Odchudzanie XXI wieku nie polega jedynie na utracie masy ciała. To prawdziwa metamorfoza

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 października 2016
Fot. iStock /annie-claude
Fot. iStock /annie-claude
 

Współczesność narzuca nam pewne ramy dokonań zawodowych, szczęścia rodzinnego, a także wyglądu. Szczupła sylwetka jest szczególnie pożądana, ponieważ dziś stanowi synonim osiągniętego sukcesu, a przede wszystkim zdrowia. Szczególnie ten drugi argument powinien przekonać każdego, że troska o sylwetkę jest nie fanaberią a koniecznością. 

Szczupłe osoby narażone są na mniejsze ryzyko wystąpienia wielu chorób powiązanych z otyłością. Chcemy cieszyć się długim i aktywnym życiem bez perspektywy zachorowania na przewlekłą, wyniszczającą organizm chorobę. Osoby, które są z natury smukłe łatwiej utrzymują prawidłową masę ciała, ale i tak pozostaje im monitorowanie swojego stanu zdrowia. Ci zaś, którzy widzą u siebie nadprogramowe kilogramy i mają świadomość zagrożeń, wiedzą, że muszą podjąć konkretne kroki, by zapewnić sobie szanse na długie i zdrowe życie.

Odchudzanie to nie tylko sprawa nastawienia psychicznego

Ci, którzy wcześniej podejmowali kroki zrzucenia nadwagi, wiedzą, że nie wszystko zależy tylko od silnej woli. Aby odchudzanie było procesem świadomym i skutecznym, należy zacząć od przemyślanych działań popartych pomocą specjalisty. Samodzielnie trudno jest ułożyć odpowiednią dietę, zestaw ćwiczeń fizycznych oraz zmienić dotychczasowe nastawienie do życia i własnego zdrowia. Jeśli jesteś gotowa na zmiany, powinnaś być świadoma, że najbliższe kilkanaście tygodni poświęcisz tylko sobie. Dzięki wysiłkowi i wsparciu specjalisty nie tylko schudniesz, ale przejdziesz prawdziwą metamorfozę wpływającą nie tylko na twój wygląd zewnętrzny, ale przede wszystkim na zdrowie i nastawienie do samej siebie.

Znajdź najlepszą wskazówkę

Jeśli zdecydowałaś się na zmiany, nie podejmuj decyzji pod wpływem impulsu. Nie ma sensu przekładać na siebie zasad pierwszej lepszej diety z brzegu bez gwarancji jej skuteczności. To, co pomogło twojej koleżance z pracy, nie musi być dla ciebie dobre. Inny organizm, inne predyspozycje genetyczne diametralnie mogą wpłynąć na różnice w efektach starań u różnych osób.   

Aby podjęty przez ciebie trud był skuteczny, dowiedz się najpierw, jakie informacje o twoim organizmie zakodowane są w genach. To one warunkują, jaką sylwetkę możesz utrzymać, na jakie choroby możesz zachorować oraz jaki rodzaj pokarmów nie do końca ci służy. Przykładem nowatorskiego badania, które otworzy przed tobą wielkie możliwości, jest badanie iGenesis. Składa się ono z 5 wzajemnie uzupełniających się modułów, które umożliwiają nie tylko maksymalną personalizację planu żywieniowego, ale przede wszystkim profilaktykę chorób cywilizacyjnych. Jest to jedyne badanie w Polsce, które poprzez analizę ponad 100 polimorfizmów genów i niemal 600 procesów z nimi związanych, określi wzajemne oddziaływanie genów na organizm. Wykonując badanie raz w życiu,otrzymasz przewodnik po pięciu kluczowych obszarach twojego zdrowia: 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

iGenesis Slim – analizuje geny wpływające na metabolizm białek, tłuszczów i węglowodanów. Moduł ten daje konkretne wskazówki, jak osiągnąć i utrzymać prawidłową masę ciała, poprzez dostarczenie informacji o odpowiednich proporcjach makroskładników w diecie, optymalnym poziomie aktywności fizycznej oraz genetycznej predyspozycji do określonych zachowań i nawyków żywieniowych.

iGenesis Micro – identyfikuje poziom wchłaniania i przetwarzania przez organizm witamin, tych rozpuszczalnych w tłuszczach (A, D, E), jak i w wodzie (B6, B9, B12, C, cholina). Moduł ten analizuje również metabolizm wapnia i magnezu, dwóch składników mineralnych biologicznie związanych ze sobą.

iGenesis Sensor – wskazuje predyspozycje do wystąpienia nietolerancji i nadwrażliwości na określone grupy produktów. Wśród nich jest: alkohol, kawa, nikiel, sód, fruktoza, laktoza, gluten. Moduł ten pozwala określić także predyspozycję do nadmiernego lub zbyt niskiego poziomu wchłaniania żelaza.

iGenesis Health — analizuje warianty genów zaangażowanych w ważne procesy metaboliczne organizmu. Pozwala określić ryzyko rozwoju takich chorób jak: cukrzyca typu 2, zbyt wysoki poziom cholesterolu, miażdżyca, otyłość brzuszna czy nadciśnienie tętnicze.

iGenesis Detox – identyfikuje genetyczne uwarunkowane zdolności do antyoksydacji i detoksykacji, czyli procesów zwalczania i usuwania toksyn z organizmu. Wiedza w tym zakresie jest niezwykle ważna nie tylko w kontekście odpowiedniego wspomagania prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego, ale także przy opóźnianiu procesu starzenia się, przede wszystkim skóry. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Metamorfoza, która odmieniła życie wielu osób

Dzięki wiedzy, którą oferują wyniki testów, skutecznie i szybko wpłyniesz na swoje życie, aby w sposób świadomy pokierować swoimi działaniami i oddalić od siebie widmo problemów zdrowotnych. Skuteczność działań potwierdzają uczestnicy tych badań, które miały miejsce podczas trwania projektu METAMORFOZY – 5-miesięcznego programu dietetycznego, mającego na celu wprowadzenie zaleceń żywieniowych opartych o wyniki badania nutrigenetycznego, 

Przed pierwszym spotkaniem, uczestników poproszono o wykonanie badań laboratoryjnych oraz prowadzenie przez 7 dni dzienniczka bieżącego notowania. Cały projekt składał się z 4 etapów:

  • wykonania badania nutrigenetycznego
  • I konsultacji, przekazania wyników do opracowania zaleceń
  • II konsultacji kontrolnej
  • III konsultacji omawiającej efekty projektu.

Wyniki badań poszczególnych osób różniły się od siebie, podobnie jak zalecenia. Wiele osób biorących udział w projekcie, miało kłopot z  predyspozycją do otyłości, efektu jo-jo, obniżonym metabolizmem wielu witamin i minerałów, różną nadwrażliwością na składniki pokarmowe. Wyniki pokazały dokładnie, w którą stronę należy ukierunkować działania, by przyniosły one najlepszy efekt. I tak dla przykładu: osoba z niskim potencjałem detoksykacyjnym, otrzymała zalecenie zwiększenia spożycia płynów oraz ilości produktów detoksykacyjnych, obniżenie spożycia produktów wędzonych, smażonych, alkoholu. Oczywiście, im więcej nieprawidłowości wykazywały testy, tym więcej zmian należało wprowadzić do sposobu żywienia.

Efekty? Ile osób, tyle różnych osiągnięć. Uczestnik z bólem stawów odnotował jego mniejsze natężenie oraz większą ich ruchomość. Osoba cierpiąca na nieuregulowane nadciśnienie tętnicze w efekcie zmian cieszy się jego stabilizacją. Przykładów jest o wiele więcej, a każdy z nich mimo początkowych różnic, osiągnął podobny cel — zmianę nawyków, ustabilizowanie dolegliwości, zmniejszenie ryzyka zachorowania na zagrażające choroby oraz wysmuklenie sylwetki i poprawę komfortu życia.

Bezpieczeństwo i podstawy naukowe z dziedziny nutrigenetyki i nutrigenomiki, DF Medica Polska osiągnęła dzięki partnerstwu takich ośrodków naukowych, jak Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, laboratorium NGB w Lodi oraz konsorcjum naukowo-badawcze Sannio-Tech. Warto zasięgnąć porady specjalistów z DF Medica Polska i wykonać badania, aby w sposób najbardziej skuteczny i bezpieczny zmienić nie tylko swój wygląd, ale i widoki na zdrowe życie.


Wpis powstał we współpracy z DF Medica Polska


„Każdy, kto przyjdzie z zewnątrz, ma prawo mi nawrzucać, upokorzyć”. Królowie życia… nie to co my, całe życie „na kasie”

Anika Zadylak
Anika Zadylak
25 października 2016
Fot. iStock / VioNet
Fot. iStock / VioNet
 

„Gówno mnie obchodzi, że się dopiero uczysz. Nie chciało się w szkole uważać, nie miało się wyższych ambicji, to się teraz na kasie siedzi w sklepie. I nawet tego nie potrafisz zrobić, nieuku! Kilku towarów skasować. Kto cię tu w ogóle przyjął? Kierownika mi tu wołaj, niedouczona kretynko!”. Głos roznosił się po całym sklepie, nikt nie reagował. Odwróciłam się i pytam. „A szanowny pan to profesor czy inna szycha?”. „Ja? Spawacz, ale…”. „To idź pan i daj porządnym ludziom pracować” – kwituję. Zagaduję później roztrzęsioną dziewczynę, podaję chusteczkę. I słyszę, jak drżącym głosem mówi, że to jej pierwszy dzień, dopiero wszystko poznaje, że chce tu pracować, ale dopiero się uczy. I dodaje, że nie jest nieukiem, że skończyła studia na dobrej uczelni, ale ma małe dziecko. Innej pracy, choć szukała, nie było, więc brała  co jest. Bo rachunki się same nie zapłacą, lodówka się sama nie zapełni. Że jej mama w masarni pracowała całe życie i nie widzi w tym nic uwłaczającego.

„Tylko wie pani, to było tyle lat temu i  chyba inne czasy były, ludzie jacyś bardziej empatyczni. Bo czy ja jestem gorsza tylko dlatego, że pracuję w markecie, no niech mi pani powie? Podłych czasów w takim razie dożyłam, skoro ocenia się mnie po tym, jak i gdzie pracuję. Aż strach pomyśleć, co czeka moją córkę, skoro już teraz obrywamy za to, że zabrakło taśmy w kasie fiskalnej”.

Pozwolę sobie na odrobinę prywaty. Mój brat mieszkający w Warszawie jest managerem w dużym supermarkecie należącym do niemieckiej grupy przedsiębiorców. Nie raz rozmawialiśmy o podobnych sytuacjach, jak ta, która zastała mnie dziś. Brat niejednokrotnie podkreślał smutną i przerażającą prawdę o traktowaniu pracowników w sklepach, marketach, hipermarketach. Zawsze jednak powtarzał, że upokorzenia nie zaznał od szefostwa, kierowników regionalnych, dyrektorów.

„Najgorsi są klienci. Ludzie, którym wydaje się, że mogą ci powiedzieć wszystko, napluć w twarz tylko dlatego, że stoją po tej drugiej stronie lady. Przychodzą i żądają. Nie zachowują się zwyczajnie. Mają nas za gorszych, za takich, którym można nawciskać, żeby sobie ulżyć. Czasem nas wyśmiać. Kiedyś miałem taką sytuację: rodzina dwa plus jeden, syn w wieku około 15 lat. Chodzili po sklepie, ciągle coś im nie pasowało, w końcu zrobili zakupy i podeszli do kasy. Koleżanka akurat ich obsługiwała. Rzucali produkty na taśmę, coś spadło na podłogę po ich stronie. Gówniarz spojrzał na kasjerkę i przy aprobacie tatusia i mamusi wypalił: „No zasuwaj i podnoś to, za to ci płacą. Co, pampers ci się do dupy przykleił?”. Miałem ochotę podejść i go za fraki wyprowadzić, ale najpierw „pogratulować” rodzicom. Sam jestem ojcem, nauka szacunku do siebie i do drugiego człowieka jest dla mnie priorytetowa. Widać, różne mamy priorytety”.

Pani Zosia, ma 52 lata. Też pracuje w jednym popularnych marketów. „Pracuję na dwie zmiany, najczęściej jednak na tę pierwszą, bo kierownictwo mi trochę na rękę poszło. Dojeżdżam z daleka, wieczorem nie bardzo mam czym wrócić do domu. Wstaję około czwartej rano, mężowi szykuję jedzenie na później, pomagam mu się ubrać, bo po wypadku na budowie podupadł na zdrowiu. Na pielęgniarkę nas nie stać, bo męża renta na leki praktycznie cała idzie, a ja zarabiam najniższą krajową. Przychodzi z opieki pani, żeby pomóc, ale tylko dwa razy w tygodniu. Wiadomo, mąż nie jeden co pomocy potrzebuje, są inni pacjenci z taką samą albo gorszą sytuacją od naszej.

Jak jest gorszy miesiąc, bo rachunki za duże przyszły, albo coś się popsuło w domu, to nocki biorę. Ciężko, nie będę ukrywała, bo TIR-a z towarem, a czasami i dwa trzeba rozładować. Pewnie, że nikt nam nie każe dźwigać ponad miarę, są wózki widłowe, ale mimo to narobić się trzeba. Kręgosłup siadł mi nieraz, ale taka specyfika tego zawodu, że nie tylko na kasie się jest, ale też sto innych rzeczy trzeba umieć zrobić. To moja praca i cieszę się, że ją mam. Że na starość jakaś emerytura będzie, że razem z tym co mąż ma, jakoś podołamy. Tylko boli czasem, jak słyszę niemiłe uwagi od klientów. Oberwałam nie raz od ludzi, którzy mogliby być moimi dziećmi. Wyśmiewają, wyżywają się, w podły sposób popędzają.  Tak jakby ci co pracują w sklepach, z niższej półki byli. A mi przez tyle lat pracy, proszę mi wierzyć, nigdy nie zdarzyło się chociażby grymasem zdradzić, że gorzej się czuję, że nie spałam prawie całą noc i to już nie pierwszą, bo mąż cierpiał, bolało go. To moja codzienność, taka jak każdego innego człowieka. Jakiś pan pracuje w biurze, pani pisze artykuły, a ja jestem kasjerką.

Przecież każdy zawód jest w życiu potrzebny, choć czasem wydaje nam się, że nie moglibyśmy robić tego, co robią inni. I ja myślę, że to dobrze. Pracę i ludzi, którzy ją wykonują, trzeba szanować. Tak mnie w domu uczyli, i o tym myślę, gdy kolejny raz mnie ktoś od sklepowych idiotek wyzywa. Że to nie ze mną, jest coś nie tak”.

„Proszę pani, takie akcje jak ta przed chwilą zdarzają się nieraz kilka razy dziennie”. Dawid ma 27 lat, pracuje w osiedlowym markecie blisko dwa lata.

„Jestem po technikum żywieniowym, a że pracuję tu? A to gorsza praca od tej w restauracji, biurze czy na poczcie? Co to w ogóle za określenie?  Praca to praca, dobrze, że w ogóle jest. Przecież gdybym miał tę w swoim zawodzie, to by mnie tu nie było, proste. Ale życie weryfikuje, a z czegoś się utrzymać trzeba. Nie raz zostałem wręcz zwyzywany. Oczywiście, że w skrajnych przypadkach, gdy klient jest agresywny, reaguje ochrona. Zazwyczaj niestety to jeszcze my musimy taką osobę, która nas obrażała przepraszać, żeby nie psuć wizerunku firmy. W myśl zasady, że klient nasz pan. I czasem dosłownie czuję się jak rzecz, jak własność. Bo każdy, kto przyjdzie z zewnątrz, ma prawo mi nawrzucać, upokorzyć. Pewnie, że zdarzają się miłe czy śmieszne sytuacje. Człowiekiem trzeba być po prostu, to tak wiele? To jest ciężka praca, nikt tego nie wie. To nie jest tak, że posadzę tyłek na krzesełko i tylko towary 8 godzin skanuję. W międzyczasie, dokładam na półki, rozładowuję towar, który właśnie  dojechał, pomagam innym pracownikom. I coś ci powiem. Mimo wszystko lubię swoja pracę, ale jednak bardziej wtedy, gdy jestem na zapleczu. Gdy nie muszę słuchać od sfrustrowanych swoim życiem klientów, jakim to jestem śmieciem. Nie jestem, uczciwie i rzetelnie pracuję. I zastanawiam się, kim są ci, którzy nas w ten sposób traktują. Jak niewolników, których można skopać, kiedy się chce. I  czy oni są tak bardzo pewni tego, że kiedyś sami nie znajdą się po tej drugiej stronie. Może, gdyby przez chwilę poczuli to co my, to by ich trochę ruszyło. I przestałby jeden z drugim pokazywać mnie palcem i tłumaczyć 6-letniej córce: „Popatrz, no popatrz! Jak się nie będziesz uczyła, to będziesz pracować, jak on”.

Kim są ludzie, którzy codziennie od 6-tej rano biegają, starają się, dwoją i troją, żebyś miał ciepłe bułeczki i świeże owoce na wyciągnięcie ręki. Kim są ci, którzy, gdy ty śpisz w niedzielę do południa, zapieprzają od rana, do późnych godzin nocnych, jakby rodzin nie mieli. A mają. Ci, którzy mimo tego, że mają w domu umierającą matkę, albo chore dzieci uśmiechają się do ciebie cały dzień. Są życzliwi, pomocni. Bo jeśli ich nie szanujemy, to może zamknijmy wszystkie dyskonty, sklepiki, warzywniaki. Po co się denerwować, że obsługuje nas niedouczony tłuk i kretynka, której towar spadł z taśmy. Przecież to tylko kasjer, tylko sprzedawca.

A ty. Kim jesteś w takim razie? Powiem ci. Tylko człowiekiem. Tak jak ja, twój sąsiad i babka z hipermarketu naprzeciwko, która kłania ci się każdego dnia, gdy wchodzisz do jej sklepu. Bo jest wdzięczna, że dzięki tobie drogi kliencie, będzie miała z czego zapłacić za prąd i gaz. Więc okaż jej choć odrobinę szacunku, albo przestać szumnie nazywać się człowiekiem.


Przeziębienie? Phi – dzisiaj to już żaden problem. Wzmocnij odporność i nie daj się przeziębieniu

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
25 października 2016
Przeziębienie? Phi - dzisiaj to już żaden problem. Wzmocnij odporność i nie daj się przeziębieniu
Fot. iStock / ArtMarie
 

– Tomeczku, zakrywaj buzię, bo inne dzieci pozarażasz! – yyy, słucham i nie wierzę. Choć wiem, że „katarek” Tomeczka (tak, katarek, który zwisa mu co najmniej do pasa), kaszelek Zosi (który brzmi jak burza, nie kaszelek) – to dopiero przedsmak jesieni i zimy w przedszkolnych i szkolnych szatniach. I choćbyśmy wylali wiadro jadu na to, że co roku chore dzieci są nadal posyłane do szkoły, przedszkola, nic nam to nie da. Niestety. Oceniać łatwo, trudniej działać z głową.

Dlatego dziś nie będziemy roztrząsać tego, czy Iksińska jest dobrą matką, i ile decybeli ma niewinny kaszelek, a ile ten bardziej przypominający ciężką chorobę; na to nie mamy żadnego wpływu. Jedyne co możemy zrobić – to zainwestować w odporność naszego dziecka i swoją – najlepiej zanim dopadnie nas „kaszelek”.

Nie łam się, przeziębienie to dziś najmniejszy problem. Zwłaszcza, gdy wiesz, jak go uniknąć!

Witaminowa mitologia

Wrzesień i październik to czas, gdy kolejki w aptece zaczynają się wydłużać. Złoty sezon dla aptekarzy, nieco gorszy dla smutnych portfeli mamy i taty. Bo gdy zadzwoni pierwszy dzwonek, zawieje pierwszy wiaterek, masowo ruszamy po witaminy! Jakie? Pal sześć, byle jakieś były (w myśl zasady lepiej mieć niż nie mieć – logiczne prawda?). I tu pojawia się podstawowy błąd – zbyt często dobrze zbilansowaną dietę, zamieniamy na magiczna pigułkę.

To tak nie działa. I nie ma co się pieklić, że owoce coraz droższe, że po sezonie, że już nie ma tylu możliwości co w wakacje. Owszem, z dostępnością świeżych warzyw i owoców jest ciut trudniej – jednaka zapominamy o kilku tanich i genialnych sposobach na witaminowe bomby (nawet gdy śniegu po kolana).

Po pierwsze zupy! Tak kochamy ciepłe i pożywne zupy – i dzieci też je lubią. Zupy bogate w warzywa są skarbnicą witamin na jesienno-zimowe miesiące.

Po drugie mrożonki! Zamrożone owoce czy warzywa nie tracą na wartości w spektakularny sposób. I wcale nie musicie rezygnować z owoców nieprzetworzonych po rozmrożeniu, oj nie. A koktajle? Zapomnieliście o nich – dzieci też je uwielbiają. A gdy posłodzicie je miodem? Prawda, że nie może być już lepszej kombinacji?

Naprawdę nie musicie zasypywać domowej apteczki wszystkimi witaminami świata, te są przydatne, pomocne – nie odmawiajmy im tego, ale nie zapominajcie,  że wszystkie takie preparaty powinny być jedynie uzupełnieniem diety.

Gwałtu rety do apteki

Ale w aptece wcale wesoło nie jest. Bo syropów, syropków i kropelek – setki, ale gdy się im  bliżej przyjrzeć, zaczynamy coraz mocniej się zastanawiać. Pamiętamy bowiem o jednej bardzo ważnej rzeczy – ma być naturalnie! Chcemy przecież wspierać i budować naturalną odporność dziecka.

Jesteśmy coraz bardziej świadomi, i z tą dobrą, współczesną wiedzą zwracamy się w stronę mniej inwazyjnych – a jednocześnie skutecznych  metod czy środków. Bo wiemy, że nasze ciała to nie poligon eksperymentalny, że wymaga troski i szacunku. Dlatego oczywistym wyborem stają się preparaty oparte na roślinach leczniczych i ziołach. Łagodne, bezpieczne, takie nasze niewidzialne parasole bezpieczeństwa. A w walce o odporność – niezastąpione!

Przeziębienie? Phi - dzisiaj to już żaden problem. Wzmocnij odporność i nie daj się przeziębieniu

Fot. iStock / ArtMarie

Ziółka, ziółka, ziółka – co pomoże?

Lista ziół i owoców, które zawierają w swoim składzie cenne dla zdrowia składniki jest długa, jednak klucz do sukcesu tkwi w umiejętnym ich połączeniu, dozowaniu czy wreszcie formie – w jakiej je podamy. W przypadku najmłodszych członków rodziny najlepiej postawić na połączenie najcenniejszych składników, które wykazuje sprawdzone, bezpieczne i optymalne działanie.

Stary, dobry Herbapol

Kto nie zna – ręka w górę! Tak, macie rację, chyba nie znajdzie się taka osoba. I bardzo dobrze. Bo to nasi rodzimi specjaliści od naturalnego wspierania zdrowia. Znały go nasze babcie, i mamy i my też znamy tę nazwę. Więc pora przypomnieć sobie, że jest ktoś, kto zdecydowanie lepiej od nas – skomponuje nam te ziółka.

Wśród tych wszystkich kolorowych, znanych z telewizji syropków, jest sobie taki jeden wyjątkowy. A jeśli jeszcze nie próbowaliście – spróbujcie, bo jego składniki działają jak marzenie!

Syrop Pyrosal Kid, na tle innych produktów, wyróżnia się naturalną, zbilansowaną recepturą.  Pomaga wspierać odporność– i jest nieagresywny.

Ziołowa moc Pyrosal KID, czyli dlaczego jest wyjątkowy?

Przede wszystkim bezpieczny, przebadany skład, który kompleksowo wspomaga prawidłową czynność układu odpornościowego dziecka. Do syropu włączono te z owoców i ziół, które mają niebagatelny i potwierdzony wpływ na zdrowie:

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Kwiatostan lipy – flawonoidy, olejek eteryczny oraz związki śluzowe, oprócz działania napotnego wpływa na zdrowe funkcjonowanie dróg oddechowych.

Kwiaty czarnego bzu – źródło flawonoidów, kwasów fenolowych, składników mineralnych oraz witamin m.in. A, B1, B2, B3, B6 i C. Dzięki czemu naturalnie wspiera prawidłową czynność dróg oddechowych oraz wraz z kwiatostanem lipy działa napotnie.

Owoce bzu czarnego. Ekstrakt z owoców bzu czarnego jest bogatym źródłem związków aktywnych, które pomagają organizmowi utrzymać zdrowie, szczególnie w sezonie jesienno-zimowym, kiedy ryzyko narażenia na infekcje wirusowe jest większe. W syropie Pyrosal Kid, owoc bzu czarnego został dodany do receptury w postaci wysoko skoncentrowanego wyciągu Rubini.

Korzeń prawoślazu – działa kojąco na błonę śluzową jamy ustnej i gardła wspierając zdrowe funkcjonowanie górnych dróg oddechowych.

Acerola –

źródło najlepiej przyswajalnej witaminy C, która korzystnie oddziałuje na pracę układu odpornościowego. Sproszkowane owoce aceroli w jednym gramie zawierają aż 225 mg witaminy C (czyli moc około 6 cytryn).

Jak się okazuje wcale nie potrzeba na komara armaty, wystarczy przecież wiedzieć, gdzie ów złośliwiec usiadł. A Pyrosal Kid daje dokładnie to, co najcenniejsze. Wspiera mądrze, bo naturalnie nie zaburzając samodzielnej pracy układu odpornościowego dziecka. Syrop pozbawiony jest konserwantów i sztucznych barwników, zawiera Rubini-  wyciąg płynny z owoców bzu czarnego podwójnie standaryzowany na zawartość polifenoli i antocyjanów.

Więc na przeziębienie kichajcie, jeszcze zanim się pojawi. Szkoda jesieni i tych wszystkich złotych liści na leżenie w łóżku!


Artykuł powstał  w oparciu o materiały firmy Herbapol Wrocław 


Zobacz także

Fot.  Screen z Youtube  /

Klęk podparty dla wzmocnienia mięśni grzbietu

Zrób sobie trochę miejsca na Ziemi. Jak stworzyć dla siebie przestrzeń w 6 krokach

Zrób sobie trochę miejsca na Ziemi. Jak w 6 krokach stworzyć dla siebie przestrzeń

Fot. iStock / KristinaJovanovic

Stopa rzymska, grecka czy egipska? Sprawdź, co twoje stopy mówią o tobie