Czego żałują ci, którzy umierają. To niezwykłe doświadczenie zmieni cię raz na zawsze

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 listopada 2016
Fot. iStock/weerapatkiatdumrong
Fot. iStock/weerapatkiatdumrong
 

Więcej seksu? Skoki na bungee? Nic z tych rzeczy. Pielęgniarka opiekująca się nieuleczalnie chorymi w ostatnim stadium choroby, opowiedziała na swoim blogu o tym, czego żałujemy najbardziej, odchodząc. Wiecie co znalazło się na samym szczycie, tej bardzo przejmującej listy (zwłaszcza wśród panów)? – „Szkoda, że tyle pracowałem”…

Bronnie Ware jest australijską pielęgniarką, która spędziła wiele lat, przynosząc ulgę w cierpieniu umierającym pacjentom w ostatnich 12 tygodniach ich życia. Notowała zwierzenia tych osób  i pisała o nich na blogu Inspiration and Chai. Blog  ten zyskał taką popularność, że kobieta zdecydowała się wydać emocjonalną książkę, zatytułowaną „Czego najbardziej żałują umierając”.

Ware pisze o fenomenie „uświadamiania sobie” pewnych spraw, którego doświadczają ludzie na końcu swojego życia, i podpowiada nam jak możemy czerpać z ich mądrości. W intymnych rozmowach z umierającymi, szczególnie zadziwiła ją powtarzalność pewnych tematów, to, że często żałowali tych samych rzeczy.

5 rzeczy, których żałujesz, kiedy umierasz:

Żałuję, że nie miałem odwagi, by żyć w zgodzie ze sobą, a nie tak, jak tego oczekują ode mnie inni

To była jedno z najczęstszych zdań, które padały z ust pacjentów Bronnie. Kiedy ludzie uświadamiają sobie, że ich życie się kończy i potrafią zobaczyć je takim, jakim było naprawdę, widzą ile marzeń, planów rozwiało się, odeszło w niepamięć. Większości z nas nie udaje się zrealizować nawet połowy z upragnionych celów. Umieramy wiedząc, że to przez wybory, których musieliśmy dokonać, przez decyzje – te, które nie zostały podjęte i te, które wydawały nam się wówczas słuszne. Zdrowie niesie ze sobą wolność, z której rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę. Rozumiemy to dopiero, kiedy je tracimy.

Żałuję, że tyle pracowałem

Powtarzał to prawie każdy mężczyzna, którym opiekowała się Bronnie. Przegapiamy młodość naszych dzieci, nie zauważamy obecności naszych partnerów i partnerek. Pozwalamy na to, by życie zawodowe zabierało nas naszym najbliższym.

Żałuję, że nie miałem dość odwagi, by mówić o moich uczuciach

Wielu z nas tłumi swoje uczucia, żeby żyć w zgodzie z innymi. W rezultacie, nigdy nie jesteśmy tym, kim moglibyśmy być, nie żyjemy w zgodzie ze sobą. Czasem ta nasza gorycz i żal przyczynia się tylko do rozwoju choroby.

Żałuję, że nie utrzymywałem kontaktu z przyjaciółmi

Często nie zdajemy sobie sprawę jak wielkim darem i korzyścią jest obecność przyjaciół w naszym życiu. Pozwalamy, by ważne i dobre znajomości kończyły się, zacierały bez śladu, tracimy bliskie osoby na własne życzenie. Każdy, kto umiera tęskni za bliskością przyjaciela. Czy robisz wszystko, by pielęgnować swoją przyjaźń?

Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być bardziej szczęśliwy

Wielu z nas zbyt późno zdaje sobie sprawę z tego, że szczęście to nasz osobisty wybór. Zostajemy  w miejscu, „zakleszczeni” w starych wzorach i nawykach. Strach przed zmianami każe nam udawać przed innymi i przed samymi sobą, że jest dobrze, podczas gdy, gdzieś w głębi jesteśmy rozdarci i nieszczęśliwi.

Życie jest krótkie, zatrzymajcie się, choć na chwilę. Może warto teraz spojrzeć na kilka rzeczy z innej perspektywy?


Źródło: theguardian.com


5 rodzajów aktywności fizycznej, które zbawiennie wpływają na seks

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
22 listopada 2016
Fot. iStock / Eva-Katalin
Fot. iStock / Eva-Katalin
 

Seks jest dobry na wszystko, a o jego zaletach można mówić naprawdę długo. Poza naturalna przyjemnością i utrwalaniem poczucia więzi z partnerem, zyskujemy na zdrowiu. Dzięki regularnemu (i bezpiecznemu!) uprawianiu seksu, wzmacniamy odporność, pracę serca, kondycje kości oraz układu nerwowego, fundujemy sobie przeciwbólową i antystresową terapię oraz dotleniamy i odmładzamy organizm. Same pozytywy, więc uprawiajmy seks na zdrowie.

5 rodzajów ćwiczeń dla lepszego seksu

Ale tak jak seks służy naszemu organizmowi, warto przyjrzeć się temu, co posłuży naszej kondycji w łóżku, abyśmy mogli czerpać z niego przez cały czas, tak samo intensywnie. Dzięki codziennej aktywności fizycznej wzmocnimy układ sercowo-naczyniowy i mięśnie, co wpływa na libido, silną erekcję i wytrzymałość, potrzebną do utrzymania różnych pozycji przez długi czas bez wyczerpania.

1. Cardio wesprze układ krążenia i nie tylko

Ćwiczenia układu krążenia (cardio), typu bieganie, skakanka, pływanie i jazda na rowerze, pomagają budować wytrzymałość tlenową organizmu. Dzięki takiemu wzmocnieniu będzie można dłużej i łatwiej uprawiać seks. Ponadto krew przenosi paliwo napędzając organy, w tym narządy płciowe, wypełniając ciała jamiste. Wzmacniając serce, można wpłynąć na siłę erekcji. Ćwiczenia cardio pozwalają efektywnie spalać tłuszcz i kontrolować wagę, która ma przecież niebagatelny wpływ na nasze możliwości, nie tylko w łóżku. 

Jak ćwiczyć?

  • Bieg– 10-20 minut dziennie (1-3 mil dziennie jest więcej niż wystarczająco)
  • Skakanka – 5-20 minut dziennie
  • Basen – 30 minut dziennie
  • Jazda na rowerze – 30 minut dziennie

Ćwiczenia te mogą być wykonywane codziennie lub co drugi dzień, ale muszą być energicznie, by przyniosły oczekiwane efekty. Pamiętajcie również o rozgrzewce i stopniowym wyciszeniu po treningu.

2. Ćwiczenia z ciężarami 

Treningi z ciężarami na siłowni poprawiają krążenie, co u wielu ćwiczących tam kobiet przekłada się na zwiększenie aktywności seksualnych. U mężczyzn trening siłowy powoduje z kolei zwiększenie się wydzielania testosteronu, którego poziom podlega wahaniom w ciągu doby. Najwyższe stężenie testosteronu w osoczu krwi ma miejsce rano, stąd gotowość panów do porannych igraszek. Ćwiczenia siłowe zwiększają wytrzymałość mięśni zginaczy stawu biodrowego, które są zaangażowane w ruchy przydatne podczas współżycia. Wzmocnione w ten sposób nogi, również odgrywają ważną rolę, szczególnie w pozycji stojącej i klęczącej podczas seksu. 

Fot. iStock / gradyreese

Fot. iStock / gradyreese

3. Ćwiczenia mięśni brzucha 

Mocne mięśnie brzucha również są gwarantem lepszych odczuć seksualnych. Mięśnie tej części ciała są bezpośrednio odpowiedzialne za „pchnięcia”, więc ich elastyczność znacznie wzmacnia doznania. Możesz wybrać ćwiczenia ABS, choć akurat rodzaj ćwiczeń, który wybierzecie do wzmocnienia mięśni brzucha, jest obojętny. Bardziej istotna jest ich systematyczność i poprawność wykonania.

Ćwicz 2- 3 razy w tygodniu, tak jak lubisz najbardziej, możesz wykorzystać przykładowo:

4. Ćwiczenia wzmacniające korpus

Silna górna część ciała, odgrywa ważną rolę w utrzymaniu, różnych pozycji seksualnych, gdzie ramiona są wykorzystywane w celu zapewnienia stabilnego podparcia partnera. Aby je wzmocnić, warto wykonywać regularnie proste ćwiczenia typu:

5. Ćwiczenia mięśni Kegla

Mięśnie Kegla odpowiadają za podtrzymywanie narządów rodnych kobiety, pęcherza i jelit, a także u mężczyzn za kontrolę długości stosunku i powstrzymywanie się przed wytryskiem. Słabe napięcie tych mięśni wpływa na problem z osiągnięciem orgazmu pochwowego, a u panów z przedwczesnym wytryskiem.

Ćwiczenia wymagają systematyczności i cierpliwości, ponieważ na ich efekty trzeba poczekać co najmniej kilka miesięcy.

Polegają one na zaciskaniu i puszczaniu mięśni zwieraczy cewki moczowej, krocza i odbytu:

  • Zaciskaj i puszczaj mięśnie Kegla w rytm oddechu: wdech – napnij mięśnie i wciągnij je, wydech – rozluźnij mięśnie. Powtórz 10 razy.
  • Zrób wdech i napnij mięśnie Kegla. Utrzymaj je w napięciu przez 10 sekund, potem puść. Powtórz 10 razy.
  • Szybko zaciskaj i puszczaj mięśnie podczas wykonywania trzech długich wdechów i wydechów.

Warto ćwiczyć regularnie, każdego dnia po kilka razy.


źródło: www.lifehack.org, www.lifestyle.banzaj.pl


Reforma oświaty: miliardy na niepotrzebną rewolucję

Joanna Ćwiek
Joanna Ćwiek
22 listopada 2016
Fot. iStock / alexeyrumyantsev
Fot. iStock / alexeyrumyantsev
 

Miało być bez żadnych kosztów. Miłościwie panujący nam rząd zapowiadał, że oświatę zreformuje, gruntownie, ale tanio. W zasadzie bezkosztowo. Teraz, gdy rząd przyjął projekt ustawy likwidującej gimnazja, okazuje się, że dobrze to nie będzie.

W projekcie zapisano, że reforma kosztować będzie 900 mln. Samorządowcy się jednak z tymi wyliczeniami nie zgadzają. Ich zdaniem będzie to wydatek rzędu co najmniej 1.5 mld zł. Plus oczywiście nowe podręcznik dla nowej szkoły.

Może jestem sknerą, może nie mam rozmachu ani ułańskiej fantazji, ale wydaje mi się, że przehulanie, powiedzmy 2 mld zł i wydanie ich na coś, co działa, jest grubą przesadą.

Zgadzam się, że polska szkoła wymaga reformy. Ale wydaje mi się, że są pilniejsze problemy do rozwiązania. A rozsądne wpompowanie w obecną oświatę kilku miliardów złotych z pewnością byłoby sporym krokiem w kierunku uczynienia szkoły otwartej na wyzwania współczesnego świata. Szkołę, która nie tylko uczy, ale i wychowuje. Szkołę, jakiej życzyłaby sobie premier Beata Szydło i o której tak pięknie mówi za każdym razem zapytana o edukację.

Nasze propozycje? Bardzo proszę…

Dostosowanie budynków do potrzeb uczniów

Od września tego roku przestały obowiązywać przepisy posyłające sześciolatki do szkół i znoszące obowiązek przedszkolny dla pięciolatków. Tłumaczono, że rodzice najlepiej wiedzą, kiedy ich dziecko gotowe jest do rozpoczęcia edukacji oraz, że polska szkoła nie jest przygotowana do nauki tak małych dzieci. Pełna zgoda.

W zamian wprowadzono możliwość nauki w przedszkolach. I rzeczywiście, pięciolatki mają już komplet podręczników do nauki pisania, czytania, liczenia i angielskiego. Mają też nauczycielki, które potrafią pokazać dzieciom „jak z pary wodnej zrobić w słoiku deszcz” oraz jak zrobić kompot pełen witamin z sezonowych owoców – witaminy dzieciaki wymieniają jednym tchem.

Czy nie mogły by się tego uczyć w szkole? Z pewnością nauczycielki klas młodszych też potrafią ciekawie przeprowadzić zajęcia. Pewnie trzeba by było dać im większą swobodę i dostosować klasy – ale przecież mamy na to miliard albo dwa miliardy złotych. Nie rozumiem dlaczego łatwiej robić rewolucję w oświacie, zamiast do klas kupić dywany, dziecięce pomoce naukowe i napisać programy nauczania specjalnie pod małe dzieci.

Wspólna, wczesna, dobra szkoła z pewnością by wyrównywała szanse edukacyjne dzieci. Bo do przedszkola to jedne chodzą, inne nie.

Nie tylko nauka

Choć oficjalnych statystyk nie ma, w Polsce mówi się o 400 tys. – 1 mln niedożywionych dzieci. Są takie, które z uwagi na ubóstwo w rodzinie, tygodniami żywione są mąką pod różnymi postaciami a ryby na stole widzą raz w roku – na wigilię. A przecież można by wprowadzić darmowe, dobrej jakości obiady dla wszystkich dzieci. Czy zamiast wyrzucać miliardy na likwidację gimnazjum nie lepiej by było dać dzieciom w szkole zupę w połowie dnia? Z pewnością system opieki zdrowotnej też by na tym skorzystał.

Bez pracy domowej

Miliardy z rewolucji też można by było wydać na wybudowanie dużych świetlic, w których dzieci mogłyby spokojnie odrobić lekcje i bawić się przed zajęciami albo po nich. By skończyć z tym wariactwem, że jednego dnia dziecko zaczyna lekcje o 11. a drugiego ma na 8 rano. Raz odbierasz dziecko w południe, raz po godz. 15. Na świetlicę nie wyślesz, bo często jest tam taki upał i zaduch, że siekierę można powiesić. A dziecko po takim pobycie choruje trzy dni.

Wyobrażasz sobie, że odbierasz dziecko o 17, a ono już ma odrobione lekcje i macie wieczór dla siebie? A nie próbujesz ogarnąć z czternaście stron zadań z matematyki i z osiem z języka polskiego równocześnie piorąc i gotując obiad na jutro.

Sama wiedza to za mało

Przyzwyczailiśmy się, że ze szkoły dzieci mają wychodzić z konkretną wiedzą. I uczą się zaawansowanej matematyki, położenia złóż naturalnych w poszczególnych krajach czy różnic między mitozą a mejozą. Oczywiście, zgadzam się z tym, że wiedzę ogólną mieć trzeba, ale powinna ona iść w parze z konkretnymi umiejętnościami. Tymczasem w niewielu szkołach uczy się projektowo. Uczniowie nie potrafią pracować w grupach, dzielić się obowiązkami i współpracować przy rozwiązywaniu problemów. Szkoła staje się przykrym obowiązkiem, nauczyciele realizują przeładowane programy a uczniowie nawet młodszych klas są nagradzani albo karani ocenami (wiem, wiem teoretycznie w młodszych klasach nie ma stopni). Może warto dać i nauczycielom i dzieciom więcej luzu i skupić się na nauczeniu dzieci radzenia sobie z problemami. To z pewnością zaprocentuje w przyszłości. Bo tak naprawdę, która z nas (nie mówię o biolożkach) pamięta, w którym etapie mitozy dochodzi do rozpadu błony jądrowej? Wikipedię mamy w telefonie? Dzieci też.

Po co te kwity?

Czasami odnoszę wrażenie, że polscy nauczyciele są najbardziej wyedukowani na świecie. Dlaczego? Bo na wszystko muszą mieć kwity. Chcesz uczyć muzyki? Skończ wychowanie muzyczne. Masz jeden stopień szkoły muzycznej, dwadzieścia lat pracy artystycznej i uprawnienia pedagogiczne? To za mało. Lepiej, jeśli po jakimkolwiek kierunku zrobisz podyplomówkę na jednej z licznych uczelni. Praktyka wydaje się zbędna, ważne, że zapłaciłeś.

W obliczu zbliżającej się zapaści demograficznej nauczyciele kończą po kilka kierunków. Za własne pieniądze. Nikt nie widzi w tym niczego złego, gdy jeden nauczyciel uczy i języka polskiego, informatyki i muzyki. Byle tylko nie dać się zredukować, a to, czy ma predyspozycje do nauczania danego przedmiotu jest sprawą drugorzędną.

Teraz, razem z reforma oświatową, nauczycieli czekają zwolnienia. Rząd mówi że nie, ale szkoły wiedzą swoje i twierdzą, że redukcji raczej nie da się uniknąć. Najlepsi nauczyciele już szukają innej pracy i część z nich pewnie odejdzie z zawodu. W wielu szkołach zostaną często ci, którzy są za słabi, by poradzić sobie na rynku.

Rząd proponuje nauczycielom fundusze na przekwalifikowanie. Na przykład na kursy oligofrenopedagogiki. I nagle nauczyciel matematyki po kilku godzinach szkolenia zostanie nauczycielem wspomagającym. Bo przecież praca z osobami upośledzonymi to taki banał, każdy może się tego nauczyć chociażby w formie e-learningu. Bo co nas to obchodzi, czy ma on serce do pracy z dziećmi niepełnosprawnymi. Ważne, że zrobimy rewolucje i zlikwidujemy gimnazja. Nawet, gdy mają one niezłe wyniki w nauczaniu.


Zobacz także

iStock/DragonImages

Zakochujesz się w niewłaściwych facetach? Życie to lekcja za lekcją, ważne, by uczyć się na własnych błędach

fot. iStock/rez-art

10 koszmarnych lekcji randkowania prosto z seriali

fot. screen z YouTube/ Flock of Broads

To ojcowie są odpowiedzialni za podział ról w związku. Panowie, czas na zmiany! Nawet reklamy o tym mówią!