nie zostawi, nie wyśmieje, nie zdenerwuje się wyrzucając: „o jeny wszystko co złe, to przez ciebie”. Nie, w trakcie takiej podróży rozumiesz, że jesteś z ludźmi, na których możesz polegać, którzy poklepią po ramieniu, pożyczą buty, wysuszą twoje skarpetki, zrobią kawę albo drinka, wzruszą się razem z tobą i podetkną pod nos ostatni kawałek kiełbasy z ogniska.

– pojechaliśmy, żeby śmiać się do łez

Mam to szczęście, że wokół mnie są ludzie z dużym dystansem do siebie, do rzeczywistości. A więc płakaliśmy ze śmiechu moknąc w strugach gradu i deszczu próbując sobie nawzajem pomóc. Śmialiśmy się próbując podjechać pod górę, pod wiatr, kiedy już niemal nikt nie miał siły. Śmialiśmy się z tysiąca sytuacji, które już teraz na zawsze będą śmieszyć tylko nas, bo nikt inny ich nie zrozumie. I śmiejemy się dziś oglądając zdjęcia i filmiki z tej naszej małej wielkiej podróży.

– pojechaliśmy, żeby przypomnieć sobie, że są dobrzy ludzie

To, co jest największą wartością każdej, choćby tej najmniejszej podróży, to ludzie, których spotykasz. My mieliśmy szczęście. Najpierw od wielu lat niewidziany znajomy, który dał nam klucze od sali gimnastycznej w pewnej wsi, włączył ogrzewanie, żebyśmy mogli się wysuszyć i wyspać… A później pan w innej wsi zaprosił nas na swoje podwórko, pozwolił się rozgościć, rozpalić ognisko i po prostu odpocząć. I jeszcze gospodarze w agroturystyce, gdzie dostaliśmy „od firmy” jajka na jajecznicę i kiełbaski na ognisko. I odzyskujesz wiarę w to, że nadal są dobrzy ludzie, którzy uśmiechną się, porozmawiają, pozwolą zjeść lody na schodach pod swoim sklepem… Wzrusza mnie to niezmiennie i pozwala nauczyć moje dzieci, że ważny jest każdy spotkany człowiek… Że od każdego możemy wiele dostać.

Na podwórku u pewnego pana

Na podwórku u pewnego pana

– pojechaliśmy, żeby pokazać, że nikt nic nie musi, tylko może

„Ale nie musieliśmy temu panu płacić za drewno na ognisko” – spytały dzieci. „Nie musieliśmy, tak jak on nie musiał nas wpuszczać do siebie na podwórko” – odpowiedzieliśmy. I dociera do ciebie i do twoich dzieci, jak niewiele musimy, a jak wiele pozostaje po prostu naszym wyborem, naszą decyzją. Tak po prostu.

– pojechaliśmy, żeby wiedzieć, że czas może zwolnić do granic nieprzyzwoitości

I że to wcale nie świat pędzi, a nawet jeśli to on przyspiesza, my możemy zadecydować, kiedy chcemy wysiąść z tej karuzeli. Bo okazuje się, że możemy, że nie trzeba zerkać na zegarek, wszystkiego planować. Że owszem masz cel, ale nie on jest najważniejszy, bo liczy się droga, którą musisz do jego osiągnięcia przebyć. A jakość tej drogi znowu zależy od ciebie. Możesz gnać na złamanie karku ścigając się właściwie nie wiadomo z czym, a możesz delektować się podróżą, doświadczać, rozglądać się, zatrzymywać, żeby jak najwięcej skorzystać, żeby jak najwięcej się nauczyć. Masz czas poleżeć na trawie, zatrzymać się na godzinę po zaledwie 15 minutach podróży, tylko dlatego, że miejsce piękne, przyjazne, że zaprasza do odpoczynku. I nagle doba, o której wydłużeniu na co dzień marzysz staje się tak długa, że masz wrażenie, że w podróży nie jesteś dwa dni, ale tydzień i że nie przejechałeś 50 kilometrów, tylko 300. Dziwiliśmy się, dziwiły się dzieci: „Jeny, to się dzisiaj wydarzyło? A my mamy wrażenie, że z trzy dni temu”. Tak rzadko dajemy sobie przyzwolenie na czerpanie życia z każdej minuty…

– pojechaliśmy, żeby przypomnieć sobie, że nie wszystko zależy od nas

Nie wiadomo, jak byśmy się nie zapakowali, jak byśmy sobie nie zaplanowali trasy, zawsze zdarzy się coś, na co nie mamy wpływu. To deszcz, to droga, która istnieje tylko na mapie, to w końcu ludzie, którzy cię zatrzymują. Mój syn mówił: „Mamo, ile jeszcze czasu będziemy jechać”, a ja zgodnie z prawdą mogłam mu odpowiedzieć: „Nie mam pojęcia, zobacz, co się dzieje, nie wiem, kogo spotkamy, co się wydarzy”. Musimy być otwarci na to, co nas spotyka, okazuje się później, że nie tylko podczas podróży…

Dzieciaki, które zachwycają się miejscem

Dzieciaki, które zachwycają się miejscem

– pojechaliśmy, żeby rozejrzeć się wokół z uważnością

Bo niby znasz te miejsca, te mijane wsie, wiesz, że tam jest jezioro, a po drugiej stronie plaża. A jednak zauważasz, jak trawa faluje targana wiatrem, jak niemal z godziny na godzinę zielenieją się drzewa. Jak wiele możesz zobaczyć po sam horyzont, jak innego wymiaru nabierają szczegóły krajobrazu, kiedy nagle widzisz w środku lasu wiatę, gdzie możesz odpocząć, a w wiosce, którą mijasz co jakiś czas odnajdujesz miejsce, z którego nie chce ci się wyruszyć dalej, choć do domy już tak blisko. To doświadczanie uważności, rozglądanie się wokół siebie – na świat, na ludzi jest bezcenne. Tak jak nie do przecenienia jest pobycie z samym sobą. Nie uciekniesz od swoich myśli, emocji, od siebie. Nie zajrzysz w telefon, nie zamkniesz się w knajpie. Jesteś ty, droga, rower, twoje zmęczenie, twoje wzruszenie, radość…

– pojechaliśmy, żeby na nowo zrozumieć, jak niewiele do szczęścia potrzebujemy

Może nowy samochód, żeby był lepszy i szybszy. Może na kolację krewetki, albo sushi zamówić. Gdzie dzieci na obóz zapisać, co jeszcze im dać na lepszy start. A tymczasem okazuje się, że, aby poczuć szczęście, wystarczy kanapka z pasztetem lub konserwą, pomidorem wytarganym z czeluści torby, jabłko, kawałek czekolady i suche buty, i sklep, w którym można kupić suche majtki męskie i lody nasze ulubione (zresztą robi je mój kuzyn). Wracasz i rozumiesz, że to wszystko, co czuło się przez te kilka dni, to po prostu szczęście. Szczęście, że ten czas można było spędzić w towarzystwie ważnych i bliskich ludzi. Szczęście, kiedy okazuje się, że nie musimy stawiać sobie wcale wygórowanych celów, podnosić poprzeczki, że doświadczać szczęścia możemy w tak zdawałoby się drobnych, a okazuje się, że w tak ważnych dla nas rzeczach.

IMG_20170501_113116

Wróciliśmy z tej podróży inni, te trzy dni rowerem wokół komina dały nam takie poczucie szczęścia, radości, wspólnoty i wsparcia, że aż nie sposób to wszystko pomieścić w sobie. To energia, która rozpiera od wewnątrz i która przypomina, co tak naprawdę w tym naszym życiu jest dla nas najważniejsze.

Polecam… Może na ostatni dzień majówki. Wiecie przecież, że każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku.


Dobrze dobrana potrafi zdziałać cuda. Zobacz, jak wybrać odpowiednią dla siebie czerwoną szminkę

Redakcja
Redakcja
2 maja 2017
Fot. iStock/Rohappy
Fot. iStock/Rohappy
 

Czerwona szminka na ustach to klasyka, która nigdy nie wyjdzie z mody. Dodaje pewności siebie, podkreśla kobiecość i podkręca seksapil. Dlatego ważne jest, aby wiedzieć, jak dobrać odpowiedni odcień, aby podkreślić urodę i uniknąć efektu odwrotnego. Zobaczcie, czym powinnyście się kierować podczas zakupu.

Według badania przeprowadzonego przez naukowców z Uniwersytetu w Manchesterze, mężczyźni utrzymują wzrok na kobiecych ustach pomalowanych czerwoną szminką przez ponad 7 sekund. Dla porównania – na niepomalowanych ustach zawieszają wzrok na niewiele ponad 2 sekundy, a na ustach w odcieniu różowym jest to 6,7 sekund. To dowód na to, że dobrze dobrana czerwona szminka jest naszą przyjaciółką, która może pomóc nam w przyciągnięciu mężczyzny oraz doda nam dużo pewności siebie.

Jednak bardzo łatwo jest popełnić modową wpadkę. Źle dobrany odcień może sprawić, że będziemy wyglądać po prostu źle. Dlatego warto poznać kilka zasad, które należy przestrzegać wybierając czerwoną szminkę.

Zasady:

Czerwonego odcienia powinny unikać kobiety z wąskimi ustami, ponieważ taki kolor może je jeszcze dodatkowo optycznie zmniejszyć, oraz te ze zbyt dużymi ustami, bo mogą sprawiać, że będziesz wyglądać wulgarnie.

Jeśli jesteś blondynką, pasuje do ciebie odcień strażackiej czerwieni oraz w kolorze maku. Ponadto idealna jest dla ciebie czerwień amarantowa, koralowa i malinowa. Powinnaś wybierać produkty ze złotym pigmentem. Jeśli jednak masz bardzo bladą cerę powinnaś używać malinowych czerwieni.

Kobiety o rudych włosach śmiało powinny sięgać po oranże. Jednak musisz pamiętać, że intensywne pomarańcze sprawiają, że twoje zęby wyglądają na mocniej żółte. Dlatego jeśli chcesz wybrać mocny pomarańcz, musisz mieć śnieżnobiałe zęby.

Brunetkom i szatynkom o ciemniejszej karnacji pasuje w zasadzie każdy odcień czerwonej szminki. Dobrze będziesz wyglądać w nasyconych barwach, takich jak czerwień złamana maliną, różem, bordo lub winem. Powinien on posiadać błękitne pigmenty. Mają one dodatkowe działanie- optycznie wybielą zęby.

Winne odcienie np. czerwone wino, sprawdzą się u każdej kobiety i są najbezpieczniejszą opcją.

Kolor zębów ma znaczenie przy wyborze czerwonej szminki. Jeśli nie są one śnieżnobiałe, powinnaś używać nieco chłodniejszych odcieni.

Przy wyborze czerwonej szminki zawsze kieruj się intuicją i zdrowym rozsądkiem. Kiedy pomalujesz w sklepie usta wybranym odcieniem, przyjrzyj się sobie dokładnie i realnie oceń, czy ten kolor do ciebie pasuje.

Warto poświęcić trochę czasu na znalezienie idealnego odcienia czerwonej szminki. Potrafi on naprawdę zdziałać cuda i sprawi, że będziemy czuć się mega kobieco. A spojrzenia mężczyzn dodatkowo dodadzą nam pewności siebie.


 

Źródło: joy.pl


Zobacz także

Fot.Picjumbo/Viktor Hanacek / CCO

Jak radzić sobie w relacjach z toksycznymi ludźmi?

fot. iStock/ oneinchpunch

Najlepsze prezenty, jakie możesz podarować samej sobie na Dzień Kobiet

schizo

Moja Matka – nie wariatka…