11 naturalnych środków przeciwbólowych, które znajdziesz w… jedzeniu!

Redakcja
Redakcja
3 kwietnia 2017
Fot. iStock /a-wrangler
Fot. iStock /a-wrangler

Żyjąc w świecie konsumpcji i szybkiego tempa, szukamy rozwiązań, które ekspresowo pozwolą zażegnać pojawiające się problemy. Często goniąc za spełnieniem założonych celów, poświęcamy sobie coraz mniej czasu. Ignorujemy sygnały wysyłane przez ciało, które niejednokrotnie domaga się uwagi. Nawet gdy pojawia się ból, zamiast przyjrzeć się dostępnym możliwościom, sięgamy po pigułkę.

Coś cię boli? A więc sięgnij po…

Dzięki lekom przeciwbólowym i przeciwzapalnym można oszukać cierpiące ciało i pędzić dalej. Nie zastanawiamy się nad konsekwencjami częstego łykania takich leków, bo wydaje się, że skoro są bez recepty, nie stanowią żadnego zagrożenia. A to nie zawsze takie oczywiste i bezpieczne, wystarczy wczytać się w ulotkę. Poza tym zapominamy, że natura również podarowała nam zdrowe sposoby na uśmierzenie bólu, które nie pochodzą ze sterylnych laboratoriów. Wystarczy przyjrzeć się różnym produktom, by dostrzec ich potencjalne działanie i choćby z samej ciekawości, włączyć je do codziennego menu.

Naturalne środki uśmierzające ból:

1. Ananas na ból stawów

Niezwykła moc tego owocu wynika z zawartości witamin, minerałów, kwasów owocowych i bromelainy (bromeliny) – grupy enzymów właściwościach leczniczych. Bromelaina wykazuje właściwości przeciwzapalne, przeciwobrzękowe i odchudzające, pomaga zmniejszyć stan zapalny i wspiera funkcjonowanie stawów. Sprawdza się w przypadku choroby zwyrodnieniowej stawów i reumatoidalnego zapalenia stawów. Ananas ułatwia usuwanie z organizmu nadmiaru kwasu moczowego, który jest przyczyną dny moczanowej. Można jeść go od razu po obraniu, jak i przyrządzać smaczne i zdrowe sałatki.

2. Łosoś na zapalenie stawów

Łosoś bogaty jest w kwasy tłuszczowe omega-3, które zmniejszają stan zapalny i umożliwiają lepszą ruchu stawów w przypadku zapalenia stawów. Jeśli podamy łososia np. gotowanego na parze czy w sałatce w towarzystwie czosnku, oliwy z oliwek, bazylii, cytryny, zwiększymy właściwości przeciwzapalne.

3. Imbir na ból brzucha

Ból brzucha to częsta przypadłość, która pojawia się zarówno u kobiet, jak i  mężczyzn, bez różnicy na wiek. Imbir to naturalna pomoc w mdłościach i dyskomforcie spowodowanym problemem trawiennym. Olejek z imbiru pobudza wydzielanie śliny i soku żołądkowego, wzmaga wydzielanie żółci i działa rozkurczowo, leczy wzdęcia. Łagodzi mdłości w chorobie lokomocyjnej, po zastosowanej narkozie, przy chemioterapii. Najlepiej plasterek świeżego imbiru dodawać do herbaty lub pić zagotowany z wodą, z dodatkiem miodu i cytryny.

4. Owsianka z bananami łagodzi zgagę

Przy problemach z zarzucaniem treści żołądka do przełyku, zanim sięgniecie po apteczne środki zobojętniające kwas żołądkowy, koniecznie spróbujcie owsiankę z bananami. To danie może wygląda niepozornie, ale płatki owsiane zbawiennie wpływają na śluzówkę przewodu pokarmowego, banany neutralizują kwas żołądkowy a w dodatku otulają przewód pokarmowy pokrywając warstwą ochronną jego ścianki, łagodzą podrażnienia żołądka. Jeśli owsiankę ugotujecie na mleku migdałowym, efekt będzie jeszcze lepszy. Uwaga, nadmiar owsianki i zawartego w niej błonnika, może spowodować zaparcia i bóle brzucha.

5. Szpinak na skurcze mięśni

Szpinak powinien stać się najlepszym przyjacielem każdego sportowca, ponieważ jest bogaty w cenne składniki odżywcze. Doskonale łagodzi kurcze mięśni, dzięki zawartości potasu, magnezu i białka. Znakomicie sprawdzi się w sałatce lub np. jako podstawa zdrowego sosu do makaronu.

6. Jagody, żurawina i jogurt naturalny na zapalenie pęcherza

Zapalenie pęcherza najczęściej dotyka kobiety, ponieważ cewka moczowa jest krótsza, niż u mężczyzn. Bakterie łatwiej i szybciej rozprzestrzeniają się w organizmie kobiety. Problemy z pęcherzem lubią nawracać, warto w tym przypadku jeść więcej jogurtu z jagodami (bogate w przeciwutleniacze neutralizujące szkodliwe substancje) lub żurawiną (usuwa bakterie ze ścian dróg moczowych, które wydalane są z moczem). Sam jogurt naturalny ułatwia zachowanie równowagi bakteryjnej w organizmie, wspierając namnażanie pożytecznych bakterii jelitowych.

7. Orzechy na zapalenie mięśni 

Orzechy przeciwdziałają szybkiemu wyczerpaniu i skurczom mięśni, łagodzą bóle spowodowane zapaleniem mięśnia. Orzechy obniżają poziom białka C-reaktywnego w organizmie (CRP, czyli marker stanu zapalnego), zawierają także kwasy tłuszczowe omega-3, mające działanie przeciwzapalne. Dobrze łączyć je z ciemną czekoladą, bogatą w ważny dla mięśni magnez.

8. Czereśnie i wiśnie na ból głowy

Czereśnie są znane z bogactwa cennych składników — zawierają bardzo dużo witamin: A, B1, B2, B3, B5, B6, B12, C, K, P i odżywczych składników mineralnych: jod, potas, wapń, żelazo, magnez, fosfor, sód, cynk, selen, pektyny i flawonoidy. Są smacznym i skutecznym sposobem na bóle głowy — już zjedzenie 20 czereśni wykazuje podobne działanie jak łyknięcie dwóch aspiryn. Podobne działanie wykazują wiśnie — ułatwiają konwersję tlenku azotu we krwi i służą do rozluźnienia mięśni i naczyń krwionośnych, co pozwala na lepszy przepływ krwi i odżywienie mózgu. Wiśnie zawierają kwercetynę oraz antocyjaniny, które mają działanie podobne do ibuprofenu.

9. Rumianek na ból gardła

A dokładniej herbatka z kwiatu rumianka, serwowana z miodem i cytryną przyniosą prawdziwą ulgę w bólu gardła. Rumianek pomaga zniszczyć bakterie i służy jako środek przeciwzapalny. Miód, jak i cytryna, ma właściwości lecznicze, hamuje namnażanie wirusów i wykazuje działanie antybakteryjne.

10. Bazylia łagodzi problemy skórne

Ten doskonały dodatek do sałatek i wielu innych dań, sprawdzi się miejscowo w przypadku oparzenia słonecznego, ukąszenia owadów lub wyprysków. Swoje działanie zawdzięcza naturalnie występującym olejkom eterycznym, które mogą łagodzić podrażnienie i przyspieszyć gojenie. Bazylia działa antybakteryjne i dezynfekująco, a kamfen obecny w olejku eterycznym chłodzi skórę, świąd wynikający z ugryzienia owadów lub podrażnień. Oczyszcza pory skóry i wykazuje właściwości przeciwstarzeniowe, które pomagają odwrócić uszkodzenia spowodowane przez wolne rodniki.

11. Woda na ogólne bóle i złe samopoczucie

Niewystarczająco nawodniony organizm nie pracuje na najwyższych obrotach. Wystarczy, że zapominamy w ciągu dnia o spożywaniu właściwej ilości płynów, a szybko możemy odczuć tego konsekwencje. Jej niedobór odbija się nie tylko na wyglądzie, ale może powodować zmęczenie, nieodporność na stres, bóle głowy, bóle mięśni i stawów, zaparcia i inne dolegliwości. Woda wypłukuje toksyny z organizmu, które są przyczyną problemów. Aby jej nie brakowało, należy wypijać przez cały dzień stopniowo minimum 1,5 litra wody w ciągu dnia. Podczas ciąży, wysiłku fizycznego czy upałów, jeszcze więcej.

źródło: www.lifehack.org, www.poradnikzdrowie.pl


„Zastanawiam się, kiedy tak podpadłam Panu Bogu, że mi nawet w Atenach nie daje taryfy ulgowej?”

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
3 kwietnia 2017
Fot. iStock / piola666
Fot. iStock / piola666

Od kilku tygodniu myślę tylko o tym, że lecę do Grecji. Duma rozsadza moją klatkę piersiową, że to dzięki synowi, że tenis, turniej, a ja staję się międzynarodową matką i widzę oczami wyobraźni, jak przemierzam z walizką świat, z kortu na kort, z hotelu do hotelu, Brazylia, Stany, Francja i te de. Widzę siebie na Rolland Garros, gdzie ostatni raz w ciąży z nim będąc siedziałam i widziałam Rogera Federera, który grał na jakimś mniejszym korcie, a ja lekceważąco patrzyłam na faceta, który ledwo był mi znany. Zanim jednak posuwam się w swojej wyobraźni na pierwsze rzędy wielkich szlemów, myślę o cudownym weekendzie w Atenach, hoteliku jak ze snów, spa dla mojego zmęczonego umysłu i ciała po ostatnich wyczerpujących miesiącach życia. Każdy, kto mnie zna, klepie mnie po plecach empatycznie mówiąc „należy ci się ten wyjazd”.

A więc mi się należy i ja też tak sądzę, na ostatnią chwilę wrzucam kilka sukienek, okulary, kostium kąpielowy na wszelki wypadek, kilka szminek i książki, które czekają od dawna na moją uważność. Lecę sama, bo dziecko odbieram od trenera z lotniska dzień później (grał turniej w innej części Grecji). Każda zmęczona życiem kobieta wie, ile znaczy samotny lot i noc w hotelu bez myślenia o kimkolwiek, nawet jak młody ma 13 lat, bez planowania, bez pytań, w absolutnej ciszy i egoizmie czerpanej z każdej samotnej chwili. Drukuję w ostatniej chwili bilet (z ostatniego lotu wiem, co to znaczy się nie odprawić w tanich liniach!!!!!), ale go zapominam z pracy. Biegnę więc z wywieszonym jęzorem do księgarni w moim podwarszawskim miasteczku, dzięki byciu stałą bywalczynią tego miejsca (przychodzę choćby po to, aby popatrzeć na książki) – Pani drukuje mi bilet, między wierszami czytam z jej twarzy, że to absolutny wyjątek i że księgarnia to nie drukarnia, i że następnym razem…

Z biletem w ręku przemieszczam się do Modlina, wypijam lampkę wina, by zmniejszyć poziom lęku, który wyostrza mój słuch w samolocie do tego stopnia, że słyszę każdy szmer w silniku, a może to nie silnik, ale torebka śniadaniowa innego pasażera albo przerzucana strona gazety, ale chcę mieć względny spokój i skupić się już tylko na moim pięknym wyjeździe. Przełykam więc niebyt smaczne wino, nie narzekam, choć zwykle narzekam, racjonalność uznaje swą wyższość nad komunikatami wysyłanymi przez kubki smakowe („fuj, ale kwaśne, ch… wino”) i lecę do bramki. I tam się zaczyna.

Walizkę otwieram odważnie, przygotowana do kontroli mililitrów, w torebce foliowej dokładnie takiej, jak trzeba, prześwituje krem, balsam i małe próbki. Pan, który w oczach nie ma nic prócz tego, że jestem dżemem morelowym lub wiśniowym na jego taśmie, wyjmuje krem i macha mi nim przed oczami. „Ile tu jest napisane?” – pyta. „Gdzie?”- ja z głupia franc, bo już wiem, że chodzi o butelkę 150 mililitrową, ale kremu mam tam tylko resztkę, dosłownie na dwa smarowania, więc chyba liczy się maść a nie butelka, co nie? „Butelka nie może przekraczać 100 mililitrów”- nie patrzy mi w oczy, bo przecież dżem nie ma oczu, szpera dalej i wyciąga tą z balsamem do włosów. „Ta też nie przejdzie”. „Jak to?” – tym razem jestem już wkurzona, to droga odżywka, którą dostałam w prezencie do przetestowania, a nigdy sama bym sobie nie kupiła, jedyny krem po którym moje włosy sprawiają wrażenie gęstych, a nie piór na wietrze szarpanych we wszystkie strony. „Nie oddam tego kremu! To 120 mililitrów, niech Pan się nie wygłupia”- syczę. „120 mililitrów to nie 100 mililitrów”- mówi do mnie i pierwszy raz łapię jego wzrok. Trzymam więc mocno zmieniając strategię na wdzięk i urok, którymi odbijam się jak te żelowe stwory na szybie „Ale ja mam alergię skóry i muszę używać specjalne kosmetyki” (teraz lecę na litość). „Ma pani zaświadczenie od lekarza?”. Czuję, że przegrywam. Zagajenie kolegi też nic nie daje, życzliwie się uśmiecha i mówi, że jak pójdę po buteleczki do sklepu na lotnisku, to potem przepuści mnie bez kolejki, bo mam 10 minut do zamknięcia bramek. Coś tam jeszcze mamroczę, ale to już ten moment, gdy wiem, że należy zabrać swoje zabawki i grzecznie się wycofać. Lubię na koniec jeszcze zaakcentować swoją dumę, więc zaznaczam, że jak żyję, to mi się taka sytuacja nie zdarzyła i że napiszę do firmy XXX, takie tam bzdety, których nikt oprócz mnie nie słyszy.

Lecę więc z walizką do sklepu, kupuję buteleczki, które wymyślił idiota, bo otwór jest tak mały, że przelewając krem zalewam sobie nim spodnie, a wyciśnięcie balsamu jest już kompletnie niemożliwe, bo jest gęsty, fakt, że dla alergików (używam, bo mnie bardzo swędzi skóra na nogach po kąpieli). Widzę, że mam do wyboru albo wyrzucić tubkę, albo spróbować oszukać system usprawiedliwiając się świądem i tak też robię. Moje małe zwycięstwo odczuwam ukrywając kremik w butach i z miną osoby, którą system złamał, udaję się z powrotem na taśmę. Taśma mnie przepuszcza, a pan zapewnia na koniec, że to nie jego wina tylko robotę by stracił, gdyby mi pozwolił na łamanie prawa. No cóż…

W skrócie, co dalej. Wciskam się w fotel, gdzie pani z przodu rozłożyła siedzenie, a ja nie mogę, bo za mną całkiem sporych rozmiarów człowiek, co i tak ledwo się mieści, więc grzecznie skulam się w swoim miejscu. Zamawiam ohydną kawę plujkę, która ma specjalny dziubek do odsysania farfocli, a i tak smakuje gorzej niż z najbardziej rozcieńczonego przelewowego. Zjadam pół Tablerone (kupiłam z buteleczkami), które kojarzy mi się tylko z lotniskami i jakoś ta podróż szybko mija. Walizkę wniesioną na pokład ktoś jednak oddaje do schowka, bo za mało miejsca w samolocie, więc zanim zrozumiem, jak to się stało, że wychodząc jej nie znajduję i co to znaczy, że miałam żółtą naklejkę, czeka na mnie zniecierpliwiony autobus i chyba etykieta problemowej, która lata po schodach tam i z powrotem. Czekam więc, aż walizka, oczywiście jako ostatnia, do mnie wróci, łapię taksówkę modląc się, by hotel był blisko i by był ładny, ale nim się przekonam, muszę spędzić z niespełnionym Kubicą blisko godzinę szaleńczej jazdy w poszukiwaniu hotelu, bo oczywiście „Kubica” z mapy nie korzysta ani z GPS.

17792628_1667275780234698_1083827718_n

Jest prawie północ, gdy podjeżdżamy pod budynek zwany hotelem, coś co wygląda na blok z zielonym napisem Green Hotel, ale łudzę się jeszcze, że to taki niewyględny butik, a wnętrze mnie oczaruje. Nic z tego, całość jak akademik z koszmarnymi śniadaniami z zimnym omletem krojonym w paski, by ktoś sobie nie pomyślał, że cały dla niego, korty szybkim marszem dwadzieścia minut stąd przypominające boisko umownie przedzielone na cztery, bez żadnych siatek bocznych czy ławeczek. A poranek uświadamia mi, że pogoda nie załagodzi sytuacji, bo wieje tak, że łeb mi urywa, gdy idę na poranny spacer do piekarni po croissanta, by zabić smak hotelowego śniadania. Mam więc jedne dżinsy, jedną koszulkę, jeden sweter i kurtkę. I zastanawiam się kiedy tak podpadłam Panu Bogu, że mi nawet w Atenach nie daje taryfy ulgowej.

I wtedy słyszę swój wewnętrzny głos, który podpowiada, że Pan Bóg nie ma z tym nic wspólnego, że to ja i że jestem w pięknych Atenach, a co dalej, zależy ode mnie. Dalej jest, jak się domyślacie, inaczej, choć to chyba złe słowo, jest po prostu fajnie, pięknie. Znajdujemy hotel blisko Akropolu, przenosimy się do centrum, jemy kolację w dobrej restauracji, o której czytam w Internecie, a którą prowadzi ojciec z synem. Jem najpyszniejsze kalmary, ośmiornicę, a Jurek odkrywa smak prawdziwych tzatziki. Zwiedzamy uliczki, Akropol i muzeum. Kupujemy pamiątki. Zamieniamy się w zachwyconych turystów, a mój syn kupuje mi bransoletkę z drzewem oliwnym, mówiąc, że pasuje do mnie, bo jest pozytywne.

17776676_1667277356901207_336837448_o

 

A dziś piszę, jedząc późne śniadanie na pięknym tarasie, skąd mam najpiękniejsze widoki, stary Akropol i białe dachy greckich domków, a mój syn czyta książkę (sic!).  I nie mam żadnej puenty, poza oczywistą, że wszystko zależy do nas, a ja jestem pozytywna, bo tak powiedział mój ukochany syn, ale także dlatego, że nigdy się nie poddaję i piszę to będąc w Atenach – olimpijskim mieście, gdzie walka jest wpisana w historię. I nijak się ma moja anegdota do prawdziwych walk, które toczymy w swoich życiach, bo każdy ma swoje Ateny przecież i czasami wydaje nam się, że nie damy rady, ale radę damy, naprawdę damy, zawsze gdzieś są rezerwy, ukryte na ostatnią chwilę i pozytywizm, który pozwala wierzyć, że będzie dobrze, że będzie pięknie, że zjemy śniadanie w błogim spokoju z widokiem na lepsze życie ❤.

17757809_1667275750234701_1830623808_n 17792628_1667275780234698_1083827718_n 17793077_1667275786901364_272706889_n


Sztuczki makijażowe, które czynią cię bardziej atrakcyjną. To potwierdza nauka

Redakcja
Redakcja
3 kwietnia 2017
Fot. iStock / sapozhnik
Fot. iStock / sapozhnik

Pojęcie piękna jest rzeczą względną, zależącą wyłącznie od gustu osoby oceniającej. Ile ludzi, tyle kanonów piękna. Ktoś zachwyca się błękitnym kolorem oczu, kogoś innego cieszy pełniejsza kobieca sylwetka. Na urodę składa się wiele różnych czynników, z których każdy może zadecydować o tym, jak możemy być postrzegani przez nas samych i inne osoby.

Mimo że nie istnieje jedyny słuszny kanon kobiecej urody, znamy sztuczki, które pozwalają na lepsze samopoczucie oraz podkreślenie walorów każdej kobiety. A to, które starania mają sens, określiła nawet nauka. A więc, dzięki pracy badaczy wiemy, na co watro położyć szczególny nacisk i co w oczach innych, uczyni nas pięknymi.

Czerwona szminka rządzi niepodzielnie 

Czerwona szminka to klasyka makijażu. Nie można obyć się bez intensywnej barwy szminki, która doskonale zwieńcza cały makijaż i nadaje twarzy niezwykłej zmysłowości. Kochamy czerwoną szminkę, choć nie każda z nas ma odwagę używać jej na co dzień. Zazwyczaj rezerwujemy ten kolor i intensywne podkreślenie ust na wielkie wyjścia czy romantyczne wieczory z ukochanym. I nic dziwnego, że sięgamy akurat po soczyste odcienie czerwieni. Pozytywny wpływ na podbicie atrakcyjności z czerwienią na ustach, był tematem innym badaniu out of Manchester University. Dr Geoff Beattie w 2010 roku stwierdził, że czerwone usta przyciągały uwagę średnio 7,3 sekundy. Wynika to z faktu, że blisko owulacji stężenie estrogenu wzrasta w stosunku do progesteronu. Te zmiany hormonalne powodują większy przepływ krwi w naczyniach pod powierzchnią skóry i prowadzi do uwidocznienia pewnych sygnałów — zaróżowionych policzków i bardziej czerwonych ust.

Dobrze dobrany podkład 

Podkład i kosmetyki niwelujące niedoskonałości skóry, są niezwykle istotne w kreowaniu idealnego jej wyglądu. Dr Bernhard Fink, profesor na Uniwersytecie w Getyndze, badacz psychologii ewolucyjnej, stwierdził, że gładka skóra ma ogromne znaczenie, z powodu podkreślenia naturalnych oznak młodości, płodności i dostępności seksualnej. Promienna, napięta skóra sprawia, że wydajemy się zwyczajnie młodsze i bardziej atrakcyjne.

Makijaż czy raczej jego brak?

To, czy nosimy makijaż, czy nie, to indywidualna decyzja każdej z nas. Ale badanie opublikowane w Quarterly Journal of Experimental Psychology udowadnia, jak postrzegany jest makijaż. W badaniu pokazywano zdjęcia twarzy kobiet noszących różne poziomy makijażu i proszono, aby wybrać te, które wyglądają najbardziej atrakcyjne. Zarówno pytani mężczyźni, jak i kobiety zgodziły się na taką samą ilość makijażu na twarzy, jako bardziej atrakcyjną. Jednak to kobiety uważały, że mężczyźni preferują więcej makijażu niż ma to miejsce w rzeczywistości. Wg innego badania, w pubie, w przypadku kobiety umalowanej, czas pierwszego kontaktu mężczyzny wynosił zaledwie 17 minut a kobieta zagadywana była średnio 2 razy na godzinę. W przypadku kobiety bez makijażu, na pierwszych zainteresowanych musiała ona czekać dwa razy dłużej i otrzymywała o 25% propozycji mniej.

źródło: www.mindbodygreen.comwww.emocje.net.pl


Zobacz także

błonnika

Jak jeść zdrowo i do syta? 13 produktów z dużą zawartością błonnika, który pomoże ci zachować sylwetkę

rak jajnika

Obok tej kampanii żadna z nas nie powinna przejść obojętnie. „Twoja historia nie musi być złośliwa”

Fot.  Screen z Youtube  /

Relaksujące ćwiczenie dla kręgosłupa. Rozciąganie mięśni pleców