Nie chce ci się iść na siłownię? To nie lenistwo, to ewolucja!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
19 września 2016
Nie chce ci się iść na siłownię? To nie lenistwo, to ewolucja!
Fot. istock / Leonardo Patrizi

Kolejny pochmurny dzień. Wszystko o czym marzysz to gorąca czekolada, ulubiony serial i wygodna kanapa. Siłownia? Trening? Domowa godzina z Chodakowską? Broń Boże! Spokojnie, nie musisz już słuchać wyrzutów swojego sumienia, które ciągle krzyczy „ale jesteś leniwa!” To wcale nie twoja wina. To wina naszych przodków – jaskiniowców.

Okazuje się, że ludzie mają genetyczne predyspozycje do lenistwa. Tak przynajmniej uważa Daniel Lieberman, biolog ewolucyjny. Według niego, od początków istnienia ludzkości, odpoczynek miał więcej wspólnego z zachowywaniem energii na ważniejsze momenty w ciągu dnia niż z czystym „nie chce mi się”. Drzemka? Dlaczego nie! Dzięki niej będziesz miała więcej siły na kolejne godziny w pracy. A może nawet ruszysz się na siłownie!

„Nikt nie wychodzi do pracy tylko po to, żeby po prostu wyjść. Mówię to z własnego doświadczenia! Wychodzimy po to, żeby nakarmić rodziny, żeby pracować, a każdy inny powód jest niezbyt mądry.” – mówi profesor Lieberman. Jednak nie sugeruje on, żeby z powodu naszego wrodzonego talentu do omijania niepotrzebnego wysiłku, rezygnować z siłowni i aktywności fizycznej. Wręcz przeciwnie! Uważa on, że należy je traktować tak, jak traktowaliby treningi nasi przodkowie – jako inwestycję w kolejne polowanie! Bo jak wiadomo, im szybszy jesteś, tym lepszą partię zdobędziesz.


źródło: Bustle.com

Nie chce ci się iść na siłownię


A walnij dziecko w tyłek, co będziesz z nim rozmawiać

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 września 2016
A walnij dziecko w tyłek, co będziesz z nim rozmawiać
Fot. iStock / Martin Dimitrov

Oj rozpętała się dyskusja, dyskusja wywołana słowami profesora Zbigniewa Stawrowskiego , który na łamach dodatku do Rzeczpospolitej w minionym tygodniu pisał, że klaps to nic złego, wręcz przeciwnie to wyraz rodzicielskiej miłości, troski i odpowiedzialności.Oburzyły się tłumy pedagogów psychologów, rodziców, a dziś przeczytałam, że jest to przejaw „lewackiego” prania mózgów. „Lewackiego” podejścia do relacji rodzic-dziecko, które każe traktować dziecko jak partnera i mówić o jego dojrzałości równej, choć różnej od tej dorosłych. No tak, nie ma jak podciągnąć kwestię klapsów pod polityczne dywagacje. Ba, co więcej, wskazać skłonność do klapsów, jako jedną z najwyższych rodzicielskich morali, dać przyzwolenie i usprawiedliwienie rodzicom, którzy podnoszą rękę na dziecko.

Podobno „lewacy” dążyli do tego, i (o zgrozo) udało im się zmodyfikować pojęcie przemocy, tak by raz na zawsze była ona źle kojarzona.

Więc jak czekam aż „prawacy” wytoczą ciężkie działa udowadniając, że przemoc jest dobra, żeby dostrzegać w niej pozytywy, i cieszyć się, że jesteśmy jej ofiarami, albo sprawcami.

Bo może ja czegoś nie rozumiem? Bo może trzepnięcie dziecka w tyłek nie jest żadną formą przemocy? Może pójście jedyną słuszną drogą klapsów jest dostatecznym rozwiązaniem wychowawczym?

Niech ktoś mi to do cholery wytłumaczy? Dziecko nie chce iść do domu, zostaje na podwórku i żadne argumenty do niego nie trafiają – trzask w tyłek, no tak, przecież, kiedy dorosły podniesie rękę na dziecko, z czym ono ma dyskutować? Z jego siłą, dominacją?

W sklepie płacze, tupie nogami, że chce tego właśnie batona – w końcu nikt stojący w kolejce, nie będzie musiał słuchać tego krzyku. Wystarczy klaps, by dziecko zaciągnąć pod kasę i wyjść bez zbędnych ceregieli. No tak, jakie to ku*wa proste.

I kiedy na placu zabaw uderzy inne dziecko, to jaka jest najlepsza forma wytłumaczenia mu, że tak nie można. No oczywiście uczynić to, co dla innych jest niemiłe. Walnąć w tyłek. No bo jak inaczej dziecku wytłumaczyć, że nie wolno innych bić? No jak? Jak powiedzieć, że to forma przemocy, agresji i nauczyć, że te złe emocje powinniśmy uczyć się rozładowywać, a z trudnym sytuacjami sobie radzić. Jak dziecku pomóc sobie z nimi radzić?!?

Czy nikt z tych, co popierają klapsy, nie widzi, że to nic innego jak forma przemocy? Przemocy fizycznej! Bo to przejaw dominacji, braku przyjęcia jakiegokolwiek sprzeciwu.

To małe dziecko, nad którym staje silny i zdecydowanie większy dorosły, co ma zrobić, kiedy ktoś komu ufa, kogo kocha, podnosi na niego rękę? Co ma czuć za wyjątkiem strachu, że skoro uderzył raz, to uderzy i drugi, i ósmy i dzisiąty i ku*wa 25-ty raz?

Niech nikt nie próbuje mi wmówić, że klaps nie jest przejawem bezsilności rodziców! Bo czym innym jest? Nie umiesz wytłumaczyć, usiąść, wyjaśnić, być konsekwentnym, to bij?!? A bij tyle razy, ile uznasz w swoim ograniczonym mózgu za słuszne. Bo dziecko jest tylko dzieckiem, jest kimś, to nie myśli, nie rozumie i nie czuje. Ktoś, komu nie opłaca się poświęcić czasu tłumacząc, dlaczego pewne zachowania są nie do zaakceptowania. Po co stawiać dziecku granice? Granice, które wyznaczają jego poczucie bezpieczeństwa. Nieee, zamknijmy je w klatce z klapsami. Gdziekolwiek się nie ruszy, cokolwiek zrobi niezgodnego z naszym światopoglądem dajmy mu klapsa, którego jego zwolennicy traktują wręcz jako nagrodę! Jako przejaw ku*wa miłości!

A potem, kiedy już dorośnie powiemy: „Kochanie, idź tam gdzie chcesz, mów, co myślisz, żyj tak, jak ty tego chcesz nie pozwalając innym narzucać swojego zdania”. Powodzenia. A jak ci się nie uda i ktoś ci się przeciwstawi, to wal go po ryju. Bo o tym też pisał profesor Stawrowski nawołując, że w przypadku braku porozumienia między dorosłymi można sobie raz po pysku trzasnąć. No przecież tak nas rodzice klapsami wychowali: jak się nie da wytłumaczyć to lej w ryj, bo w tyłek już tak bardzo nie zaboli.

I nie ma co się oburzać, przecież to przejaw miłości. To kara mniejsza niż godzina rozmowy z próbą dojścia do porozumienia, znalezienia kompromisu. No przecież przemoc nie może źle się kojarzyć? Bijcie się na zdrowie – w małżeństwie, w pracy, na ulicy, w knajpie. Obiecuję wam, że żadne dziecko, któremu rodzice w imię miłości sprzedają klapsa nie zdziwi się i nie pomoże nikomu, kto na ich oczach jest bity. Dlaczego? Bo temu dziecku też, kiedy było małe, nikt nie pomógł.


Warsztaty i spektakl „Różowy Balonik – Teatr Scena zaprasza

Redakcja
Redakcja
19 września 2016
0awarsztaty z bezpieczeństwa

23 października  Fundacja Kulturalne Dzieci Waw pl  zaprasza na warsztaty do Teatru Scena a następnie do udziału w spektaklu Różowy Balonik. „Różowy Balonik” to spektakl muzyczny dla najmłodszych i nie tylko. Główni bohaterowie przedstawienia – dobra wróżka oraz poszukiwacz piosenek – zabierają widzów w podróż śladami piosenek Jerzego Wasowskiego: kompozytora i współtwórcy „Kabaretu Starszych Panów”.

Warsztaty mają na celu popularyzowanie prawidłowych zachowań na drodze wdrażanie dzieci do przestrzegania zasad bezpieczeństwa, rozwijanie umiejętności współpracy w grupie. Każde dziecko dowie się o  konieczności przestrzegania zasad ruchu drogowego,  pozna podstawowe zasady poruszania się i zachowania pieszego na drodze

Celem zajęć jest również rozwijanie zdolności manualnych i plastycznych maluchów. W programie znajduje się między innymi praca z różnymi przyborami i materiałami, by dzieci mogły rozwijać się manualnie, za pomocą plasteliny, farb czy kredek. Dzięki zajęciom dzieci rozwijają umiejętności manualne oraz kształcą w nich podstawowe umiejętności z zakresu plastyki. Zajęcia również integrują grupę rówieśników. Pokazują rodzicom sposoby twórczego spędzania wolnego czasu.

Warsztaty odbywają się w Teatrze Scena przy ul. Krakowskie Przedmieście 87/89 przed spektaklem „Różowy Balonik”. Zajęcia skierowane są do dzieci 2 – 5 lat. Rozpoczęcie zajęć godzi. 11:00 – 11:45 Każde dziecko po zajęciach dostanie prezent od centrum handlowego Wola Park.
Zajęcia plus spektakl płatne 35 zł ze względu na ograniczoną ilość miejsc obowiązują zapisy.
ZAPISY: kasia@kulturalnedzieci.pl


Zobacz także

Edyty Górniak

„Idź tam, gdzie chcesz, bez lęku”. Nowa kolekcja ubrań Edyty Górniak i NAOKO

Fot. iStock

Dobre czy złe? Optymistyczne czy pesymistyczne? Czy mamy wpływ na swoje życie?

Bo na babach to nie da się polegać

„Bo na babach to nie da się polegać”. Zimna miłość, zimny wychów, matki, córki, mocarzowe, hejterki