Z pamiętnika odchudzającej się dziennikarki… cz.2. Światełko w tunelu

Agnieszka Żukowska
Agnieszka Żukowska
22 maja 2018
Fot. iStock
 

No i proszę. Kto nie dawał mi szans, tego muszę poinformować, że:

Motywacji: 200%

Kilogramów: 6 mniej

Powodów do radości: wystarczająco

Samopoczucie: kto by pomyślał…

Dwa miesiące diety pudełkowej za mną. Jestem zdziwiona swoją żelazną konsekwencją (generalnie byłam po prostu totalnie zdesperowana, a nie od dzisiaj wiadomo,  że jak człowiek zdesperowany, to zrobi wszystko) i odpowiedzialną gotowością do walki z kilogramami. Na początek w odstawkę poszły wszelkie cukry proste, wrócił smak gorzkiej herbaty, przegryzki, przekąski na ząbek, na dwa ząbki – słowem wszelkiego rodzaju zagłuszacze ssania w żołądku.

Fot. Archium prywatne

Fot. Archium prywatne

Po pierwszym tygodniu regularnej diety, 5 posiłków w pudełeczkach, których widok pod drzwiami każdego ranka mnie rozbrajał, mój mózg dobierał się do mnie z wołaniem o pomoc, jakby walił w zamknięte drzwi: – Halo, o tej porze opitoliłaś już paczkę orzeszków, halo, przydałaby się jakaś pusta kaloria, zielone won, co się dzieje???

Tak, dokładnie tak się czułam. Ale piłam na potęgę i pozwalałam sobie jedynie na dodatkowy owoc lub kubek herbaty, bo zawziętość moja była bezlitosna. Nie ukrywam, że kiedy tylko nachodziły mnie chwile słabości, od razu przypominałam sobie, ile trzeba zapłacić za te katorgi – motywacja wracała błyskawicznie 🙂

Fot. Archium prywatne

Fot. Archium prywatne

W drugim tygodniu było zdecydowanie lepiej. Organizm przyzwyczaił się do nowego rytmu i był wdzięczny za każdą strawę, a wybrana przeze mnie opcja 1500 kalorii poza wszystkim wydawała się dosyć konkretna pojemnościowo. Matko, jak sobie pomyślę ile musiałam żreć do tej pory bezwiednie, to aż mi wstyd.

Fot. Archium prywatne

Fot. Archium prywatne

Menu pudełkowe było tak różnorodne w potrawach i tak finezyjne, iż przyznaję, każde poranne otwieranie pudła www.lightbox.pl, było straszną frajdą i przyjemnością. Ale wytrzymałam. Brawo JA. Po pierwszym miesiącu nie zanotowałam spektakularnego spadku wagi ale czułam się zdecydowanie lżej, moja buzia nie była opuchnięta, co zdarzało się wcześniej i, co chyba w tym najważniejsze, byłam zwyczajnie z siebie zadowolona. Zdałam sobie sprawę, ze dieta pudełkowa, to nie rodzaj diety, to przede wszystkim zmiana przyzwyczajeń, złych nawyków, żadnych kompromisów. To też niezła próba charakteru. Tu wygoda i niewyobrażalna oszczędność czasu kupiły mnie bez reszty.

Fot. Archium prywatne

Fot. Archium prywatne

Zmotywowana sukcesem postanowiłam w kolejnym miesiącu pójść krok dalej – zmniejszyłam jej kaloryczność do 1200. Ale i postanowiłam, żeby moim zmaganiom dietetycznym towarzyszyło więcej ruchu. Niedobrze. Popełniłam błąd ale Wy moje drogie bądźcie mądrzejsze i mierzcie siły na zamiary. Musiałam odpuścić, bo byłam za słaba ale wystarczyły długie, codzienne, w tempie spacery. Po skończeniu dwumiesięcznej diety, korzystam z notatek (polecam je robić w trakcie diety), dobry nawyk picia wody pozostał i, co nie bez znaczenia, otworzyłam się na zielone.

Fot. Archium prywatne

Fot. Archium prywatne

DO WSZYSTKICH ZALET DIETY PUDEŁKOWEJ DOPISUJĘ ZATEM:

– czas, czas, czas – cudowną oszczędność czasu;

– bogactwo potraw i nieprawdopodobną różnorodność produktów;

– edukację kulinarną – zapisywałam każdy przepis, który otworzył moje horyzonty na więcej;

– miarowy, bezpieczny spadek kilogramów.

A co dalej? Dalej będzie konsekwentnie. Jedzenie przygotuję już sobie sama, ale włączyłam wieczorne bieganie. I rozglądam się za solidnymi, niedrogimi zabiegami na brzuch. Teraz trzeba mądrze rozwałkować zbędną skórę. Nie nadaję się na operacje, zabiegi inwazyjne, bo zwyczajnie boję się bólu. Będę szukać złotego środka, o czym nie omieszkam Was poinformować.

Wasza A. 🙂

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstałe we współpracy z LightBox


Dziękuję za tę zwyczajną, codzienną historię miłosną, która jest naszym udziałem. To wszystko, o czym marzyłam i czego oczekiwałam od miłości

Listy do redakcji
Listy do redakcji
22 maja 2018
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
 

„Dziękuję, że mnie kochasz.” To są słowa, które tak często wybrzmiewają w naszych sercach, że zupełnie zapominamy o nich mówić. Ten list jest dla ciebie, dla mnie, dla nas wszystkich, którzy zapominamy o ogromnie i pięknie naszej miłości w zwykłej codzienności. O miłości głupiej, współczującej, ciepłej, ufnej i trwałej. Bo miłość często siedzi w kuchni nad kubkiem herbaty opowiadając o tym, co wydarzyło się w ciągu dnia, śmieje się idąc ulicą na niedzielny spacer w wygodnym ubraniu.

Kochany,

kiedy byliśmy młodzi romantyczna miłość była pewnikiem, niezachwianą motywacją do dalszego życia, jak ta z bajek Disneya, które oglądaliśmy. To z miłości mężczyźni walczyli ze smokami ziejącymi ogniem, a kobiety całe lata spędzały zamknięte w zamku mając nadzieję, że pewnego dnia ich życiem wstrząśnie potężna miłość.

Zaczęliśmy dorastać, odnajdywać i ustalać nasze własne oczekiwania dotyczące miłości. Wiele kobiet (znam ich całe mnóstwo) wolałaby robić wszystko na tym świecie, byleby tylko nie siedzieć w zamku czekając na ocalenie. I wielu mężczyzn zdało sobie sprawę, że nie powinni zawsze i za wszelką cenę walczyć o uczucia kogoś innego. Ale do tego wszystkiego musimy dojść sami potykając się, rozbijając kilka serc, w tym i nasze własne. Ścigamy nasze marzenia. Zmieniamy się. Popełniamy błędy. Znajdujemy miłość i znowu ją tracimy. Ale ostatecznie i co najważniejsze, krok po kroku odnajdujemy drogę do tej prawdziwej miłości i do człowieka, którego będziemy kochać.

Tak właśnie ja znalazłam drogę do ciebie.

Jesteś wszystkim, czego kiedykolwiek oczekiwałam od miłości. Uwielbiam nasze najbardziej godne uwagi życiowe momenty, klimatyczne, wręcz jak wyjęte z filmu wspomnienia, podróże, uniesienia, chwile wielkiej ekscytacji. Jednak to, co naprawdę trzyma mnie przy tobie, to ułamki sekund, które zdarzają się każdego dnia, nasza zwykła codzienna miłość tworzy fundament historii, której jesteśmy częścią.

Dziękuję ci te chwile, bo to najlepsza historia miłosna.

Dziękuję, że cieszysz się ze spotkania ze mną i byciem każdego dnia

Dziękuję, że kiedy wracam do domu, widzę radość w twoich oczach i za to, że potrafisz wnieść uśmiech do mojego życia bez względu na to, jaki dzień miałam. Dziękuję za zrozumienie i naturalną przyjaźń.

Dziękuję, że jesteście tam, gdzie cię potrzebuję

Dziękuję za umycie naczyń, kiedy jestem wykończona, gdy chwytam tabletki na ból głowy i syrop na kaszel. Dziękuję, że mnie rozśmieszasz, kiedy płaczę i jestem przytłoczoną jakąś sytuację. Kocham twoją cierpliwość i szczerą życzliwość, która czasami aż mnie zdumiewa.

Dziękuję ci za twoją uwagę na moje życie

Dziękuję za pytania. Dziękuję za pamięć. Dziękuję za wysłuchanie moich opowiadań i śmiech, gdy dostarczam tandetną liczbę historii. Dziękuję za wspieranie każdego snu, który próbuję dogonić.

Dziękuję ci za to, że z tobą żyje mi się łatwiej

Dziękuję, że jesteś gotowy na wszystko i na walkę z tym, co życie postanawia nam rzucić pod nogi. Dziękuję, że tak cudownie potrafisz nagiąć się do zmian i być elastycznym i otwartym na propozycje. Dziękuję za to, że łagodzisz wszystkie walki ze światem przyjaźnią i poczuciem humoru.

Dziękuję za akceptowanie mnie taką, jaką jestem bez próby zmian

Dziękuję za znalezienie pozytywu w każdej z moich wad. Dziękuję za wsparcie i dostrzeżenie moich mocnych stron. Dziękuję za aktywne minimalizowanie niepewności, która pojawia się niemal przy każdej okazji, wiem, że ty we mnie wierzysz.

Dziękuję za wszystkie drobne gesty

Dziękuję za kawę w dużym kubku w sobotę rano, kiedy walczę, żeby wstać z łóżka. Dziękuję za moje ulubione bułki, po które rano wyskoczyłeś do sklepu. Dziękuję za umyte auto, wlany płyn do spryskiwaczy. Dziękuję za zaskoczenie mnie przypadkowymi nocnymi randkami. I za zamówienie pizzy, kiedy widzisz, że jestem zmęczona i nie mam ochoty robić kolacji.

Dziękuję, że jesteś ze mną szczery

Dziękuję za bycie wrażliwym, autentycznym i prawdomównym, za nieudawanie kogoś, kim tak naprawdę nie jesteś. Dziękuję, że szczerze mówisz to, co czujesz i że dzięki temu wszystko jest prostsze.

Dziękuję za wyrozumiałość

Wszyscy mamy jakieś wady i słabości, ale ty nigdy nie miałeś o nie pretensji, nigdy nie wytykałeś mi błędów z przeszłości. Pozwalasz, aby nasze kłótnie w końcu miały swój finał i abyśmy wspólnie patrzyli w przyszłość. Dziękuję ci za to.

Dziękuję, że jesteś tym, kim jesteś

Każdego dnia jestem coraz bardziej dumna, że z każdym rokiem wspólnego życia znam cię coraz lepiej. Dziękuję, że pozostałeś wierny sobie i że nieustannie starasz się być coraz lepszy i inspirujesz mnie do tego, bym i ja stawała się coraz lepsza. Dziękuję za twoją siłę i odporność. Dziękuję za czułość i życzliwość, którą okazujesz mi każdego dnia.

Dziękuję za to, że mnie kochasz

Dziękuję za filmowe nocne na kanapie, z wielką miską popcornu, kiedy zamykasz mnie w swoich ramionach. Dziękuję, że się ze mną śmiejesz aż do łez. Dziękuję za wybranie mnie i za chęć podzielenia się swoim życiem ze mną.

Dziękuję za tę zwyczajną, codzienną historię miłosną, która jest naszym udziałem. To wszystko, o czym marzyłam i czego oczekiwałam.


10 filmów, których główni bohaterzy naprawdę się w sobie zakochali

Redakcja
Redakcja
22 maja 2018
Fot. Screen z YouTube / Brangelina JoliePitt

Miłość jak z filmu? Nic prostszego… Romanse na planie filmowym zdarzają się o wiele częściej niż się wam wydaje. A nierzadko kończą się trwałym związkiem i ślubem. Jesteście ciekawi, które ekranowe pary zakochały się w sobie naprawdę? 

Gigli (2003)


Larry Gigli (Ben Affleck) jest płatnym mordercą pracującym dla mafii z Los Angeles. Ricky (Jennifer Lopez) to przydzielony mu do pomocy zabójca, pracująca z wolnej stopy „silna kobieta”. W życiu, jak w filmie tę parę połączyło gorące uczucie. Nie na długo, co prawda, ale J.Lo i Ben Affleck zdążyli się nawet zaręczyć, a Ben wystąpił w teledysku ukochanej. Niestety, pan młody odwołał ślub.

Vicky Cristina Barcelona (2008)


W filmie Penélope Cruz i Javier Bardem grają dość niezwykłe małżeństwo. Gorące hiszpańskie temperamenty bohaterów i emocjonalne fajerwerki doprowadziły do ​​romansu, który zakończył się na ślubnym kobiercu. Romans trwa już dziesięć lat.

Ondine (2009)


Alicja Bachleda i Colin Farell poznali się na planie tej niezwykłej opowieści i połączyło ich romantyczne uczucie. Jak głębokie, trudno powiedzieć, związek przetrwał dwa lata. Colin co prawda slynie z zakochiwania się w partnerujących mu aktorkach, ale temu związkowi kibicowało pół Polski. Podobno aktorzy nadal darzą się sympatią i wspólnie podejmują ważne decyzje związane z synem.

Apartament (L’appartement, 1996)


Podczas kręcenia tego filmu doszło do prawdziwego wybuchu uczuć między mało znaną wówczas Monicą Bellucci i francuskim aktorem Vincentem Casselem, który miał reputację niepoprawnego kobieciarza. Para przez wiele lat uchodziła ze jedną lat jedną z najpiękniejszych w świecie kinematografii. Niestety związek się rozpadł

Dziennik Zakrapiany Rumem (2011)


Przygoda z „Dziennikiem”  stała się kluczowa  dla przystojnego Johnny’ego Deppa. To na planie tego filmu aktor zakochał się w  Amber Heard. Depp oświadczył się nawet  młodej aktorce (poprzednia partnerka, Vanessa Paradis nie doczekała się tego przez 14 lat związku). Małżeństwo zakończyło się rozwodem w atmosferze skandalu i oskarżeń o przemoc.

Step Up (2006)


W rolach głównych Channing Tatum,  Jenny Dewan i taniec. Aktorzy pobrali się i  wychowują małą córeczkę. Niestety, miesiąc temu ogłosili separację.

Szybszy od błyskawicy (1990)

To zupełny początek kariery filmowej Nicole Kidman, młodej Australijki o burzy rudych loków. Nicole wpadła w oko partnerującemu jej Tomowi Cruisowi (po sukcesie Top Gun miał on już status gwiazdy)Romans na ekranie szybko przekształcił się w ten prawdziwy. Para pobrała się, adoptowała dzieci i … rozwiodła, po kilkunastu wspólnych latach. Tom Cruise nadal szuka szczęścia (związek z Katie Holmes również się rozpadł), a Nicole wyszła za mąż za piosenkarza Keitha Urbana.

Alfie (2004)

Judowi Law uroku i talentu nie sposób odmówić. Niestety, jako życiowy partner, nie należy on do najwierniejszych mężczyzn. Romans ze Sienną Miller należał do tych dłuższych w jego życiu (z przerwami łącznie 7 lat)

Pan i pani Smith (2005)


Tę historię śledzili wszyscy. Brad Pitt i Angelina Jolie byli ze sobą 12 lat. Urodziło im się troje dzieci, ale razem wychowywali również te, które Angie adoptowała wcześniej. Rozwód tej pary był jednym z najbardziej zaskakujących medialnych wydarzeń w Hollywood.

Niesamowity Spider Man (2012)


Tym razem zaiskrzyło między Emmą Stone a Andrew Garfieldem. I iskrzy do dziś, bo para rozstaje się i wraca do siebie.


Zobacz także

Mateusz Grzesiak: „Przeciętność nienawidzi wyjątkowości – ludzie, którzy nie osiągnęli sukcesu, nienawidzą tych, którzy go mają”

Najbardziej toksyczny wzorzec zależności w relacji. To wtedy twój związek ma kłopoty

Nie kop babci, bo się spocisz… musimy uczyć dzieci szacunku do świata