Jak pozycja w jakiej śpisz wpływa na twoje zdrowie

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
21 listopada 2016
Fot. iStock / Yuri_Arcurs
Fot. iStock / Yuri_Arcurs

Sen jest niezwykle ważny dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego. Bez odpowiedniej dawki snu, możemy zapracować sobie na przykre skutki w postaci zwiększenia ryzyka zachorowania na choroby serca, nerwowość, nudności i zawroty głowy. Cierpi na tym również uroda, strasząc nas z rana pogorszeniem stanu cery, podkrążonymi oczami. 

Ale problemem nie jest tylko fakt braku czasu na sen, który sami sobie ograniczamy na rzecz ponadwymiarowej pracy, czy imprezowania. Szkodzi również nieodpowiednia pozycja, która wpływa na to, czy nas nocny odpoczynek jest tak wartościowy, jak być powinien. To, jak śpisz w nocy, wpływa na twoje samopoczucie w ciągu dnia.

1. Spanie na plecach działa niczym joga

O dobrym wpływie jogi na równowagę fizyczną i emocjonalną, wiadomo od dawna. Warto również przekonać się, jakie pozytywy niesie ze sobą spanie na plecach w ciągu nocy. A jest to zdecydowanie najlepsza pozycja na sen, wpływająca na zachowanie prawidłowej postawy, zmniejszenie bólu głowy, zwiększenie energii i zapobieganie bezsenności. Jeśli w dodatku dysponujesz odpowiednim, stabilizującym kręgosłup materacem, pozytywnie wpłyniesz na stabilność szyi i kręgosłupa, niwelując przykre objawy bólu czy dyskomfortu z ich strony. Jedyny minus, jakiego można się w tej pozycji dopatrzyć, to problem ze swobodnym oddychaniem, będący zagrożeniem u osób cierpiących na bezdech senny.

2. Pozycja na brzuchu szkodzi płucom i nie tylko

Wiele osób chętnie sypia na brzuchu, z głową ułożoną na boku. Po prostu lubimy tę pozycję i niespecjalnie zastanawiamy się nad jej skutkami, po kilku godzinach zalegania w niej nocą. A przecież spanie na brzuchu nie tylko nie należy do najwygodniejszych ze względu na naciągnięcie mięśni kręgosłupa odcinka szyjnego, co powoduje bóle oraz zagrożeniem utratą czucia w kończynach w ekstremalnych przypadkach. Cierpią także inne organy, takie jak płuca, które uciskane systematyczne, nie wypełniają się powietrzem, tak jak powinny, ograniczając dotlenienie organizmu. A przecież noc powinna być czasem głębokiej regeneracji.

Fot. iStock / Yuri_Arcurs

Fot. iStock / Yuri_Arcurs

3. Pozycję na lewym boku pokocha twoje serce

Sen na lewym boku ułatwia pracę sercu i wątrobie, ale nie tylko. To bardzo komfortowa dla organizmu pozycja, ponieważ na lewej stronie kumuluje się główna część układu limfatycznego, odpowiedzialnego za prawidłowe krążenie limfy, a w niej białka, glukozy, metabolitów i innych składników filtrowanych przez węzły chłonne. Ponadto 80% masy serca znajduje się po lewej stronie ciała, więc śpiąc na lewym boku, ułatwiamy krążenie. Ta pozycja zbawienna jest także dla naszego układu trawiennego, który głównie znajduje się po lewej stronie ciała, co pomaga w wydzielaniu soków i enzymów trawiennych, a przez to w lepszym trawieniu.

4. Zapomnij o prawym boku, gdy cierpisz na chorobę refluksową

Gdy śpimy na prawej stronie, możemy nabawić się refluksu lub wzmocnić jego nieprzyjemne objawy. W tej pozycji kwasy żołądkowe będą przemieszczać się do przełyku, co jeszcze bardziej zaszkodzi sprawie.


źródło: www.lifehack.org, krokdozdrowia.pl


10 sposobów, by wzmocnić wasz związek. Bądźcie ze sobą szczęśliwsi

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 listopada 2016
10 sposobów, by wzmocnić wasz związek. Bądźcie ze sobą szczęśliwsi
Fot. iStock/gilaxia

Nie ma idealnym związków – to wiemy. Ale są związki, które do własnych ideałów dążą, są partnerzy, którzy są przy sobie szczęśliwi, a z dnia na dzień kochają coraz bardziej. Po latach ich miłość jest dojrzała, ma w sobie wiele spokoju i akceptacji.

Wiadomo, że każdy związek wymaga pracy – ile razy nam się nie chce i mamy ochotę odpuścić? Ale bilans zysków i strat takiego odpuszczenia bywa bolesny. Co zatem można zrobić, by wzmocnić wasz związek, by mieć poczucie, że podążacie w dobrym kierunku?

Jest na to kilka sprawdzonych sposobów.

Ważne, by być uważnym

Wiem, że samo słowo „uważność” może już wychodzić każdemu bokiem, ale no tak jest, że jest ona niezwykle istotna. Chcesz, by twój związek nieustannie się rozwijał – bądź uważnym na potrzeby, pragnienia i uczucia drugiej osoby. Pamiętaj o takich rzeczach, jak urodziny, rocznice. Kiedy jest się świadomym nastroju partnera, łatwiej go wesprzeć, spróbować zrozumieć, łatwiej zareagować – na przykład jak pomóc po stresującym dniu. Nie kwitujcie swoich uczuć fochem, czy bólem głowy.

Bądźcie swoimi najwierniejszymi kibicami

Wspierajcie się nawzajem, chwalcie, cieszcie się nawzajem ze swoich sukcesów. Nie bądźcie wobec siebie krytyczni, wręcz przeciwnie mówcie, że wierzycie w tę drugą osobę, że to co sobie zaplanuje na pewno się uda, bo w końcu komu, jak nie jemu/czy jej. Nikt nie lubi, kiedy jego pomysł jest od razu zbijany tysiącem wątpliwości, w końcu – jak się chce, to musi się udać, ważne, żeby być w tym razem.

Nie bądźcie całe życie poważni

Śmiech to zdrowie, śmiech to rozładowanie trudnych sytuacji. Miejcie dystans do siebie, nie traktujcie swoich wszystkich problemów śmiertelnie poważnie. Czasami warto coś obrócić w żart i zobaczyć absurd sytuacji, czy powodu do kłótni. To bardzo ważne, aby wspólnie się śmiać.

Dbajcie o wasze ciała

I nie chodzi o to, żebyś wbijała się w rozmiar 36, albo żeby on teraz stał się przystojnym mięśniakiem z siłowni. Wcale nie. Cały ambaras polega na tym, by o siebie dbać – być aktywnym, jak nie biegać to wychodzić na szybkie spacery, dbać o to, co jemy – by nie robić z siebie śmietnika na przypadkowe jedzenie. Wcale nie trzeba katorżniczych treningów czy diet, by pozostać atrakcyjnym.

Bądźcie od czasu do czasu spontaniczni

Jasne, że ważne jest by mieć ustalony rytm, plan. Ale od czasu do czasu warto się z niego wyłamać, zaskoczyć siebie nawzajem, wpaść na jakiś szalony pomysł i po prostu go zrealizować. Nic tak nie pobudza emocji, nie wyrywa z rutyny, jak odrobina spontaniczności w związku – to może być rezerwacja lotu w promocji w jakieś egzotyczne miejsce, wypad w zimowy weekend nad morze. Bez planowania, ale z czystej ochoty na szaleństwo.

Słuchajcie się nawzajem

Niby banał, bo przecież słuchamy. Ale chodzi o to, by rozmawiając nie zerkać na telefon, nie wieszać w tym czasie prania w pomieszczeniu obok, nie odpisywać na ważne maile. Nie – jeśli rozmawiacie, to pozostańcie na sobie skupieni, na tym, co każde z was chce powiedzieć. Nikt nie lubi być ignorowany.

Niech wasz związek będzie priorytetem

Po latach związku lubimy spędzać czas osobno – z przyjaciółką, z kolegami. To już nie ten czas, kiedy nie zachowujemy się jak papużki nierozłączki. Mamy siebie, i tyle – po co spędzać czas wspólnie. Nic bardziej błędnego. Dbając o swój komfort, realizując własne pasje nie możemy zapomnieć o tym, że wspólnie spędzony wieczór, popołudnie, czy weekend jest nadal bardzo ważny, bo ważny jest dla nas nasz związek. Nie przestawajmy dbać o to, by wyszarpać z natłoku zajęć wspólne chwile.

Ważne, by być w związku elastycznym

To jest chyba często przyczyna frustracji. Bo ja tak zaplanowałam, a on te plany zburzył. Bo on tak chciał, a ona znowu coś wymyśliła. Zamiast obrzucać się nawzajem oskarżeniami o to, że jedno z was nie wpisało się w plan drugiego, może warto zdobyć się na odrobinę elastyczności, nie trzymać się twardo tego, co sobie postanowiliśmy. W końcu, czy świat się zawali, jeśli jakiegoś punktu naszego planu nie zrealizujemy?

Bierzcie odpowiedzialność po połowie

Łatwo rzucać oskarżenia na partnera obwiniając go za całe zło świata, za to, co złe w waszym związku. Zdecydowanie trudniej przyjrzeć się sobie i w sobie zobaczyć jednak część winy za to, co się dzieje w waszym związku. Warto być świadomym tego, że bardzo często winę za kłótnię, za brak komfortu, ciche dni ponoszą dwie osoby – weźcie odpowiedzialność za to co mówicie, jak postępujecie i jak się zachowujecie. Wtedy zdecydowanie łatwiej naprawić to, co w związku się psuje.

Pracujcie nad waszym związkiem

Zakręciliśmy koło, bo o tej pracy było na samym początku. Ale to jeden z fundamentów szczęśliwych związków, które rozwiązują wspólnie problemy, a nie zamiatają je pod dywan lub udają, że w ogóle ich nie ma. Każda przeszkoda, każda trudna sytuacja wspólnie przezwyciężona wzmacnia waszą miłość, szacunek do siebie, sprawia, że stajemy się sobie jeszcze bardziej bliżsi (choć czasami wydaje się to już niemożliwe). A przecież o każdy związek warto walczyć, choćby po to, by mieć świadomość, że zrobiliśmy wszystko, by być ze sobą szczęśliwymi.


źródło: powerofpositvity.com


Pomyślałam że los nam siebie dał, żeby było sierotom takim jak my, łatwiej żyć

Anika Zadylak
Anika Zadylak
21 listopada 2016
Fot. iStock / lolostock
Fot. iStock / lolostock

Iwona: – Wiesz, ja zawsze marzyłam o tym, żeby móc się nimi opiekować. Oni tacy już starusieńcy, przygarbieni, siwe jak mróz włosy. I wtedy ja mogłabym im podać herbatę, zawieźć do lekarza, pomóc się ubrać. Tak jak oni mi pomagali, gdy byłam dzieckiem. Tylko nie zdążyłam wiesz, nie zdążyłam im podziękować, powiedzieć, że są dla mnie najważniejsi, że jedyni. Że tak bardzo ich kocham, tak cholernie jestem im wdzięczna za wszystko. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowych, gdy miałam 20 lat. Zostałam ze starszą siostrą i dziurą w sercu. Taka wyrwą, której niczym nie załatasz, niczym nie skleisz. Dlatego, gdy poznałam Wojtka i usłyszałam, że też nie ma rodziców, pomyślałam, że los nam siebie dał. Żeby było sierotom takim jak my, łatwiej żyć.

Czy ty wiesz, jak ja się wtedy czułam? Wtedy, gdy odkryłam, że mój własny mąż uśmiercił przede mną matkę i ojca, bo mu do mebli nie pasowali? Wyszłam za potwora. Nie potrafię inaczej nazwać człowieka, który wstydzi się własnych rodziców. A jedynym przejawem pamięci z jego strony, jest comiesięczny przelew. I to dzięki temu przelewowi właśnie trafiłam do domu spokojnej starości. Do miejsca, w którym tak wielu  zapomina, komu zawdzięcza to, że żyje. 

Iwona ma 32 lata. Właśnie wróciła z drugiej i ostatniej sprawy rozwodowej. Była szczęśliwą żoną przez 3 lata, wcześniej przez kilkanaście miesięcy noszoną na rękach narzeczoną. Historia jak z bajki. Poznali się na wakacjach, gdzie ona zarabiała na utrzymanie a on, odpoczywał po ciężkiej pracy. Zwróciła na niego uwagę i wcale tego nie ukrywa. Wzdychała nawet do koleżanki kelnerki, że taki facet to marzenie. Przystojny, młody a już ustawiony. W  hotelu, w którym oboje byli wszyscy wiedzieli, że to znany biznesmen. I, że jest singlem. Iwona też była sama, ciężkie życie za nią. Rodzice odeszli, gdy była młodą dziewczyną. Zostały same z niepełnosprawna siostrą. Trzeba było zakasać rękawy, schować do kieszeni ambicje i marzenia o studiach i zapieprzać. Gdy pojawił się Wojtek, myślała, że wygrała życie. Niestety, ta bajka nie ma dobrego zakończenia.

Iwona: – To się tak jakoś podziało. Pierwszy mnie zaczepił, zapytał czy nie orientuję się, jak dojechać w pewne miejsce. Pracowałam we Włoszech już któryś sezon, zawsze w tym samym hotelu. Odpowiedziałam i jakoś tak rozmawialiśmy chyba z pół godziny, aż dziewczyny do mnie zza baru mrugały. Byłam jak ta nastolatka, która, gdy pierwszy raz się zakocha, podskakuje na dźwięk telefonu, myśląc, że to jej ukochany.

To takie ciepłe uczucie, miłe, tym bardziej, że wcześniej mi się układało. Nie bardzo było kiedy myśleć o romansach, bo najpierw siostrze pomagałam. Potem gdy wyszła za mąż, dom po rodzicach trzeba było remontować. Życie, każdy wie jak jest. A z nim się jakoś tak lekko rozmawiało, tak zwyczajnie. Choć on przecież taki niezwykły, z dobrego domu, wykształcony. Miał pieniądze ale czy to coś złego, jak sobie człowiek sam na nie zapracuje? Ja do dziś nie wiem ile on tych fabryk i sklepów ma, nigdy mnie to jakoś nie interesowało. Wtedy też mnie zatrzymało coś innego. Ten jego spokój, dystans, ale bez wyniosłości. Wieczorem przyszedł znowu na drinka, widziałam, że czeka, aż skończę. Zapytał wprost, czy może mnie odprowadzić lub zabrać na spacer. Już po drodze przyznał się, że wcale nie szukał miejsca, o które mnie zapytał rano. Po prostu chciał zaczepić, zacząć rozmowę, ale nie bardzo wiedział jak. Bał się, że odbiorę go jako natrętnego turystę, który przyjeżdża tylko po to, żeby podrywać barmanki.

Przegadaliśmy całą noc, nawet się przy nim rozpłakałam, gdy opowiadałam o swojej mamie. On mnie wtedy tak lekko dotknął i powiedział, że tak bardzo mnie rozumie. Jego urlop dobiegł końca, poprosił mnie o numer telefonu. Oczywiście, że od razu dałam sobie spokój. Do niczego między nami nie doszło, kilka razy niechcący dotknął mojej dłoni, to wszystko. Mimo to, jakoś tak żal mi było, że to już koniec. Bo czułam, że to fajny facet. Taki, z którym chce się po prostu żyć.

Wróciłam do Polski tydzień po nim i zanim zdążyłam rozpakować walizkę, już pytał czy wszystko u mnie dobrze. I zaproponował kolację. Oczywiście udawałam obojętną, ale niedługo… No i zaczęła się nasza idylla. I ta miłość taka wyczekana, intensywna, taka jedyna i prawdziwa.

Szybko poznałam jego znajomych, bo nie miał rodziny. Widziałam kilka zdjęć jego mamy, tatę gdzieś,  jak Wojtek był jeszcze mały. Na strychu kiedyś przypadkiem znalazłam. I  zapytałam, kim są ludzie na zdjęciach. Bardzo się zdenerwował, wyrwał mi je, zabronił grzebać w swoich rzeczach. Zaraz potem przeprosił, tłumaczył, że po śmierci jego rodziców poszło o pieniądze, że o to poróżnił się z rodziną. Był jedynakiem, na zdjęciach to tylko dalsze ciotki i wujkowie, że większość z nich już nie żyje. Jak się potem dowiedziałam, było to częściową prawdą. Pokłócili się i odwrócili od niego, ale nie przez kasę.  Teraz to widzę i rozumiem, dlaczego tak bez ładu i składu o tym mówił. Zdawkowo i z nerwami. Wtedy myślałam, że ta śmierć rodziców tak go boli. Do końca nie wiedziałam, kiedy tak naprawdę odeszli i dlaczego są pochowani w tak odległym miejscu. I, że on sam do nich jeździ na grób raz do roku. Ale szanowałam to, przecież każdy tak różnie przechodzi stratę najbliższych osób. Nie dopytywałam, nie rozgrzebywałam, może i mój błąd. Życie nam się układało, było coraz piękniej, coraz bardziej pewni siebie nawzajem byliśmy. I poprosił mnie o rękę. Bez żadnych brylantów, drogich restauracji. Siedzieliśmy wieczorem w ogrodzie i on nagle zapytał, czy nie chciałabym nosić jego nazwiska. Głośno przez łzy palnęłam, że przecież mógłby mieć każdą kobietę. Odparł tylko, że nie chcę każdej, tylko mnie.

To nie było wesele tylko przyjęcie. Kilkoro jego najbliższych znajomych z pracy, moja koleżanka i siostra z mężem. Pamiętam, że podczas toastu, jedna ze znajomych męża z dziwnym wyrazem twarzy powiedziała – Dziwna impreza, gdzie nie ma najważniejszych osób. Co, twoi też nie  żyją?  – zakończyła patrząc na mnie i głupio się uśmiechając. Wyprowadzili ją a Wojtek tłumaczył coś, że bywa specyficzna, zwłaszcza gdy za dużo wypije. Nie wracałam już do tamtego zdarzenia, choć wzbudziło mój niepokój. Mijał dzień za dniem. On od rana do wieczora w firmie, ja wróciłam na uczelnię, zajmowałam się domem i trochę pomagałam, przy rozliczaniu faktur. Wiesz jak człowiek musi, to się wszystkiego w życiu nauczy.

Byliśmy po prostu szczęśliwi. A gdy urodził się Staś, Wojtek wprost oszalał. Mniej pracował, był świetnym ojcem. Wszystko robił podwójnie, jakby na zapas, nawet kochał go mocniej, ciągle przytulał. Jakby się czegoś bał, a Stasiu urodził się i był zdrowy. Na jego pierwsze urodziny przyszło parę osób. W kuchni zaczepiła mnie ta sama kobieta, która tak dziwnie na przyjęciu weselnym zapytała o moich rodziców. Czułam od niej jakąś niechęć, złość, może zazdrość. Chciałam wyjść, ale złapała mnie za rękę. Popatrzyła mi w oczy i wysyczała, czy nie boję się, że mój syn też mnie kiedyś gdzieś odda. Jak spod ziemi wyłonił się Wojtek i ją wyrzucił.

Wieczorem zapytałam jednak Wojciecha, co się dzieje. Zaczęłam naciskać, pytać o daty śmierci jego matki i ojca. Krzyczał, że to nie moja sprawa, że on mnie o moich nie pyta. Że jeśli ktoś umarł, to po co to wyciągać. Że się na mnie zawiódł, bo wierzę pijaczkom, które pletą  bzdury. Pogodziliśmy się rano, ale coś we mnie mówiło, coś kazało mi się temu przyjrzeć.

Minęły dobre dwa tygodnie od tego zajścia, mały się rozchorował a Wojtek był za granicą.  Potrzebowałam większej gotówki. Mąż kazał mi się zalogować na konto i zrobić przelew, bo sam nie miał czasu.  Wiem, nie powinnam tego robić, ale pobieżnie przejrzałam przelewy. Ten na okrągła sporą sumę, powtarzający się cyklicznie co miesiąc od dawna, zauważyłam od razu. Nie wiem, czy tak bardzo chciałam coś w końcu znaleźć, czy może to samo mnie znalazło…Nie było nazwy firmy. Tylko imię i nazwisko. I adres. Wszystko mi wirowało przed oczami, chciałam od razu do niego zadzwonić. Wyjaśnić dlaczego, na przelewach jest imię i nazwisko jego nieżyjącej matki. Ale zadzwoniłam po znajomą, żeby zaopiekowała się moim synkiem. Wsiadłam w auto. Boże, czy ty wiesz, że jechałam może godzinę z kawałkiem? I wcale nie na cmentarz? Godzinę od naszego pięknego, ogromnego domu. Pod adresem, który znalazłam na stronie banku, był Dom Spokojnej Starości. Nie mogłam oddychać, zastanawiałam się co zrobić. Weszłam tam w końcu i powiedziałam, że szukam pracy, że nawet jako sprzątaczka, bo mi zależy. Pielęgniarka kazała mi usiąść i poczekać, ale druga zaproponowała, że pokaże mi ośrodek. Śmiała się nawet, że może skutecznie mnie zniechęci, bo to ciężki kawałek chleba. I mnóstwo smutnych losów, w tych czterech ścianach każdego z pokoi.

Od razu ją poznałam. Widziałam na zdjęciu dwa, czy trzy razy, ale wiedziałam, że to ona. Siedziała zgarbiona przy oknie, w fotelu. Spadł jej koc, więc podeszłam i jej go podałam. Usiadłam na przeciwko i wyłam. Trzymałam za rękę moją teściową, tę samą, która podobno już dawno nie żyła. Pielęgniarka stała w drzwiach, nie pytała o nic, powiedziała tylko, żebym nie mówiła, że to ona mi pozwoliła. A ta starsza pani, matka mojego męża głaskała mnie po twarzy i mówiła, że ludzie źle mówią o jej synu, bo ją tu oddał. Że z mężem razem sobie tu byli, ale zmarł bardzo szybko. I, że ci sami źli ludzie mówią, że to ze zgryzoty. Ze wstydu, że ukochany Wojtuś się dorobił i starzy rodzice ze wsi, do wnętrz pałacu nie pasowali.  Ale ona wie, że to nie tak. Że na pogrzebie taty też nie był, bo taką ma pracę, ale na pewno było mu przykro. Przecież jak był mały, to ojciec go ciągle na rękach nosił, dbał żeby mu się krzywda nie stała.  Że jej synek to dobry człowiek i jak sobie tam wszystko poukłada, to na pewno ją zabierze. Bo ona, już tak długo na to czeka.

Wróciłam do domu, spakowałam rzeczy swoje i synka, i wyniosłam się, zanim Wojtek wrócił. Od razu poszłam do adwokata. Zadzwonił, gdy tylko się zorientował, że mnie nie ma. Przyjechałam, usiedliśmy przy stole w jadalni. Patrzyłam na niego i mówiłam, że jest bardzo podobny do swojej matki. Że ma takie same przyzwyczajenia, bo ona też często poprawia włosy. I dołeczki, gdy się uśmiecha, też ma po mamie. Patrzył w stół, skubał palce. Jego mama też tak robiła, gdy ze mną rozmawiała. Zapytał tylko, czy ograniczę mu prawa do Stasia. Żadnego przepraszam, żadnego wyjaśnienia czy propozycji, żeby ją stamtąd w końcu zabrać. Wstałam i podeszłam do drzwi. Odwróciłam się tylko jeszcze na moment. „Nie ograniczę mu praw, bo jest dobrym ojcem. Za to nigdy, nie powinien nazywać się czyimś  synem” – powiedziałam.

Pani Maria zmarła pół roku później. Bardzo chorowała, nie do końca była świadoma pewnych spraw. Ale widziała Stasia, mówiła, że wygląda jak jej syn, niemalże identyczny. I, że dzieci to skarb dla rodzica. Często o niej myślę, Stasiek wie, że to była jego babcia, choć jeszcze za mały jest na zadawanie pytań. Zresztą, to już sprawa jego ojca, żeby mu wytłumaczył, dlaczego była w tamtym miejscu. W tym samym, w którym ja pracuje od tamtego czasu. I wiesz, zawsze tak bardzo brakowało mi moich rodziców, bo za szybko odeszli, zbyt prędko zniknęli. Ale teraz mam ich tak wielu. Tych niechcianych, oddanych, tych, o których nie chce się pamiętać. Tych, których się przywozi i zostawia. Tych którzy stoją potem w oknie i wyglądają. Patrzą w niebo i modlą się o to, żeby córka zabrała je choć na Wigilię. Żeby syn przyjechał, chociaż na urodziny. Tych, którzy zasypiają późną nocą patrząc, na coraz bardziej wyblakłe zdjęcia swoich dzieci. Dzieci, które dla własnej wygody, wolą ich pochować za życia.

Wysłuchała: Anika Zadylak


Zobacz także

Fot. Pixabay / milivanili /

Oczyszczacz powietrza – luksus czy konieczność?

Fot. iStck / pixdeluxe

6 powodów innych niż ciąża, przez które spóźnia ci się okres

mięta

Mięta kojarzy ci się jedynie z lekiem na ból brzucha? Błąd! Poznaj jej niezwykłe właściwości