Ciągle ci zimno? Twój organizm coś sygnalizuje. Tego objawu nie można ignorować

Redakcja
Redakcja
11 kwietnia 2018
1 z 1

Ciągle ci zimno? Twój organizm coś sygnalizuje. Tego objawu nie można ignorować

Fot. iStock/hoozone

Odwodnienie

Kiedy w twoim ciele znajduje się za mało wody, krew nie może właściwie krążyć. Odpowiednie nawilżenie organizmu pozwala więc regulować temperaturę ciała. Dlatego tak ważne jest, by pić dużo wody, niezależnie od pogody za oknem.

Powikłanie cukrzycy

U diabetyków może rozwinąć się neuropatia obwodowa, która uszkadza nerwy odpowiedzialne za zmysły. To powikłanie cukrzycy powoduje, że ​​może być ci zimno lub gorąco, niezależnie od pogody i temperatury na zewnątrz. Warto porozmawiać o tym z lekarzem, jeśli zmagasz się z cukrzycą.

Niedobór tłuszczu w diecie

Istnieje proste wytłumaczenie, dlaczego zimną masz ochotę na tłuste potrawy – twój organizm po prostu chce się rozgrzać. Tłuszcz w diecie sprawia, że szybko czujemy się syci, a co za tym idzie – robi nam się cieplej. Diety niskotłuszczowe mają to do siebie, że wywołują uczucie zimna.

Objaw Raynauda

Niewielki procent populacji może zmagać się z objawem Raynauda, ​​który powoduje skurcze w tętnicach rąk, stóp i twarzy. Kiedy osoby te są wystawione na działanie zimna, skurcz sprawia, że ​​krążenie w tych obszarach jest gorsze, a im robi się zimno.

Słabe krążenie

Jeżeli zawsze masz zimne dłonie i stopy, ale nie da się tego powiązać z żadnym stanem przewlekłym, najprawdopodobniej masz po prostu słabe krążenie. Co możesz zrobić? Dużo ćwiczyć, dbać o prawidłową masę ciała i nie doprowadzać do różnych niedoborów, które jeszcze bardziej rozregulują organizm.

Niska masa mięśniowa

Rozbudowane mięśnie zapewniają izolację i ogrzewanie. Jeśli twoje mięśnie są jak u komara, nie ma się co dziwić, że wiecznie jest ci zimno.

I najciekawsze…

… jesteś kobietą. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez University of Utah, kobiety mają zimniejsze dłonie i stopy średnio o 3 stopnie. Cóż, z naturą się nie wygra 😉

Źródło: Reader’s digest

PoprzedniNastępny

Twoje piersi robią się obwisłe? Sprawdź, czy nie popełniasz tych błędów

Redakcja
Redakcja
12 kwietnia 2018
1 z 1

Twoje piersi robią się obwisłe? Sprawdź, czy nie popełniasz tych błędów

Fot. iStock / AleksandarNakic

Brak ćwiczeń

Codzienna aktywność fizyczna ma zbawienny wpływ na cały organizm, a co za tym idzie – także na wygląd piersi. Niektóre kobiety boją się wykonywać ćwiczenia wzmacniające mięśnie klatki piersiowej ze względu na ryzyko „utraty” biustu. Trzeba naprawdę intensywnie trenować, żeby do tego doszło. Prędzej będzie to wynik nieumiejętnego odchudzania i drastycznego spadku masy ciała. Odpowiednie ćwiczenia pozwolą natomiast zachować jędrną skórę i piersi. Co jeszcze jest istotne? Aby w trakcie aktywności fizycznej nosić stanik sportowy. On naprawdę robi dobrą robotę!

Przesadzanie z opalaniem

Promienie słoneczne może i dają piękną opaleniznę, ale też bardzo niekorzystnie wpływają na skórę – szybciej się starzeje i traci jędrność. Ta delikatna, znajdująca się na twarzy, dekolcie i piersiach odczuje to najszybciej. Chcąc mieć piękny biust jak najdłużej, powinnaś stosować kremy z wysokim filtrem na te rejony.

Źródło: Krok do zdrowia

PoprzedniNastępny

Zostań suką dla swojego męża. Polecam ten eksperyment, w naszym małżeństwie zmienił wszystko

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 kwietnia 2018
Fot iStock/PeopleImages

Wiecie, jak to jest na początku. Obiad z dwóch dań, śniadanie do łóżka. Mieszkanko wymuskane, wysprzątane, byleby tylko nie wystraszyć faceta, który się pojawił w waszym życiu. Każda z nas, myślę, przynajmniej raz zrobiła z siebie taką wariatkę. Milutka, cichutka, uśmiechająca się na wszystkie jego propozycje i głupie żarty. Byleby tylko on poczuł się przy tobie wyjątkowo i już został, a ty byś mogła zakończyć poszukiwania samca, któremu ostatecznie dasz się zapłodnić.

Jasne, że tego nie pamiętamy. Bo później jak te pieluchy, nocne wycia, targanie wózka przychodzą, to tracimy poczucie czasu i kompletnie zaciera się czas, który był przed. Ale, UWAGA, on pamięta. I wtedy słyszysz: „Zmieniłaś się”, „Kiedyś byłaś inna”, „Gdzie jest ta dziewczyna, w której się zakochałem”. A ty myślisz: „Ku*wa, o czym on gada” walcząc z pralką, która właśnie, gdy postanowiłaś wyprać pościel, odmówiła posłuszeństwa. Ale masz jeszcze instynkt zachowawczy. Więc kompletnie poza swoją świadomością stajesz nad tymi garami z dziećmi uwieszonymi przy nogach. Sprzątasz chatę, latasz do pracy, odbierasz z przedszkola. Wpadasz w taki kołowrotek, że nawet nie wiesz, kiedy padasz na ryj.

Przyznaję się, ja tak miałam. I kiedy zaczynam mówić o tym otwarcie, inne kobiety też się do tego przyznają. Rozpuściłyśmy facetów jak dziadowski bicz. Chciałyśmy, by miał jak najlepiej i nie szukał już dalej, a później płacimy za to wysoką cenę.

Chcę wam coś opowiedzieć. To było kilka miesięcy temu. Po pracy odebrałam dzieci ze szkoły, porozwoziłam na zajęcia, w międzyczasie zrobiłam zakupy obmyślając obiadokolację na dwa dni do przodu, po dwóch godzinach zabrałam dzieciaki i wróciliśmy do domu. Weszłam i chciało mi się od drzwi ryczeć. Urwała mi się torba. Pękł słoik z buraczkami. A przedpokój, sprzątany przeze mnie wieczorem, po poranku wyglądał, jakby tornado po nim przeszło. W kuchni naczynia ze śniadania jak zostawiliśmy, tak stały, choć prosiłam męża, żeby ogarnął, bo wychodził chwilę po nas. Kot miauczy głodny. Dzieciaki kłócą się o jakieś pierdoły. A ja z wizją posprzątania, ugotowania, pomagania w lekcjach, chciałam uciec.

Uwaga – wchodzę do sypialni, a on śpi. Wyobrażacie sobie. Ku*wa śpi. Jak gdyby nigdy nic, bo udało mu się szybciej z pracy wyrwać. Pierwszy raz poczułam taki przypływ furii, że gdybym miała nóż, to bym zabiła. I nagle, jak jakiś rozbłysk świadomości, dotarło do mnie, że tak jest od zawsze. Ja zapie*dalam, a on ogląda mecz, leży na kanapie, owszem rzuca „Kochanie, pomóc ci”, ale nawet jak go o te durne naczynia z rana poproszę, to on i tak ma je w dupie. A później słyszę, że jestem małostkowa, że o bzdury się czepiam, że „czy naprawdę naczynia są w życiu najważniejsze”. No ku*wa nie są, ale ktoś o to, żeby były czyste musi zadbać.

Pękłam. Wtedy widząc go śpiącego w tej sypialni, który jak się przebudził ze zdziwieniem spytał: „O już jesteś? Co jest do jedzenia?”. Wiecie, co zrobiłam? Wyszłam. Wyszłam i szłam przed siebie kompletnie bez celu. Z pustką w głowie. Przez chwilę pomyślałam, że już nigdy tam nie wrócę, że to koniec, nie dam się dłużej tak traktować, nie mam siły. Tak, to było najsilniejsze: NIE MAM SIŁY. Moja babcia zawsze mi powtarzała: „Dziecko, pomyśl, co sprawia, że jesteś nieszczęśliwa, a później szukaj rozwiązania”. U mnie „nieszczęśliwa” równało się „mąż, który nie pomaga”. Zrobienie zakupów raz na miesiąc, nakarmienie kota, gdy nieustannie o to proszę i powieszenie prania po ośmiu SMS-ach nie mogę nazwać pomocą. Byłam taka głupia, że nawet na łeb wzięłam sobie płacenie rachunków! Dobra żona. Ku*wa!

Dość. Miałam tego wszystkiego serdecznie dość. Byłam samotna, z poczuciem, że wszystko jest na mojej głowie. I chociaż nie raz z mężem o tym rozmawiałam, moje prośby zmieniały sytuację na kilka dni, czasami na tydzień, a później niepostrzeżenie wszystko wracało do normy. Zaszła we mnie jakaś zmiana podczas tego spaceru. Poczułam się nagle silna. „Nikt nie będzie mnie więcej wykorzystywał. Ja też muszę odpocząć”. Żebym mogła odpocząć, on musi w końcu ruszyć dupę. I tak narodziła się we mnie żona-suka. Ja wiem, jak to brzmi, ja wiem, że to drastyczne, że dorośli ludzie powinni usiąść i pogadać. Ale na litość boską, przez 13 lat naszego małżeństwa ja już tyle razy rozmawiałam, że język mi się zmęczył. Wiem, że to ja popełniłam błąd. Że zamiast od samego początku postawić sprawę jasno, nie udawać, że na dłuższą metę frajdę mi sprawia nadskakiwanie i robienie wszystkiego samej, to szłam w zaparte, aż żyłka mi pękła.

Wróciłam oznajmiając, że to koniec. Koniec robienia wszystkiego samej. On trochę zaskoczony, ale zapewne z przekonaniem, że znowu mam TEN dzień, który zaraz minie, słuchał. Zrobiłam listę – on od dzisiaj płaci rachunki, dwa razy w tygodniu wozi dzieci na zajęcia, gotuje dwa razy w tygodniu, kiedy ja odbieram dzieci, wtedy też robi zakupy. Do niego należy czystość łazienki, przedpokoju i podłogi w całym mieszkaniu. I o praniu musi dwa razy w tygodniu pamiętać. Zastosowałam się do zasady, że facetowi trzeba prosto, jasno, na kartce, bez dodatkowego, według niego – zbędnego gadania.

Omówiliśmy, w jakie dni za co kto będzie odpowiedzialny. Cały rozpisany plan zawisł na lodówce. I… się zaczęło. Wtorek – dzwonią dzieci, kiedy po nie będę. „Dzwońcie do taty, dzisiaj jego dzień” – spóźnił się, bo zapomniał, został dłużej w pracy, żeby z kumplem pogadać. Cóż… Dzieci czekały. W czwartek już pamiętał. Za to w środę nie mieliśmy nic do jedzenia, bo zapomniał zakupów. Nie ruszyłam palcem. Zabrałam dzieci na pizzę. On miał sobie coś wykombinować.

„Widziałaś gdzieś moje czyste skarpetki?”. Spytałam, kiedy wstawiał pranie, bo minął tydzień i skoro on nie pamiętał o tym, żeby rzeczy wrzucić do pralki, ja przestałam prać jego ubrania, kiedy była moja kolej.

„Ku*wa, co ta podłoga się tak klei” – kolejne. Mój wzrok tylko szedł w stronę lodówki i wiszącym na niej podziale obowiązków.

Nie było mi łatwo. Uwierzcie, nie raz chciałam wziąć szmatę i ogarnąć mieszkanie, w łazience umyć zlew, wymienić ręczniki. Ale za każdym razem w pamięci przywoływałam ten pęknięty słoik buraczków i to, jak się wtedy czułam. Postąpiłam jak dorosły człowiek. Postawiłam sprawę jasno. Nie, że on się domyśli, że może zrozumie, że może zrobi. Nie – jasny podział obowiązków, do którego on musi się dostosować, bo nie będzie mieć co jeść, bo dzieci utkną w szkole, bo za chwilę nie zobaczy siebie w lustrze w łazience. Wysprzątał ją po dwóch tygodniach. Na błysk. Nie zapomniał o zakupach w kolejny poniedziałek. Po trzech tygodniach zadzwonił, czy mogę odebrać dzieci – nie mogę, bo robię zakupy i już nie mam siły. Odebrał

I wiecie co, to nie była chwila mojego triumfu, pokazania mu, kto tu rządzi. Za każdy razem wszystko, do czego się zobowiązał przyjmowałam bez słowa, tak jak przez lata on przyjmował to ode mnie, jakby mu się należało. Jasne, że momentami było mi go nawet szkoda. Jaka paranoja, prawda? Jemy nigdy mnie szkoda nie było.

Po sześciu tygodniach wiecie, co usłyszałam? „Przepraszam” – powiedział, kiedy już leżeliśmy w łóżku. „Przepraszam, ja tego zupełnie nie widziałem”… Popłakałam się jak dziecko. Puścił mi cały stres, całe napięcie, które towarzyszyło mi każdego dnia, żeby nie dać mu poznać, jak mi ciężko z tymi wszystkim emocjami, z byciem suką.

Minęły cztery miesiące. Kartka na lodówce trochę wyblakła. Ale ten eksperyment się udał. Jakkolwiek idiotyczny by się nie wydawał. Piszę wam o tym, żebyście nie dały się wpędzić, jak ja w poczucie osamotnienia w tym, że wszystko mogę sama, bo pewnego dnia z równowagi wybije was słoik z buraczkami albo kubek rozlanej śmietany. I co wtedy zrobicie? Posprzątacie i  ugotujecie obiad?


Zobacz także

14 mini wskazówek, które ułatwią zrzucenie zbędnych kilogramów

Już wiem, kto jest winny temu, że nie chudniemy! I to wcale nie my

Twój partner będzie ignorował te sygnały. Jak objawia się rak prostaty?