Idealne pastylki na gardło? „Babskie”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
25 listopada 2015
Fot. iStock / Remains
Fot. iStock / Remains
 

Jesteś kobietą, do zdrowia i choroby podchodzisz w diametralnie inny sposób niż przeciętny facet. A dlaczego? Bo jesteś kobietą. Gdy wybierasz się do apteki nie mówisz „poproszę coś na ból gardła”, doskonale wiesz, że „coś” to słowo zakazane.

A mężczyzna? A mężczyzna w ogóle nie musi się tym kłopotać – (w systemie RGB nie istnieje kolor fuksja czy jakaś limonka – to przecież owoc!) funkcjonuje w świecie zazwyczaj spokojnym i niezmiennym – są pewne stałe. On nie zachodzi w ciąże i nie karmi piersią – lek to lek, ot, po prostu. A my – oprócz wielu doświadczeń, które nabywa nasze kobiece ciało,  mamy w sobie coś, co każe nam najlepiej, najdelikatniej, najskuteczniej. Szukamy. Troska kobiety, to jej mądrość.

Wydawałoby się, że tak prozaiczna przypadłość, jak ból gardła, to sprawa nieistotna. Mało jest pastylek, sprejów i płukanek? Ale, gdy ból gardła pojawia się w pewnych etapach życia kobiety, okazuje się, że to walka z wiatrakami.

Pani w ciąży? Och, to ja nie wiem

Przeziębienie, potworny ból gardła, 32 tydzień ciąży. Wizyta umówiona – idziesz do lekarza. Już wiesz, że na czosnku, miodzie i paracetamolu daleko nie ujedziesz. Miła pani zaprasza cię do gabinetu, osłuchuje, ogląda, puka stuka, co jakiś czas z empatią zatrzymując wzrok na twoim brzuchu. No nic, przeziębienie – proszę w razie gorączki zażywać paracetamol, nie przemęczać się i przeczekać pod kołdrą, gardło czerwone, ale nic poza tym.

– No właśnie – wyrywasz się jak ze szkolnej ławki – ale coś na to gardło mogę brać?

– Hhmmmm… Nie, nie za bardzo. Proszę sobie je płukać – uśmiecha się zadowolona ze swojej dobrej rady – wodą z solą.

– Płukać? Myślisz, cudownie – naprawdę sama bym na to nie wpadła. Szkoda tylko, że masz przez odruch wymiotny masz problem z porządnym wypłukaniem ust po myciu zębów. – ale może jakieś pastylki?

– Och, to ja nie wiem. Proszę się w aptece pytać albo poszukać czegoś naturalnego.

Karmisz piersią? Sytuacja jest podobna – nikt nie pofatyguje się z rzetelnymi wskazówkami. Masz małe dziecko – 90% lekarzy proponuje jeden preparat. Nie pasuje? Radź sobie kobieto. Dowiedz się. Dlatego dziś kilka wskazówek jak znaleźć idealne pastylki na gardło – bo okazuje się, że to  nie lada wyzwanie.

Idealne pastylki na gardło… są „babskie”

Powodów, dla których powinny takie być, jest wiele. Bo kobiece – znaczy tutaj – dla wymagających i świadomych.

Przede wszystkim, są skuteczne. Zawsze. Nie musisz mieć w apteczce 3 różnych preparatów, każdy na inną okazję. A jak zweryfikować skuteczność – no cóż, nie pozostaje nic innego jak wypróbować.

Dobrze, żeby były uniwersalne. Czyli nadawały do użycia w rożnych okolicznościach. Oprócz składnika, który ma mieć działanie lecznicze, powinny również zadbać o odpowiednie nawilżenie gardła – takie pastylki sprawdzą się też w przypadku kaszlu czy podrażnień.

Naturalne? Idealnie. W prawie każdej dziedzinie życia, przekonujemy się, że im mniej ulepszamy naturę tym lepiej. Np. porost islandzki wykazuje świetne właściwości ochronne i lecznicze. Działa antyseptycznie. Dodatkowo powleka błonę śluzową warstwą ochronną. Pamiętaj szukaj wyrobów medycznych, a nie suplementów czy produktów spożywczych – równie dobrze możesz zamiast nich kupić landrynki na wagę.

Bez ograniczeń. To nie slogan, a chwila prawdy. Cóż nam po świetnych preparatach, których nie możesz używać? Pastylki Isla można bardzo polubić. Prewencyjnie i podczas choroby – tak. W ciąży i podczas karmienia piersią – tak. Dla kobiety, mężczyzny i przedszkolaka – tak (pastylki można podawać dzieciom powyżej 4 roku życia). Dla ciebie – bo pracujesz głosem – idealne, dla niego, gdy gardło podrażnione jest chrapaniem, dla dziadka, wujka, koleżanki – to naprawdę znaczy bez ograniczeń.

Dowiadujecie się, czytajcie i próbujecie. Dbajcie mądrze o zdrowie i komfort wasze i waszych bliskich. Zaopatrzcie swoje apteczki również w naturalne zioła, te mają tylko jeden mankament – nie da się ich tak łatwo wrzucić do torebki 😉


Artykuł powstał we współpracy z marką ISLA

 


Czy jesteś już pracoholikiem? Sprawdź, po której stronie cienkiej linii stoisz

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 listopada 2015
Fot. iStock /  piranka
Fot. iStock / piranka
 

Podobno pracoholik nigdy nie przyzna się do swojego pracoholizmu. Zawsze będzie powtarzał, że dużo pracuje dla dobra rodziny, na super wakacje, że jeszcze tylko dwa tygodnie, zamknie projekt i złapie oddech. Pracoholik choć mówi, że wie że pracuje za dużo, to jednak nic nie robi, żeby to zmienić.

Warto pamiętać, że pracoholizm nie dotyczy jedynie życia zawodowego, przenosi się na także na sferę domową, na relacje z ludźmi, na jakość czasu poświęcanego rodzinie. Myślisz: „Bez przesady, odbieram maile służbowe w domu po pracy, jak dzieci już śpią, ale żeby od razu pracoholizm?”. To może najpierw odpowiedz sobie na pytania:

Wychodzisz z pracy i jadąc po dzieci jeszcze odbierasz służbowe telefony?

Myślisz: „Łatwo powiedzieć, żeby nie odbierać, ale taka praca, muszę odebrać, nie mam wyjścia”. Podobnie ze służbowymi mailami sprawdzanymi wieczorem, kiedy dzieci położysz spać. „Jak teraz to zrobię, to jutro będę mieć mniej do pracy”, słyszysz w głowie taką wymówkę?

Boisz się utraty kontroli nad służbowymi obowiązkami?

Musisz być cały czas na bieżąco. Najchętniej wszystko zrobiłabyś sama, nie potrafisz dzielić się obowiązkami. Każda rzecz zaproponowana przez szefa staje się twoim udziałem, bierzesz na siebie coraz więcej obowiązków. Wydaje ci się, że bez ciebie firma nie będzie funkcjonować prawidłowo?

Praca cię dowartościowuje?

Pracując czujesz się lepszym człowiekiem, bo wiesz, że inni mogą na ciebie liczyć, bo pomimo wielu obowiązków potrafisz sprostać kolejnym i kolejnym. Bo znajdujesz uznanie w oczach szefa i kolegów z pracy. Nigdzie nie czujesz się tak doceniana jak w pracy? To jakim jesteś pracownikiem jest dla ciebie świadectwem tego, jakim jesteś człowiekiem?

Osiągasz satysfakcję ze swojej pracy?

Masz poczucie, że jesteś świetna, czy jednak zawsze jest coś do poprawienia, nigdy nie zadowala się efekt końcowy? Myślisz: „Mogłoby by być lepiej, następnym razem musisz się lepiej postarać”.

Rzadko spotykasz się ze znajomymi?

„No, ale przecież wszyscy pracują, nikt nie ma czasu”. Rozejrzyj się. Kiedy znalazłaś wolne popołudnie na spotkanie się z przyjaciółmi? Albo chociaż na telefon? Zaproponowałaś wspólny wieczór, wyjście do kina? Czy tłumaczysz się tym, że inni też się do ciebie nie odzywają, bo pracują?

Pracujesz ponad 50 godzin w tygodniu?

Wliczając w to także czas w domu poświęcany pracy. Tylko zrób to szczerze. Rozpisz, ile czasu dokładnie poświęcasz swoim zawodowym sprawom. Nie mów, że to dwa telefony, trzy maile, jedna umowa do sprawdzenia. Dokładnie sprawdź, ile zajmuje ci to czasu. Wynik może być zaskakujący.

Umiesz odpoczywać?

Mówi się o tym, że pracoholik zabierasz swoją pracę nawet na wakacje. Ale ja chciałam spytać, czy umiesz odpoczywać w domu, czy szukasz sobie coraz to nowych zadań. Sprzątasz, robisz porządki w szafie, pucujesz łazienkę? Albo biegniesz na siłownię, fitness, albo zakupy? Potrafisz usiąść na kanapie i robić nic? Nie zaglądać na służbowego maila, nie sprawdzać wiadomości w telefonie? Masz wolną chwilę, kiedy twojej głowy nie zaprząta praca?

Ile czasu dajesz swojej rodzinie?

Ale takiego, kiedy jesteś tylko dla swoich dzieci, partnera? Potrafisz wyjść na spacer zostawiając telefon w domu? Spędzić weekend bez internetu? Potrafisz w ogóle w weekend zupełnie odciąć się od pracy, bez poddenerowania, stresu? Co robisz, gdy choruje ci dziecko – szukasz niani, sprowadzasz babcię? Twoje zwolnienie w ogóle nie wchodzi w grę?

Można by powiedzieć: „Takie czasy, wyścig szczurów, wieczna rywalizacji”. Niestety minusem tych czasów jest właśnie pracoholizm, który choć jest uzależnieniem, to jednak społecznie akceptowanym. Kiedy o kimś mówimy, że jest zaangażowany w pracę, że utożsamia się ze swoją firmą, że zawsze można na niego w pracy liczyć, to najchętniej byśmy przyklasnęli. Powiedzieli: „Super, tylko pozazdrościć”. Ale trzeba pamiętać, że pracoholik pracuje, bo czuje przymus, praca nie daje mu przyjemności, niesie za sobą przede wszystkim presję i ogromny stres. I tak bardzo trudno się z tego wyrwać. Stawiamy sobie wysoko poprzeczkę, dajemy innym świadomość, że zawsze mogą na nas liczyć, oczekiwania innych rosną, bo dajemy na to przyzwolenie. I tak żyjemy w błędnym kole. Istnieje w nas przekonanie, że nie możemy się z niego wyrwać, bo bez nas wszystko się zawali, nikt sobie nie da rady.

Spróbuj spojrzeć na siebie z boku. I szczerze sama przed sobą odpowiedz sobie na pytanie, czy pracujesz tak bardzo dużo, bo chcesz? Bo praca daje ci satysfakcję, bo ją lubisz? Czy znajdujesz równowagę między swoim życiem zawodowym a rodzinnym, towarzyskim? Czy potrafisz odpoczywać bez myślenia o tym, co się dzieje w pracy?

A teraz pomyśl, że jesteś fantastycznym człowiekiem i wcale nie praca o tym świadczy, a twoje podejście do niej. I jak?

PS. A może podsuń pytania swojemu partnerowi?


Zaplanuj wyjazd. Nasza akcja tydzień trzeci, dzień #2

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
25 listopada 2015
Fot. Pixabay / Unsplash /
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain
 

Moja przyjaciółka psycholog zawsze mówi: jeśli żyjesz w stresie, jeśli dopada cię beznadzieja pt. „Nic już mnie w życiu nie czeka“– koniecznie zaplanuj jakiś wyjazd. To będzie twój cel, światełko w tunelu. Szansa na reset i radość. I będziesz miała na co czekać.

I to jest przyjemność na dziś – plany. Super jeśli możemy wyrwać się gdzieś dalej, ale niech to będzie choćby wyjazd na weekend do przyjaciółki, czy do domku w lesie.

Jeśli możesz – najlepiej od razu dziś kup bilety, umów się. Jeśli nie – wybierz miejsce (marzenia też cieszą i podwyższają poziom adrenaliny) i od dziś odkładaj na to pieniądze.

No i napisz nam o tym.

Trzymamy kciuki.

Powodzenia!


 

Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Oh!me codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie ohme.pl dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Drugi trzeci: 24-30.11.2015). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień trzeci:
    2 x  Sesja coachingowa ze specjalistką – Karoliną Cwaliną – przeczytaj więcej na Sexy zaczyna się w głowie.

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem – nie przegap naszej zabawy i śledź nas na Facebooku. Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień trzeci- zobacz wszystkie zadania

 


Zobacz także

pregnant-775036_1280

Meningokoki – każdy rodzic ma prawo sam podejmować decyzję o szczepieniu swojego dziecka

Fot. iStock / pecaphoto77

Smerfy zachęcają najmłodszych do picia wody

toksyny

5 oznak, że w twoim organizmie nagromadziły się toksyny