Choroby dziąseł i rak trzustki mają ze sobą coś wspólnego! Nie ignoruj zagrożenia

Redakcja
Redakcja
18 stycznia 2018
Fot. iStock/yourstockbank
 

Ładny uśmiech to nie tylko kwestia estetycznego wyglądu, ale przede wszystkim zdrowia. Zarówno zęby, jak i dziąsła pozbawione  odpowiedniej pielęgnacji, mogą bardzo ucierpieć i pośrednio wpłynąć na pogorszenie stanu zdrowia organizmu poza jamą ustną. Naukowcy już wiedzą, że próchnica i paradontoza nie jest tym najgorszym, co może spotkać osoby niewłaściwie dbające o higienę. 

Od paradontozy do raka trzustki

Paradontoza to przewlekła i podstępna choroba atakująca dziąsła, która doprowadza do rozchwiania i utraty zębów. Problemy zwiastuje zapalenie dziąseł, które powoduje nawarstwianie się płytki bakteryjnej i powstawanie kamienia nazębnego. Niedostateczna higiena i rozwój szkodliwych bakterii to główna przyczyna problemów. A trzeba wiedzieć, że bakterie szkodzą nie tylko dziąsłom, ponieważ mogą przenosić się z jamy ustnej na inne części ciała. Tym właśnie zajęli się naukowcy, którzy wskazują, że bakterie odpowiedzialne za paradontozę, odgrywają rolę w rozwoju raku trzustki.

Naukowcy z Uniwersytetu w Helsinkach wykorzystali dane zebrane od 70 000 dorosłych, dzięki czemu odkryli wyraźny związek między zapaleniem przyzębia i umieralnością na raka trzustki. Naukowcy zauważyli, że enzym z bakterii powodujących paradontozę, istnieje również w złośliwych nowotworach przewodu pokarmowego. Enzym ten może pomagać komórkom rakowym w atakowaniu zdrowej tkanki i rozprzestrzenianiu się po ciele. Zmniejsza również skuteczność układu odpornościowego, który może pomóc zwalczać zagrożenie. Badanie przeprowadzone przez profesora Timo Sorsa, opublikowano w International Journal of Cancer. 

Inne badania pokazały, zarówno u mężczyzn, jak i kobiet, u których wykryto ten szczep bakterii Porphyromonas gingivalis, ryzyko zachorowania na raka trzustki jest o 59% większe niż u osób, gdzie nie był on obecny. Z kolei badani, u których stwierdzono obecność szczepu bakterii Aggregatibacter actino-mycetemcomitans, byli narażeni na zachorowanie o 50% bardziej.

Wystarczy porządne szczotkowanie i higiena, by usunąć większość szkodliwych bakterii. A warto się starać, bo rak trzustki, mimo że stanowi tylko 2% wszystkich nowotworów złośliwych, jest jedną z najczęściej doprowadzających do zgonu chorób nowotworowych.


źródło: www.dailymail.co.ukonkologia.mp.pl, www.dziennikpolski24.pl


Wysokie obroty bez kofeiny? Dzięki tym 10 naukowo potwierdzonym sztuczkom znów nabierzesz energii

Redakcja
Redakcja
18 stycznia 2018
Fot. iStock/nd3000
 

Natłok codziennych obowiązków powoduje, że musimy być non stop na wysokich obrotach. Zbyt wiele rzeczy jest do zrobienia, żeby usiąść i poczekać, aż wróci wena i energia do działania. Zazwyczaj pomagamy sobie kawą, czasem jedną, a czasem i trzema filiżankami. Trudno jest przedawkować kofeinę, ale nadmiar kawy powoduje, że zwyczajnie przestaje ona nam smakować i nie pobudza tak skutecznie, jak tego oczekujemy.

Co wtedy? Różne są sposoby na ponowne rozbudzenie ciała i umysłu, ale na pewno najgorszym z nich jest sięganie po napoje energetyczne. Energetyki może i pobudzają, dzięki zawartości tauryny i kofeiny, ale naprawdę niszczą zdrowie, o czym przekonują lekarze oraz przypadki ludzi, którzy stracili zdrowie pijąc w nadmiarze energy drinki.

Można wziąć się na sposób i zamiast sięgać po szkodliwe lub nieskuteczne sposoby na dodanie sobie energii bez kolejnej filiżanki kawy, warto zastosować wspierane przez naukę sposoby na zachowanie czujności.

10 naukowych sztuczek, które pozwolą nabrać energii

1. Miej pod ręką wodę

Tak, dobrze czytasz — nie kawę, nie zieloną herbatę, ale zwykłą wodę. Wbrew pozorom, nawet niewielki ubytek wody w organizmie, gdy nie pijemy jej regularnie, szkodzi zdolności koncentracji i samopoczuciu, może powodować zmęczenie, dezorientację, palpitacje serca i omdlenia. Nasze ciało składa się nawet do 60% z wody, która pomaga krwi w przenoszeniu substancji odżywczych do różnych części ciała, w tym mózgu. Badania pokazują, że utrata nawet 1-2% wody w organizmie mają związek ze zmęczeniem i splątaniem.

2. Podnieś zdrowo poziom cukru we krwi

Głód nie sprzyja myśleniu. Zbyt niski poziom cukru we krwi powoduje problemy z koncentracją. Tu nie pomogą ani duże posiłki (energia skierowana zostanie na trawienie), ani wrzucenie w siebie czekoladowych batoników, które dadzą tylko chwilowe pobudzenie. Najlepiej sięgać po małe przekąski o dużej zawartości błonnika oraz białka wysokiej jakości (np. w jajkach). Pokarmy takie jak szpinak, fasola i soczewica są źródłem żelaza, którego niedobór jest często źródłem zmęczenia. Warto dodać pokarmy bogate w witaminę C, która pomaga zwiększyć wchłanianie żelaza.

3. Odwróć wzrok od monitora

Patrzenie długi czas w jeden punkt męczy oczy i powoduje bóle głowy. Do tego suchość oczu, zmęczenie, niewyraźne lub podwójne widzenie, ból barku i szyi, nie ułatwia pracy. Zrób sobie choć chwilę przerwy i przenieś wzrok z monitora gdzie indziej, a poczujesz się lepiej.

4. Stań przy oknie/wyjdź na zewnątrz

Najlepiej, gdy jest dużo słońca, ponieważ światło poprawia czujność i wydajność. Zwykłe, jasne światła w pomieszczeniu nie wpływają na pobudzenie umysłu. Natomiast słońce zmniejsza zmęczenie i skraca czas reakcji na bodźce, reguluje sen i czuwanie, ustanawiając normalny sposób naszego funkcjonowania.

5. Rozruszaj ciało

Ruszając ciało, rozruszasz też zmęczony umysł. Badania wykazały, że gdy ich uczestnicy ćwiczyli podczas maksymalnego poziomu senności, subiektywne odczucie zmęczenia wydawało się częściowo złagodzone. Ruch powoduje wytwarzanie endorfin,  neuroprzekaźników pomagających rozładować stres i zmęczenie oraz zwiększyć odczuwanie radości.

6. Głęboko oddychaj

Nie zawsze się da wyjść na świeże powietrze, ale zawsze można oddychać głęboko, wykorzystując przeponę. Głęboki oddech rozluźnia mięśnie, łagodzi napięcie i pomaga przenieść więcej tlenu do mózgu, który potrzebuje go do skutecznej pracy.

7. Słuchaj muzyki

Muzyka łagodzi obyczaje, ale nie tylko. Ulubiona muzyka powoduje uwolnienie dopaminy, serotoniny i oksytocyny, które są substancjami chemicznymi wyzwalającymi poczucie odprężenia i radości. Skoczne, ulubione utwory pobudzają najlepiej, a im bardziej zróżnicowana muzyka, tym lepszy efekt.

8. Żuj gumę

Żucie gumy powoduje stałe zajęcie dla żuchwy i swego rodzaju pobudzenie. Naukowcy podejrzewają, że żucie w jakiś sposób zwiększa krążenie i aktywuje pewne obszary mózgu do działania. Badania potwierdzają, że żucie pomaga skoncentrować się na egzaminach, zmniejszyć lęk i zwiększyć czytanie ze zrozumieniem.

9. Popatrz na miłe zwierzątka w internecie

Urocze zwierzątka uwiecznione na filmach czy zdjęciach w internecie nie tylko zachwycają, ale obniżają poziom napięcia i stresu. W badaniu z czerwcu 2015 r., w którym wzięło udział 7 000 entuzjastów kotów, którzy stwierdzili, że oglądanie internetowych filmów o kotach podniosło poziom energii, zwiększyło dobre samopoczucie i zminimalizowało negatywne uczucia. Taki efekt powoduje wzrost oksytocyny, która wzmaga uczucie zaufania i emocji, oraz zmniejszenie poziomu kortyzolu, hormonu stresu.

10. Zdrzemnij się

To już ostateczność, ale jeśli głowa leci w dół, a ty masz możliwość zmknąć na chwilę oko, po prostu zób to. Wg badań krótkie drzemki (5-25 minut) około 6 do 7 godzin przed normalnym pójściem spać to świetny sposób na regenerację i podniesienie poziomu energii. Nawet sześciominutowe drzemki pomagają lepiej zachować informacje, niż gdybyśmy w ogóle nie spali i wypijali kolejną kawę.


 

źródło: www.businessinsider.com


Jak przestać być ofiarą? Droga nie jest łatwa, ale do pokonania. Wystarczy spróbować, naprawdę

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 stycznia 2018
Fot. iStock/kieferpix

Spotykam się ze znajomą, pytam, co słychać, ale po chwili żałuję, że w ogóle się odezwałam. Wylewa się morze żalu i pretensji do całego świata.

„A wiesz, masakra. Padam na twarz, nie mam na nic czasu, siły. Dzieciaki mi wiecznie chorują, Rafał non stop w pracy, czekam, kiedy mnie wyrzucą, bo ja na zwolnieniach lekarskich”. Próbuję zmienić temat, więc podpytuję o pracę. Znowu zły trop: „Mam dość, czuję się wykorzystywana. Pracuję w domu, jak dzieciaki chore, odrabiam w weekendy zaległości. A obowiązki i zadania wciąż się mnożą”. Jednak okazuje się, że nie praca stanowi jej największy problem, najgorsze jest to, co dzieje się w domu. Bo wszystko jest na jej głowie, bo nie ma pamięta, kiedy ostatni raz wypiła ciepłą kawę, bo na męża nie może liczyć, a pani w szkole skarży się na jej starszego syna i ona nie wie, jak sobie z nim poradzić. Do tego walczy z bólami głowy, nie ma kiedy iść do lekarza…

Brrrr. Jestem zmęczona tym spotkaniem, rozmową i mam wrażenie deja vu. Za każdym razem, kiedy się widzimy, słyszę, że nic jej w życiu nie wyszło, że wszystko jest do d*py. Kiedyś jeszcze próbowałam jej tłumaczyć, że od niej zależy, czy ta sytuacja się zmieni, że może coś zrobić, postawić się, nie chcieć tak żyć. Bez skutku.

Wiele znam takich osób. Sąsiadka narzeka od lat na swojego męża. Że ogranicza ją finansowo, że musi się go prosić o pieniądze, że on sobie kupuje nowe rzeczy, a jej głupio kupić dla siebie buty. Kiedy mówię o zmianie pracy, na lepiej płatną, obrusza się. Bo gdzie i jak ona coś znajdzie. Nigdy nawet nie spróbowała, nigdy też nie porozmawiała z mężem, bo „nie będę go denerwować”.

Koleżanka mieszka z teściową. Wszystko w ich domu dzieje się pod dyktando matki jej męża. Ona właściwie nie ma nic do powiedzenia. Teściowa dyktuje w co się mają ubrać dzieci, co ona ma zrobić na obiad, jakie firanki powiesić, kiedy umyć okna. Nie raz płakała ze złości, że o niczym nie może decydować, że czuje się osaczona i bezsilna. Kiedy inni jej radzili, żeby porozmawiała z mężem, z teściową, twierdziła, że to nic nie da. Gdy była mowa o przeprowadzce, kupnie mieszkania (oboje dobrze zarabiają) dla nich lub teściowej, żeby rozwiązać tę sytuację, ona tylko się jeżyła, choć brakowało jej solidnych argumentów. Bo dlaczego nie?

Są ludzie, którzy przez całe swoje życie stawiają się w roli ofiary. I nie mówię tu celowo o ofiarach przemocy fizycznej. Bo ofiara to też mentalność tych, którzy są prześladowani we własnym umyśle, skupiają się na wyrządzanej im krzywdzie, tak naprawdę odmawiają pomocy, zmuszają się do robienia czegoś, na co nie mają ochoty. A przecież nie są zniewoleni. To dorośli ludzie, którzy mają wybór. Albo decydujesz się na obecne życie i przestajesz na nie narzekać albo robisz coś, żeby je zmienić i żyć lepiej. To jednak nie zawsze jest takie proste. Bo przecież rola ofiary, to jedna jaką znają, która daje im poczucie bezpieczeństwa, bo wiedzą, jak się zachować. Przez litość innych, zainteresowanie, narzekanie, budują poczucie własnej wartości. Rola ofiary to negatywny narcyzm. To wiara, że wszechświat (i zachowania innych ludzi) krążą wokół tej osoby, że wszystko się dzieje przeciw niej (głównie przeciw) i w stosunku do niej. To poczucie, że wszyscy wokół chcą ja za coś ukarać.

Ofiary obawiają się tego, co się stanie, gdy zrezygnują ze swojej roli, gdy w ich życiu wszystko zacznie się układać, czym zainteresują otoczenie, innych ludzi, kto na nie zwróci uwagę?

Rola ofiary, to błędne koło, z którego bardzo trudno się wydostać. Ale przecież nie ma rzeczy niemożliwych. Zawsze mówię, że najpierw trzeba zdać sobie sprawę z sytuacji, w której się znajduję, nazwać ją, popatrzeć trochę z boku. Następnie zadecydować, czy chcę to zmienić. Jeśli chcę, szukam narzędzi, które mi w tym pomogą i… zaczynam działać. Uwierz – za rogiem czeka na ciebie dobre życie.

Chcesz uwolnić się od mentalności ofiary lub pomóc komuś bliskiemu to zrobić?

Należy zacząć od wzięcia odpowiedzialności za własne potrzeby. Najważniejsze to w końcu być ze sobą szczerym i określić, czego się chce, co jest dla ciebie ważne. Być może odpowiada ci to, jak żyjesz, nie chcesz się z bycia ofiarą wyplątywać? Ale jeśli chcesz, to nie marnuj czasu na obwinianie innych za swoją sytuację, na złość na tych, którzy nie chcą i nie potrzebują tego, co ty chcesz. Nie czekaj aż ktoś ci pomoże. Zajmij się sama tym, na czym ci zależy.

Drugą ważną rzeczą jest nauczenie się mówić „nie”. Jeśli nie chcesz robić czegoś, na co nie masz ochoty – nie musisz, naprawdę. Możesz powiedzieć „nie” i wierz mi – najtrudniejszy jest ten pierwszy raz. Pamiętaj, że masz prawo mieć swoje potrzeby, tak jak inni ludzie. Tego nikt nie powinien ci odbierać. Tak samo, jak ty nie powinnaś wszystkich obwiniać za swoja sytuację – męża, teściową, szefa, koleżanki, niesforne dzieci, którym brakuje męskiej dyscypliny. Hej – obudź się. Za to, w jakim miejscu jesteś, ty odpowiadasz. Jeśli masz w kimś szukać winy, to niestety tylko w sobie. Co ty zrobiłaś, żeby zmienić swoją sytuację? Zanim zaczniesz po raz kolejny opowiadać o tym, że ktoś odbiera ci energię, kradnie siły, zwróć uwagę na towarzyszące tym słowom poczucie bezsilności, które cię ogarnia, stań się jej świadoma. Czy to ktoś odbiera ci możliwość działania, czy ty sama jej sobie nie dajesz?

Bywa, że jednym z najlepszych sposobów na walkę z mentalnością ofiary, jest pomaganie innym. Naprawdę. Poszukaj kogoś, kto potrzebuje pomocy, zaangażuj się w jakiś wolontariat. Może brzmi to dla ciebie idiotycznie, ale dlaczego nie spróbować? Życzliwość wobec innych jest jak antidotum na „ja mam najgorzej”. I zacznij być wdzięczna za to, co masz. Przestań skupiać się na swoim cierpieniu, na tym, co ci przeszkadza, czego nie masz. Przenieś swoją uwagę na to, co masz, a nie na to, co tracisz. Zacznij każdego wieczoru wymieniać pięć rzeczy, za które w tym dniu jesteś wdzięczna. Może się okazać, że twoja sytuacja wcale nie jest taka beznadziejna, jakby ci się wydawało.

A gdyby tak zrobić sobie listę tego, co można zrobić, by zmienić swoją sytuację? Spisać wszystko, co przyszłoby ci do głowy? Kiedy jesteś ofiarą uważasz, że nic nie można zmienić, co prawie nigdy nie jest prawdą. Więc może czas odczarować swoje myślenie, skupić się na rozwiązaniu, a nie na samym problemie?

I wybaczaj. Kiedy decydujesz się na bycie ofiarą, jednocześnie zatrzymujesz w sobie gorycz, złość i pewność, że zostałaś skrzywdzona, często nie biorąc pod uwagę intencji drugiej osoby. Zamiast zatruwać się negatywnymi emocjami zacznij współczuć, próbuj zrozumieć drugiego człowieka, przestań skupiać się tylko na sobie i na swojej własnej krzywdzie.

Nie ma smutniejszego życia od życia z mentalnością ofiary, naprawdę. Ale to nie jest wyrok, z tego można wyjść, potrzeba tylko pracy nad zmianą nawyków. Życie z dobrocią i wdzięcznością jest piękniejsze od tego w urazach i goryczy. Każdy z nas ma wybór, po której stronie chce stanąć, jak żyć. Pierwszy krokiem jest odpowiedź na pytanie, czy jesteś gotowa przestać być ofiarą. Jesteś gotowa?


Zobacz także

Kwas hialuronowy czy retinol? Sprawdź, jaki krem wybrać, gdy masz 20, 30, 40, 50 i 60 lat

Łatwiej byłoby się przeprowadzić niż tu posprzątać? Basta! Dzieci do roboty!

Kolejne superfood w natarciu. Czy fioletowy chleb zastąpi tradycyjne pieczywo?

Fioletowy chleb? Tak, nowe odkrycie powiększy grono superfood