Chorujesz na bruksizm? Chorujemy nieświadomie, bo nasz organizm rozładowuje napięcie w trakcie snu!

Redakcja
Redakcja
1 grudnia 2018
bruksizm
Fot. iStock / mihailomilovanovic
 

Nawykowe zgrzytanie zębami, o którym zazwyczaj nie mamy pojęcia to sposób na rozładowanie emocji, które kumulują się w organizmie. Chorujemy nieświadomie, bo nasz organizm rozładowuje napięcie w trakcie snu!

Bruksizm

Bruksizm to fachowa nazwa na mimowolne zaciskanie oraz zgrzytanie zębami. Choroba, która jest obecnie prawdziwą plagą społeczną. Cierpią już nie tylko osoby ambitne, zabiegane czy ludzie sukcesu. Z powodu nadmiernego obciążenia obowiązkami coraz częściej dotyka ona każdego. Chorują nawet dzieci i młodzież, zestresowani szkołą czy konfliktami z rówieśnikami. Według niektórych badań bruksizm dotyka już ponad połowę populacji! Co najgorsze o bruksizmie często nie mamy pojęcia albo go bagatelizujemy!

Przede wszystkim stres – to główna przyczyna bruksizmu. Zaciskając zęby czy zgrzytając nimi odreagowujemy codzienne napięcie, którego dziś mamy zdecydowanie za dużo. To schorzenie psychogenne, o podłożu stresowym. Często nawet nie są z nim kojarzone żadne inne objawy somatyczne.

Niekontrolowane zgrzytanie zębami, podczas którego dochodzi do znacznie silniejszego zaciskania szczęki niż w trakcie jedzenia może mieć poważne konsekwencje. Ponieważ organizm człowieka składa się z różnych części połączonych w jedną całość, dysfunkcja jakiegoś organu ma bezpośredni wpływ na inne układy. Nieleczony bruksizm jest przyczyną silnych bólów głowy, problemów z kręgosłupem, słuchem oraz wzrokiem. Dodatkowo zachodzą zmiany w jamie ustnej takie jak ścieranie koron zębowych, pękanie i ścieraniem szkliwa oraz pewnego rodzaju rozchwianie zębów.

Osoba, która cierpi na bruksizm zaciska szczękę nawet do 10 razy mocniej niż podczas np. jedzenia. Powoduje to uszkodzenia i ścieranie zębów. Występują też ubytki oraz żółte plamki, także świadczące o erozji szkliwa. Odsłonięta zębina nie ma szans w kontakcie z bakteriami próchnicotwórczymi. Odczuwamy także przeszywający ból podczas kontaktu z bodźcami takimi jak ciepłe, zimne czy kwaśne posiłki. Mogą również zacząć pojawiać się trzaski w stawach skroniowo-żuchwowych na przykład podczas ziewania, a kształt twarzy może stać się bardziej kwadratowy z powodu rozbudowanych mięśni żwaczy. – mówi lek. dent. Kamila Gądek z Kliniki Implantologii i Stomatologii Estetycznej borczyk.pl

Bruksizm jest bowiem główną przyczyną deformacji twarzy  oraz pojawiania się zmarszczek na policzkach.Osoby cierpiące na bruksizm często zauważają, że ich szczęki są bardziej kwadratowe niż przed zaistnieniem choroby. Spowodowane jest to tym, że kiedy zgrzyta się zębami lub je zaciska, napina żwacze, które są głównymi mięśniami odpowiedzialnymi za żucie.

Ze względu na charakterystykę jest to schorzenie dość łatwe do zdiagnozowania, jednak leczenie bruksizmu jest wieloetapowe i wielospecjalistyczne.

W leczeniu bruksizmu należy skoncentrować się na holistycznym podejściu do pacjenta, czyli nie tylko opanowaniem odruchu niszczącego zęby, ale przede wszystkim powinno szukać się przyczyny zgrzytania. Stan naszego zdrowia zależy w dużej mierze od tego jak żyjemy.Informacje uzyskane z wywiadu lekarskiego dotyczące stylu życia, pracy, stanu psychicznego pacjenta oraz przebytych chorób i urazów pozwalają na łatwiejsze postawienie prawidłowej diagnozy. Przyczyn pojawienia się bruksizmu może być bardzo wiele. Jeśli zauważalne są niepokojące syndromy należy skierować pacjenta również do innych specjalistów. W przypadku holistycznej terapii niezbędne jest współdziałanie lekarzy dentystów z lekarzami innych specjalności. – wyjaśnia lek. dent. Kamila Gądek z Kliniki Implantologii i Stomatologii Estetycznej borczyk.pl

Uświadamianie pacjenta podczas wizyty o związkach pomiędzy trybem życia, nawykami, zdrowiem jamy ustnej i zębów, a resztą układów i narządów w organizmie pozwala zaplanować odpowiednią opiekę dentystyczną i zastosować efektywne leczenie. Często lekarze polecają także zakładanie na noc specjalnej nakładki wykonanej z termoplastycznego materiału, która uniemożliwia ścieranie.

W przypadku bruksizmu nie tylko powinno zlikwidować się uszkodzenia szkliwa, ale dokładnie zdiagnozować zgryz. Człowiek codziennie przełyka ślinę ok. 2 tys. razy. Przez struktury kostne czaszki nieprawidłowe siły przenoszą się na strukturę zwaną sierpem mózgu. Jest ona odpowiedzialna za produkcję i metabolizm płynu mózgowo-rdzeniowego, a co za tym idzie na odżywianie mózgu i rdzenia kręgowego. Wiele objawów jak migreny, bóle głowy, zniechęcenie, zmęczenie, bóle kręgosłupa szyjnego mogą być konsekwencją wadliwego zgryzu.  – dodaje lek. dent. Kamila Gądek z Kliniki Implantologii i Stomatologii Estetycznej borczyk.pl

Na rozwój nawykowego zgrzytania zębami wpływają także niedobory w gospodarce mineralnej. Najczęściej bruksizm ma związek z niedoborami magnezu. Podczas leczenia stomatolog zaleca również badanie krwi. Pacjenci zjadający z nerwów własne zęby powinni uzupełnić niedobór magnezu i minerały wzmacniające układ nerwowy.

Zdrowe zęby to również zdrowy człowiek. Choroby zębów mają wpływ na cały nasz organizm, nieleczone mogą powodować poważne dolegliwości. Nadmierny stres i kumulowanie się emocji, z czym boryka się dzisiejsza cywilizacja, w efekcie prowadzi do poważnych problemów zdrowotnych. Dlatego tak ważna w terapii bruksizmu jest zmiana przyzwyczajeń oraz znalezienie własnego sposobu na rozładowanie emocji. Stosuje się również ćwiczenia, prowadzące do rozluźnienia mięśni twarzy i szyi jak masaż policzków. Najważniejsza jest jednak redukcja poziomu stresu, a do tego dobrą okazją jest uprawianie sportu lub znalezienie hobby.

lek. dent. Kamila Gądek z Kliniki Implantologii i Stomatologii Estetycznej borczyk.pl / Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z Kliniką Implantologii i Stomatologii Estetycznej borczyk.pl

 


Uciekają przed empatią, jak przed ogniem. Uciekają, bo się boją… Uzależnieni od niezależności

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 grudnia 2018
Fot. iStock/101dalmatians
 

Tendencja do dystansowania się emocjonalnego wynika często z naszych wewnętrznych lęków. Ciągle „normą” nazywamy raczej umacnianie Nie tak umacnianie więzi z bliskimi.  Obecnie taka bliskość jest wciąż kultywowana w małych społecznościach. W tych większych, gdzie łatwiej nam w topić się w tłum, wiele osób 

Wiele osób nawiązuje relacje, mówiąc delikatnie, „efemeryczne” lub okolicznościowe. I choć wolimy by zostawiono nas w spokoju, nadal  często narzekamy na samotność. I niewiele z tego wynika,  bronimy się przed emocjonalną zależnością. To jest paradoks.

Charakterystyka „zależności od niezależności”

Ludzie z problemem braku zależności nie są ani samotni, ani nie próbują się odizolować, ani nie mają nawyku posiadania małego kręgu przyjaciół.  Wręcz przeciwnie. Strach przed bliskością popycha ich ku innej skrajności.  Ci ludzie są dosłownie wszędzie, są duszą towarzystwa. Ich głównym problemem jest jednak brak umiejętności głębszego połączenia z drugim człowiekiem. Można wyróżnić kilka cech, które ich charakteryzują:

  • Łatwo nawiązują relacje, ale szybko „zwalniają” i nie posuwają się w związkach naprzód
  • Jeśli ktoś chce się do nich zbliżyć, mówią, że czują się „uwięzieni”
  • Odsuwają się od innych bez ostrzeżenia
  • Ich współczucie często dotyczy obcych osób w potrzebie, ale nie bliskich
  • Są prawie zawsze „zajęci”
  • Nigdy nie proszą o pomoc, nawet jeśli jej potrzebują
  • Uciekają przed cierpieniem

Logika osoby dotkniętej uzależnieniem opiera się na konkretnej idei. Bez względu na wszystko musi ona unikać cierpienia. Nie ma znaczenia cena, jaką trzeba za to zapłacić. Taka osoba czuje, że wzmacnianie relacji z kimś jest faktem, który niesie ze sobą duże ryzyko. Boi się wrażliwości i opuszczenia. Dlatego wkłada emocjonalną zbroję, żeby nic nie poczuć i poddaje się, jeśli ktoś staje się jej zbyt bliski.

Uciekający przed zależnością rzadko wchodzą w konflikt z innymi. Konflikt wymaga pewnego stopnia intymności i związku, a oni właśnie tego unikają. Innym ich postawa może wydawać się obca i niezrozumiała. Osoby z problemem lęku przed zależnością pewnego dnia po prostu znikają, nie dając żadnych wyjaśnień, jak gdyby nic złego się nie stało.

Ci ludzie zazwyczaj mówią, że koncentrują się bardziej na swoich osobistych projektach niż na związku. Uważają to drugie za coś nieistotnego lub mało ważnego. Z drugiej strony czują, że inni nie mogą ich zrozumieć.

Wewnętrzny świat opanowany przez strach

W tych ludziach, którzy wpadają w przeciwną zależność, znajdujemy głównie strach. Ta postawa unikania prawdopodobnie rodzi się z przeszłych doświadczeń, które nie zostały „przepracowane”. Szczególnie wyniszczające są dla nas emocjonalne żałoby lub traumatyczne przeżycia z dzieciństwa.


Na podstawie: nospensees.fr


Najsmutniejsza prawda o związkach to ta, że miłość jest działaniem, a nie pustymi słowami

Listy do redakcji
Listy do redakcji
1 grudnia 2018
Fot. iStock / Wavebreak

Kiedy zauroczenie, sympatia flirt przeradza się w poważne uczucie, związek staje na rozdrożu. Co będzie dalej, zależy jedynie od nas. Czy starczy nam siły i miłości, by stworzyć coś prawdziwego, trwałego, dobrego? Przetrwamy, czy potrwamy tak jeszcze chwilę i rozstaniemy się, bo jedno z nas (lub oboje) nie odważy się podjąć ryzyka. Bo postawi swoje poczucie bezpieczeństwa na pierwszym miejscu, nie zważając na uczucia i emocje drugiej osoby.

Jasne, miłość jest ryzykiem. Bo można zostać zranionym, oszukanym, bo można się rozczarować. Bo codzienność może okazać się o wiele trudniejsza niż spotkania w weekendy, wspólne wakacje. Bo kiedy mówimy:  „Pa Kochanie, do zobaczenia za tydzień, za dwa tygodnie, za miesiąc”, dopiero w tym momencie i przez ten następny tydzień, dwa tygodnie, miesiąc zaczyna się praca nad związkiem.  Piękne słowa miłości są miłe, potrafią nas przekonać, pozwalają uwierzyć w siłę uczucia drugiej osoby, ale tylko na chwilę. Tak już jest, że naprawdę liczą się tylko czyny. To, co realnie jesteśmy w stanie dla ukochanej osoby zrobić. To, co dla niej robimy.

Ona i on, od dwóch lat razem. Niby razem, bo wciąż osobno. On czterysta kilometrów od niej w innym mieście. Tam ma karierę, życie. Dodatkowo ciągle w delegacjach, miesiąc w Stanach, tydzień w Brukseli. Taka praca. Czasem nie widzą się przez kilka tygodni, choć mieszkają w tym samym kraju. Choć są parą. Choć jest miłość. I jest dobrze między nimi, kiedy są razem. Tylko, że to łatwo mówić o miłości, kiedy codzienność nas nie dotyczy. Kiedy naprawdę jesteśmy razem przez kilka dni i staramy się jak najlepiej ten czas wykorzystać. Żadnych kłótni, dużo seksu, książki, kino. Radość z tego, że mamy siebie tak blisko, w końcu. To daje adrenalinę. Daje moc. Tylko czy starczy je na następne, samotne tygodnie, które przyjdą?

On mówi, że kocha, bardzo. Że mu zależy.

Przyjeżdża do niej przecież. „Zobacz – mówi – jestem, już od dwóch lat”. I kładzie pudełko jej ulubionych czekoladek pod poduszką. Tylko, że jej to nie starcza. Ona chce być „naprawdę” razem. Wtedy, gdy człowiek jest chory i nie taki ładny, jak w weekend, kiedy się spotykają. Wtedy, gdy ma gorszy dzień, gdy pojawiają się problemy. Prawdziwe życie. Nie jakieś bajki, jak z telewizji. Ona chce wspólnego domu.

To ona inicjuje rozmowę o przyszłości wiele razy. Że trzeba zrobić jakiś krok do przodu, podjąć jakieś decyzje, coś zmienić. Bo kiedy są obok siebie, jest wspaniale. Ale kiedy go nie ma, tęsknota boli, fizycznie. Tak, jakby co chwila zrywali i do siebie zrywali.

Czas mija. Ona cierpi za każdym razem, gdy całuje go na pożegnanie. Jemu chyba też nie jest lekko, ale ma do tego jakby inne podejście. Zaakceptował taki stan rzeczy, choć bez problemu mógłby zmienić trochę swoje życie, by być z nią.  Tam, gdzie mieszka, nie ma zobowiązań – dzieci, byłej żony, chorych rodziców. Pracę w jej mieście znalazłby bez problemu, nawet w obrębie korporacji, w której pracuje. Ale nie umie podjąć ostatecznej decyzji, nie umie zrobić tego najważniejszego kroku. To jej byłoby trudniej dostosować swoje życie tu i zacząć nowe tam, u niego dla tej miłości. Więc rozmawiają teoretycznie, że on przyjedzie. Że ma taką możliwość, że to się w końcu wydarzy. I nic się nie dzieje.

Ona jest już tym wszystkim rozczarowana, zmęczona. I kocha, ale przestaje wierzyć. Nie widzi już tej ich przyszłości, widzi tylko piękną bajkę, bez dobrego zakończenia.  Zaczyna rozumieć, że jego słowa są puste. A na pustych słowach związku nie zbudują.


Zobacz także

Dobry detoks – dobry start. Zrzucisz zbędne kilogramy bez ćwiczeń i drakońskiej diety

30 banalnie prostych sztuczek, które pomogą ci stracić zbędne kilogramy i przygotować do lata

Sygnały ostrzegawcze, które wysyła twoja skóra (i których nie powinnaś ignorować)