5 rzeczy, przez które czujesz się zmęczona po przebudzeniu

Redakcja
Redakcja
24 kwietnia 2018
Fot. iStock / Liderina
Fot. iStock / Liderina
 

Wstajesz rano i czujesz się wciąż zmęczona? Gdy nawet po tych 8 godzinach snu budzik nie jest w stanie cię rozruszać. Choć jesteś rannym ptaszkiem, oczy zamykają się nawet po kawie, coś może być nie w porządku. Jednorazowe zdarzenie nie powinno niepokoić, ale gdy taka sytuacja powtarza się każdego dnia, warto przyjrzeć się kilku rzeczom.

5 powodów, przez które czujesz się zmęczona po przebudzeniu

1. Krótki i płytki sen

Jeżeli śpisz zbyt krótko, to nic dziwnego, że rano wstajesz jak za karę. Idealnie byłoby mieć te przynajmniej 7-9 godzin snu dla zdrowia i dla poprawnego funkcjonowania mózgu. Stałego niedosypiania nie da się uzupełnić drzemkami w ciągu dnia. Warto zwrócić uwagę również na jakość snu, wygodę materaca, temperaturę w sypialni. Jeżeli miewasz koszmary lub nie możesz znaleźć sobie miejsca w łóżku, leżysz i liczysz przysłowiowe barany, a syn nie nadchodzi warto popracować nad wyciszeniem i wieczornym relaksem.

2. Niewłaściwa dieta

Dieta również ma wpływ na jakość twojego snu. To, że jeszcze zdrowo nie zawsze oznacza, z dostarczasz organizmowi odpowiednią ilość składników odżywczych. Okazuje się, że niedobory witaminy A, C, B12, a także wapnia, magnezu i cynku, mogą powodować problemy ze snem.

3. Długotrwały stres

Stres jest jedną najczęstszych przyczyn zmęczenia, odpływu sił i braku chęci do działania. Wpływ stresu na organizm jest problemem, który wymaga zdecydowanej reakcji. Sprawdź w jaki sposób spędzasz swój wolny czas, przyjrzyj się swojej pracy, sprawdź, czy masz jakąś możliwość przeorganizowania pewnych rzeczy, abyś mogła wypoczywać. Często niewielki krok przynosi dużą różnicę.

4. Brak ćwiczeń

Brak aktywności fizycznej negatywnie wpływa i na ciało, i na mózg. W dodatku, gdy połączymy to ze stresem, mogą się pojawić problemy z brakiem energii rano. Trzeba pamiętać, że nawet umiarkowana gimnastyka uwalnia endorfiny i neutralizuje kortyzol, który jest hormonem stresu. Korelacja pomiędzy wysiłkiem fizycznym a potencjałem umysłowym została już dawno udowodniona.

5. Odwodnienie

Już 2% spadku ilości wody w organizmie negatywnie wpływa na działanie mózgu. Woda pomaga jest konieczna do produkcji neurotransmiterów w mózgu i hormonów, co przekłada się na procesy myślenia i pamięci. Picie przez cały dzień małymi porcjami wody poprawia możliwości ciała i umysłu.
źródło: www.powerofpositivity.com


„W życiu bym na to nie wpadła!”. 5 niebezpieczeństw, czyhających na twoje dziecko w domu

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
24 kwietnia 2018
Fot. iStock / Nadezhda1906
Fot. iStock / Nadezhda1906
 

Wiele już napisano na temat rodziców, tego, na jakie „typy” się dzielimy – czasem trzeba uderzyć się w pierś i trochę pośmiać z samych siebie. Gdybyśmy mieli stworzyć podział uniwersalny, pomagający odnaleźć się w zwykłej codzienności, wiele można by sprowadzić do tego, jak radzimy sobie z lękiem i czy w ogóle go odczuwamy. Bo jacy byśmy nie byli, najczęściej dzielimy się:
– na tych, którzy panicznie boją się o bezpieczeństwo swoich dzieci (i z lęku o dzieci i swoje wypełnienie roli rodzica, widzą zagrożenie dosłownie wszędzie),
– tych, którzy kompletnie oddalają od siebie jakąkolwiek możliwość domowej katastrofy (i dla własnego komfortu psychicznego lekceważą zagrożenia),
– i tych, którzy mają to szczęście, odnaleźć się dokładnie po środku obu opcji i w dodatku nie zwariować.

Do tego ostatniego typu chyba większość z nas dąży. Bo nie na wszystko w życiu mamy wpływ, ale dobrze by było, dodatkowo nie kusić losu i przeżyć swoje rodzicielstwo w miarę lekko i szczęśliwie.

Są takie rzeczy, w które trudno uwierzyć i wyobrazić sobie, do momentu, gdy widzimy je na własne oczy. Dlatego warto wyposażyć się w wiedzę, rozsądek (również po to, by nie ulegać panice i histerii) i odrobinę luzu. Bo nawet przykre doświadczeniu coś ważnego w życiu nam przynoszą. A by było naprawdę dobrze, czasem wystarczy po prostu nie wskakiwać dobrowolnie w paszczę głodnego lwa.

Historia ataku zabójczego jogurtu. Lekcja pierwsza: nikt nie myśli o rzeczach wcześniej nieodkrytych

Opowiem wam historię, która przydarzyła mi się, gdy mój syn miał ponad dwa lata. Kojarzycie zapewne jogurty z dodatkami w oddzielnej przegródce, takimi które dosypuje się samodzielnie. Mój syn w ramach słodkości dostał taki z czekoladowymi kulkami (baaardzo je wtedy lubił).  Ogromną przyjemność sprawiało mu nabieranie jogurtu na łyżkę, układanie jak wisienki na torcie na górze jednej kulki i konsumpcja (oczywiście, gdy nikt „niby” nie widział pożerał trochę kulek bez jogurtu 😉 ) – jednym słowem nic zdrożnego. Ja siedziałam obok niego i pracowałam przy komputerze. Nagle rozległ się wrzask. Łzy, krzyki i histeria. Kompletnie nie wiedziałam, co się zdarzyło, do momentu, gdy przez łzy nie zaczął mówić, że boli go nos, a z nosa polała się krew.

Oczywiście oglądanie z latarką i próba wydobycia informacji. On dłubał, krew się lała, a ja zaczynałam wpadać w panikę. Co się wydarzyło? Pan Diabeł Wcielony, w ramach eksperymentu wepchnął sobie jedną kulkę do nosa. Cały epizod trwał tylko kilka minut i skończyło się na strachu. Ponieważ kulka była prima sort, cała z czekolady, po chwili zaczęła się rozpuszczać i udało się ją wyjąć z nosa zwykłym aspiratorem do kataru.

Czego nauczył mnie „zabójczy” jogurt? Że choćbym się dwoiła i troiła, a uwierzcie, mój syn jest typem dziecka, przy którym zawsze mam oczy dookoła głowy, pewnych rzeczy nie przewidzę. Tego, że choć przez 2 lata swojego życia nawet nie próbował niczego wsadzić sobie do nosa, dziś nie będzie tym dniem, kiedy spróbuje. I tego, że mogę mieć zabezpieczony cały dom jak Alcatraz, a niebezpieczny okaże się… JOGURT!

Konkluzja była prosta, zamiast następnym razem słysząc dziwne czy straszne historie dumać, jak to możliwe i kto jest winien – można zrobić tylko dwie rzeczy. Pierwsza: przyjąć, że zdarzyć się może wszystko i zawsze. Druga: zabezpieczyć się na wypadek konsekwencji (np. ubezpieczeniem czy pakietem medycznym).

Lekcja druga: korzystaj z cudzego doświadczenia

Bardzo często okazuje się, że to co najbardziej niebezpieczne, jest rzeczą zwykłą, niepozorną, z której nie zrezygnujesz. Że najbardziej „niebezpieczną” osobą, jest ktoś z nas. Najważniejsze to nauczyć się dostosowywać swój sposób myślenia do temperamentu dziecka, przewidywać zgodnie z intuicją, a nie kolejnym sztywno zdefiniowanym podręcznikiem.

Nie będziemy dziś ostrzegać was przed gniazdkiem elektrycznym czy butelką wybielacza – to, przynajmniej w teorii, wszyscy wiemy, znamy, ukrywamy przed łatwym dostępem . Bo przecież nikt nie trzyma w kuchni na blacie spawarki czy piły tarczowej, prawda? A gdy dochodzi do domowych wypadków, otwieramy ze zdumienia oczy i sami siebie pytamy: jak to w ogóle możliwe?! Czerpmy z doświadczeń innych rodziców i przenigdy nie oceniajmy: „ja bym do tego nie dopuścił/a”.

5 niebezpieczeństw, czyhających na twoje dziecko w domu

1. Twoje dziecko

Tak już w życiu jest, że często to my sami bywamy dla siebie niebezpieczni. Wypadki, które się zdarzają zazwyczaj nie mają nic wspólnego z niebezpiecznym sprzętem, a są wynikiem ludzkich błędów. Twoje dziecko też będzie je popełniać. Wejdzie zbyt wysoko, pojedzie za szybko, źle oceni swoje możliwości. Nic  w tym dziwnego, właśnie na tych błędach się uczymy. Jedyne, co możemy zrobić, to nauczyć dziecko racjonalnie myśleć i te błędy minimalizować.

2. Ty

Zaskoczony? Jak przecież możemy być niebezpieczni dla naszych dzieci, tych które kochamy ponad wszystko i chronimy?

Jesteśmy niebezpieczni za każdym razem, gdy:
– prowadzimy zbyt zmęczeni samochód,
– myślimy: „tylko ten jeden raz, co się może przydarzyć?”,
– zakładamy, że w naszej obecności nic złego się nie wydarzy,
– nie myślimy o własnym bezpieczeństwie.

Pamiętaj o rzeczach prozaicznych. Masz starsze dziecko, które zostaje samo w domu? A czy ma telefon albo wie, co robić, gdybyś nie wrócił? Wiesz przecież, że wychodzisz tylko do kiosku, z psem, po mleko, na 10 minut. Głowę dasz, że twoje 7. czy 10-latek nie zrobi nic niebezpiecznego, ale nie w tym problem. A co, jeśli wybuchnie pożar lub zdarzy się coś do bóli zwykłego: zasłabniesz na ulicy i zabierze cię karetka? Nie chodzi o to, byś nie wychodził. Zwyczajnie zastanów się, czy nauczyłeś swoje dziecko wszystkiego, co potrzebne.

3. Zmęczenie i pośpiech

To przez nie popełniamy błędy, o których nawet nie wiemy. Nie zauważamy, że czegoś nie zdążyliśmy zrobić/sprawdzić/zamknąć. To właśnie wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni i gonimy jak szaleni, umykają nam drobiazgi. Ten jeden jedyny raz, kiedy kiedy nie zamknęliśmy bramki itd., przykłady można by mnożyć. Co zrobić? Pamiętaj o sobie. Twój odpoczynek to też bezpieczeństwo twojego dziecka.

4. Pewność

„Ale nigdy nie robił takich rzeczy!”. Nikt nie myśli o rzeczach wcześniej nieodkrytych. Ufaj, ale nie miej pewności. To, że coś się jeszcze nigdy nie przydarzyło, nie znaczy, że nie stanie się dzisiaj. Pamiętaj by zabezpieczyć się przed przykrymi, dalekosiężnymi konsekwencjami. Nie możesz założyć, że nigdy w życiu nie złamiesz nogi, prawda? Ale możesz zadbać o zabezpieczenie finansowe, gdybyś musiał jednak zakupić lekki gips czy ortezę…

5. Zwykłe przedmioty czy jedzenie

Po prostu pomyśl o tym wszystkim, co nie jest oczywiste. Wszystkie potencjalnie niebezpieczne przedmioty już dawno pochowałeś wysoko. Nie ma w twoim domu, w zasięgu dzieci przedmiotów ostrych, łatwopalnych czy trujących… Ale czy pomyślałeś o tym, że twoje dziecko urosło i doskonale potrafi rozwiązywać „problemy”? Że kilkulatek bez trudu zbuduje sobie konstrukcję zastępującą drabinę, że „dziabnie się” biegając ze zwykłą kredką, czy nie owinie sobie wokół szyi zwykłej taśmy klejącej?

Nie popadajmy w skrajności, tego możemy sobie wszyscy życzyć. A żeby spać spokojnie, dobrze jest zastanowić się, czy z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wiem, co zrobić, gdyby przydarzyło się coś złego? Czy umiem udzielić pierwszej pomocy, czy jesteśmy ubezpieczeni od następstw nieszczęśliwych wypadków?


Artykuł powstał przy współpracy z Nationale Nederlanden


Nie wierz w jego słowa. Mowa ciała zdradzi, czy naprawdę cię kocha

Redakcja
Redakcja
24 kwietnia 2018
Fot. iStock/nd3000
Następny

Niektórzy z nas bardzo mocno wierzą w intuicję i kierują się nią. Inni nazywają to instynktem samozachowawczym. Po prostu podświadomie czujemy, że coś jest dobre lub złe, że powinniśmy podjąć taką a nie inną decyzję, że ktoś nas oszukuje, manipuluje nami lub jest krystalicznie czysty. W ocenie innych osób często pomaga nam mowa ciała. Ludzie czasem kłamią lub naginają rzeczywistość, ale ich gesty i reakcje organizmu mogą zdradzić prawdę. 

Umiejętność odczytywania pewnych sygnałów może przydać się w związku. Szczególnie wtedy, gdy czujemy, że coś jest nie tak. Że partner nie jest szczery i gra. Dostajemy jednak sprzeczne sygnały, bo przecież mówi, że kocha i wszystko jest w porządku. Skąd więc te natrętne myśli, że zbliża się katastrofa. Często po czasie mówimy, że czułyśmy zbliżający się rozpad związku, choć teoretycznie nic na to nie wskazywało – on zapewniał o miłości, przynosił prezenty, był bardzo miły.

Oto kilka sygnałów, które świadczą o tym, że w waszym związku nie dzieje się zbyt dobrze:

Nierówny krok

Pary, które tworzą idealny duet potrafią zsynchronizować swoje kroki. Spacerują tak, jakby były jedną osobą. Często też trzymają się za ręce. Jeśli wy nie potraficie się zgrać, a kiedyś przychodziło wam to bez problemu, coś może być na rzeczy.

Unikanie bliskiego kontaktu

Jest coś takiego jak strefa intymna, której obce osoby nie powinny przekraczać. Jeśli ty lub twój partner odczuwacie dyskomfort, kiedy drugie jest bardzo, bardzo blisko, to jasny sygnał, że macie kłopoty.

Zamknięta postawa

Krzyżowanie nóg i rąk jest zawsze złym sygnałem. Świadczy o niechęci, czasem wręcz o wrogim nastawieniu do drugiej osoby. Większość z nas podświadomie czuje, że powstała pewna bariera.

Dziwne uśmiechy

Szczery uśmiech jest ok. Wymuszony uśmiech jest protekcjonalny. To się po prostu czuje – pojawia się wrażenie, jakby partner uważał siebie za kogoś lepszego w związku.

Ignorowanie

Nie słucha, nie pamięta, zajmuje się czymś innym, kiedy do niego mówisz. Nie interesuje go to, co mówisz i myślisz.

Klepanie się po plecach

Niby taki miły gest, a jednak… Jesteście partnerami, a nie członkami drużyny. Kiedy jedno z was chce pogratulować drugiej osobie, powinno dojść do intymnego uścisku. Klepanie po plecach jest miłe i „bezpieczne”.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

fot. Shalyn Nelson z Love, Nelsons

Prawdziwa miłość naprawdę istnieje! Zobaczcie!

HAIR CARE PANDA - wyjątkowe i zupełnie nowe witaminy na włosy

HAIR CARE PANDA – wyjątkowe i zupełnie nowe witaminy na włosy

Fot. iStock / AGCreativeLab

15 oznak, że drzemie w tobie pisarska dusza