4 unikalne sole, które zamiast rujnować zdrowie, dbają o nie

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
5 października 2016
Fot. iStock / Anna-Ok
 

Kochamy dobrze doprawione jedzenie. Nie żałujemy podczas gotowania soli, pieprzu i innych przypraw. Musi być wyraziście, ale z tego powodu nie zawsze jest zdrowo. Dietetycy i lekarze biją na alarm z powodu nadmiernego spożycia soli, które wpływa negatywnie na nasz organizm. 

Sól, którą zazwyczaj mamy na kuchennych półkach, nie ma żadnych zalet poza smakiem. Proces suszenia w bardzo wysokiej temperaturze naturalnej soli, niszczy zdrowe substancje w niej zawarte. Do większości produkowanej, rafinowanej soli dodaje się fluorki, jodek potasu, substancje antyzbrylające, oraz wybielacze. Zjadamy jej 3 razy więcej, niż powinniśmy, a efekty nadużywania nie są łaskawe dla zdrowia — zatrzymanie wody w organizmie, wzrost ciśnienia tętniczego, przeciążone nerki, prawdopodobny wpływ na powstawanie nowotworów żołądka, cukrzycy typu II, otyłości, udaru mózgu oraz wystąpienia osteoporozy.

Zdrowa alternatywa dla oczyszczonej soli

Sól stołowa nie ma tego mineralnego dobrodziejstwa, co sól nieprzetworzona. A warto wiedzieć, że coraz większą popularnością cieszą się sole naturalne, które zawierają w sobie aż 93 minerałów śladowych i soli naturalnych. Są nie tylko zdrowsze, ale również bardziej smaczne i nie trzeba ich używać w takiej ilości jak soli oczyszczonej, by uzyskać ten sam efekt.

Kala Namak — czarna sól

Ta pochodząca z kuchni hinduskiej sól, charakteryzuje się „jajecznym” aromatem. Dzięki temu wyrazistemu aromatowi świetnie sprawdza się jako dodatek do zup i sałatek. Mimo swojej nazwy nie jest czarna, a za sprawą zawartości związków siarki, cieszy oko ciemnym odcieniu różu lub fioletu. Uważa się, że Kala Namak ma właściwości detoksykacyjne, pozytywnie wpływa na skórę i stymuluje wzrost włosów. Jej zwolennicy twierdzą, że ta sól łagodzi zapalenie błony śluzowej żołądka.

Różowa himalajska sól krystaliczna

W 100% czysta sól himalajska zawiera 84 przyswajalne pierwiastki niezbędne dla naszego organizmu, a jej cząsteczki są wystarczająco małe, by mogły być wchłonięte przez komórki naszego organizmu i metabolizowane. Ta delikatna w smaku, różowa sól pochodzi z prastarych osadów dna morskiego, poddanych ogromnemu ciśnieniu przez miliony lat. Wg. przeprowadzonych badań, obniża ciśnienie krwi i pomaga utrzymać regularne bicie serca (tego o zwykłej soli powiedzieć nie można), działa oczyszczająco na komórki organizmu, a używana do kąpieli solnych, pobudza krążenie krwi i rozluźnia mięśnie.

Czerwona sól hawajska

Powstaje na Hawajach, w wyniku wyparowywania wody za pośrednictwem energii słonecznej. Kryształki soli zostają wymieszane z ekstraktami mineralnymi z użyciem ziemi wulkanicznej, a swoją czerwoną barwę zawdzięczają zawartości tlenku żelaza.Czerwona sól zawiera 80 z 93 dostępnych minerałów śladowych, co czyni go jedną z najbardziej odżywczych soli. Tradycyjnie używano jej jako środek konserwujący oraz wszechstronna przyprawa nawet do słodkich deserów.

Sól z Morza Martwego

Jest solą najwyższej jakości w 100% naturalnie czystą i zawiera aż 92 z 93 pierwiastków śladowych. Pomaga utrzymać zasadowość organizmu, poprawia trawienie i wzmacnia system odpornościowy. Jest wszechstronną przyprawą, wykorzystywaną w dowolnych daniach. 

Wyżej wymienione naturalne sole, pozytywie wpływają na zachowanie zdrowia, więc są idealną alternatywą dla oczyszczonej soli kuchennej.


źródło: www.powerofpositivity.com, www.biova.de


Zmiany rodzą się z naszego gniewu i niezgody na lekceważenie i pogardę. Jestem dumna z tego, że jestem kobietą

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 października 2016
 

Nie zmienisz świata siedząc na kanapie. Ba, nie zmienisz nawet swojego życia, a cóż dopiero brać się za cały świat? Zmiany, te spektakularne, właściwe, rodzą się z wewnętrznego „nerwa”, złości, gniewu, że oto dzieje się nam krzywda, że jesteśmy zagrożone albo nieszczęśliwe. Z silnych emocji, które zmotywują nas do tego, by wstać, założyć trampki albo szpilki i zacząć działać. Bo już dłużej po prostu nie można czekać. Bo ta rzeka za chwilę wystąpi z brzegów.

Jak łatwo kobietę poniżyć, złamać, zniszczyć, jak łatwo zadać jej ból. Wystarczy tylko uderzyć w to, co jej drogie. Ona się z tego podniesie, stanie na nogi, pójdzie dalej, silniejsza, ale kłucie w sercu pozostanie i to pytanie: jak tak można? I jeszcze: dlaczego?

Wczoraj minister mojego kraju zlekceważył tysiące manifestujących kobiet, kobiet które wzięły udział w proteście, by walczyć o podstawowe prawa dla siebie, dla swoich córek, przyjaciółek i nieznajomych. „Niech się bawią” – powiedział minister o tych, które doprowadzone do ostateczności, w geście solidarności wyszły na ulice miast i miasteczek. I, wiecie co? Właściwie nie dziwię się tym słowom. Pogarda i lekceważenie wobec kobiet nie jest u nas niczym nowym. To nasza smutna codzienność, której doświadczamy już często jako małe dziewczynki, w naszych środowiskach rodzinnych. Pan minister zaprezentował po prostu to, co w naszej polskości najgorsze: seksizm wynikający z silnie zakorzenionych, patriarchalnych tradycji.  Zabrakło jeszcze tylko pogardliwego uśmiechu spod wąsa. Niech się bawią, bo zabawa to przecież takie udawanie. One tylko udają.

Pewien pisarz obraził dziennikarkę, Dorotę Wellman. Komentując jej podglądy na temat planów zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej napisał: „ Do zapłodnienia potrzebny jest seks”. Opatrzył ten wpis zdjęciem Doroty i zasugerował czytelnikom, że „seks jej nie grozi”, z powodu aparycji. Niestety, gdzieniegdzie dało się słyszeć obleśny rechot.  Zagotowało się we mnie, zabuzowało od wewnętrznego sprzeciwu. Ja wiem, zawsze znajdą się tacy, którzy w kobietach widzieć będą jedynie bezmózgie narzędzia do zaspokajania męskich potrzeb seksualnych, do smażenia schabowego na obiad i rodzenia dzieci. Oni na kobietę nie patrzą jak na drugiego, równego sobie człowieka. I wcale nie jest ich niewielu.

Co więc trzeba zrobić, jak zadziałać, żeby ta świadomość zaczęła się zmieniać, by takie opinie i wpisy coraz częściej spotykały się z publicznym potępieniem? Potrzeba nam gniewu. I głośnych słów protestu. To przykre, to przerażające i smutne,  ale tak właśnie trzeba. Trzeba krzyczeć, że tak nie wolno.

Znałam kiedyś pewną młodą kobietę. Jej życie przypominało koszmarny film, pełen doświadczonej przez nią pogardy i okrucieństwa. Tyle tylko, że filmem nie było. Było ponurą rzeczywistością. Złość rodziła się w tej dziewczynie bardzo powoli, bo nikt wcześniej nie powiedział jej, że ma prawo być zła, czuć się niekomfortowo i chcieć uwolnić się z sieci zależności i emocjonalnego uzależnienia. Że ma prawo być wolna, szczęśliwa, niezależna. Że ma prawo decydować o sobie. Do tej wiedzy dochodziła sama, stopniowo wchodząc w dorosłość i dojrzałość, obserwując inne, odważne kobiety. I choć nigdy wcześniej nie wypowiedziała słowa sprzeciwu, pewnego dnia wyszła ze swojego domu, spakowana w jedną walizkę. Wykrzyczała swoją złość, zawalczyła o swoje życie i wygrała je. Zaczęła od nowa. A może nawet, zaczęła żyć naprawdę. Od tej pory nie pozwoliła już nikomu się skrzywdzić.

Niezależnie od tego jaka dzieje się wam krzywda i od kogo jej zaznałyście, krzyczcie, że tak nie wolno. Nieistotne czy to „tylko” poniżające, najeżone stereotypami słowa, odwołujące się do płci czy waszej seksualności, czy pieść zaciśnięta na waszej twarzy, czymkolwiek wam zawiniono, nie ma na to zgody. Jest sprzeciw i gniew.

W zeszły poniedziałek, stałam tam, w tym tłumie, w strugach deszczu. To nic, że padało, to nic, że było chłodno. Mi było ciepło, dobrze, bezpiecznie. Krople deszczu mieszały się na mojej twarzy ze łzami wzruszenia. Obce kobiety wokół mnie nie były obce, były moją rodziną. Czarny kolor na ten jeden dzień stał się kolorem mocy, kobiecej siły, bezkompromisowości w walce – o siebie i o każdą z nas. Nasz gniew był naszą siłą. To on doprowadził nas do tego miejsca. Chyba mogę już powiedzieć: nie boję się, potrafię krzyczeć, umiem się gniewać.  Jestem silna.

Gdziekolwiek jesteście, cokolwiek złego wam się dzieje, obudźcie w sobie gniew i złość, niezgodę na zło i niesprawiedliwość, które wam się przydarza. Z tej niezgody i z tego gniewu rodzą się zmiany, których nic i nikt już nie zatrzyma. Jestem dumna z tego, że jestem kobietą. Wy też bądźcie.


Depresja zatrzymuje cię w miejscu, tkwisz w niej. Sport daje szansę na powrót do równowagi

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
5 października 2016
Fot. iStock / Martin Dimitrov

Sport to zdrowie. Jak się okazuje, nie tylko w kontekście tężyzny fizycznej i funkcjonowania organizmu, ale również pod kątem zdrowia psychicznego. Naukowcy zaciekawieni tematem skupili się na aktywności fizycznej w zakresie zapobiegania i wspierania terapii w przypadku leczenia depresji.

Depresja ma wiele twarzy

Depresja dotyka 350 milionów ludzi na całym świecie i jest wielkim problemem dla tych, którzy chorują oraz ich bliskich. Zanim chorzy decydują się na sięgnięcie po profesjonalną pomoc, zazwyczaj mija wiele cennego czasu. Osoba z depresją nie żyje tu i teraz, stara się nie wychodzić poza obszar bezpiecznego dla siebie świata — czterech ścian własnego domu, w których nikt jej nie dręczy i nie przeszkadza. Bo depresja to choroba duszy, która często bywa ignorowana, napiętnowana, a zwykłe klepnięcie chorego w plecy i hasło „weź się w garść”, mało komu pomogło. Łatwiej jest stanąć do walki, gdy bliscy mają świadomość stanu osoby z depresją, gdy wiedzą jak pomóc.

Depresję leczy się z różnym skutkiem

Ważne, by zacząć w ogóle ją leczyć, sama — o ile to faktycznie depresja, a nie chwilowy spadek nastroju — nie minie. Dotychczas oferowano cierpiącym na nią osobom kilka wariantów leczenia. Duże znaczenie dla chorego i jego bliskich ma terapia behawioralna, czyli metoda terapii rozmową, podczas której pacjenci uczą się radzenia sobie z sytuacjami powodującymi depresję. Często dobre efekty daje połączenie terapii z farmakoterapią, które wspiera leczenie zaburzeń zdrowia psychicznego. Wsparcie najbliższych osób ma ogromne znaczenie dla postępów leczenia, bo depresję można zarówno leczyć skutecznie, jak i stawać do walki z nią wielokrotnie przez długie lata. Teraz oręż walki z nią powiększa się o jeszcze jeden sposób — aktywność fizyczną.  To istotny dla wielu pacjentów punkt zahaczenia, ponieważ do tej pory nie wynaleziono skutecznego leku na depresję, który pomógłby każdemu na nią cierpiącemu.

Aktywność fizyczna daje nie tylko wyrzut endorfin i serotoniny

Badania udowodniły, że aktywność fizyczna jest wartym zaangażowania środkiem walki z depresją wynikającą ze stresu, a przede wszystkim doskonałym narzędziem profilaktyki. Znaczenie mają tu zarówno dobrze nam znane w procesie poprawy nastroju endorfiny (uśmierzają odczuwanie bólu oraz dają poczucie błogości), jak i serotonina (wpływa na poczucie zadowolenia). Ruch ma nieoceniony wpływ na wzrost liczby neurotransmiterów, czyli substancji pośredniczących w przekazie impulsów między komórkami nerwowymi.

Naukowcy z Karolinska Institutet w Szwecji wykazali w badaniu na myszach, że trening fizyczny wpływa na zmiany w mięśniach szkieletowych, które mogą oczyścić krew z substancji gromadzącej się w czasie stresu, a która szkodzi mózgowi. Badaniu poddano genetycznie zmodyfikowane myszy z wysokim poziomem białka PGC-1A1 w mięśniach szkieletowych, które wpływa na poprawę kondycji mięśni szkieletowych. Zmodyfikowane myszy, wraz z grupą kontrolną zwykłych gryzoni, wystawiono na działanie stresu. Wystawiano zwierzęta na głośne dźwięki, oślepiające błyski oraz zaburzano ich rytm snu i czuwania. Po pięciu tygodniach stosowania łagodnego stresu, u zwykłych myszy rozwinęły się zachowania depresyjne, podczas gdy myszy z dobrze wykształconymi mięśniami nie wykazywały objawów depresyjnych. Okazało się, że wyćwiczony mięsień produkuje enzymy, które wypłukują z ciała szkodliwe substancje, w tym kinureniny – aminokwasu związanego z wieloma zaburzeniami psychicznymi.

Z badań wynika, że mięśnie szkieletowe wpływają detoksykacyjnie, co może chronić mózg przed uszkodzeniami. Jeśli prace prowadzone pod tym kątem się powiodą, może to być początek nowego farmakologicznego leczenia depresji, ​​w którym lekarze będą wpływać na funkcje mięśni szkieletowych, zamiast bezpośrednio na mózg.

Jak ćwiczyć, by sobie pomóc?

Według badań przeprowadzonych w 2000 roku przez Paluska i Schwenk najbardziej skuteczne są ćwiczenia aerobowe oraz rozciągające, które wymagają nie tyle wzmożonego wysiłku fizycznego, ile samego zaangażowania w ruch. Najlepszy efekt przynoszą nie pojedyncze sesje ćwiczeń, ale systematyczne treningi. Ponadto regularność ruchu i możliwość spotykania się z innymi osobami w grupie ćwiczących, sprawia, że nawiązane znajomości mogą stać się źródłem wsparcia do walki z depresją.


źródło: www.afektywni.plparkpsychologii.plstylnazdrowie.pl


Zobacz także

Trądzikowa mapa twarzy

Trądzikowa mapa twarzy

O co chodzi z tym glutenem? Czy faktycznie należy się go obawiać?

„Co druga dziewczynka i co czwarty chłopiec uważają, że są zbyt grubi…”. Zaburzenia odżywiania – wszystko, co powinniście wiedzieć