Pięć palców. Pięć punktów. Profilaktyka piersi.

rakowaPATKA
rakowaPATKA
9 października 2015
 

Profilaktyka Raka Piersi fot. Ministerstwo Zdrowia

 

Chyba w żadnym innym miesiącu nie rozmawia się tyle o profilaktyce raka piersi ile rozmawia się w październiku. I dobrze! Rozmawiacie? Rozmawiajcie! Staram się mobilizować siebie i mobilizować inne kobiety poprzez takie działania. W domu mam dwudziestodwuletnią córkę. Przecież to jest moim obowiązkiem, by uświadamiać moje dziecko. Chronić. Robię to od kilku już lat. Dziecko czasem broni i izoluje się przed tymi informacjami. Zawiesiłam w łazience instrukcję  SAMOBADANIE PIERSI. Wierzę, że każda kobieta zna tę instrukcję, a jeszcze bardziej chcę wierzyć, że każda kobieta korzysta z niej! Pamiętajcie, że nie każdy guzek i jakakolwiek zmiana oznacza nowotwór, ale z każdą zmianą trzeba pójść do lekarza. Nie czekać, nie bać się. Tylko pójść i pokazać. Największe szanse skutecznego leczenia przy rozpoznaniu raka istnieją w przypadku zmian wcześnie wykrytych. A najlepiej jest wykonywać okresowe badania piersi przy badaniu ginekologicznym. Czyli dbać o profilaktykę przez cały rok. Nasze dłonie mają po pięć palców. My mamy pięć punktów, by stały się one naszą codziennością.

1. Stań przed lustrem. Dokładnie obejrzyj piersi. Poszukaj zmian w kształcie i kolorze skóry piersi i brodawki.
2. Unieś rękę nad głowę. Badaj pierś naciskając ją trzema środkowym palcami. Zataczaj kręgi wokół piersi zbliżając się w kierunku brodawki.
3. Uciśnij brodawkę. Zobacz, czy nie wypływa z niej surowicza lub krwista wydzielina.
4. Połóż się na wznak. Wsuń małą poduszkę pod badaną stronę, rękę połóż pod głowę. Palcami drugiej dłoni sprawdź pierś podobnie jak w pozycji stojącej.
5. Sprawdź czy węzły chłonne pod pachą nie są powiększone.

Sprawdź, gdzie możesz bezpłatnie wykonać mammografię, w serwisie populacyjnego programu wczesnego wykrywania raka piersi

A czy wiesz, że istnieją naukowe dowody na to, że jazda na rowerze, pływanie, bieganie lub też jazda konna chronią przed rakiem piersi?Korzyści jakie płyną z uprawiania wyżej wymienionych sportów to nie tylko zachowanie zgrabnej sylwetki oraz kondycji ruchowej, ale również wpływ na zmniejszenie ryzyka zachorowań na nowotwór. Z przeprowadzonych badań przez amerykańskich naukowców z Narodowego Instytutu Raka wynika, iż trzy godziny w tygodniu spędzone na uprawianie sportu zmniejszają o 30 procent ryzyko powstania nowotworów. Dotyczy to również kobiet obciążonych genetycznie. Dość ważne jest jednak aby aktywność fizyczna była regularna oraz wymagała dużego nakładu energii. Formy takiego sportu mają wpływ na obniżenie hormonu odpowiedzialnego za wzrost komórek piersi i ich rakowacenia. Jednak najbardziej korzystny wpływ na zdrowie ma jazda na rowerze, zwłaszcza intensywna jazda pod górkę. Nim spadnie pierwszy śnieg, chyba warto wypiąć pierś do przodu i wsiąść na rower. Nie szukaj wymówek, że może padać deszcz, że spóźnisz się do pracy, że buty trzeba inne, że to, że tamto. Wykorzystaj dobrze te dni, zwłaszcza te najbardziej pogodne. W życiu inwestujesz w przeróżny sposób. Zainwestuj również w siebie i swoje zdrowie. W tym przypadku nie podejmujesz żadnego ryzyka, nic nie stracisz, możesz jedynie zyskać. I kto nie lubi takich inwestycji? Znam wiele Amazonek, które każdego dnia stawiają sobie jakieś wyzwania. Jedne walczą o siebie, drugie walczą i o siebie i o inne! I czasem tak sobie myślę, że od tych kobiet właśnie – te zdrowe kobiety mogą się uczyć tej intensywności w życiu i tego, że może się nam coś móc chcieć dwa razy mocniej. Ja tam lubię je podglądać! Polecam blog Anuk –  rak to burak! Często na niego zaglądam, wzruszam się, ale najczęściej śmieje się do łez. A przecież śmiech to zdrowie. Zajrzyj tam i Ty.

  • Jeśli chorujesz na raka – nie jesteś sam. Wtedy ma go cała rodzina. Jeśli przeżywacie chorobę nowotworową swoją, bądź swojego partnera. Jeśli czujecie, że zaczyna brakować Wam powietrza, miejsca dla siebie, macie momenty zwątpienia, momenty małe i wielkie, te z których składa się życie dwojga ludzi pod jednym dachem, napiszcie o tym. Podzielcie się swoją historią. Tym jak sobie radzicie w trudnych momentach z chorobą swoją, swojego partnera, kogoś bliskiego. Wasze historie będą podpisane przez Was, albo mogą być anonimowe. Może to pomóc Tobie i może to pomóc innym. Nie jestem ekspertem, ale podzielę się z Wami swoją energią i na Wasze pytania, wątpliwości – będę odpowiadała na łamach Oh!me. Czyli tutaj. Zachęcam. Nie jesteś sam! Piszcie na: rakowapatka@gmail.com

 

 


Nikt za ciebie życia nie przeżyje

rakowaPATKA
rakowaPATKA
15 października 2015
Fot. istock / nito100
 

Kobiety czasem zbyt bardzo skupiają się na byciu „szczęśliwą”, ale czy coś z tego wynika? Czy to szczęście to rzeczywiście to już prawdziwe, które po prostu w sobie nosimy? Naturalnie nosimy. A nie czujemy w momentach, kiedy sami je reżyserujemy. By zostać dobrym reżyserem trzeba mieć w sobie pewnego rodzaju talent. I tak samo jest ze szczęściem. Odkryj je w sobie i wcale niekoniecznie ma to związek z człowiekiem, z którym dzielisz życie i jesteś „szczęśliwa” dążąc do jakiegoś szablonu. Porzuć ten szablon.

Fot. internet

Czy na serio uważasz, że dobry kotlet mielony podany punktualnie w porze lunchu to Twoje szczęście? Well… I co z tego, że ludzie – obok – będą gadać? Co z tego? Czy za Ciebie Kobieto ktoś to życie przeżyje? Nie. Nigdy nie rozumiałam i nigdy nie zrozumiem czemu kobiety tak bardzo boją się samotności. Nie rozumiem! Rozumiem natomiast, że nie każda potrafi się z nią oswoić. Nie każda jest na tyle silna, by odnaleźć siebie podczas tej samotnej drogi. I właśnie w taki sposób godzi się i akceptuje jedynie ten stan szczęścia, który tylko zna i do którego jest przyzwyczajona. Czerwone wino czasem smakuje lepiej w pojedynkę. Serio! Zostałam zainspirowana dziś do takich głębokich przemyśleń. Przez życie. Stoję z boku i podglądam. Pije czerwone wino i nie mam problemów z rozstawaniem się z kimkolwiek z powodu jakkolwiek toksycznych gierek i emocjonalnych kataklizmów. Gierek damsko – męskich. Wydam się może mało atrakcyjna teraz, ale napiszę to, że tym mężczyznom, którym ja drzwi pokazałam z drugiej strony – oni wciąż są i chcieliby pewnie przejść przez te drzwi z powrotem. Chcieliby siąść na sofie i zdjąć ze mnie czerwoną bluzę. Jak to się dzieje? Szansę trzeba dawać, ale czy warto? Czy warto przechodzić kolejny raz przez to samo? I tylko o to chodzi! O ten szacunek. Do siebie samych. O zrozumienie tego – czym jest szczęście. A szczęście przecież to nic innego jak stan umysłu. A potem przeżywanie, delektowanie, uskrzydlanie. Ja jestem szczęśliwa zawsze. Mogę czuć to szczęście bardziej bądź mniej – ale jestem. Żyje mi się prościej. Serio. I tylko w tak mogę tym szczęściem podzielić się z innymi. Dziś zamiast o klasycznej profilaktyce piersi – w taki sposób Was moblilizuję. Pamiętaj o tym co jest NAJzdrowsze dla Ciebie. Never Lose Your Value!


Życie rakiem pisane. List Kasi

rakowaPATKA
rakowaPATKA
8 października 2015
Fot. iStock / Jasmina007

Rak to moje życie od lat czterech. Gdy u Mamy stwierdzono raka, miałam lat dziewiętnaście. To, co napiszę może wyglądać na moją małą spowiedź, bo nie potrafię zrozumieć siebie z tego okresu, nie potrafię zrozumieć swojego zachowania Mamusiu. Tak bardzo przepraszam, że nie było mnie, gdy być powinnam …

Niedługo po diagnozie u Mamy pojawiła się kolejna diagnoza. U jedynego Brata. Kochany i starszy ode mnie o siedem lat Braciszek, który uczył mnie życia. Zaczynając od zamykania mnie w wersalce, po naukę jak wygląda miłość. Planowaliśmy wspólny wyjazd do stolicy, mieliśmy wspólny biznesplan, wspólne wszystko – nawet łóżko, bo i po co było kupować drugie, skoro mogliśmy wyjechać w każdej chwili. Tak bardzo Go kocham! Marcin walczył trzy miesiące. Chemia i wszystkie komplikacje jakie mogły być, spowodowały, że musiałam być silna dla Mamy. Czy płakałam przy Niej? Nie! Nie mogłam … Wylewałam wszystko na spacerach, nie chciałam by Ona to widziała. Przecież musiała mieć siłę, by walczyć ze swoim rakiem. Gdy wychodziłam z domu, mówiła „Uważaj na siebie. Mam tylko Ciebie”. Choroba u Niej postępowała z każdym kolejnym miesiącem. Zadawałam sobie pytanie: Co jest lepsze? Czy przyjęcie śmierci osoby najbliższej, gdy umiera nagle, np. w wypadku? Czy jak tej, której ja byłam świadkiem. Byłam świadkiem tego czasu, który miała Mama. Czas. Czas na co? Jak mogłam rozmawiać z Nią o śmierci, gdy Mama tak bardzo walczyła? Jak? Walczyła do ostatniej chwili. Myślałam o tym cały czas. Dziś kiedy Mama od czterech miesięcy odpoczywa, odpoczywa od życia – jedynie budzą mnie teraz rano moje dwa psy. Nie ma godziny – bym nie myślała o Bracie i Mamusi. Zostałam jedynaczką, a później półsierotą (z Tatą nigdy nie miałam dobrych relacji …). Moi Bliscy walczyli tak dzielnie, że mimo tego, że tak bardzo chciałabym być teraz z Nimi – muszę żyć dla Nich, za Nich. Te cztery lata bardzo mnie zmieniły. Zmieniam się każdego dnia. Dodam, że Mama pierwszy raz zachorowała, gdy ja się urodziłam i wtedy powiedziała Tacie: „Muszę żyć! Muszę wychować córkę, nie mogę pozwolić, by zrobiła to inna kobieta”. Mam 23 lata i mam nadzieję, że jesteś dumna ze mnie – za to jaka byłam wtedy i jaka jestem teraz. Ja jestem i zawsze będę dumna z Was, gdyż stoczyliście jedną z największych walk. Walkę o życie! Kocham Was i będę kochać zawsze! Lepszych relacji z Bratem i z moją Mamą nie mogłabym sobie wyobrazić. To były moje dwa skrzydła, które mnie prowadziły. Teraz bez tych skrzydeł upadłam, ale powoli powstanę.
Kasia

rakowaPATKA pisze:

Droga Kasiu,
Bardzo dziękuję za Twój list. Życie doświadczyło Ciebie bardzo, bardzo boleśnie. Pomimo młodego wieku, jesteś bardzo dojrzała. I Twoja Mama z pewnością byłaby z Ciebie dumna. Ty możesz być dumna z siebie. Każdego dnia, który witasz i zaczynasz ze swoimi psami, a które moblilizują do działania i przeżywania tego życia, które masz przed sobą. Nie przestawaj. Wiem jak trudno jest pogodzić się ze stratą tego wszystkiego, co zostało nam nagle odebrane. Wtedy rozpamiętujemy każdy wspólny moment – jaki przeżyliśmy ze swoimi Bliskimi, których w taki, czy w inny sposób straciliśmy. Będąc świadkiem śmierci, zwłaszcza w następstwie choroby przewlekłej, zmieniamy swój punkt postrzegania życia, ludzi. To jak trzymamy dłoń ukochanego umierającego człowieka, będziemy czuć zawsze. Człowiek odejdzie, ale to wspomnienie zostanie. Tak jak u Ciebie. Ocal je i pielęgnuj. W obecnej Twojej sytuacji, może warto byłoby naprawić relacje z Tatą. Pomyśl o tym. Może potrzebna jest rozmowa, wspólny spacer na cmentarz? Jeśli mogłabym Tobie cokolwiek zaproponować, to zapewne byłoby to jakiekolwiek wsparcie i opieka psychologiczna. Te narzędzia, które dzisiaj mamy pod ręką, pozwalają nam przerobić trudne i bolesne sprawy, pozwalają nam również się otrząsnąć, nie obwiniać się za coś, na co nie mogliśmy i wciąż nie będziemy mogli mieć wpływu. Pozwolę sobie napisać, że takie doświadczenie pomogłoby ruszyć jeszcze szybciej i mocniej przed siebie. A to niewątpliwie ułatwi Twoją przyszłość. Będę o Tobie ciepło myślała. Dbaj o siebie!
Serdeczności,
Patka

  • Jeśli chorujesz na raka – nie jesteś sam. Wtedy ma go cała rodzina. Jeśli przeżywacie chorobę nowotworową swoją, bądź swojego partnera. Jeśli czujecie, że zaczyna brakować Wam powietrza, miejsca dla siebie, macie momenty zwątpienia, momenty małe i wielkie, te z których składa się życie dwojga ludzi pod jednym dachem, napiszcie o tym. Podzielcie się swoją historią. Tym jak sobie radzicie w trudnych momentach z chorobą swoją, swojego partnera, kogoś bliskiego. Wasze historie będą podpisane przez Was, albo mogą być anonimowe. Nie jestem ekspertem, ale podzielę się z Wami swoją energią i na Wasze pytania, wątpliwości – będę odpowiadała na łamach Oh!me. Czyli tutaj. Zachęcam. Nie jesteś sam! Piszcie na: rakowapatka@gmail.com