Wszystko, co powinnaś wiedzieć o… Dieta skandynawska, północna królowa wśród zdrowych diet

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
8 marca 2016
Fot. iStock / svariophoto
 

Kobiety kochają wszelkie kuchenne nowinki, z ciekawością przyglądają się dietom, które co jakiś czas w różnych odmianach wkradają się do jadłospisów. Pomijając różne dziwne, ekstremalne i nie zawsze zdrowe diety, do tej pory największym powodzeniem cieszy się u nas dieta śródziemnomorska, a w niej lekkie sałatki, oliwa z oliwek i pomidory. Obecnie wielką popularność zyskała sobie dieta skandynawska, chwalona jako jedna z najzdrowszych diet, jakie do tej pory pojawiały się na naszych stołach. Jej głównym celem nie tyle jest utrata kilogramów, co zdrowe odżywianie, które pozytywnie wpłynie na wasze zdrowie i samopoczucie.

Skąd się wzięła na naszych stołach?

Dieta skandynawska, zwana również nordycką lub północną, wywodzi się ze sposobu żywienia Duńczyków, Norwegów i Szwedów. Założenie jest proste – ma być zdrowo, ze znaczną ilością ryb, przy ograniczeniu słodyczy i cukru. Narody skandynawskie chętnie wykorzystują naturalne składniki występujące w ich surowym klimacie, z niezamieszkanych regionów, w których rośliny nie są zanieczyszczone, a zwierzęta odżywiają się tak, jak przed wiekami. Żywność wykorzystywana do komponowania posiłków jest świeża, sezonowa, dużą uwagę zwraca się na to, by była w jak najmniejszym stopniu przetworzona. Dieta północna wspomaga pracę mózgu, ma cenne działanie prozdrowotne, szczególnie wartościowe dla kondycji układu krążenia, a także w profilaktyce cukrzycy typu 2.

Jakie produkty znajdziemy w nordyckim menu?

Pierwsze miejsce zajmują w niej tłuste ryby morskie. Są one bardzo bogate w zdrowe kwasy tłuszczowe omega-3, które wpływające korzystnie układ sercowo-naczyniowy, chroniąc przed chorobami. Ryby morskie są również dobrym źródłem jodu,  selenu a także witaminy D, której braki odczuwane są szczególnie w miesiącach zimowych, kiedy doskwiera nam brak odpowiedniej ilości promieni słonecznych.

Mięso. Na skandynawskie stoły rzadko trafiają kurczaki, natomiast wielkim powodzeniem cieszy się mięso dziczyzny – dzików, łosi, reniferów których jest w tamtejszym klimacie pod dostatkiem. Powodzeniem cieszy się także baranina. Duża ilość lasów i ostoje dzikiej przyrody pozwalają na zdobywanie tego rodzaju mięsa, które jest zdecydowanie mniej tłuste i kaloryczne niż wieprzowina. W dodatku jest jest źródłem bardzo dobrze przyswajalnego żelaza, zawiera magnez, fosfor, wapń, witaminy B2, B5, B6.

Warzywa i owoce. Skandynawowie chętnie sięgają również po dary lasu typu jagody, borówki i jeżyny, jedzone nie tylko na surowo, ale będące również podstawą aromatycznych sosów do mięs. Chętnie zjadane są jabłka, gruszki,  warzywa korzeniowe, jak marchew i buraki, a także kapusta, brukselka i ogórki a także warzywa strączkowe. Ponieważ skandynawski klimat jest surowy, podobnie jak w Polsce, przyjęło się kisić warzywa, a także poddawać ryby procesowi fermentacji. Skandynawowie są raczej oszczędni w używaniu przypraw.

Pieczywo. Nie znajdziemy tu białego, “pustego” pieczywa. Najczęściej na stołach pojawia się pieczywo ciemne, bogate w błonnik, typu pumpernikiel. Poza tym często jada się owsianki oraz inne produkty produkty z pełnego ziarna – owsa, żyta i jęczmienia.

Tłuszcze. Zamiast tłuszczy zwierzęcych, w kuchni przede wszystkim wykorzystywany jest olej rzepakowy, bardziej sprzyjający zdrowiu.

Fot. Pixabay / toocapic / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / toocapic / CC0 Public Domain

Dieta skandynawska po polsku

Z założenia dieta skandynawska nie różni się specjalnie od tego, co jedzą na co dzień Polki. Ponieważ jest bliższa naszemu sercu i klimatowi niż dieta śródziemnomorska, powinna szybko znaleźć miejsce i na naszych stołach. Ważne jest podejście do posiłków – ludzie północy nie biesiadują tak, jak mamy my to w zwyczaju. Posiłki w diecie skandynawskiej, są z założenia skromne:

Śniadanie: owsianka na chudym mleku z jagodami, lub dwie kromki pieczywa razowego i twarożek z rzodkiewką, kawa z chudym mlekiem

Drugie śniadanie: kromka chleba pełnoziarnistego z chudą szynką lub koktajl z selera naciowego, gruszki i ogórka

Obiad: stek z brukselkami lub łosoś pieczony ze szpinakiem, ziemniaki pieczone z tymiankiem, sałatka z buraczków i papryki, sok świeżo wyciskany z owoców.

Podwieczorek: jogurt z otrębami lub suszonymi owocami

Kolacja: Zupa z kapusty, selera, pietruszki i marchewki, lub sałatka z warzyw i do tego ryba

Smacznego.


Mówisz, że z dziećmi trudno jest osiągnąć zawodowy sukces? Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz. Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle…

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
8 marca 2016
Fot. iStock / gruizza
 

– Byłam w siódmym miesiącu ciąży z piątym dzieckiem, gdy zadzwonił telefon. Długo na niego czekałam. To chyba był „ten” znak – mówi pani Kornelia. –  Mój przepis na sukces w pigułce to wytrwałość i siła. Nie wolno się bać podejmować ryzyka, dać się sparaliżować przez strach, że może nie wyjść – dodaje. Nie sposób się nie zgodzić.

Dzieci i do tego własny dobrze prosperujący biznes? Chętnie zgodzimy się, że dziś to osiągalny sukces, ale same wolimy nie wyrywać się przed szereg. A piątka dzieci i własna firma? Robi wrażenie. Poznajcie Kornelię Ligaszewska-Leśniak, właścicielkę i założycielkę firmy Mama Ma, prywatnie pięciokrotną mamę.

 Własna firma – to trzeba kochać

Kornelia Ligaszewska-Leśniak  – Zawsze marzył mi się mój własny biznes… – Tak zaczyna się ta historia. Już jako nastolatka pomagała ojcu w prowadzeniu jego działalności w branży budowlanej. Gdy dopiero poznawała z czym to się je, jej największymi sprzymierzeńcami były zapał i pracowitość.

quote rozowy ohme2„Nie znałam jeszcze dobrze języka, ale to nie przeszkadzało w uczeniu się. Jeszcze jako uczennica pomagałam tacie w firmie. Trochę jako sekretarka, trochę jako młody adept w branży – i przyszły następca.”

Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że czym skorupka za młodu nasiąknie…, bo już w klasie maturalnej zapytana o swoje plany na przyszłość – Kim zostaniesz? – odpowiedziała śmiało: Businesswoman of the Year. Dziś pani Kornelia podtrzymuje swoje stanowisko i dodaje – Nie podałam roku, więc wszystko przede mną ;).

Nie dla każdego, nie w każdym momencie

Prawie każdy biznesowy happy end ma swojego dobrego anioła, moment przełomowy, w którym waży się decyzja: teraz albo nigdy…

quote rozowy ohme2„Wcześniej z pomocą znajomego próbowałam zdobyć zaufanie marki Paulandstella, czułam, że to jest właśnie ta perełka, której potrzebuję, żeby rozwinąć skrzydła. Ale nie otrzymałam przez dłuższy czas odpowiedzi, sprawa rozeszła się po kościach. Byłam w siódmym miesiącu ciąży z piątym dzieckiem, gdy zadzwonił telefon. Długo na niego czekałam.

Świętowałam urodziny córki, gdy w słuchawce usłyszałam głos założyciela Paulandstella pana Holgera Seidla – zaproponował mi wyłączność do wprowadzenia ich marki na polski rynek… To chyba był „ten” znak.”

Zapytacie, dlaczego akurat wtedy? Nie w każdym momencie życia mamy te same priorytety. Czasem po prostu trzeba poczekać na ten właściwy moment, zaufać intuicji. Wiedzieć, że naprawdę jest się gotowym i że się chce całym sercem.

Wcześniej cały czas pozostawała aktywna zawodowo – pracując w rodzinnej firmie ojca. Branża budowlana, a dokładnie instalacji sanitarnych, nie jest łatwym miejscem dla kobiety. Tu rządzić chcą twardzi faceci. I nie ma chyba lepszego miejsca, żeby udowodnić – że to tylko stereotyp. To pod skrzydłami ukochanego taty, udało się zbudować najcenniejszy kapitał i podwaliny własnej działalności – wiarę w siebie, wiarę we własne możliwości.

quote rozowy ohme2Jest ciężko, czasami padam jak mucha, ale to jest to, co chcę robić. Nikt nie mówił, że droga do sukcesu jest prosta i gładka. Wiedziałam o tym, ale „co cię na zabije, to cię wzmocni” ;).”

Już wcześniej nasza bohaterka bacznie obserwowała branżę dziecięcą. A macierzyństwo doskonale motywowało do tego, by wejść na rynek przebojem i jak najlepiej wykorzystać swoje doświadczenie – nie tylko zawodowe.  Pani Kornelia jako mam piątki dzieci zyskała niesamowity atut – mogła w pełni wykorzystać to kim była. Bycie sobą i dzielenie się z innymi swoją szczerością – zawsze odpłaca się czymś dobrym.

Jak wygrać swój bilet po sukces?

Bycie prawdziwym? Myślę, że właśnie tym wygrywa Mama ma.  Kornelia Ligaszewska-Leśniak służy swoim bogatym doświadczeniem a nie tylko dobrze brzmiącym hasłem reklamowym. A ta szczerość,  to szacunek wobec klienta – tak rzadko dziś spotykany.

Bywa, że to jednak więcej niż praca?

quote rozowy ohme2„Są takie momenty, których nie da się kupić za żadne pieniądze. Gdy moi klienci, piszą do mnie dzwonią, gdy spotykam ich na warsztatach – i są zachwyceni. Dziękują i opowiadają, że to naprawdę fajna butelka, że ułatwiła im rodzicielstwo, pomogła. To jest taki mój osobisty sukces, głaskanie mojego ego. Wiem, że to co robię, nie jest obojętne.”

Wyłączna dystrybutorka marki Paulandstella w Polsce

Biznes-matka

Piątka dzieci i firma – dla wielu brzmi nieprawdopodobnie. Aż ciśnie się na usta pytanie: jakim cudem to się udaje?

quote rozowy ohme2 „Im więcej dzieci, tym lepsza organizacja. Szczególnie, gdy mama jest aktywna zawodowa. Tutaj chyba nie ma aż takiej filozofii, to po prostu naturalna konieczność. Kolejne dzieci w rodzinie powodują zmianę organizacji. Taka mama po prostu wszystko robi szybciej.

Oczywiście jest potrzebne jeszcze szczęście – szczęście, czyli rodzina, która może na siebie liczyć: mama i tata , czasami pomoc dziadków, mądre i obrotne dzieci. Ja jestem szczęściara, mam to wszystko.”

Świat na ciebie nie zaczeka… musisz kochać się rozwijać

Dziś pani Kornelia prowadzi również vloga – i można śmiało powiedzieć, że to kolejne dość absorbujące zajęcie. Skąd pomysł, żeby rozwijać się w tym kierunku?

quote rozowy ohme2„Trzeba ciągle być na bieżąco, przecież świat na nikogo nie będzie czekał. Ja też miałam już potrzebę spróbowania czegoś nowego, może ekscytującego. Vlog na stronie mojego sklepu jest też pomocą dla moich klientów. Wierzę w to co robię, znam te produkty od podszewki i nie oczekuję od nikogo, żeby kupował kota w worku. Mam nadzieję, że moi klienci podchodzą równie entuzjastycznie to tych filmów.

Poza tym to również kolejny krok w  rozwoju firmy. Mój Vlog na razie prowadzę w języku polskim, ale za moment będzie wszystko po niemiecku i po angielsku. Działam prężnie, konkurencja nie śpi ;).”

Życie zaskakuje, ale warto mieć swoje sentymenty

Od niej się wszystko zaczęło i JEJ nie może zabraknąć. Zresztą jak podkreśla właścicielka, samonagrzewająca butelka to okręt flagowy Mama my.

quote rozowy ohme2„Mój ulubiony produkt , to oczywiście butelka Paulandstella, moja torba marki paulandstella, od tego wszystko się zaczęło. Sama ich używam. Oprócz nich mam swoje dopieszczone perełki  – stawiam na polskie i ekologiczne – są dla mnie ważne.

Sama znajduję produkty na targach lub warsztatach. Jako mama – doskonale wiem, co kończy się na przekonywującym haśle reklamowym, a  który produkt ma naprawdę wiele do zaoferowania rodzicom. To jest najważniejsze. Zero tolerancji dla ładnych bubli. I tylko takie – porządne produkty, którym sama ufam, wpuszczam do mojego sklepu. Ma to być od mamy dla mam, z czystym sumieniem.”

Każdy produkt przechodzi testy ogniowe w rękach rodziców – pani Kornelii oraz jej przyjaciół. To do zaufanych osób zwraca się z prośbą o opinię, tak aby mieć pewność, że wszystko jest takie jak być powinno, bez względu na odmienny tryb życia czy osobiste preferencje.

Butelka samonagrzewająca się Paulandstella

 

Sklep jest – można powiedzieć – w ciągłej modernizacji. Zmienia się tak jak jego klienci i ich potrzeby. – Stale nad nim pracuję i to się nigdy nie zmieni- mówi właścicielka Mama ma.

Co dalej? 

quote rozowy ohme2„Lubię polskie produkty, są niedoceniane. Chciałbym Polskę rozreklamować w Europie, na świecie. Mamy tyle fajnych rzeczy, które nie potrafią się wypromować. Zupełnie nie rozumiem dlaczego?! Ja spróbuję – to mój ambitny plan na najbliższą przyszłość.”

Mężczyźni śmieją się w głos mówiąc, że „gdzie diabeł nie może, tam babę poślę”. A my możemy śmiało powiedzieć, że powinni nam tego zazdrościć. Bo kobieta z pasją i charyzmą może osiągnąć więcej niż śniło się filozofom ;), a już na pewno niedowiarkom. Trzeba tylko uwierzyć – na początek  w siebie!linia 2px

Artykuł powstał we współpracy z Mama ma – dziękujemy pani Kornelii Ligaszewskiej-Leśniak za rozmowę.


Jak wygląda życie stewardessy? „Miałam 19 lat, kiedy rozpoczęłam przygodę z lataniem. Kocham latać, bo niebo nie ma limitu”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 marca 2016
Fot. Archiwum prywatne / Facebook Życie stewardessy

Kocha latać, bo jak mówi „niebo nie ma limitu”. Uwielbia przygody i wyzwania. Żeby spełnić swoje największe marzenie przeprowadziła się do dalekiego Omanu. O przeżyciach i ciekawostkach związanych z pracą pisze na blogu, który śledzi wierna grupa czytelników. Poznajecie Olgę Kuczyńską, stewardessę, dla której praca to prawdziwa pasja.

Anna Frydrychewicz: Kochasz latanie, to widać i czuć, nie jest to tylko praca. Co jeszcze?

Olga Kuczyńska: Co mi daje latanie? W chwili obecnej jest to moje źródło utrzymania, ale i nie tylko. To przede wszystkim część mojego życia i wokół tego kręci się obecnie mój świat. To pasja, marzenia, które realizuję jako młoda kobieta. To coś, co uzależniło mnie totalnie.

Znam wiele kobiet, które marzyły o zawodzie stewardessy, ale na marzeniach się skończyło. Jak było w twoim przypadku?

Moja historia, jeśli chodzi o same lotnictwo, zaczęła się, kiedy byłam jeszcze nastolatką. Wtedy po raz pierwszy leciałam samolotem. Do Tunezji. Wystarczył jeden start, żeby w mojej głowie pojawiła się myśl, by po ukończeniu szkoły spróbować swoich sił jako stewardessa.

Lot raz w roku na wakacje mi nie wystarczał. Wzrokiem szybowałam po niebie razem z każdym przelatującym samolotem. Bawiłam się w odgadywanie linii albo zastanawiałam się, co robi załoga i pasażerowie w danym momencie. Po ukończeniu liceum wysłałam swoje CV  Zostałam zaproszona na spotkanie. I… udało się. Miałam 19 lat, kiedy rozpoczęłam przygodę z lataniem, tak jak sobie zaplanowałam. Opuściłam Polskę, bo bazę (swoje miejsce pracy) miałam we Włoszech.

Fot. Archiwum prywatne / Facebook Życie stewardessy

Fot. Archiwum prywatne / Facebook Życie stewardessy

Jak wyglądała rekrutacja? Zdawałaś testy sprawnościowe?

Rekrutacja składała się z kilku etapów. Po wysłaniu cv online, dostałam zaproszenie na spotkanie, podczas którego odbyła się prezentacja firm. Miałam test z języka angielskiego ze znajomości gramatyki i jedno zadanie otwarte, gdzie musiałam opisać, co bym zrobiła w razie podanej sytuacji na pokładzie. Po teście czekaliśmy na rozmowę kwalifikacyjną. Kilka tygodni później otrzymałam informację, że dostałam pracę, a dwa miesiące potem przystąpiłam do  szkolenia, które trwało 6 tygodni. Uczono nas zasad pierwszej pomocy, zachowania w awaryjnych sytuacjach, przepisów bezpieczeństwa oraz procedur obowiązujących w lotnictwie w ogóle oraz w tych konkretnych liniach, w których miałam pracować.

Teraz latasz w liniach arabskich, odczuwasz silnie różnice kulturowe?

W liniach arabskich, fakt wiele się różni. Mieszkam w kraju muzułmańskim – w Omanie. Bardzo polecam to miejsce, gdybyście zastanawiali się nad urlopem. Mentalnie ludzie są inni, ale nie ma jakiś wielu restrykcji, które wpływałyby mocno na moje życie tutaj, a także pracę.

Fot. Archiwum prywatne / Facebook Życie stewardessy

Fot. Archiwum prywatne / Facebook Życie stewardessy

Boisz się czasem?

Strach? Nie. Wychodzę z założenia, że co ma być to będzie. Druga sprawa – trzeba naprawdę wielu zaniedbań, by doszło do katastrofy lotniczej. Prędzej wygrałabym w totolotka i zostałabym milionerką.

Transport lotniczy jest jednym z najbezpieczniejszych na tym globie. Czy słyszy się, że codziennie spada samolot, choć dziennie wznosi się setki tysięcy maszyn w powietrze? Nie. A więc mamy odpowiedź.. Ile wypadków jest codziennie na drogach? Fakt zdarzają się sytuacje losowe.. jak to w życiu. Jeśli mam umrzeć w katastrofie, to tak mi jest pisane.. i już. Ważne, że kocham moje miejsce pracy na kilku tysiącach metrów.

Ale sama praca stewardessy bywa stresująca…

Stresujące dla mnie są momenty, kiedy pasażerowi coś się dzieje, bo wtedy na mnie spoczywa odpowiedzialność, by mu udzielić tej pierwszej doraźnej pomocy. Nie zawsze jednak się to udaje. Najgorszą porażką dla nas jest strata pasażera na pokładzie. Wiadomo przypadki są różne.

Fajną masz załogę? Przyjaźnicie się?

Załoga niestety codziennie jest inna i czasem nie znam i nigdy wcześniej nie widziałam na oczy tych osób mimo, ze jesteśmy razem w jednej firmie.

Masz ochotę czasem pasażera „postawić do pionu” ?

Akurat z pasażerami różnie bywa i trzeba mieć dużo cierpliwości. Jeśli są z nim kłopoty stosujemy ostrzeżenia. Jeśli sytuacja nadal jest napięta, możemy takiego pasażera unieruchomić za pomocą „a la” – kajdanek w postaci plastikowych rzemyków, ale to już dotyczy skrajnych przypadków, kiedy pasażer jest naprawdę agresywny.

Fot. Archiwum prywatne / Facebook Życie stewardessy

Fot. Archiwum prywatne / Facebook Życie stewardessy

Opowiesz o jakiś nietypowych zdarzeniach na pokładzie?

Oczywiście jest ich mnóstwo. Na pokładzie każdego dnia jest średnio 200 pasażerów, a więc można obserwować najróżniejsze zachowania. Tych śmiesznych, dziwnych jak i irytujących.
Mam pasażerów, którzy mylą drzwi wyjściowe samolotu z toaletą mimo, że jest w nich małe okienko, a za nim chmurki i niebo. Zawsze jestem pełna podziwu, jak ktoś może pomylić drzwi skoro nimi wcześniej wszedł.

Inny pasażer z kolei chciał załatwić się na nasze służbowe siedzenie myśląc, że to pisuar. A co do dziwnych zachowań – mieliśmy na pokładzie pasażera, który zjadł posiłek mojej koleżanki, kiedy robiliśmy serwis.

„Bycie z ludźmi” tam wysoko bywa trudne, jaki mają stosunek do ciebie?

Praca z ludźmi wymaga dużo cierpliwości, gdyż nie każdy jest taki sam, nie każdy myśli tak jak my i nie każdy ma dobry dzień. Ponadto trzeba mieć na uwadze wielokulturowość, różnice w mentalności, co czasami utrudnia pewne sprawy. Oczywiście wielu pasażerów ma podobne zachowania, jak wstawanie, gdy ledwo samolot się zatrzyma po lądowaniu, brak zrozumienia, że są turbulencje i nie można iść do toalety, gubienie dokumentów, proszenie o rzeczy z serwisu, gdy minutę wcześniej przechodziłyśmy obok danego pasażera, układanie bagaży w sposób, który zajmuje pół schowka. Oczywiście wiele zależy też od narodowości.

Czasami trzeba ugrać coś dyplomatycznie, bo bywają tacy, co lubią robić dużo problemów.

Codziennie trzeba stanąć twarzą w twarz z różnymi problemami, nawet tymi drobnymi. Przykładowo w arabskich krajach, kiedy kobieta nie chce usiąść obok mężczyzny, a samolot jest pełny i nie każdy ma ochotę na zamiany. Zdarzają się agresywni pasażerowie, a także ci, którzy boją się latać, bywają też sytuacje, kiedy ludzie umierają na pokładzie, dostają zawału i wtedy to na nas wszyscy muszą polegać.

Nie jest pięknie, lekko i przyjemnie.

Ludzie myślą, że jesteśmy podniebnymi kelnerkami, by podać jedynie kawę, czy herbatę i zapominają o tym, że to my jesteśmy odpowiedzialni za ich życie w razie trudnych sytuacji. Ja wiem, że widać nas tylko przy serwisie i nikt nie zastanawia się nad naszymi obowiązkami i odpowiedzialnością. Dopiero, gdy coś się wydarza, wtedy oczy wszystkich są zwrócone w naszą stronę, i nasza reakcja równa się reakcji pasażera.

A co najczęściej zamawiają pasażerowie?

No oczywiście alkohol, żeby opanować strach przed lataniem.

Mówisz „niebo nie ma limitu”. Czy masz poczucie, że takie jest również życie?

Zależy jak na to spojrzeć. Jestem osobą, która lubi, gdy coś się dzieję, lubię wyzwania, przygody. Tak naprawdę myślę, że sam człowiek wyznacza sobie granice i to my jesteśmy kowalami swojego losu. Niebo to płaszczyzna, która dla mnie się nie kończy. Niebo to dom, w którym zamieszkałam.

Zdecydowanie ta praca nie jest na zawsze i ciężko będzie kiedyś zejść na ziemię. Tak dosłownie. Bo, gdy już raz posmakowałeś lotu, zawsze będziesz chodzić po ziemi z oczami utkwionymi w niebo, bo tam właśnie byłeś i tam zawsze będziesz pragnął powrócić.

Olga za 20 lat…?

Tak naprawdę nasze latanie kończy się wraz z chęcią ustabilizowania sobie życia, bądź też ze względu na zdrowie. Latanie bardzo źle oddziaływuje na organizm – przez zmiany ciśnienia, wielokrotne lądowania, starty i samo promieniowanie. Jak widzę siebie za 20 lat? Jako szczęśliwą mamę, a resztę pokaże los.


 

Blog Olgi możecie poczytać tutaj.

A Facebook’owy funpage polubcie tu.


Zobacz także

14 mini wskazówek, które ułatwią zrzucenie zbędnych kilogramów

Granola z jogurtem i owocami. Najlepsze śniadanie dla zabicia wyrzutów sumienia

5 pomysłów na boskie fit śniadanie