Skończyłaś 30 lat? Nie rób rzeczy, których twój organizm już tak łatwo nie wybaczy

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
29 sierpnia 2016
Fot. iStock / Petar Chernaev
Fot. iStock / Petar Chernaev
 

Ciągle młode, piękne i zdrowe — oto idealna wizja współczesnych trzydziestolatek. Kobiety — już nie nastolatki, ale jeszcze nie dojrzałe panie, z chęcią korzystają z uroków życia. W końcu to doskonały czas na pracę, zakładanie rodziny i skupianie się na własnych pasjach. Bierzemy na swoje barki wiele obowiązków, którym potrafimy podołać. 

Mimo że upływ czasu jeszcze się nie odbija specjalnie ani na twarzy, ani na ciele kobiety po 30-stce, jednak organizm nie wszystko jest już w stanie wybaczyć. To, co jeszcze 10 lat wstecz nie robiło na większej różnicy, teraz może sprawiać kłopoty. Czy wiesz, jakie „atrakcje” lepiej sobie odpuścić, by nie musieć za to odpokutować?

6 rzeczy, które 30. latka powinna sobie darować

1. Bezsenność na własne życzenie

Nawet jeśli do tej pory uważałaś, że najlepiej się pracuje, ogląda filmy czy czyta książki po nocy — nie wspominając już o imprezowaniu — powinnaś zweryfikować swoje przyzwyczajenia. Często zapominamy o tym, że sen to nie marnotrawstwo cennego czasu, a idealny sposób na regenerację całego ciała- podczas trwania snu, następuje obniżenie temperatury ciała, spadek tętna i zmiana aktywności mózgu. Naukowcy wyliczyli, że człowiek przesypia przeciętnie 1/3, a z badań przeprowadzonych przez TNS Polska wynika, że co czwarty Polak śpi krócej niż sześć godzin na dobę! Lekarze alarmują, że wypoczynek powinien trwać  przynajmniej o godzinę dłużej.  Za mała ilość snu jest niszcząca dla organizmu, który nie regeneruje się tak szybko, jak przed dekadą. W konsekwencji  zwiększa się ryzyko zachorowania na choroby serca, a brak snu może  uszkadzać komórki mózgowe, wpływać na pracę serca, nudności i zawroty głowy, cera staje się szara, a oczy podkrążone. Brak snu rozregulowuje też gospodarkę hormonów (m.in. kortyzolu) odpowiedzialnych za apetyt i wagę ciała. Dr Christian Benedict z Uniwersytetu w Uppsali tłumaczy, że organizm po zarwanej nocy, następnego dnia spali nawet o 20 proc. kalorii mniej. Co ciekawe, aby „nadrobić” jedna zarwaną noc, należy odespał w pełni aż trzy kolejne, by zregenerować organizm.

2. Brak badań profilaktycznych

Owszem, to nie jest tak, że chorują jedynie osoby po przekroczeniu pewnego progu wiekowego. Jednak wraz z upływem czasu i słabszą regeneracją organizmu, rośnie ryzyko wystąpienia różnych chorób, w tym przewlekłych. Warto więc poświęcić jeden dzień na odwiedzenie lekarza po potrzebne skierowania na „przegląd” organizmu. Przezorna zawsze ubezpieczona, dmuchaj więc na zimne, by później nie zmagać się z konsekwencjami złudnego poczucia bycia „nie do zajechania”. Raz do roku (lub częściej / rzadziej wg zalecenia lekarza) uczyń sobie przysługę i poproś o skierowanie na różne badania: morfologię i podstawowe badania moczu, biochemię. Zbadaj również tarczycę, odwiedź ginekologa, zrób cytologię, poproś też o skierowanie na USG piersi. Wybierz się do dermatologa, który obejrzy znamiona i pieprzyki na twoim ciele.

3. Zamiłowanie do papierosów i alkoholu

Nie wspominając już o narkotykach, używki działają wyjątkowo destrukcyjnie na twój organizm. A ty, mając już swoje lata, świadomie podejmujesz decyzję o rzuceniu, bądź nie, takich przyzwyczajeń. Aby ułatwić zadanie, warto krótko wspomnieć, że alkohol uszkadza wątrobę i trzustkę, wypłukuje składniki mineralne i witaminy, odwadnia, co fatalnie wpływa na wygląd i twarzy i ciała. Palenie papierosów przyspiesza starzenie cery, zawały i udary, przyczynia się do powstawania nowotworów. A tego akurat nikt nie potrzebuje do szczęścia.

4. Brak aktywności fizycznej

Jeśli do tej pory nie znalazłaś motywacji, by zejść z kanapy, najwyższy czas, by o zmienić dla własnego dobra. Metabolizm po 30 r.ż. zwalnia swoje obroty, więc łatwiej jest zapracować na niechlubną oponkę, a nawet i więcej wokół brzucha. Warto znaleźć nawet umiarkowaną aktywność fizyczną dla siebie, ponieważ jej dobroczynne działanie trwa także po skończonym treningu. Gdy trenujesz intensywnie, na podkręcenie metabolizmu możesz liczyć nawet w dobę po ćwiczeniach. Po 30-stce stopniowo zaczynają zanikać włókna mięśniowe, mięśnie są mniej elastyczne i słabsze. Poprzez ćwiczenia stale je wzmacniajmy, ponieważ to przede wszystkim mięśnie spalają kalorie.

5. Zła dieta

Czyli pomijanie jednego lub więcej posiłków w ciągu dnia, brak wystarczającej ilości warzyw i owoców w menu, zapychanie się niezdrowymi fast foodami. Takie postępowanie wpływa na niedostatek energii do sprawnego radzenia sobie z czynnościami dnia codziennego, problemy z cerą, włosami czy łapaniem kilogramów. Zbilansowania dieta i spożywanie regularnych posiłków pozwolą ci uniknąć tych problemów. Pamiętaj, że po 30-stce każda większa nadwyżka kaloryczna zamieni się w niechciany tłuszczyk.

6. Brak dbałości o kondycję skóry

Nie tylko poprzez dietę i aktywność fizyczną, ale i poprzez stosowanie odpowiednich kosmetyków do pielęgnacji twarzy i ciała. Takie wsparcie jest konieczne, ponieważ już od 25 r.ż. następują zmiany w skórze, które w późniejszym czasie prowadza do powstawania zmarszczek i niechcianego, przedwczesnego starzenia się skóry. W tym czasie naturalnie spada już poziom kolagenu i elastyny, więc skóra traci jędrność, pojawiają się pierwsze zmarszczki mimiczne, cera jest gorzej natłuszczona, ponieważ zwalnia praca gruczołów łojowych. Warto zainwestować w krem pod oczy, do twarzy i balsam do ciała z zawartością witamin C i E, z retinolem i koenzymem Q10. Witamina C rozświetla skórę i dodaje jej blasku, E chroni przed wolnymi rodnikami, retinol, czyli jedna z postaci witaminy A, pobudza komórki do regeneracji, poprawia jędrność i zmniejsza zmarszczki, natomiast koenzym Q10 wpływa na gładkość i jędrność skóry.

źródło: www.hellozdrowie.pl


Tracę kilogramy. Młodnieję, bo uelastycznia mi się skóra, poprawiają włosy i paznokcie. I mam znów tyle energii! Chce mi się żyć, śmiać!

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
29 sierpnia 2016
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe
 

Jezus. Mordęga.

Łyk. Nie idzie. Wszystko jakby zatrzymuje się w gardle. A to dopiero początek, jeszcze muszę wymusić w siebie 0,3 litra!Kolejny łyk. Przełknęłam. Bohaterstwo! Nie chce mi się pić, a muszę. No i nie wchodzi mi, po prostu nie wchodzi. Smakuje… nijak. Zupełnie obojętnie, to najgorsze. Gdyby było słodkie, to pewnie piła bym na potęgę. Z sokiem, cukrem, miodem, czymkolwiek. Ale nie. Nie wolno. Nie wolno też cytryny, mięty, soli, no nic nie wolno. Wstaję więc codziennie rano i przed czymkolwiek, nawet przed kawą moją ukochaną, morduję się i zmuszam, aby wypić te cholerne 0,3 litra.Wody.Tak, tak. Dobrze przeczytałaś. Wody.

Nie mam pojęcia, dlaczego tak strasznie trudno przychodzi picie zwykłej wody.

Na początku tylko, oczywiście, ale to jeden z tych początków, który trwa wieki, ciągnie się w nieskończoność, szklanka zamienia się co najmniej w wiadro i to nie pysznej, świeżej i krystalicznej mineralki, tylko zatęchłej i mulistej osiedlowej smródki. Kiedy trzeba ją pić, woda nagle obrzydliwie zaczyna smakować! Fenomen. Osobliwość naprawdę rzadka. Co najmniej półtora litra dziennie – podli lekarze zalecają picie tej hardcorowej ilości wody. Tylko wtedy będziemy mogli cieszyć się dobrym zdrowiem.

Nie znam ani jednej osoby, która faktycznie by tyle piła. Znam osoby, które zdobywają się na heroiczny wysiłek, piją tyle przez jakiś czas… po czym z ulgą wracają do niezdrowych nawyków picia wszystkich możliwych obrzydlistw, byle tylko nie tykać czystej wody.

Moim nałogiem, któremu sprzedałam duszę, serce i ciało, o podniebieniu nie wspominając, jest kawa. Budziłam się rano i zanim zdążyłam jeszcze na serio otworzyć oczy, już nie mówiąc o wymyciu zębów czy jeszcze bardziej prozaicznym zrobieniu siku, leciałam zrobić kawę. Z uspokajająco parującym kubkiem w dłoni mogłam dopiero zacząć mierzyć się z porannymi obowiązkami. I tak według mnie wyglądał właściwy porządek wszechświata.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

A potem nagle, znienacka, nieoczekiwanie i w sumie tak, że nikt się o to nie prosił, w sam środek mojego jakże wygodnego i uporządkowanego życia z latte w roli głównej, wparowało Diu Vitam. Z niewielką buteleczką z mlecznego szkła ozdobioną subtelnym napisikiem. Wcielenie niewinności. Prawdziwy Anioł Wód, który z uśmiechem prezesa niczym kota Cheshire w tle – wywrócili moje życie do góry nogami, zdeptali je, wypatroszyli doszczętnie i zbezcześcili wieloletnie nawyki i przyzwyczajenia.

I owszem, potem poukładali je na nowo, ale podstępna butelczyna nie wiedzieć kiedy, wybiła się na plan pierwszy, zdominowała moje życie, wyparła inne nałogi i zaczęła królować, zapewne z niebywałym triumfem. Nie to, że nie walczyłam. Bo walczyłam. Wzbraniałam się, jak mogłam. Zapominałam o butelce. Piłam tylko pół. Krzywiłam się, bo mi nie smakowała albo po prostu, nie chciała przejść przez gardło. Jednak stopniowo, dzień po dniu, butelka wymuszała posłuszeństwo.

Siłą, groźbą i podstępem. Zaczynało się od przenikliwego, nieustępliwego i ponaglającego dzwonka domofonu w każdy wtorek rano. Dzwonek był taki, jaki w horrorach tylko jawi się rodzicom małych dzieci. Stawiał mnie do pionu lepiej niż amfa z kokainą! Biegłam w te pędy do drzwi, aby odebrać od kuriera nową paczkę, zanim obudzi się moja córcia a ja bezpowrotnie stracę szansę wzięcia prysznica przed pracą. Kilka razy się nie udało. Dlatego później, dużo przed wyznaczoną godziną, grzecznie już warowałam pod drzwiami, z drżeniem niewolnika czekając na kuriera.

Wtedy się zaczynało. We wtorki rano, na czczo, bez śniadania, otwierałam pierwszą butelkę. Pierwszy łyk… zimna woda. Aż wzdragało mnie z tęsknoty za Latte. Jednak, łyk po łyku, przyzwyczajałam się do smaku wody. Czasem niebiańskim. Czasem takim, jaki wydobyć się może ze starej rury albo trzewi zdechłego kota. Czasem uwodził mnie jej zapach lepiej, niż śpiew Syreny. Częściej jednak chłostał odór siarki, grożąc co będzie, gdy będę wyrywać się z nowej niewoli.

Za gardło trzymali mnie, szantażując zdrowiem. Otyłość, tarczyca, cukrzyca – odpłynęły w dal, gdy tylko poddałam się mojemu nowemu bóstwu – Diu Vitam. Łyk po łyku, butelka po butelce, i tak dzień po dniu już przez wiele miesięcy, zaprzedałam kubki smakowe. Rano z tęsknotą patrzę na słoik z kawą… i potulnie sięgam po butelkę. Boję się, co będzie, gdy tego nie zrobię. Czy jak ja odstawię, znów utyję trzydzieści kilo…? Czy wrócą skoki hormonalne i wahania nastrojów…? Będę śmiać się bez powodu, aby po sekundzie płakać z nieznanej przyczyny…?

 

ANT_5188

Fot. Materiały prasowe

A może dopadnie mnie depresja, brak energii i zniechęcenie…? Nie wiem. Prawda jest taka, że boję się sprawdzać i ryzykować. Jak ofiara, uzależniona od swojego kata, już bez sprzeciwu morduję się z nieodkręcalnymi nakrętkami, kalecząc dłonie, nadgarstki i paznokcie. Spóźniam się do pracy, ale nie mam odwagi mierzyć się z problemami zewnętrznego świata, zanim nie napiję się swojej porcji wody. Dziś już nawet nie wyobrażam sobie, jak bez niej można zacząć dzień? Ani nawet, jak skończyć…? Piję rano. Piję wieczorem. Popijam, w miarę możliwości, nawet w ciągu dnia. Znajomi, jak nawet zauważą, nic nie mówią. Tymczasem ja pięknieję.

Tracę kilogramy. Młodnieję, bo uelastycznia mi się skóra, poprawiają włosy i paznokcie. I mam znów tyle energii! Chce mi się żyć, śmiać! Nawet zaczęłam biegać!

Nie wiem, co będzie z moim życiem, gdy zabraknie mi Diu Vitam, nawet boję się o tym myśleć. Prawdopodobnie, wszystko się skończy. Nie zastanawiam się nad tym zbyt długo, a gdy myśli na ten temat stają się zbyt uporczywe, po prostu sięgam po butelkę. Wtedy wszystko przechodzi.

Tak, być może powinnam zgłosić się z tym problemem do terapeuty. Ale jeszcze nie teraz, nie dziś.

Jeszcze wypiję tę jedną butelkę, chociaż łyka…

Anna Powierza


Szalony naukowiec? Coś w tym jest, więc sprawdź czy u ciebie występują oznaki wysokiej inteligencji

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
29 sierpnia 2016
inteligencji
Fot. iStock / JurgaR
 

Potargany profesor, który do klapy marynarki zawsze wsuwa długopis? Nie, to nie dziwactwo, a być może jedna z oznak posiadania wysokiego ilorazu inteligencji. Uwaga! Symptomów jest więcej, więc sprawdź, czy u ciebie bądź w niepokornym zachowaniu twoich bliskich są przejawy nie braku ogłady a raczej wysokiego IQ.

Te nietypowe zachowania mogą świadczyć o wysokim ilorazie inteligencji:

Ostry język, niewyparzona buzia

Szczególnie to martwi rodziców, których dzieci w towarzystwie nobliwych ciotek i babć nie obawiają się mówić tego co myślą. Dzieci i osoby dorosłe także, w oczach innych wychodzą na bezczelne, pyskate i niewychowane, a prawda może być bardziej krzepiąca. Bo to nie brak wychowania i ciągoty aspołeczne, ale wysoki iloraz inteligencji może być przyczyną  takich kłopotów. W niektórych przypadkach nawet przekleństwa nie muszą świadczyć o prostactwie — badania Kristin Jay i Timothy’ego Jay’a sugerują, że umiejętność przeklinania wiąże się z tzw. płynnością werbalną. A to oznacza m.in. posiadanie bogatego słownictwa, która to cecha niewątpliwie wiąże się z wysoką inteligencją.

Ryzyko we krwi

Nie ma ryzyka nie ma zabawy? Jeśli ta dewiza towarzyszy ci przez większość czasu, to musisz wiedzieć, że badania sugerują, że osoby częściej podejmujące ryzyko miewają wyższą inteligencję niż niepodejmujący ryzyka. W eksperymencie fińskich naukowców uczestnicy symulowali jazdę samochodem przez skrzyżowanie. Mogli przejechać w ostatniej chwili na żółtym świetle lub poczekać na zielone. Osoby, które podejmowały szybszą i ryzykowniejszą decyzję miały też więcej istoty białej w mózgu (związanej z funkcjonowaniem poznawczym).

Parcie na szkło

Życie na świeczniku może być pociągające dla wielu osób, co często wiąże się z wysokim IQ — choć akurat nie w przypadku wszystkich celebrytów. Chodzi o to, że ludzie o wysokiej inteligencji emocjonalnej potrafią lepiej odczytywać emocje i przemyślenia rówieśników, dzięki czemu szybko wspinają się po społecznej drabinie i osiągają sukces.

Zamartwianie się 

Choć akurat ta cecha nie kojarzy się z niczym dobrym, powracające uporczywie negatywne myśli, zamartwianie się, także mogą być związane z wysoką inteligencją. Przeprowadzone badania wskazują, że osoby o wysokiej inteligencji rozważają przeszłość w detalach, przez co więcej się martwią.

Zaburzenia zachowania

Badacze od dłuższego czasu skupiają swoją uwagę na tezie, że współzależność chorób psychicznych i ponad przeciętnej inteligencji istnieje. Przykładem tego może być choroba afektywna dwubiegunowa, która dotyka 2,4 proc. ludzi na świecie, ale to wśród postaci wybitnych odsetek ten jest wyższy. Chorowali na nią m.in. Vincent Van Gogh, Emily Dickinson i Ernest Hemingway.

 

źrodło: charaktery.eu


Zobacz także

Fot. iStock/undervisuals

7 rzeczy, które robią ludzie z utajoną depresją. Bądźmy uważni i otwarci na naszych bliskich

SPA

Wizyta w SPA – niezbędny element zdrowego stylu życia

Fot. Pixabay / JESHOOTS /

Lubisz dopasowane do ciała ubrania? 6 dowodów na to, że zbyt ciasne ciuchy szkodzą zdrowiu