Pokrzywa – eliksir zdrowia

Magda Jarzębowska psychodietetycznie
Magda Jarzębowska psychodietetycznie
4 maja 2017
Fot. iStock / MarioGuti
Fot. iStock / MarioGuti

Kwiecień nie rozpieszczał nas w tym roku pogodą, dlatego uśpione nieco, zapomniałyśmy z Gabrysią ( córką) o naszej wiosennej tradycji. A jest nią poszukiwanie młodych, jadalnych i szalenie zdrowych, tak zwanych chwastów. W kwietniu, jednym z naszych ulubionych jest pokrzywa. Udajemy się wówczas na długie spacery w poszukiwaniu bujnej roślinności, rosnącej w czystych miejscach ( ponieważ pokrzywa silnie akumuluje związki mineralne, dlatego trzeba ją zbierać rozważnie).

Tym razem, też udało nam się znaleźć wspaniałe pokrzywowe pole. Zaopatrzone w odpowiedni sprzęt, czyli grube rękawice ogrodowe zrywałyśmy zachłannie jedną po drugiej. Wracając z całym koszem pokrzyw myślałyśmy już tylko o soku, który z nich sporządzimy.

Dlaczego tak bardzo lubimy pokrzywę? Ponieważ jest ona fantastycznym entrée przed ucztą, jaką szykuje nam późna wiosna i lato. Po smutnej i postnej (w wartości odżywcze) zimie warto zrobić sobie zastrzyk cennych substancji, które kryje w sobie ta, z pozoru niemiła roślina.

Pokrzywa to prawdziwe źródło życia – zawiera flawonoidy ( kwercetyna, olejek kamforowy, izoramnetyna), tłuszcz, węglowodany i białko, a także dużo magnezu, potasu, żelaza, krzemu, witamin A, C , E, B2, no i oczywiście chlorofil. Dlatego można ją potraktować jako wiosenny detoks. Pita codziennie w postaci soku oczyści organizm, doda energii i blasku skórze.

pokrzywa 2

Pokrzywa lubi towarzystwo człowieka, można spotkać ją prawie na każdym osiedlowym skwerku – więc wszyscy dobrze znają pokrzywę i jej parzące właściwości. Ale nie dajcie się zwieść tej odstręczającej cesze, ponieważ parzących włosków można pozbyć się bardzo szybko zanurzając liście na chwilę we wrzątku. Dlatego doskonale nadaje się do jedzenia, także w całości.

Do konsumpcji nadają się całe młode wiosenne rośliny ( kwiecień – maj), później ( aż do października) wyłącznie młode listki z samego szczytu pędów. Starsze pędy są bardzo twarde i łykowate, oraz zawierają kryształy krzemionki, które mogą uszkodzić układ pokarmowy.

Sparzone liście można dodawać do sałatek i twarożków, przyprawiać nią mięsa, traktować jako nadzienie do omletów. My natomiast najbardziej lubimy wyciskać z niej soki. Uzbrojeni w wolnoobrotową wyciskarkę tłoczymy pyszne eliksiry, które potem pijemy z prawdziwym zachwytem. Nie tylko świadoma walorów pokrzywy – Gabrysia, pije ją także czteroletni Boguś, który dobiera pozostałe składniki soku. Bazą soków są najczęściej jabłka, cytryna, czasem ananas. Dzięki czemu napój jest słodki i zachęcający do ponownego wypicia.

Żyjąc z dala od przyrody, polegając tylko na tym, co kupimy w osiedlowym sklepie lub w aptece zapomnieliśmy o tym, że mamy wiele skarbów w zasięgu ręki. Jednym z nich jest właśnie pokrzywa.

Już starożytni Grecy stosowali pokrzywy przeciwkrwotocznie i jako kuracje oczyszczającą. Ziele to działa także krwiotwórczo, odżywczo, zwiększa odporność, obniża ciśnienie krwi, reguluje stężenie glukozy. Oprócz tego, wspomaga leczenie układu oddechowego, oczyszcza organizm z toksyn i kwasu moczowego, zapobiega tworzeniu się piasku nerkowego, ma działanie przeciwgrzybiczne.

Nie tylko świeża pokrzywa jest lekarstwem, można ją także suszyć, aby sporządzać na niej napary. Suche liście należy przechowywać w dobrze wentylowanym miejscu i korzystać z nich jako źródła składników mineralnych jesienią i zimą.

Do wykorzystania w kuchni nadają się także kwiaty i nasiona. Suszone lub prażone nasiona można używać jako suchej przyprawy, a pęki kwiatowe są smacznym składnikiem sałatek

Warto zatrzymać się w biegu, rozejrzeć się i przypomnieć sobie o związkach z otaczającym nas światem. Wyprawa po pokrzywę może być świetnym pomysłem na spędzenie popołudnia z
dala od zgiełku miasta, wynagrodzonym lepszym nastrojem i zielonym eliksirem.

Fot. iStock / mashuk

Fot. iStock / mashuk


Nie walka a miłość uchroni przed otyłością

Magda Jarzębowska psychodietetycznie
Magda Jarzębowska psychodietetycznie
22 maja 2017
Fot. iStock/RossHelen
Fot. iStock/RossHelen

Dziś Europejski Dzień Walki z Otyłością, na ring w świetle reflektorów wychodzą więc wszyscy specjaliści, by zmierzyć się ze zmorą czasów, w których żyjemy – nadmiarem kilogramów. Będą celować mądrą radą w rozłażącą się po świecie zarazę, będą starać się zagonić ją do kąta, pokazać gdzie jej miejsce. Tego dnia wszyscy usłyszymy sto razy, jak jest źle i będzie jeszcze gorzej, jeśli nic nie zmienimy.

Na ring wychodzę i ja – jako że od prawie 10 lat próbuję zawodowo zrozumieć to zjawisko i się z nim mierzyć. Im jednak dłużej to robię, tym czuję większą bezradność. Nie dlatego, że nie nie dysponuję „narzędziami” pomocnymi w pracy nad problemem. Jest ich wiele, wiele z nich wydaje się nawet być skutecznymi rozwiązaniami – lecz często na krótką metę.

Dzieje się tak dlatego, że współczesny świat skoncentrowany na walce zapomniał, że wiele więcej może zdziałać miłość.

Dlatego walczymy zaciekle z różnymi zjawiskami, gubiąc po drodze istotę sprawy i najważniejszą potrzebę ludzkości. Potrzebę bezpieczeństwa, bliskości i miłości – bez której dzieją się z człowiekiem różne złe rzeczy.

Przez taką perspektywę patrzę też na zjawisko otyłości, której nie pokona się dobrze ułożonym planem żywieniowym – jeśli jej posiadacz ( tej otyłości) żyje w poczuciu zagubienia, lęku, pustki.

Otyłość, w moim rozumieniu może być manifestacją zjawisk zachodzących dookoła nas, którym się nie dziwimy, które akceptujemy, uznając za właśnie takie – jakimi mają być.

A wszystko zaczyna się już w łonie kobiety, która oczekuje dziecka. Jest to pierwsze środowisko życia człowieka, które ma wpływ na kształtowanie się jego odporności, zdrowia. Nikt właściwie już z tym nie dyskutuje.

Wiadomo, że odpowiednie odżywianie się mamy, dostarczanie wszystkich składników odżywczych zapewnia dziecku dobry start i zmniejsza ryzyko otyłości ale także cukrzycy, nadciśnienia, ataku serca, czy wylewu ( tzw. hipoteza Bakera). Niedożywienie w łonie matki powoduje, zdaniem Bakera permanentne zmiany w strukturze ciała, w fizjologii i przemianie materii, które w dorosłym życiu wywołują np; ataki serca i wylewy.

Problem nas nie dotyczy, bo nie cierpimy głodu? Wręcz przeciwnie, niedożywienie jakościowe to powszedniość. Wystarczy, że w codziennym menu dominują produkty przetworzone, pozbawione naturalnych składników odżywczych, za to pełne chemii. Zjadanie byle gdzie, pod byle pretekstem, byle szybciej.

Odżywianie się kobiety w ciąży, to jednak nie jedyny czynnik wpływający na problemy z metabolizmem jej dziecka. Drugim równie destrukcyjnym jest wszechobecny stres. Obecnie wielu badaczy uważa ( np; Hellhammer), że kiedy matka naraża siebie na trwały stres, zakłóca to działanie epigenomów systemu reakcji stresowej u dziecka. ” Zmiany epigenetyki podczas ciąży i w pierwszych miesiącach po narodzinach dziecka wydają się najważniejszym czynnikiem późniejszej podatności na stres.” * W takim przypadku dzieci są w późniejszym życiu nieodporne na wszelkiego rodzaju obciążenia. Stają się przez to bardziej podatne na choroby związane z poważnym stresem, w tym także otyłość.

A zatem oprócz właściwej diety, minimalizacja czynników stresogennych powinna być priorytetem dla obojga przyszłych rodziców i otoczenia ciężarnej. Tymczasem wiele kobiet pozostaje, na przykład w destrukcyjnym, toksycznym środowisku zawodowym nierzadko do samego końca ciąży. Wystawiając swoje dziecko na działanie toksycznych hormonów stresu. Nie oceniam tutaj tego rodzaju wyboru ( bo jest on podyktowany wieloma czynnikami)zwracam tylko uwagę na związek przyczynowo skutkowy.
Bywa, że i społeczność dookoła, coraz częściej traktuje ciężarną jak każdą inną osobę – bo przecież ciąża to nie choroba. To prawda, to stan wymagający o wiele więcej troski, uwagi i ciepłych uczuć. Bo od tego, jak czuje się przyszła mama – zależeć będzie zdrowie jej dziecka.

To oczywiście nie koniec zależności między środowiskiem życia rodziców ( matki) a zdrowiem, nazwijmy je na tę chwilę metabolicznym dziecka, przyszłego dorosłego zmagającego się z otyłością. Równie ważne jest wszystko to, co dzieje się w pierwszych miesiącach, a potem latach jego życia. Jeśli rodzice starają się zagwarantować dziecku bezpieczne i pozbawione nadmiernych (to słowo pułapka, bo co to znaczy nadmierne dla dziecka) stresorów otoczenie. Jeśli poświęcają sobie, swojemu związkowi, dziecku dużo czasu i uwagi wówczas ich synowie i córki mają większą szansę na zdrowe życie. Kiedy tworzą przewidywalne, bezpieczne i pełne miłości środowisko dają swojemu dziecku najlepszy posag.

W tym kontekście nie daje mi spokoju myśl na temat związku zinstytucjonalizowanej opieki nad małymi dziećmi a plagą XXI w. Jak wiele, mówiąc oględnie stresów przysparzamy naszym dzieciom posyłając je do tych placówek. Pozbawiając je, na czas pobytu tam – nadziei na bliskość i miłość. Dla takiego malucha to cała wieczność w poczuciu odrzucenia i braku bezpieczeństwa,nawet jeśli dookoła kolorowo i przyjaźnie.

Psychosomatyk Joachim Bauer twierdzi, że :”Państwo, które nie zapewnia rodzicom odpowiednich możliwości intensywnego zajmowania się swoimi dziećmi we wczesnej fazie ich życia, później płaci za to słoną cenę – w postaci wzrostu zaburzeń psychicznych oraz innych chorób wywołanych stresem, w tym także otyłości.”

Wróćmy jeszcze do związku ciąży, a właściwie porodu ze wzrostem ryzyka otyłości. Pojawiających się w moim gabinecie rodziców otyłych dzieci pytam zawsze, jaką drogą córka lub syn przyszedł na świat. Czy zdziwię kogoś jeśli powiem, że najczęściej słyszę, że przez cesarskie cięcie. I znów nie ma znaczenia jaka była motywacja do takiego rozwiązania, pozostaje fakt, że już na stracie organizm dziecka będzie miał pod górkę. Wiąże się to przede wszystkim z zasiedleniem przewodu pokarmowego zdrowodajnymi bakteriami z dróg rodnych kobiety. Związek między mikroflorą jelitową a otyłością jest już w zasadzie bezdyskusyjny. Ten pierwszy moment jest kluczowy, choć można go odczarować, dostatecznie długo karmiąc piersią, mlekiem pełnym dobrych bakterii i wszystkich niezbędnych składników odżywczych.

Dlatego jeśli matka dostatecznie długo będzie karmić swoje dziecko piersią ma dużą szansę, żeby te braki wyrównać – a jeśli z jakiegoś powodu nie będzie? Być może historia będzie wyglądała tak, jak wiele tych, które słyszałam.

Częste infekcje,w związku z małą odpornością ( którą zapewniają także dobre bakterie) przechodzące w zapalenie oskrzeli lub płuc, w związku z tym liczne antybiotykoterapie. Alergie pokarmowe, wziewne, zdiagnozowana astma – terapia sterydami. Liczne badania na całym świecie podkreślają związek między antybiotykoterapią w wieku dziecięcym a otyłością.

To tyle o początku życia dziecka, które może stać się dorosłym otyłym ,z wiekiem przybywa liczba czynników predestynujących do nadmiaru kilogramów. Ale to, jak dorosły sobie z nimi poradzi w dużej mierze zależy od tego, jak wyglądało jego dzieciństwo.

Dlatego jeszcze raz wrócę do zdania z początku moich rozważań, że nie walka a miłość jest kluczem do rozwiązania problemu.


Jak nie myśleć o nadwadze? Zanim postawisz zbyt pochopnie cel – przeczytaj

Magda Jarzębowska psychodietetycznie
Magda Jarzębowska psychodietetycznie
25 kwietnia 2017
Fot. iStock / tevecoleimages
Fot. iStock / tevecoleimages

Do napisania tego tekstu zainspirowały mnie historie moich klientek, które zęby zjadły na licznych próbach odchudzania się, a mimo to dalej zmagają się z własnym ciałem.

Kiedy jednej osobie się nie powiedzie, można powiedzieć przypadek. Kiedy dziesięć postępuje podobnie, osiągając podobne rezultaty warto zastanowić się – co jest nie tak.

Co może być problemem? Moim zdaniem, w dużej mierze, to w jaki sposób myślą o własnym problemie z wagą i jakie cele sobie stawiają.

Jednym z pierwszych pytań, jakie zadaje osobie, z którą widzę się pierwszy raz jest: – Dlaczego chcesz to zrobić ( schudnąć) oraz, Co chcesz osiągnąć, jaki jest twój cel. Na tak zadane pytania, najczęściej pada odpowiedź; Źle mi z tym, co jest oraz chciałabym schudnąć x kilogramów.

Pozornie wszystko jest ok, większość osób tak właśnie widzi proces zmiany.

Jest mi źle z tą wagą, chcę to zmienić (czyli nie chce, żeby było mi źle), kiedy schudnę będzie mi lepiej.

Takie myślenie ma jednak bardzo wiele pułapek.

Nie podlega dyskusji, że duża waga to duży ciężar, także psychiczny. Rzadko komu jest z tym dobrze. Uwolnienie się od wagi jest, więc postrzegane jako uwolnienie się od problemu. Jest to jednak myślenie na skróty, które ( tak jak skrót lektury) pomija, jakże ważne niuanse.

Jest mi źle – schudnę będzie mi dobrze – nie mówi nic o przyczynach złego samopoczucia. Myślenie, w taki sposób pozbawia możliwości wnikliwej analizy prawdziwych przyczyn zastanego stanu rzeczy. Dlatego jedynym lekarstwem zdaje się pozbycie kilogramów. Kiedy schudnę moje problemy znikną.

Ale czy na pewno, przecież to, co doprowadziło do ich wzrostu pozostanie nierozwiązane. Pozbycie się nadmiaru kilogramów nie jest żadnym rozwiązaniem problemu, dlatego tak często kilogramy wracają. Warto zacząć myśleć, że dopóki nie rozwiąże swoich problemów – nie schudnę. A więc tym, z czym ci źle – to prawdopodobnie problemy, które doprowadziły cię do miejsca, w którym jesteś dziś.

Pamiętaj !!! STRATA KILOGRAMÓW NIE JEST ROZWIĄZANIEM PROBLEMU

Wczoraj zapytałam Kasię, z którą spotkałam się pierwszy raz, co chce osiągnąć. Jak większość osób odpowiedziała: Chcę schudnąć 20 kg najlepiej do listopada, bo wtedy mam wesele.

Cel Kasi jest prosty, mierzalny, określony w czasie i osiągalny, wydawałoby się idealny. Do stawiania takich celów namawiają specjaliści. Ale ma jedną podstawową wadę – nie dotyczy problemu (bo przecież nie waga jest problemem, to tylko objaw ). Skoro cel koncentruje się na liczbie, plan do jego realizacji też będzie koncentrował się na tym, jak tą liczbę osiągnąć. Będzie najczęściej się ograniczał do zastosowania jednej z metod odchudzania.

Jak pokazuje doświadczenie, tak postawiony cel ma także inny minus. Kasia, jak większość osób zakłada, że utrata wagi będzie stała. Wówczas postawienie takiego celu jest nie tylko niewystarczające ale wręcz szkodliwe. Zakłada bowiem, że zadanie zostało wykonane od razu po pojawieniu się na wadze pożądanej liczby. A przecież każdy, kto się odchudzał wie, że nie sztuką jest schudnąć lecz utrzymać ten efekt. Mózg jednak, mówiąc obrazowo odhaczył zadanie i przeszedł w stan odpoczynku. Mobilizacja na okres odchudzania się została zawieszona. Następuje odprężenie. Wiecie z jakimi skutkami.

Z tego właśnie powodu namawiam do stawiania celów w inny sposób. W jaki?

Zanim postawisz cel zbyt pochopnie, weź kartkę i podziel ją na pół. Po prawej stronie opisz miejsce, w którym jesteś dziś. Opisz je bardzo dokładnie. Zastanów się z czym jest ci naprawdę źle, co ci się nie podoba, co prowadzi cię w ramiona nadwagi. Po lewej stronie napisz – jak ( twoim zdaniem) być powinno, aby otworzyły się drzwi do prawdziwej zmiany.

Kasia wykonała to zadanie w taki sposób:

Jak jest:

– jestem gruba, smutna, zła, unikam ludzi, nie podejmuję wyzwań, nie jestem aktywna, nie rozwijam się, nudzę się, boję się przegranej, jem dużo słodyczy, jem jedzenie przetworzone, nie chce mi się gotować, nie chce mi się robić zakupów, nie dbam o otoczenie jedzenia i wiele innych

Jeśli założymy, że wszystkie te czynniki prowadziły Kasię w objęcia nadwagi, czyli były problemem, to zmiana ich, praca nad nimi powinna ten trend odwrócić. Nie jest to jednak praca od dziś – do za pół roku. Jest to praca na zawsze, bo na zawsze Kasia chce rozwiązać swoje problemy. Rozwiązując te problemy ma duża szansę, że objawy ( zbyt duża ilość kilogramów) zmniejszą się lub cofną.

Jak będzie:

– będę Panią swoich emocji

– wyjdę do ludzi bez względu na to, jak wyglądam

– wyznaczę cele rozwojowe na miarę swoich możliwości

– rozpocznę aktywność sprawiającą mi przyjemność i będę ją kontynuować

– będę gotować proste rzeczy

– jeść będę uważnie i w spokoju

Realizacja tego celu wymaga stałej kontroli, czy jesteś wciąż na dobrej drodze, czy nie zbaczasz. Nie ma określonego czasu zakończenia, bo zakłada, że zmiana będzie na stałe. Nie można powiedzieć sobie stanę się Panią swoich emocji do listopada, lub wyjdę do ludzi do lipca. Bo to ciągły proces, który podlega zmianom zachodzącym w człowieku przez całe życie. Dlatego cały czas wszystkie te cele trzeba weryfikować, ale przede wszystkim mieć je na względzie.

Następnym krokiem, który postawi Kasia będzie ułożenie planu działania dla każdego celu. Planu, który będzie stanowił wizualizację drogi, jaką trzeba pokonać, aby ten cel osiągnąć.
Ale to już materiał na inny tekst.

Pamiętaj: CELE KRÓTKOTERMINOWE PROWADZĄ DO KRÓTKOTERMINOWYCH EFEKTÓW