Pływanie – sport idealny, łączący przyjemne z pożytecznym. 9 powodów, by regularnie korzystać z basenu

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
6 września 2016
pływanie
Fot. iStock / SolisImages
 

Pływanie to umiejętność, która przydaje się w życiu. To tak, jak z jazdą na rowerze — gdy raz się tego nauczysz, już nie zapominasz! A pływanie służy nie tylko urozmaiceniu wypoczynku na plaży, ale zdecydowanie pomaga zdrowiu i sylwetce. Jeśli jeszcze nie zapłonęłaś miłością do zajęć na basenie, koniecznie przyjrzyj się korzyściom płynącym z tej aktywności.

Zaleta nr 1: Wzmocnione mięśnie 

Nic, tak jak pływanie, nie wzmacnia mięśni jednocześnie oszczędzając stawy. Podczas pływania pokonujesz opór wody, gęstszej od powietrza. Tym samym każdy ruch ręką czy nogą wymaga znacznie więcej wysiłku. Pływacy wykorzystują więcej grup mięśniowych od osób trenujących inne sporty — dwa miesiące treningu pływackiego pozwalają zwiększyć masę tricepsów o blisko 23%.

Zaleta nr 2: Silniejsze serce

Pływanie jest nieocenione dla poprawy pracy mięśnia sercowego. Wystarczy 30 minut pływania każdego dnia, by obniżyć ryzyko rozwoju choroby niedokrwiennej serca u kobiet o 30-40% oraz wyhamować nadmierne ciśnienie krwi. Poziome ułożenie ciała podczas ruchu w wodzie sprawia, że serce tłoczy krew bez oporów wynikających z działania grawitacji. Z tego powodu rośnie rozciągliwość mięśnia sercowego, objętość krwi wypływającej z serca przy jednym skurczu zwiększa się o 20%, a tętno spoczynkowe spada.

Zaleta nr 3: Zmniejszone ryzyko osteoporozy

To bardzo ważna wiadomość dla nas, kobiet. Badania wykazały, że pływanie przyczynia się do zwiększonego przyrostu mineralnej gęstości kości (BMD — bone mineral density), mimo że do tej pory uważano za skuteczne w tej materii, wyłącznie aktywności silnie obciążające kości i stawy.

Zaleta nr 4: Wzmocnione plecy

Ruch ciała w wodzie zmniejsza nacisk na kręgosłup, wspomaga rozluźnienie mięśni i poprawia ruchomość stawów. Dzięki łagodzeniu bólu pleców w wodzie pływanie jest polecane np. kobietom w ciąży, których kręgosłupy są poważnie obciążone.

Zaleta nr 5: Uelastycznione stawy

Pływanie jest sportem wysoce ogólnorozwojowym. Wymaga ono wykonywania szerokiego zakresu ruchów jednocześnie, co pomaga w utrzymaniu elastyczności stawów i więzadeł. Podczas ruchu w wodzie, poruszasz nogami, głową, ramionami, biodrami i kręgosłupem.

Zaleta nr 6: Zwiększona objętość płuc

Osoby pływające, mają większą pojemność oddechową od biegaczy. Pływanie aktywuje mięśnie poruszające przeponę, ponieważ większy opór i nacisk wody wymagają silniejszego wydychania powietrza.

Zaleta nr 7: Spalanie kalorii

A przy tym znakomicie wysmukla sylwetkę. Podczas pływania żabką przez 10 minut spalisz 60 kcal, na grzbiecie — 80 kcal, kraulem — 100 kcal, a motylkiem — nawet 150 kcal. Dla porównania: 10 minut biegu pozwala spalić 100 kcal.

Zaleta nr 8: Pełen relaks

Podczas pływania można wyłączyć myśli i skupiać się tylko na regularnym oddychaniu oraz ruchu. Szum wody odcina od mniej istotnych hałasów, a dzięki rozciągnięciu mięśni połączonemu z głębokim oddychaniem przynosi efekt relaksacyjny.

Zaleta nr 9: Cofa zegar biologiczny 

Pływanie obniża ciśnienie krwi, poziom cholesterolu, w zamian wzmacniając wydajność układu krążenia, ośrodkowy układ nerwowy, funkcjonowanie poznawcze, masę mięśniową i biochemię krwi. Dzięki takiemu oddziaływaniu na organizm u osób regularnie pływających, ich wiek biologiczny szacuje się o 20 lat niżej, niż wiek wynikający z daty urodzin.


źródło: fitness.sport.pl


O kompleksach, pasji i miłości… Victoria Beckham pisze list do 18-letniej siebie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 września 2016
Fot. Screen/http://www.vogue.co.uk
 

Jeśli do tej pory postrzegaliście ją jako chłodną i niedostępną, tą publikacją Victoria Beckham udowodniła, że tak naprawdę jest ciepłą i wrażliwą osobą. Dlaczego jednak gwiazda, ikona stylu, osoba spełniona zawodowo i posiadająca szczęśliwe życie rodzinne pisze tak emocjonalny list do siebie z przeszłości? Odpowiedź jest prosta: o napisanie artykułu poprosił ją brytyjski „Vogue”. Gwiazda sama wybrała taką jego formę, udzielając „młodszej sobie” kilku rad i opisując spotkanie z obecnym mężem.

O kompleksach i postrzeganiu siebie

“Wiem, że jest ci ciężko,” – pisze Victoria  do 18-letniej siebie. – „Nie jesteś wcale najładniejsza, najszczuplejsza, ani nawet  najlepsza w tańcu w szkole artystycznej Laine Theatre. Nigdy do końca tam nie pasowałaś, chociaż nie możesz narzekać – masz bardzo miłe koleżanki. Twoja cera pozostawia wiele do życzenia. No i uważasz, że dyrektor specjalnie kazał ci stać z tyłu podczas występu z okazji końca szkoły (w tym okropnym, upokarzającym i obcisłym, jasnofioletowym trykociku z lycry), bo jesteś za gruba, żeby stać z przodu. (To wcale nie musi być prawda)”.

O miłości

„ … tak, miłość od pierwszego wejrzenia istnieje. Znajdzie cię w loży drużyny Manchester United – chociaż będziesz odrobinę wstawiona, więc szczegóły mogą wyglądać odrobinę inaczej. Podczas gdy inni piłkarze będą popijać przy barze z kumplami, David zostanie gdzieś z boku, ze swoją rodziną. (Nawet nie będzie wtedy w pierwszym składzie – to ty jesteś tą sławną). Ten jego uroczy uśmiech… Ty też bardzo cenisz swoją rodzinę, i pomyślisz o tym, jak bardzo jesteście do siebie podobni –  ty i on. Poprosi cię o numer telefonu (nadal trzyma bilet samolotowy Londyn-Manchester, na którym go zapisał)”.

 

O pasji, którą w sobie odkryła

„Będziesz mieć niezły ubaw dobierając sobie stroje –  lateksowe kombinezony, wisiorki z dziwnymi napisami, sterczące blond fryzury.  Nigdy nie pomyślisz, że możesz wyglądać zabawnie. Będziesz pojawiać się na różnych ceremoniach wręczenia nagród, wyglądając jak drag queen.  Ale kocham w tobie to, że zawsze będziesz czuć się wolna w tym wyrażaniu siebie swoim wyglądem. Moda stanie się dla ciebie  z czasem kiedyś czymś bardzo ważnym, zrób wszystko, żeby cię to nie przytłoczyło”.

“I nauczysz się, kiedy dojrzejesz, wybierać białe, sportowe buty zamiast niebotycznych obcasów i białe T-shirty zamiast przykrótkich sukienek”.

Wygląda na to, że Victoria to bardzo sympatyczna, normalna kobieta, prawda?


Źródło: www.viralwomen.com


„Nagle azyl z dzieciństwa przekształcił się w horror. Byłam słaba, a on bezkarny”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 września 2016
życie po gwałcie
fot. iStock/muratseyit

Tak na dobrą sprawę, o tym co mnie spotkało, wie tylko kilka osób. Dziś jestem już poskładana, potrafię nawet cieszyć się swoim ciałem, seksem. Jestem silną kobietą i wiem, że nic nie jest w stanie mnie złamać. Rok temu zostałam zgwałcona. Nie piszę tego listu, by wywołać współczucie. Piszę go ku przestrodze. Lepiej uczyć się na cudzych błędach, niż samemu przechodzić przez piekło.

Był letni wieczór. Ciepłe powietrze, zapach kwiatów, trawy. Kiedy zamykam oczy dokładnie pamiętam każdy szczegół wieczoru, który zamienił się w koszmar. A miało być tak pięknie. Wymarzony staż, który miał być trampoliną dla mojej kariery. Wszystko układało się tak, jakbym życzyła w sobie najśmielszych snach. Praca w jednej z najlepszych górskich miejscowości. To był mój czas, dawałam z siebie wszystko z uśmiechem na ustach. Bo przecież właśnie o tym marzyłam. Nie przeszkadzała mi codzienna rutyna: śniadanie – praca – lunch – praca – hotel – kąpiel – sen. Kto by pomyślał, że teraz góry to ostatnie miejsce na świecie, w którym chciałabym się znaleźć…

W jeden z weekendów koleżanki świętowały urodziny jednej z nich. Zaprosiły mnie na imprezę. Okazja do złapania oddechu, więc z wielką ochotą się zgodziłam. Wieczór na zabawę, tańce, świętowanie także mojego zawodowego sukcesu – zdecydowanie było mi to potrzebne.

Znajomy zaproponował, że podwiezie mnie do centrum. Znajomy…. Właściwie kolega, z którym kiedyś flirtowałam. On twierdził, że zakochał się na zabój, że jestem kobietą jego życia, a ja cóż… Był dwa lata młodszy, to nie był czas, kiedy chciałam się z kimś wiązać. Poza tym, z mojej strony nie zaiskrzyło. Kiedy zaczęłam staż, spotkaliśmy się. Mieszkał w miasteczku, w którym pracowałam.

Trochę niezręcznie. Ale miał dziewczynę, to pewnie uspokoiło moją czujność. Przecież uczucia wygasają, choć wiem, że zawsze pozostaje sentyment. A on kocha inną. Nie posłuchałam intuicji, ona mi wtedy wrzeszczała do ucha: „Nie jedź! Nie jedź z nim”. A ja strzepnęłam ją z ramienia. „Nie przesadzaj, nie panikuj, to tylko koleżeńska przysługa” – pomyślałam… Dzisiaj już sobie to wybaczyłam, ale „Nie przesadzaj” budziło mnie w nocy…

Ginekolog, do którego trafiłam kilka dni później, powiedział, że powinnam uważać na to, jak się ubieram… A ja wsiadłam do tego samochodu normalnie, w sukience, szłam na imprezę. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że coś w moim stroju było niestosownego. Coś, co sprawiło, że on zamiast skręcić w prawo, pojechał w lewo.

Spojrzałam zdziwiona. Na pytanie dokąd jedziemy, usłyszałam: „Teraz już mi się nie wywiniesz”. Kiedy automatycznie złapałam za drzwi, on zamknął je automatycznie. „Oszalałeś, o co ci chodzi?” – próbowałam opanować drżenie głosu. Te jego oczy… Chciałam zadzwonić, gdziekolwiek. Nie miałam zasięgu. Krzyczałam. Naprawdę krzyczałam, chciałam uciec, chciałam, żeby mnie zabił. Mówiłam sobie: „To sen, zaraz się obudzisz…”. Ale to nie był sen…

„Nawet nie myśl, żeby iść na policję. I tak nikt ci nie uwierzy” – powiedział. Po głowie krążyło mi milion myśli. Silne tabletki na ból głowy i dwie lampki szampana wypite przed wyjściem… To, że on znał miejscowych policjantów, że przyjezdnych dziewczyn lecących na górali sama widziałam wiele… I wiem, co się o nich mówi. Odwiózł mnie do hotelu, sygnał telefonu, w którym zasięg odzyskałam po wyjeździe z lasu. „Gdzie jesteś?”, „Super impreza”. Siedziałam odrętwiała, nie pamiętam drogi powrotnej. Pamiętam ból całego ciała, kiedy weszłam do pokoju. Lodowata kąpiel przyniosła ulgę na wszystkie siniaki, otarcia, rany… Nie czułam nic. Jakby woda zamroziła we mnie wszystkie emocje.

Następnego dnia pojawiłam się w pracy z uśmiechem, z trudem ukrywając ból przy każdym ruchu. Ale pracowałam dwa razy więcej, niż powinnam, żeby nie myśleć, żeby zapomnieć. Działasz jak automat, jakby ciebie w środku nie było, tylko ciało, którym musisz sterować…

„Zgwałcił mnie” – mówiłam i płakałam, opowiadałam, co mi zrobił mojemu facetowi. On wiedział, że coś się stało, że coś mnie zmieniło, że mam jakąś tajemnicę. Przeczuwał, ale chciał to usłyszeć ode mnie. Wpadł w szał. Miał pretensje do siebie, że mnie nie ochronił, że go przy mnie nie było, że nie mógł mi pomóc, że nic nie wiedział… Płakaliśmy razem. Ktoś przyszedł i siłą odebrał mi godność, pewność siebie… Byłam na krawędzi. Ja i mój związek.

Działałam zadaniowo. Chciałam zrobić badania na choroby weneryczne, to wtedy od ginekologa, któremu powiedziałam, że zostałam zgwałcona, usłyszałam, że my kobiety same się o to nierzadko prosimy… Skierowania na badania nie dostałam. Nie zbadał nawet czy jestem w ciąży. Czułam się jak śmieć.

Jakimś cudem, a może dzięki prawdziwej miłości, udało się odbudować związek, który był moją jedyną motywacją do tego, żeby się w siebie nie zapaść, żeby stanąć na nogi.

Mój ukochany stał się moją największą ostoją, największym wsparciem, dzięki niemu dziś ciągle żyję. Na terapię trafiłam dopiero po siedmiu miesiącach. Późno? Ponoć i tak mam szczęście, że zdecydowałam się na nią tak wcześnie. Teraz jestem silniejsza, wiem, że mogę wszystko. Jednak ciągle siedzi we mnie to, co się stało. Wraca przy okazji złych lub bardzo złych chwil. W nocy budzę się zlana potem i krzyczę, żeby mnie zabił. Zrobił to, zabił starą mnie.

Nie dostałam swojej wymarzonej pracy, od tamtej pory nie byłam w górach.

Jednego bym chciała. Chciałabym kiedyś spojrzeć mu w oczy, żeby zobaczył, że to jak mnie skrzywdził, sprawiło, że dziś jestem silniejszą kobietą.

Teraz wiem, że mogłam iść na policję, zgłosić się na pogotowie, nie ukrywać tego, co się stało przed całym światem. To nie była moja wina! To nie jest wina żadnej z was, które doświadczyły przemocy seksualnej. Może nie zmniejszyłoby to mojego cierpienia, może nawet nie pomogłoby go ukarać. Ale nie czułabym się bezsilna, a on mimo wszystko bezkarny.

Wiele zgwałconych kobiet nie zgłasza się na policję. Piętno społeczne, które ciąży na kobiecie, jest trudne do udźwignięcia. Na samym początku też uważałam, że to, co się stało, to moja wina. Jak to było? „Gdyby suka nie dała, pies by nie wziął.” Czasem jednak pies potrafi wyszarpać. Dlatego jeżeli kiedykolwiek, nie daj Boże, którąkolwiek z was spotka taka tragedia – nie wahajcie się ani chwili. Zróbcie obdukcję, idźcie na najbliższy komisariat. Oni nie mogą być bezkarni. A my musimy przestać milczeć dając im nieme przyzwolenie na to, co robią.


Zobacz także

Śmierć i dziewczyna

10 nie zawsze oczywistych powodów, dla których czasami warto zrezygnować z alkoholu

Za dużo żurku, białej kiełbasy i śledzia z oleju? Wypróbuj sprawdzone sposoby na świąteczne przejedzenie