4 codzienne nawyki, które sprawiają, że się starzejemy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 czerwca 2018
Fot. iStock / Ivanko_Brnjakovic
 

Zarówno stres, jak i depresja powodują wewnętrzne cierpienie i znużenie, które sprawia, że ​​starzejemy się szybciej. Staraj się kontrolować negatywne emocje i ustal priorytety, aby nie narażać swojego zdrowia i zachować młodość ciała i ducha. Upływ czasu jest nieunikniony, ale jego wpływ na nasze zdrowie będzie zależeć od naszych codziennych nawyków.

Pewnie stosujesz kremy albo nawet drogie zabiegi, które obiecują usunąć te pierwsze zmarszczki, które pokazują się wokół oczu i ust. Ale istnieją łatwiejsze sposoby radzenia sobie z upływem czasu.

Niezdrowe odżywianie

Rzeczywiście, praca, codzienne obowiązki i szaleństwo życia w wielkim mieście zmuszają nas do zjedzenia „byle czego” w bardzo krótkim czasie. W rezultacie przybierasz na wadze, a poziom złego cholesterolu gwałtownie wzrasta. Niezdrowa dieta może prowadzić do problemów zdrowotnych i przedwczesnego starzenia się.

Toksyny zmieniają nasz metabolizm, powodują u nas zatrzymanie wody i sprawiają, że organizm nie może się normalnie oczyścić. Trzeba się skupić na zdrowszej diecie, która znajdzie odzwierciedlenie w naszym wyglądzie fizycznym. Spożywaj naturalne soki z pomarańczy, cytryny, ananasa lub truskawek. Codziennie przygotuj sobie pyszne sałatki. Pamiętaj, żeby jeść świeże warzywa, chude mięso, ryby i suszone owoce.

Opalanie

Powinieneś wiedzieć, że o ile słońce pozwoli nam zsyntetyzować witaminę D, może również być szkodliwe dla naszej skóry. Słońce przyspiesza przedwczesne starzenie się skóry. Koniecznie używaj kremów z filtrem.

Stres i negatywne emocje

Cierpienie psychiczne przeżywane w dłuższym okresie powoduje, że się starzejemy. Stan długotrwałego stresu, który staje się chroniczny, powoduje, że tracimy na jakości życia. Nie możemy cieszyć się podstawowymi rzeczami, takimi jak towarzystwo innych, miłość, przyjaźń. Nie możemy przeżyć tych małych chwil szczęścia. Staraj się kontrolować sytuacje stresowe, ustalaj priorytety i promuj pozytywne emocje – spokojne życie z pasją, marzeniami i projektami.

Brak odpowiedniego nawodnienia

Dobrze nawodnione ma zasadnicze znaczenie dla naszego ciała, naszej skóry i naszego zdrowia w ogóle. Dzięki temu nasze narządy mogą zoptymalizować swoje funkcje, oczyścić się z toksyn i wszystkich szkodliwych elementów, które powodują, że się starzejemy. Dlatego bardzo ważne jest picie od 6 do 8 szklanek wody dziennie.


Na podstawie: amelioretasante.com

 


Unikaj jak ognia facetów, którzy boją się TYCH czterech słów. Odpuść sobie od razu i nie angażuj się

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 czerwca 2018
Fot. iStock/wundervisuals
 

Jest kilka typów facetów, których powinniśmy unikać jak ognia. Ale te często są zupełnie oczywiste. Wiadomo – przemocowiec, psychopata, zazdrośnik – każda mądra kobieta wyłapie w lot, że coś z nim jest nie tak. Pewnie nie po pierwszej randce, ale już po kilku nietrudno zauważyć, że lepiej od gościa uciekać niż się z nim wiązać.

Zdecydowanie gorzej, gdy on jest przystojny, uroczy, szarmancki, kiedy świetnie się dogadujecie. Ba – okazuje się, że macie ta same zainteresowania, że to samo lubicie, a do tego on urzeka ciebie swoją elokwencją, wiedzą. No wpadasz jak śliwka w kompot. Myślisz: „W końcu, gość, z którym może w końcu ułożę sobie życie”. Ba – on nawet po jakimś czasie zaczyna snuć wspólne plany na przyszłość. Nie jakoś nachalnie, ale przebąkuje o tym, że może razem zamieszkacie, może ślub weźmiecie, może… może, może.

Ty już tyle przeszłaś, że nie nakręcasz się takimi pomysłami, ale one mile łechcą twoje poczucie bezpieczeństwa. Jest normalnie, spokojnie, ale z pewną dozą ekscytacji. I kiedy mija pół roku, rok, ba – nawet dwa lata, okazuje się, że gość wpada w panikę. Zaczyna cię atakować, bo chcesz naruszyć jego status quo. On by i może chciał pójść o krok dalej w waszym związku, być może i jest gotowy, by wejść na kolejny etap – choćby obmyślanego jeszcze jakiś czas temu mieszkania, ale kiedy zaczynasz naciskać – wariuje.

Ty głupiejesz, bo niby nic się nie zmieniło, naturalnie chcesz przejść do poważniejszych zobowiązań, a tu klops.

Kochane – zdradzę wam pewien sekret. Jest mocno maskujący się typ facetów, z którymi lepiej się nie wiązać, a już najlepiej się nie angażować i nie kochać zbyt bardzo, bo wróży to jedynie katastrofę emocjonalną po waszej stronie.

To faceci, którzy nienawidzą czterech słów:

– zobowiązanie,

– planowanie,

– odpowiedzialność,

– jutro.

Zaskoczone? Zróbcie test waszym facetom, którzy to niby mówią, że chcą się z wami związać na całe życie, ale nieustannie powtarzają, że każde z was musi mieć swoją przestrzeń, nie możecie siebie nawzajem ograniczać. Pięknie to brzmi – w końcu, tak ci się wydaje, powinien wyglądać związek partnerski. Ale uwaga – wszystko zależy od perspektywy, więc może ty spójrz z innej na to, co on mówi.

Zobowiązanie – dużo gada, słownie na przyszłość jest w stanie obiecać ci wszystko, ba – mówi nawet, że chciałby mieć z tobą dziecko. Rozsnuwa obraz waszego wspólnego gniazdka, w którym zamieszkacie i… tyle. Kiedy ty znajdujesz mieszkanie, lekko zaczynasz dawać do zrozumienia, że chcesz bardziej usankcjonować ten związek – on wpada w panikę. Zaczyna swoją tyradę na temat wolności, potrzeby czasu i innych takich…

Planowanie – słyszysz często: „Ty to musisz na wszystko mieć plan!” – które brzmi jak oskarżenie? A ty masz dwójkę dzieci, psa czy kota, urlop, wakacje, szkołę dzieciaków. Twoje życie trzyma się kupy tylko dlatego, że na każdy dzień masz plan, którego się trzymasz (nie mówię, że sztywno), który wprowadza porządek w twoje rozdygotane dotychczas życie, a którego on nie cierpi zarzucając ci schematyczne życie. Nie ma racji! To on się boi, on nie chce wziąć odpowiedzialności… A skoro o niej mowa

Odpowiedzialność – weź mu się dobrze przyjrzyj. Czy on za coś, za kogoś wziął odpowiedzialność? Czy wziął ją za ciebie? Czy może to ty jesteś odpowiedzialna za ten związek, może on trwa dzięki tobie? Może to ty starasz się nieustannie, dajesz wiele, mało dostając w zamian? On jest mistrzem krytykowania innych, wytykania błędów w relacjach waszych znajomych, ale sam, to typ wygodnicki. Dla niego najważniejsze jest jego wygoda i to co dla niego jest dobre, resztę ma w głębokim poważaniu. Warto to szybko zauważyć, nim wyprujesz sobie żyły dla tego związku.

Jutro – jutro, przyszłość, starość – na początku waszej znajomości zapewnia cię, że chce być z tobą do końca życia, ale im dalej w las, tym bardziej unika takich tematów. Bywa, że znika na kilka dni, wymiguje się od spędzania razem czasu, ale przypomina sobie o tobie, kiedy jemu pasuje, gdy miło by było, gdyby ktoś się trochę nim zaopiekował, zajął.

Eh… znam kilka takich facetów, ba – znam nawet kobiety, które się z nimi związały i nigdy nie były szczęśliwe w tych związkach. Na początku – owszem, ale im dalej w las, tym bardziej się czuły zdezorientowane. Bo on nie dojrzał do tego, by być z kobietą odważnie, by oddać część siebie, tak jak ona oddaje. By zrozumieć, że związek dla kobiety opiera się przede wszystkim na poczuciu bezpieczeństwa. Nie łudźcie się, że on się zmieni. Naprawdę bardzo wątpliwe, by to kiedyś nastąpiło. A ty będziesz stać w rozkroku pomiędzy jego obietnicami a brakiem ich potwierdzenia w codziennym życiu.


Jak poskromić małego urwisa? 6 przydatnych wskazówek udziela psycholog, Marta Zielińska

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
17 czerwca 2018
Fot. iStock/Geber86

Wizyta w sklepie kończy się wrzaskiem. W autobusie współpasażerowie wymieniają znaczące spojrzenia, bo Twój maluch zaczepia wszystkich dookoła. Żeby spotkać się ze znajomymi w kawiarni, tydzień wcześniej umawiasz się z rodzicami, żeby zaopiekowali się maluchem. Brzmi znajomo? Najwyższy czas coś z tym zrobić.

Nie jest żadną tajemnicą, że małe dziecko nie rozumie jeszcze wszystkich norm społecznych. Dlatego jako rodzic prawdopodobnie akceptujesz, że maluch reaguje na przykre dla niego sytuacje o wiele gwałtowniej niż Ty oraz że naturalne dla niego jest głośne artykułowanie swoich potrzeb, bez względu na czas i miejsce.

Mimo to, czasami jego zachowanie po prostu potrafi doprowadzić Cię na skraj wytrzymałości. Szczególnie jeśli znajdujesz się w miejscu, w którym to zachowanie staje się uciążliwe dla innych osób lub uniemożliwia Ci wykonanie podstawowych, codziennych obowiązków…

W przypływie emocji prawdopodobnie sięgasz po nie najlepsze rozwiązania, które mogą przyczynić się do powtórki tej samej sytuacji w przyszłości. Właśnie dlatego, przed kolejnym razem warto uzbroić się w oręż psychologicznej wiedzy, by nie napędzać błędnego koła problemów wychowawczych.

„Nie potrafiłam powiedzieć nie”

Tę sytuację zna każdy z nas – choćby jako obserwator. Zawsze zaczyna się tak samo: dziecko wypatruje w sklepie przedmiot, który uznaje za „niezbędny” do dalszego życia. Po pierwszej odmowie, próbuje siły błagalnego tonu. Po drugiej w jego oczach dostrzegasz łzy. Po trzeciej – wszyscy obecni w sklepie dowiadują się o niesprawiedliwości, jaka go spotkała. Jesteś bezradny. Chcąc jak najszybciej zaradzić sytuacji, zgadzasz się – dla świętego spokoju – na zakup. Wszyscy są zadowoleni, z wyjątkiem… Ciebie. Bo wiesz, że to zagwarantuje powtórkę przedstawienia podczas kolejnej wizyty w sklepie.

W sytuacji kryzysowej w pierwszym odruchu zawsze sięgniemy po sprawdzone rozwiązanie – w tym przypadku jest to spełnienie zachcianki dziecka. To jednak rozwiązanie wyłącznie chwilowe – maluch zapamięta, że jego nieposłuszeństwo przyniosło mu korzyść, dlatego w przyszłości na pewno znów je wykorzysta.

Lepszym wyjściem z sytuacji jest oczywiście brak uległości. W chwili, w której zauważysz, że dziecko zaczyna wpadać w histerię z powodu Twojej odmowy, odłóż zakupy i wyprowadź dziecko ze sklepu. Daj mu do zrozumienia, że dopóki się nie uspokoi, nie może liczyć na żadną reakcję z Twojej strony. Kiedy uda mu się opanować emocje, wytłumacz mu, że to Ty podejmujesz decyzje w sprawie zakupów (najlepiej, jeśli jeszcze przed wyjściem z domu powiesz mu, jaki dokładnie jest cel Waszego wyjścia, jakie produkty zamierzasz kupić, a jakich nie). Gdy dziecko przystanie na Twoje warunki, możesz wrócić z nim do sklepu i kontynuować przerwane zakupy.

„Kary i zakazy działały tylko przez chwilę”

Kolejna powszechna sytuacja: jesteś w restauracji lub kawiarni, nareszcie udało Ci się wygospodarować czas na popołudnie poza domem. Początkowo wszystko jest w porządku – każdy zajmuje się swoim posiłkiem, a dziecko odkrywa z zainteresowaniem nowe smaki. Jednak po jakichś dwudziestu minutach, talerz przestaje być atrakcyjny, a rozmowy dorosłych zwyczajnie go nudzą.

Maluch zaczyna kręcić się na siedzeniu, w końcu wstaje od stołu, ostatecznie jego podniesiony ton w odpowiedzi na Twoje próby uspokojenia przeszkadza innym gościom. Wtedy sięgasz po sprawdzoną broń: „zachowuj się albo nie dostaniesz deseru” (lub „nie będzie telewizji, nie pograsz na komputerze”, itd.). Dziecko uspokaja się, ale jego nastrój jest widocznie pogorszony – na tyle, że sytuacja niedługo się powtarza.

Ciągłe kary w pewnym momencie tracą swoją moc – szczególnie w chwili, w której dziecko może czuć, że ignorowane są jego potrzeby. Ewentualne korzyści lub brak kary przestają wówczas mieć znaczenie, bo są pewnym abstrakcyjnym bytem w zetknięciu z tym, czego potrzebuje tu i teraz.

Jeśli każda wizyta z dzieckiem w miejscu publicznym kończy się awanturą lub niegrzecznym zachowaniem, być może oznacza to, że nie zaspokajasz jakichś potrzeb dziecka. Może kolejnym razem warto wybrać restaurację, która oferuje kącik zabaw dla dzieci? Albo po wizycie w kawiarni zaplanować zabawę w parku, gdzie maluch będzie mógł się wyszaleć? Może zamiast po raz kolejny wybierać restaurację, zorganizuj piknik na świeżym powietrzu?

Pomiędzy więźniem a strażnikiem dziecka

Kiedy zauważysz, że sytuacja coraz częściej wymyka się spod kontroli, zastanów się przez chwilę nad swoim postępowaniem. Czy ulegasz w kryzysowych chwilach, bo boisz się reakcji dziecka na postawienie granic? Czy może starając się pokazać swój autorytet, nie zapominasz przypadkiem o tym, że dziecko też powinno być partnerem w rozmowie?

Kluczem do rozwiązania problemu złego zachowania w miejscach publicznych – czyli poza bezpieczeństwem domu, do którego i Ty, i dziecko jesteście przyzwyczajeni – jest znalezienie złotego środka pomiędzy uleganiem zachciankom dziecka a byciem tyranem, który osiąga swoje cele wyłącznie poprzez nakładanie kar i nakazów. Pomoże Ci w tym stosowanie się do poniższych zasad:

  1. Nigdy nie pozwól się sprowokować

Choćby Twoje ciśnienie podniosło się w mgnieniu oka do najwyższych granic, nie daj tego po sobie poznać. Na atak histerii nie reaguj wcale – i tak żadne słowo nie dotrze do dziecka w takiej chwili. Kiedy maluch zobaczy, że nie może liczyć na osiągnięcie zamierzonego celu takim zachowaniem, w końcu przestanie histeryzować.

  1. Znajdź miejsce, w którym dziecko się uspokoi

Jeśli jesteście w sklepie lub restauracji – wyjdźcie na zewnątrz. Jeśli u kogoś w domu – znajdźcie odosobniony pokój. Jeśli na placu zabaw – odejdźcie od niego w ustronne miejsce. Tam dziecku najłatwiej będzie się wyciszyć, nie będziesz również odczuwać presji związanej z dyskomfortem otaczających Was osób.

  1. Ustal z dzieckiem, w jakim celu idziecie w dane miejsce

Jeśli przed wyjściem dokładnie wyjaśnisz dziecku cel waszej wyprawy (np. „idziemy do sklepu po składniki na obiad” albo „spotykamy się na herbacie z ciocią Janiną”), dużo łatwiej będzie Ci się później z nim dogadać w ewentualnych kwestiach spornych („pamiętaj, że przyszliśmy tylko po warzywa i owoce, słodycze czekają w domu” albo „umówiliśmy się, że po spotkaniu pójdziemy do parku, gdzie się pobawisz”). Nie zapominaj o tym, że z dzieckiem trzeba rozmawiać, a nie kończyć dyskusję na „bo ja tak mówię”.

  1. Pozwól się dziecku wyszaleć po zaplanowanym wyjściu

Dla ciekawego świata malucha nawet półgodzinna wizyta w kawiarni może być wyzwaniem. Dlatego też zadbaj o to, by po wypełnieniu obowiązków zawsze znalazł się czas na coś przyjemnego – wizytę w osiedlowym parku albo wspólną zabawę w domu.

  1. Odwracaj uwagę dziecka

Jeśli podróżujecie razem autobusem i widzisz, że maluch zaczyna być poirytowany, znajdź dla niego zajęcie – np. wypatrywanie konkretnych obiektów mijanych po drodze (warto mieć też ze sobą książkę lub sprzęt elektroniczny, który zajmie dziecko). Jeśli jesteście w sklepie, możesz dać mu specjalne zadanie – np. wynajdywanie potrzebnych wam produktów. Staraj się zamieniać każde wyjście w miejsce publiczne w ciekawą przygodę, podczas której uwaga dziecka zawsze będzie na czymś skupiona.

  1. Reguły ustalaj z partnerem

Jeśli razem z drugim rodzicem lub opiekunem będziesz stosować wobec dziecka inne zasady (np. Ty nie zgodzisz się na kupno lizaka, a druga osoba tak), maluch nigdy nie nauczy się konsekwencji swoich zachowań. Porozmawiajcie na ten temat na osobności (nigdy przy dziecku!), a następnie twardo trzymajcie się ustalonych zasad.

Kiedy bezstresowe wychowanie zajdzie za daleko

Każde dziecko potrzebuje czasu, by zrozumieć i zaakceptować nowe zasady. Nie spodziewaj się więc, że po jednej udanej konfrontacji dziecko będzie zachowywać się w miejscach publicznych jak anioł.

Jeśli jednak po dłuższym czasie konsekwentnego stosowania nowych reguł dziecko dalej nie będzie pozwalało na swobodne wychodzenie z nim z domu, może się okazać, że zbyt długo pozwalano mu na przejmowanie kontroli i Twoje metody są zwyczajnie nieskutecznie.

Najlepszym wyjściem w takiej sytuacji jest konsultacja z psychologiem dziecięcym, który przeanalizuje zachowanie dziecka i rodzica oraz podpowie Ci, w jaki sposób przywrócić w rodzinie zdrowe relacje.


 zdjecieznanylekarzMarta Zielińska, psycholog pracujący z dziećmi i rodzicami, założycielka Pomocy Psychologicznej Harmonia w Warszawie.


Zobacz także

Cukier kokosowy. Naturalna alternatywa dla zwykłego cukru

8 mitów o owocach i warzywach, w które dotychczas wierzyłaś. Obalamy!

„Hej,byłam bulimiczką, byłam na dnie. Ale dziś mam wszystko. A ty co robisz ze swoim cierpieniem?”