Depresja niejedno ma imię. Przewodnik po 6 najczęstszych typach depresji

Redakcja
Redakcja
23 czerwca 2017
Fot. iStock / AkilinaWinner
Fot. iStock / AkilinaWinner
 

Depresja kojarzy się przede wszystkim z widokiem smutnego, zamkniętego w sobie człowieka, który nie wychodzi z domu i patrzy się godzinami na własne ściany. Łączenie depresji z takim obrazem nie do końca jest właściwe. Owszem, apatia i potrzeba izolacji od otoczenia pojawia się, jako jeden z symptomów depresji, ale nie musi być z nią jednoznaczny.

Sama depresja dzielona jest wg współczesnego podziału klinicznego (ICD-10) — na podstawie nasilenia (a częściowo i charakteru) objawów na kilka rodzajów: łagodne, umiarkowane, ciężkie bez objawów psychotycznych i ciężkie z objawami psychotycznymi. Istnieje również szereg innych zaburzeń nastroju, które mogą powodować objawy depresji.

Na depresję w ciągu całego życia cierpi kilkanaście procent populacji osób dorosłych. Co dziesiąty pacjent zgłaszający się do lekarza ma pełnoobjawową depresję, a drugie tyle osób pojedyncze objawy depresyjne. Ponad połowa przypadków pozostaje nierozpoznana, a spośród osób z rozpoznaną depresją, tylko połowa otrzymuje adekwatne leczenie. Od odpowiednio postawionej diagnozy zależy długość i rodzaj leczenia, który przynosi ulgę i najczęściej powrót do zwyczajnego funkcjonowania osoby dotkniętej depresją.

 6 najczęstszych typów depresji, które mogą pojawić się u chorego

1. Depresja endogenna (depresja właściwa)

Przyjmuje się, że nie jest ona następstwem konkretnego wydarzenia życiowego, ale wywołują ją bliżej niesprecyzowane zaburzenia funkcjonowania mózgu, szczególnie systemu hormonalnego lub nerwowego — np. niedobór amin biogenicznych, spadek poziomu norepinefryny (inaczej noradrenaliny) oraz serotoniny. Chory ma problemy ze snem, nie wykonuje najprostszych czynności, nie podejmuje decyzji, często pojawiają się myśli samobójcze. Często depresji endogennej towarzyszą objawy somatyczne – bóle głowy, karku, wysychanie w jamie ustnej, zaparcia, brak apetytu, ubytek masy ciała. Epizod depresji endogennej trwa około 6 miesięcy i często następuje wyleczenie i powrót do normalnego życia, dzięki leczeniu psychiatrycznemu. W wielu przypadkach chorzy muszą przyjmować leki przeciwdepresyjne przez całe życie.

2. Depresja dwubiegunowa (choroba afektywna dwubiegunowa)

Choroba afektywna dwubiegunowa CHAD (zaburzenie maniakalno-depresyjne, psychoza maniakalno-depresyjna) charakteryzuje się naprzemiennymi stanami manii, depresji i zdrowia. Pierwszy atak choroby następuje najczęściej między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia. Długość epizodu manii (wzrastająca samoocena, natłok myśli, szał twórczy, chory czuje, że może przenosić góry) waha się zazwyczaj od kilku dni do kilku miesięcy, przy czym epizod depresyjny ma zazwyczaj dłuższy przebieg. Osoba dotknięta nią najczęściej ma problemy z odnalezieniem się w pracy i otoczeniu, ze względu na nietypowe stany, jakie się pojawiają oraz tendencję do nadużywania alkoholu. Współczynnik samobójstw jest bardzo wysoki, jedna piąta chorych odbiera sobie życie. W  jej leczeniu stosuje się leki przeciwdepresyjne, neuroleptyki oraz leki stabilizujące.

3. Depresja poporodowa

Dotyka ona dotyka co szóstą kobietę po porodzie. Należy odróżnić jej objawy od tzw. baby blues, które pojawia się najczęściej od 2 do 4 dnia po porodzie i jest związane z huśtawką hormonalną. Młoda mama może być rozdrażniona, płaczliwa, niepewna swoich kompetencji do opieki nad maleństwem. Zazwyczaj po ok. 6 tygodniach od porodu samopoczucie kobiety wraca do normy. Natomiast depresja poporodowa pojawia się między 4 a 6 miesiącem po porodzie, narastając stopniowo lub zaczyna się nagle. Do głównych jej objawów zależą: załamanie nastroju, brak odczuwania szczęścia, zmęczenie fizyczne i psychiczne, porzucenie dbania o dziecko i siebie, spadek zainteresowania dzieckiem, zaburzenia apetytu, bardzo częsty płacz bez powodu, niepokój, czasem napady paniki, bóle somatyczne takie jak: bóle głowy, pleców, brzucha czy kołatanie serca. W takim przypadku konieczna jest pomoc młodej mamie i wsparcie psychologiczne, a gdy jest taka potrzeba, przyjmowanie leków przeciwdepresyjnych.

4. Depresja reaktywna

Jest ona reakcją na traumatyczne wydarzenie życiowe, np. śmierć bliskiej osoby. Objawy, jakie się pojawiają, są typowe dla epizodu depresji, ale pozbawione poczucia winy czy urojeń. Depresja reaktywna może trwać na ogół do kilku miesięcy, po czym stan emocjonalny się stabilizuje.

5. Depresja sezonowa (SAD)

W tym przypadku epizody depresyjne nawracają w określonych porach roku. Depresję sezonową dzielimy zazwyczaj na zimową i letnią, przy czym ta pierwsza jest dużo częstsza. Może to wynikać z niedostatku naturalnego światła słonecznego. Do najczęstszych niepokojących objawów zaliczamy: wyraźny brak energii, smutek, poczucie beznadziejności, nadmierną senność, apetyt na słodycze, drażliwość, kłopoty z koncentracją, brak motywacji do działania.

6. Depresja nerwicowa (dystymia)

To przewlekłe obniżenie nastroju trwające przynajmniej kilka lat, które następuje najczęściej pomiędzy 20 a 30 rokiem życia. Chorzy cierpią z powodu prawie stale obniżonego nastroju, smutku, poczucia beznadziejności. Tracą oni energię życiową, zainteresowania, umiejętność koncentracji na zadaniach i skupienia myśli. Przyczyną tego może być nieprzystosowanie społeczne wynikające z głębokich urazów z przeszłości: braku poczucia bezpieczeństwa w dzieciństwie, czy traumatycznych wydarzeń. W tym przypadku łączy się leczenie psychiatryczne z farmakologicznym.


 

źródło: www.depresja.net.pl, www.depresjaza.plpsychiatria.mp.plonline.synapsis.pl

 


Niska samoocena niszczy i miesza we wszystkich aspektach życia. Znajdź własny klucz do potrzebnej zmiany

Redakcja
Redakcja
23 czerwca 2017
Fot. iStock / BalazsKovacs
Fot. iStock / BalazsKovacs
 

Niskie poczucie własnej wartości i kiepska samoocena wielu osobom skutecznie podcina skrzydła. Niezależnie od przyczyny braku wiary we własne siły, uwidacznia się boleśnie w sposobie myślenia — „nie dam rady”, „nie umiem”, „to się nie uda”. Trudno z takim nastawieniem realizować marzenia.

Niska samoocena zaburza postrzeganie wielu rzeczy

Osoby zmagające się z tym problemem, często przeceniają intencje działań innych osób. Zwykła sympatia, uśmiech, może być zrozumiany przez osobę z niską samooceną, jako zachęta do bliższej znajomości, co powoduje nieporozumienia i rozczarowania. W związku, taka osoba zwykle zgadza się na wszelkie ustępstwa, aby wybranek po prostu trwał przy niej. Niska samoocena rzutuje również na wizerunek pracownika. Trudno uwierzyć, że osoba sprawiająca wrażenie zrezygnowanej i wycofanej, będzie świetnym pracownikiem, który swoje talenty przekuje w działanie. Z biegiem czasu niska samoocena może prowadzić do depresji, co zostało potwierdzone w badaniach.

Odnajdź własny klucz do poprawienia samooceny

Niska samoocena jest głęboko zakorzenionym problemem i powoduje wiele konsekwencji. Aby to zmienić, przede wszystkim ignoruj porady typu „bądź szczęśliwa”. Najczęściej dawaną radą jest zwykłe „uśmiechnij się”, albo przypomnienie, że inni mają gorzej. Niestety powtarzanie tego oraz wyliczanka, za co powinnaś być wdzięczna życiu, nie działa tak, jak zakłada otoczenie. Zamiast motywować, pognębia bardziej, bo nie da się pstryknąć palem i nagle uśmiechać się od ucha do ucha, szczególnie, gdy jesteś o krok od depresji. Masz prawo popełniać błędy i ponosić porażki, nie staraj się dążyć bezskutecznie do ideału. Zamiast udawać że jest super, pozwól sobie na dołek, zastanów się nad swoimi emocjami, bo jedynie uświadomienie sobie przyczyn problemu, pozwoli go rozwiązać. Kiedy chcesz poprawić swoją samoocenę, to nie poprzez wmawianie sobie pewnych rzeczy. Zacznij podejmować własne, samodzielne decyzje, bo wysoka samoocena powinna być efektem ubocznym ogólnej satysfakcji życiowej.

Stwórz własną piramidę potrzeb

Zastanów się, na czym najbardziej ci zależy i nad czym chcesz w pierwszej kolejności popracować, by poprawić swoją samoocenę. Skup się na liście rzeczy najważniejszych, które chcesz pielęgnować:

  • głębokie relacje z bliskimi,
  • zdrowe ciało,
  • poczucie kontroli,
  • wyznaczenie celu w życiu,
  • uznanie i szacunek innych,
  • poczucie bezpieczeństwa,
  • kreatywność.

Dopiero gdy ustanowisz swoje priorytety i popracujesz nad satysfakcją w ich zakresie, poczujesz się dumna z siebie i znajdziesz w sobie mnóstwo powodów, by z odwagą iść naprzód. Z niską samooceną trzeba walczyć, ale nie ma jednego klucza, który każdemu pomógłby w ten sam sposób. Ile osób, tyle różnych problemów, z którymi każdy musi się zmagać. Jedni dadzą sobie radę sami, odnajdując w sobie siłę, inni uczynią to z pomocą terapeuty. Ważne, by nie trwać w miejscu.

źródło: www.lifehack.orgwww.solaris-rozwojosobisty.pl


Kwiaty, bony i talony, czyli prezenty na koniec roku szkolnego. Nie zrzucajcie winy na nauczycieli, to pomysły rodziców!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
23 czerwca 2017
Fot. iStock / erkan523
Fot. iStock / erkan523
 

Koniec roku szkolnego – ulubiony dzień każdego ucznia. Jak zwykle w pobliżu tej daty w sklepach następuje wysyp promocji na kwiaty, czekoladki i kawę, a w Internecie pojawiają się dyskusje na temat tego czy i jak podziękować nauczycielom. Jedni utrzymują, że wypada, że to miło i przyjemnie, inni pomstują na pazerność nauczycieli, kategorycznie odmawiają jakichkolwiek podarunków i są obrażeni już samym pomysłem obdarowywania. A co na to nauczyciele? Jak zwykle, nikt ich o to nie zapytał!

Tradycja miniona?

Jak świat światem, w ostatni dzień roku szkolnego każdy do szkoły wędrował z kwiatkiem w dłoni, przyjmował świadectwo, wręczał pomiętą już nieco roślinność (apel, upał, tłok na korytarzu – nierzadko coś więdło, łamało się i traciło liście), po czym rzucał w kąt tornister na letnie dwa miesiące. I tyle, cześć pieśni, udajemy, że szkoły nie ma. Dzisiaj niby wszystko jest tak samo, z tym, że owy kwiatek dla pani stał się przedmiotem zażartych dyskusji, a niekiedy nawet i prawdziwych bojów.

Tradycjonaliści utrzymują, że trzeba, no bo jak to tak, bez kwiatka i podziękowań, wstyd jakoś. Bardziej postępowi i chętni do wykazania się mówią, że kwiatek to przeżytek, teraz voucher się liczy, bon jakiś, składka na coś większego. Aktywiści namawiają do hand made’ów, własnoręcznego wykonania pamiątki, symbolicznego wspomnienia grupy lub klasy. Buntownicy zaś głośno krzyczą „sprzeciw” i w dniu zakończenia roku nie zamierzają nawet obok kwiaciarni czy sklepu przejść, o kupieniu czegokolwiek już nie mówiąc. Nierzadko padają też zarzuty wobec nauczycieli – że to darmozjady, że czekają, aż ktoś się podliże, że przecież dostają za swoja pracę wypłatę, nic więcej im nie trzeba. Czy rzeczywiście nauczyciele tak czekają? Na kwiaty, na bombonierki, wystawne prezenty? A może na coś zupełnie innego?

A może warto podejść do tego inaczej?

Jak często mówicie nauczycielom swoich córek i synów, że wasze dziecko przyniosło do domu świetne wiadomości? Że zadziwiło was to, czego dowiedziało się w przedszkolu albo szkole? Że powiedziało wierszyk, zaśpiewało piosenkę, rozwiązało krzyżówkę z trudnymi hasłami, dogadało się z kimś po angielsku dzięki temu, czego nauczyli go jego wychowawcy? Czy kiedykolwiek powiedzieliście nauczycielowi, że podoba wam się jego praca, że dziecko mówi o nim bardzo miło w domu, że miał fajny pomysł na jakieś zajęcia? Takich rzeczy nie słyszy się na co dzień zbyt często. Znacznie łatwiej jest rodzicom zwrócić uwagę na to, że dziecko miało przechyloną czapeczkę na jakimś zdjęciu, że pytania na sprawdzianie były za trudne, że karę syn dostał, a przecież wychowujemy bezstresowo, że czepia się ten belfer, bo dziecko kaszlnęło raz czy dwa, a w pracy tyle obowiązków, nie ma mowy o chorowaniu. Łatwiej jest wymagać, samemu o wielu sprawach zapominając, prościej narzekać i marudzić.

Każdy lubi dostawać prezenty, nawet nauczyciele, ale wbrew pozorom wcale na nie nie czekamy (piszę my, bo jestem nauczycielką przedszkola). Nie liczymy na czekoladki, biżuterię czy zestawy porcelany – to już wymysły rodziców, za które nie możemy brać odpowiedzialności. Prawdopodobnie dla większości nauczycieli koniec roku, to jedna z niewielu okazji, gdy możemy usłyszeć miłe słowa od rodziców i od wychowanków – bo tymi kwiatkami uczymy też dzieciaki, żeby doceniać pracę innych i wyrażać swoją wdzięczność. Powiedzenie „dziękuję” i wręczenie kwiatka, laurki, uśmiech dziecka jest po prostu sympatycznym gestem, który daje nam motywację i chęć do dalszej pracy,  sygnałem, że ktoś zauważył, docenił, podkreślił nasze zaangażowanie i starania. Bo choć dostajemy wynagrodzenie za nauczanie, to nikt nie płaci nam za to, że chcemy więcej niż zapisane jest w umowie, kombinujemy, myślimy o dzieciakach po godzinach, a często walczymy o to, by im pomóc, zapewnić wsparcie i możliwość prawidłowego rozwoju.

Założę się, że większość nauczycieli wymieniłaby swoje bukiety na większą sympatię i wzajemną życzliwość, wolałaby usłyszeć od czasu do czasu miłe słowo na temat swojej pracy, niż zjeść w czerwcu czekoladki z supermarketu. Nas – nauczycieli – też czasami zadziwiają pomysły rodziców, ale wiadomo, zawsze w grupie znajdzie się ktoś, kto będzie chciał się pokazać, pochwalić, wybić przed szereg. Nie wińcie nas za to, to nie nasze wymysły! Osobiście wolę laurkę z krzywo napisanym „dziękuję” albo narysowanym portretem (choć bywa brutalnie szczery 😉 ) niż bukiet, który za tydzień wyląduje w koszu. Nie ma sensu dyskutowanie na ten temat i wrzucanie wszystkich do jednego worka – jak wszędzie, trzeba umieć zachować zdrowy rozsądek, wykazać się kulturą osobistą i życzliwością, a będzie nam się żyło o wiele przyjemniej!


Zobacz także

Fot. iStock/knape

Naturalny detoks jelit. Wypróbuj 5 prostych i skutecznych przepisów na oczyszczenie

Fot. Pixabay / jill111 /

Wege znaczy smacznie. Przewodnik początkującego weganina

Fot. iStock/Halfpoint

11 korzyści dla organizmu, które przynosi picie czarnej herbaty