Naturalne suplementy, które ułatwiają odchudzanie

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 sierpnia 2016
Naturalne suplementy, które ułatwiają odchudzanie
Fot. iStock / ArthurHidden

Utrata wagi jest marzeniem wielu kobiet. Jednak by osiągnąć założony cel zdrowo, trzeba wiedzieć jak to zrobić, by nie szkodzić swojemu organizmowi. Odpadają w tej sprawie wszelkie głodówki i eksperymentalne diety, nie powinnaś też faszerować się tonami sztucznych suplementów o wątpliwej skuteczności, za to o wysokiej cenie. Lepiej przyjrzeć się swojej diecie i poza ruchem, najlepiej na świeżym powietrzu, włączyć pokarmy, które naturalnie wesprą twój organizm do walki z nadmiarem kilogramów. 

Wybierz produkty pełne odżywczych składników, które ułatwiają odchudzanie.

1. Cytrusy

Fot. iStock

Fot. iStock

Kwaśne? I bardzo dobrze! Cytrusy znane są z odkwaszającego wpływu na organizm, wzmacniają system immunologiczny oraz zawierają duże ilości witaminy C, która pomaga w utrzymaniu prawidłowej wagi ciała.Według badań przeprowadzonych w Journal of Nutrition w 2007 roku, naukowcy ustalili, że osoby zjadający więcej produktów z wysoką zawartością witaminy C, są szczuplejsi niż ludzie unikający witaminy C w codziennej konsumpcji żywności. Najprościej i najskuteczniej dla detoksu będzie wyciśnięcie soku z cytryny do ciepłej wody i picie go codziennie rano na czczo. To pozwoli lepiej spalać tłuszcz i wzmocni układ odpornościowy.

2. Cynamon

Przyprawa o charakterystycznym zapachu nadaje się nie tylko do pierniczków, ale i poprawiania smaku np. kawy. Warto ją spożywać częściej, ponieważ cynamon pomaga w regulacji poziomu cukru we krwi, co jest bardzo ważne w procesie odchudzania. Ma on także przeciwbakteryjne i przeciwpasożytnicze właściwości, pomaga zrównoważyć poziom glukozy i cholesterolu oraz ciśnienie krwi. Jeśli nie posmakuje ci w kawie, dorzucaj go do musli i koktajli lub zmieszaj z taką samą ilością miodu w szklance w bardzo ciepłej wodzie.

3. Kakao

Fot. iStock

Fot. iStock

Naturalne kakao poprawia nastrój, dostarcza organizmowi dużą ilość przeciwutleniaczy i białek. Zawiera polifenole, które dobrze wspierają metabolizowanie tłuszczu i zużywanie go jako energii dla organizmu. Wykorzystasz je zarówno jako napój, jak i dodatek do różnych deserów. Możesz sobie także pozwolić na niewliekie ilości prawdziwej, gorzkiej czekolady.

4. Kurkuma

Ta złota przyprawa także ma cenne działanie dla naszej sylwetki, ponieważ przyspiesza trawienie i poprawia metabolizm. A wszystko dzięki kurkuminie, która ogranicza rozwój komórek tłuszczowych, oraz pomaga w likwidacji tych już istniejących. Kurkumę śmiało dodawaj do potraw zarówno słodkich, jak i ostrych, ze względu na jej właściwości i niedominujący, lekko mdły smak.

5. Imbir

Fot. iStock

Fot. iStock

O konkretnym, ostrym smaku ma wielu wielbicieli. Pomaga w trawieniu i zapewnia wysoką zawartość błonnika, który daje uczucie sytości. Podkręca tempo metabolizmu, reguluje poziom cukru we krwi i pomaga w spalaniu tłuszczu i kalorii. Dodasz go do obiadu, by zaostrzyć smak, ale i napojów typu zielona herbata oraz kawa, co również rozgrzeje twój organizm od wewnątrz.

6. Czosnek 

Działa na zwiększenie metabolizmu, spalanie tłuszczu i detoksykację organizmu. Wyrównuje poziom cukru we krwi i pomaga w skutecznej utracie wagi. To popularne warzywo dodasz nie tylko do obiadów, ale wzmocnisz jego działanie, predictably go w ten sposób: 3 ząbki czosnku pokrój i zostawić na 10 minut; następnie dodaj sok z cytryny z 1 cytryny w szklance wody. Wymieszać specyfik i pij na czczo w godzinach porannych.

7. Papryka chili 

Hamuje apetyt na tłuste oraz słodkie potrawy. Zawiera kapsaicynę pobudzającą wydzielanie soków trawiennych, wpływającą na metabolizm tłuszczów i przyspieszającą jego przemianę w energię. Dzięki niej tłuszcz nie odkłada się w postaci nieapetycznych fałdek w trudnych do ukrycia miejscach. W niewielkich ilościach dodaje się ją do potraw.

Fot. iStock

Fot. iStock

8. Miód

Ale tylko ten naturalny, prosto z pasieki, który zawiera cenne składniki dla twojego zdrowia, takie jak m.in. żelazo, sód, potas, fosfor, wapń i cynk. Miód naturalny pomaga zwiększyć metabolizm, podkręcając skuteczne spalanie tłuszczu. Poza tym to doskonały naturalny zamiennik dla cukru, który jest nie tylko pozbawiony składników odżywczych, ale jest kaloryczny i wybitnie niezdrowy. Miód możesz śmiało dodawać do napojów (byle nie gorących!), ale także słodzić desery i smarować nim kanapki.

9. Ocet jabłkowy

Fot. iStock

Fot. iStock

Brzmi ekstremalnie? A nie powinien, bo to doskonały i zdrowy zamiennik dla zwykłego octu. Ocet jabłkowy zawiera mnóstwo włókien oraz kwasów organicznych, które ograniczają odczuwanie głodu i zapobiegają sięganie po nie zawsze zdrowe przekąski. Według badań opublikowanych w 2005 roku w European Journal of Clinical Nutrition, ludzie, którzy spożywający ocet jabłkowy jedli mniej i czuli się bardziej syci  przeciwieństwie do osób, które nie włączały octu jabłkowego do jadłospisu. Aby ocet był bezpieczny dla żołądka i skuteczny dla spalania tłuszczu, warto rozcieńczyć 2 łyżki organicznego octu jabłkowego w szklance wody i wypić 30 minut przed posiłkiem.

10. Olej kokosowy

Coraz częściej pojawia się na półkach sklepowych, warto więc sięgać po niego często. Zawiera on tłuszcze nasycone, które pomagają w redukcji masy ciała oraz zapewniają uczucie sytości i brak chęci ciągłego podjadania. Olej kokosowy przyspiesza metabolizm i zmniejsza apetyt oraz spowalnia starzenie się organizmu. Możesz na nim smażyć, rozsmarowywać go na pieczywie zamiast masła, dodawać do prażonego popcornu jako zdrowej przekąski oraz wypieków.

11. Siemię lniane

Siemię lniane dostarcza mnóstwo błonnika, który pomaga w wypróżnieniach i wspiera system trawienny oraz zdrowe bakterie jelitowe, co ma pływ na zachowanie szczuplej sylwetki. Przyśpiesza proces metabolizmu, ze względu na pobudzenie do pracy kosmyków jelitowych. Zawiera także dużą ilości kwasów tłuszczowych omega 3 i dobrze zmniejsza głód, stabilizuje poziom cholesterolu w organizmie, chroni i regeneruje narządy wewnętrzne. Zmielone siemię dodasz do jogurtu, surówek czy obiadów, a także koktajli.

12. Jogurt grecki

Fot. iStock

Fot. iStock

Zawiera dwa razy więcej białka niż inne jogurty, a białko jest dłużej trawione, więc lepiej syci i hamuje napady głodu. Wapń zawarty w jogurcie wiąże również kwasy tłuszczowe w jelitach prowadząc do ich wydalania zamiast wchłaniania. Pamiętaj, że im mniej cukru w jogurcie, tym mniejsze gwałtowne wzrosty poziomu cukru we krwi, oraz lepsze spalanie kalorii pochodzących z tłuszczu.

13. Komosa ryżowa

Znana także jako quinoa  posiada najwięcej białka ze wszystkich zbóż: 8 g w ilości mieszczącej się w szklance. Bogata w błonnik ma też więcej wapnia niż mleko, stanowi również bardzo dobre źródło żelaza, cynku, selenu, witaminy E i witamin z grupy B. Wystarczy ją ugotować tak jak ryż.


źródło: www.lifehack.org


Przechodzone związki. Miłość wygasła, bo nie zadbaliśmy o nią odpowiednio

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 sierpnia 2016
Przechodzone związki. Miłość wygasła, bo nie zadbaliśmy o nią odpowiednio
Fot. iStock / BraunS

Cztery lata liceum, trzy lata studiów licencjackich, dwa lata magisterki pięć lat w pierwszym, wspólnym mieszkaniu zaraz po studiach –  wylicza Małgosia. Potem szybka decyzja o ślubie i… wcale nie happy end, ale koniec związku. Ku zdumieniu rodziny i przyjaciół, ślub odwołali na kilka dni przed planowaną ceremonią.

Czy próbowali ratować ten związek? Tak, poszli nawet na terapię dla par, ale bez przekonania, że to coś pomoże. Mimo to, odsuwali od siebie myśl, że ta miłość się skończyła. Bo przecież miało być tak pięknie, mieli już być ze sobą na zawsze, a tu: katastrofa. Serce weszło w konflikt z rozumem.

– To nie chodzi chyba wcale o to, że spędziliśmy ze sobą tyle czasu przed ślubem, że poznaliśmy się lepiej niż niejedno małżeństwo – mówi Gosia. – Nie sądzę też aby „zepsuło” nas to, że nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Ta miłość wygasła, bo nie zadbaliśmy o nią odpowiednio. To przychodziło stopniowo, powoli ale konsekwentnie oddalaliśmy się od siebie emocjonalnie,  fizycznie będąc cały czas bardzo blisko. Nie wiem nawet, w którym momencie przestałam go kochać. Myślę, że nasze zaręczyny były po prostu próbą ratowania czegoś, co wymykało nam się z rąk.

Poznaliśmy się jako bardzo młode dzieci. Fascynację dwojga nastolatków potraktowaliśmy z punktu jako bazę dla czegoś wielkiego. Znajomości naszych rówieśników rozpadały się,  były przelotne, my trwaliśmy dalej. Dobrze się rozumieliśmy, mieliśmy podobne priorytety, więc trzymaliśmy się razem. A potem to już się jakoś tak potoczyło: jeden kierunek studiów, wspólne wyjazdy , wspólne zainteresowania. Ścieżki zawodowe wybraliśmy różne, ale po pracy wracaliśmy do siebie do wspólnego domu. Na początku tego „dorosłego” życia wszystko układało się świetnie. Było o czym rozmawiać: jego kariera w dużej, międzynarodowej firmie i moje pierwsze kroki w znanym wydawnictwie. W wakacje podróże po Europie, w ciągu roku dobre kino i spotkania z przyjaciółmi, zawsze razem. Dalej jadaliśmy niedzielne obiady u moich rodziców i piliśmy kawę z jego mamą. Żyliśmy, oddychaliśmy, spaliśmy i nawet kochaliśmy się w ten sam, przewidywalny sposób.

W pewnym momencie pochłonęło nas kolekcjonowanie pamiątek z naszych podróży. Kolekcjonowaliśmy je wręcz kompulsywnie, tak jakby miały być gwarancją naszego szczęścia, ale nie zadbaliśmy o to, co najważniejsze – o nasze uczucie. A był wtedy na to najwyższy czas, bo zaczęło gasnąć.

Wracaliśmy do siebie po pracy i bardziej męczyła nas nasza obecność, niż zawodowe obowiązki, a było ich naprawdę sporo. Tak nas to przestraszyło, że zamiast dać sobie trochę przestrzeni, na siłę staraliśmy się być jeszcze bliżej siebie. Wtedy jeszcze mogliśmy to uratować.

Jeśli pytasz mnie dziś czym jest „przechodzony związek” to powiem ci, że to taki układ w którym dwoje ludzi kiedyś coś ze sobą połączyło,  ale nie umieli tego odpowiednio rozwinąć, pielęgnować. Nie potrafili o tę miłość czy też zauroczenie zadbać. Pomylili wygodę, „święty spokój” i poczucie, że ten punkt życiowego programu mają już odhaczony, z prawdziwym sensem miłości. Nie uważam wcale że to dotyczy par, które zbyt długo zwlekały z legalizacją swojej relacji.

Skąd wiedziałam, że to koniec? Długo się przed tym broniłam. Myślę, że świadomość przyszła w dniu, w którym wracałam z pracy i czułam ogromną złość, że on tam będzie. Otwierałam drzwi kluczem i myślałam: „Boże, wcale nie chcę tam być. Wejdę i co mu powiem? Cześć kochanie, jak ci minął dzień? Wcale nie chcę tego słuchać, wcale mnie to nie interesuje…”. Przestraszyłam się. Usiedliśmy na łóżku i powiedziałam: „Zróbmy coś z naszym życiem, zmieńmy coś”. Tydzień później poszliśmy na terapię par, a za następne dwa tygodnie dostałam pierścionek  zaręczynowy. Paweł uklęknął przede mną i zapytał czy zostanę jego żoną, a w moich oczach pojawiły się łzy. Wydaje ci się to normalne, kiedy słyszysz takie pytanie od swojego ukochanego, masz prawo się wzruszyć płakać ze szczęścia. Ale ja płakałam z niepewności. Małżeństwo to dla mnie etap „ostateczy”. Ślub jest rozwiązaniem na całe życie, przypieczętowaniem związku. Mimo to powiedziałam „tak”. W nocy zwymiotowałam z przerażenia i nerwów. Rano powiedziałam Pawłowi, że to grypa żołądkowa. On też się miotał, widziałam to. Na terapii byliśmy może cztery razy, ale zabrakło tam naszej szczerości, zaangażowania. Żałuję tego bardzo, żałuję, że nie porozmawialiśmy szczerze o swoich uczuciach wcześniej.

Przez całe 8 miesięcy próbowaliśmy zagłuszyć nasze sumienia przygotowując się do ślubu, którego wcale nie chcieliśmy. Robiliśmy dobrą minę do złej gry, gdy tymczasem nasz związek przestawał przypominać relację między kobietą a mężczyzną.  Schudłam, wszyscy myśleli, że przejmuję się ceremonią.  A ja żyłam w przeświadczeniu, że wyjdę za mąż za mężczyznę, którego nie kocham. Wiedziałam, że nie będę szczęśliwa. Dodatkowo w pracy pojawił się facet, który zaczął niebezpieczne zaprzątać mój umysł. To wszystko nie tak miało być!

Dwa tygodnie przed ślubem żarty się skończyły. Nie byłam w stanie jeść, codziennie wymiotowałam z nerwów, przestałam rozmawiać z przyjaciółką. 3 dni przed ceremonią Paweł wziął mnie za rękę i powiedział, że nie możemy tego zrobić. Że on bardzo nie chce mnie zranić, ale mówi mi to bo widzi, że i ja się męczę w tym układzie. Popłakałam się – tym razem ze szczęścia. Przegadaliśmy całą noc, pierwszy raz szczerze. Nie mogłam uwierzyć, że zabrnęliśmy w to wszystko tak daleko. Rano Paweł spakował walizkę i wyszedł. Wynajął pokój, potem mieszkanie. Kontakt mamy sporadyczny, ale serdeczny. Nikt tu nie chciał nikogo skrzywdzić, a raczej uratować.

Największy problem z zaakceptowaniem tego, co się stało mieli nasi rodzice i przyjaciele. „No jak to – słyszałam – przecież tak świetnie do siebie pasowaliście, nigdy się nie kłóciliście, nigdy nie mieliście kryzysu…”. Nie kłóciliśmy się, bo po prostu nam nie zależało, taka jest prawda o naszym związku.

Dziś jestem sama. Paweł spotyka się z kimś myślę, że jest szczęśliwy, a na pewno bardzo zaangażowany. Ale nie spieszy się z poważnymi decyzjami.


 

7 cech „przechodzonego” związku

  1. Żyjecie „obok” siebie, a nie razem.
  2. Partner zaczyna wzbudzać w tobie nieuzasadnioną agresję i zniecierpliwienie.
  3. 3.Masz poczucie, że na ten związek jesteś po prostu skazana, że nic dobrego cię już w miłości nie czeka.
  4. Izolacja – więcej czasu spędzasz samotnie niż z nim i dobrze ci z tym.
  5. Masz symptomy fizyczne: bóle głowy, brzucha, tracisz apetyt. Twój organizm wysyła sygnały, że czujesz się źle psychicznie.
  6. Odczuwasz chroniczne zmęczenie nim, jego obecnością, snuciem wspólnyc planów.
  7. Odczuwasz paniczny strach na myśl o formalizacji tego związku.

Rada Przejrzystości zmieniła opinię. Naprotechnologia już jest w porządku, in vitro niekoniecznie

Anika Zadylak
Anika Zadylak
25 sierpnia 2016
Fot. iStock / Homunkulus28
Fot. iStock / Homunkulus28

Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł, jak planował, tak zrobił. Odebrał Polakom możliwość łatwego dostępu do in vitro, za to przedstawił plan, jak leczyć niepłodność zgodnie z nową polityką (czy jak złośliwi twierdzą „po bożemu”).

Nikogo chyba specjalnie nie zaskoczyła ta wiadomość, ponieważ to, że PIS odbierze możliwość korzystania z refundowanego in vitro, było do przewidzenia. Ale, że zrobią to w tak błyskawicznym tempie, już niekoniecznie. W zamian za to ma się pojawić „Narodowy Program Prokreacyjny”.

Rada Przejrzystości – czyli opiniotwórczo-doradczy organ, przy rządowej Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, jeszcze cztery miesiące temu, miała z goła odmienne zdanie, oceniając leczenie niepłodności, ściśle według kryteriów naukowych. Ale wszystko uległo diametralnej zmianie i rząd dostał od Rady, zielone światło, zabierając tym samym naszym rodakom, łatwiejszy dostęp do pozaustrojowego zapłodnienia.

Cytując Portal Opinii Tok Fm – W opinii Rady na temat Programu Kompleksowej Opieki Zdrowia Prokreacyjnego w Polsce na próżno można szukać zamówionych ekspertyz, potwierdzających słuszny, bądź nie, kierunek, którym podąża resort zdrowia. *

I nie znajdziemy ich, ponieważ nikt takowych w AOTMiT w sierpniu nie zamawiał. Opinie były wcześniej, wtedy gdy Rada bardzo obszernie udokumentowała swoją decyzję odmowną dla naprotechnologii.

Znajdziemy w niej za to „usprawiedliwienie”, czyli akapit o następującej treści: „Rada Przejrzystości zwraca uwagę na pośpieszny tryb wdrażania wielospecjalistycznego projektu, co uniemożliwia zasięgnięcie opinii ekspertów z poszczególnych specjalności medycznych”.

Były minister zdrowia, Marek Balicki, nie kryje oburzenia. Mówi, że to niezrozumiałe i niepokojące, że organ jakim jest jakim jest Rada Przejrzystości przy Agencji Oceny Technologii Medycznych, wydaje opinie, pisząc, że nie jest w stanie zasięgnąć opinii ekspertów. – Co jest jej podstawą? Zwłaszcza, że sprawa dotyczy dostępu do procedury medycznej, która dotąd była finansowana ze środków publicznych. Bez opinii ekspertów nie odważyłbym się na taki krok. – twierdzi Balicki.*

„Resort zapewnia, że terapia w ośrodkach zdrowia prokreacyjnego będzie się opierała na aktualnej wiedzy medycznej. Ma to być zarówno leczenie zachowawcze czy chirurgiczne, ale przede wszystkim diagnostyka. I wsparcie psychologa. – Wiadomo, że dla wielu par to kłopoty emocjonalne są przyczyną problemów z zajściem w ciążę – mówił dwa tygodnie temu minister Radziwiłł”*

Tajemnica nagłej zmiany zdania Rady nie napawa optymizmem – zwłaszcza, że jeszcze w kwietniu opinia w sprawie naprotechnologii była negatywna, pewne natomiast są liczby. Jak podaje TOK FM, Program Wsparcia Niepłodności, bez procedury in vitro, będzie kosztował polskich podatników ok. 75 mln zł.

Narodowy Program Prokreacyjny rusza niebawem, a Minister Zdrowia nie pozostawia złudzeń – Naszym celem jest całkowite odejście od in vitro.* Przerażające i niewiarygodne. A już na pewno, nie śmieszne.


*TOK FM 


Zobacz także

fot. materiały z sesji wizerunkowej Nessi

Miejskie sytuacje. Nowa kolekcja Nessi jesień – zima 2016/2017

Fot. iStock/Squaredpixels

I kto tu komu powinien gotować rosół? Kto gorzej przechodzi przeziębienie i grypę?

Fot. iStock

Krew pępowinowa – czy to naprawdę działa? Komórki macierzyste mają coraz więcej zastosowań