10 wymówek, żeby nie ruszać się z kanapy. Wszystko bzdury. Wyznanie grubaski

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
10 lutego 2016
Fot. iStock / Serg Myshkovsky
 

Tak, tak sport to zdrowie, uroda, energia. Jasne, jasne. Ale może jednak od jutra. Nie, nie– od poniedziałku. Aj tam, początek miesiąca jest jednak świetny. Nie, zdecydowanie lepsze są urodziny, moje, syna, córki, przyjaciółki… Uff. Podpytałam moje „odkładające sport” koleżanki . Również te, które zaczęły, a latami nie mogły. Dlaczego? Dlaczego? Oto lista 10 wymówek. Z perspektywy czasu można pomyśleć: ależ człowiek bojkotuje sam siebie i swój sukces.

„Nie mam czasu”

Naprawdę? Znam to doskonale. Małe dzieci, mąż, praca, szef, nauka. Aaaa, co jeszcze? Dość. Żeby ćwiczenia dały efekt wystarczy 30 minut dziennie. Jeśli liczysz dojazd na siłownię na drugi koniec miasta, trening, a potem powrót to w porządku. Kupa czasu. Ale wystarczy włączyć you tube gdzie jest mnóstwo filmów z treningami. Do wyboru, do koloru. Na każdą partię ciała. Płyty  Ewy Chodakowskiej są w prawie każdym sklepie. Ćwiczyć możesz o każdej porze, naprawdę. Choć Ewa Chodakowska powiedziała kiedyś, że nie powinniśmy gimnastykować się później niż dwie godziny przed snem.

„Jestem za bardzo zmęczona”

No ba. To może ja na tej kanapie spędzę sobie życie. Mam anemię, nie mam sił (to ulubiona moja wymówka), może coś z tarczycą (co tam, że badania ok). Zło. Nie da rady. Gdzie jest kocyk? GDZIE JEST MÓJ KOCYK?

A czy wiesz, że czujesz się tak dlatego, że nie ćwiczysz?Nie ma nic lepszego na zmęczenie niż ćwiczenia. Osoby, które regularnie uprawiają sport, wolniej się męczą.

„Nie lubię wysiłku”

A żyć lubisz?:) A pokonywać przeszkody, trudności? Jeśli nie lubisz wysiłku to pewnie nie. Bo wszystko co dobre, fajne i zmieniające nasze życie przychodzi po wysiłku. No chyba, że jesteś w czepku urodzona.

Podczas jednego treningu możesz spalić kilkaset kalorii. Czyli tyle co duży obiad. Naprawdę nie warto?

Poza tym ćwiczysz silną wolę. No i charakter. Łatwiej ci potem będzie pokonać inne życiowe trudności

„Nie chce mi się”

Poważny argument, rozumiem. Hmm…. osobom które nie uprawiają sportu rzadko się coś chce. A może nie potrafisz odpowiedzieć sobie na pytanie po co ci właściwie te ćwiczenia? Lepsza waga? Kondycja? Jędrniejsze ciało?

Instruktorki fitnessu mówią jasno– zapytaj dlaczego, a dopiero potem rób.

Zmuś się tylko przez miesiąc– tyle wystarczy, żeby uzależnić się od ruchu. Ja kupiłam sobie fajny strój do ćwiczeń i nagrałam super muzykę. Co ty musisz zrobić, żeby ci się chciało?

„Nie widzę rezultatów”

No pewnie, że nie widzisz szczególnie jeśli obrosłaś tłuszczem. Weź wyrzuć wagę i centymetr też wywal na początek. W ogóle o tym nie myśl. Daj sobie miesiąc– a potem się zmierz. Pamiętaj, nie można jeść za mało. Sama to przerobiłam. Głodowałam i nic. To męczy i frustruje. Trzeba jeść.

Jeśli nie chudniesz– możesz mieć naprawdę problemy z tarczycą. Koniecznie umów się do endokrynologa.

„Tyle trzeba czekać na efekty”

To właśnie jest nieprawda. Jeśli regularnie ćwiczysz efekty są oszałamiające. Jasne, ja swoje efekty widzę na razie sama. Ale co z tego? I tak chętniej będziesz wstawać z łóżka, spojrzysz na siebie życzliwie, będziesz mieć moc, której ci brakowało. Reszta zobaczy później.

„Fitness jest dla młodych”

Wczoraj na moim osiedlu zobaczyłam biegnącą dziewczynę. Jaskrawa kurtka, legginsy, kolorowa opaska na głowie, duże słuchawki na uszach. Akurat wracała z biegania, mimo to przeleciała przez bramę jak rakieta. Spojrzałam na nią z radością. Rany, czysta energia w tym cholernym szarym lutym.

„Super dziewczyna” mruknęłam z zazdrością do ekspedientki w naszym osiedlowym sklepem. „Jaka tam dziewczyna” sprostowała ona „Niedawno obchodziła 46 lat, ma trójkę dzieci”. Co? Wow. Rację ma Ewa Chodakowska. Wysiłek fizyczny odmładza nas średnio o 12 lat. Ty szurasz, choć jesteś młoda, ktoś frunie.

Hmm…

„Ćwiczenia są nudne”

No baaa. Nuda, ziew, masakra. To była moja ukochana wymówka. W końcu jestem stworzona do wyższych celów,a nie jakiegoś pocenia się czy wykonywania dziwacznych nudnych ruchów. I rozumiem jeśli wymiękasz na siłowni. Dla mnie siłownia to zło tego świata. To jest tak nudne, że milion muzyk nie pomoże. Ale tak trampolina, fitness grupowy, energetyczna Mel  B. (oj polecam jej energię), popularne sześciominutówki (no jak się znudzić jak to takie tempo, będziesz raczej zbierać się z podłogi)

Szukaj aż znajdziesz. I zmieniaj.

„Po co ćwiczyć, mam dobrą figurę”

No to jesteś farciara. Przynajmniej z perspektywy grubaski, ale…Aktywność fizyczna poprawia samopoczucie. Podnosi poziom serotoniny. To naprawdę działa. Od kiedy się ruszam – mniej marudzę. A ostatnio pod jakimś postem u Ewy Chodakowskiej przeczytałam: „Od kiedy ćwiczę nawet teściowa mnie nie wkurza. Właściwie wszyscy irytują mnie mniej”. Nie warto?

„Mam problemy ze zdrowiem”

No i właśnie dlatego powinnaś ćwiczyć. Jest niewiele schorzeń, które uniemożliwiają wysiłek. Najlepiej skonsultuj się z lekarzem – on ci powie jaka gimnastyka jest dla ciebie najlepsza.


8 tekstów mężczyzn, za które czasami chcemy ich zabić

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
16 lutego 2016
Fot.Istock/_IB_
 

Testują naszą cierpliwość, wprawiają w osłupienie, osłabiają, szokują. Bo jak – właściwie– można o to pytać? Osiem często używanych zdań, lekko i luźno. Jak gdyby nigdy nic. Jakby to Z NAMI było coś nie tak.

Ale o co ci chodzi?

Mistrz mistrzów. Przez mojego męża używane niemal jak przecinek.  Podniesiona brew, grymas zdziwienia na twarzy. A kysz, babo. Czemuż ty sobie tak życie komplikujesz? O co mi chodzi, gdy pytam o życie, o spóźnienie, brak telefonu, niezrobione zakupy. Hmm, o co mi chodzi? O nic, przecież, tak sobie tylko pytam głupio.

Przesadzasz

Oczywiście. Że też nie pomyślałam nigdy, że jestem po prostu zwykłą histeryczką.

Przesadzam, że jest bałagan. W końcu tu tylko wygląda jak po tornadzie, a mogłoby wyglądać jak po tornadzie, tajfunie i włamaniu. Nie wiem, czemu się czepiam. Przesadzam, w końcu pies mógł zjeść i stół, i krzesło, a obgryzł tylko kawałek komody. No i w łazience mogły pójść wszystkie uszczelki, a poszła tylko jedno i co tam, że to już pół roku. Naprawdę nie ma się czego czepiać.

Po co ci kolejna bluzka?

Hmm, zastanówmy się. Bo mam trzy na krzyż? Dobra, cztery. Dobra, pięć. I co za różnica. I tak mam za mało. Choć wiadomo, dla niego dużo. Zwinięte w kulkę kilka par gaci, dwa swetry, trzy bluzy– wciąż są mężczyźni, którym to wystarczy do życia.

A co ty dzisiaj robiłaś?

Ja? Czekaj, czekaj, rzeczywiście, chyba nic takiego. Wyszorowałam wannę, umywalkę, zlew, kuchenkę, fugi w kuchni i w łazience, odmroziłam lodówkę, ślady soku, starego mięsa i buraków, które już miałeś wyrzucić trzy dni temu, wyprałam 200 rzeczy, poprasowałam 100, okno na świat przemyłam, asystowałam twemu dziecku: w zabawie, spacerze, jedzeniu, myciu, rozrabianiu, w lekcjach, w tenisie i pływaniu, odpowiedziałam na 100 maili, upiekłam ciasto i zrobiłam makaron.

Tak, rzeczywiście nic dzisiaj nie zrobiłam.

Gdzie jest ręcznik? ( masło, piwo, obroża psa, laptop)

W szafie, kochanie. W której? W burej. W tej gdzie mamy pościel i ręczniki, człowieku. Nie ma, no nie ma. Nie ma, serio?! O leży tutaj, bardzo przepraszam, nie zauważyłem.

Na co ty wydajesz te pieniądze?

A tak rozdaję. A ponieważ rozdaję to obóz dla syna, teatrzyk córki, nowe zeszyty, kredki, flamastry, twoja ulubiona szynka parmeńska, paliwo, wino, obiady na tydzień po prostu spadły nam z nieba. Cud po prostu, prawda?

Możemy się pośpieszyć?

Poczekaj, poczekaj już. Jeszcze tylko ogarnę drugie twoje dziecko, pierwsze już gotowe do drogi. Zobacz, umyte, uczesane, ubrane, ze zmienioną sukienką, bo przepraszam, ale nie zauważyłeś, że tamta była poplamiona i mól wygryzł w niej dziurę. Drugiemu jeszcze tylko dam strawę i zmyję mu buzię po słodkim śniadaniu z tobą. Czekaj, jeszcze zabawki, książki i audiobook. A i picie. Zabrałeś? Nie? To poczekaj, muszę się wrócić. A pies był? O rany, to poczekaj, potrzebuję jeszcze 20 minut.

Nie wiesz tego?

A czy gdybym wiedziała to bym pytała?


Albo się spalasz albo przy kimś ogrzewasz. O sile dobrej miłości, która zależy głównie od nas

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
4 lutego 2016
Fot. iStock / Eva Katalin Kondoros

Wiem, że panuje moda na miłość szaloną, namiętną i gorącą. Średnio już umiemy kochać inaczej, przynajmniej większość z nas tak ma.

Panuje też moda, żeby miłość nieustannie analizować. Powinniśmy być razem czy nie? To co czujemy jest prawdziwe, czy może jednak bliżej temu do przyjaźni, a może się wypaliło? A może jednak jeszcze się nie wypaliło i powinniśmy to reanimować na terapii? Jeśli nad tym rozmyślasz – to znaczy, że jednak nie jesteś do końca szczęśliwa.

Bo my chcemy mieć wszystko co najlepsze. Chcemy mieć najlepszą pracę, najlepsze dzieci, same być najlepsze, osiągać największe sukcesy, no i nasz związek tez powinien być w miarę najlepszy.

Chociaż rzadko myślimy czy my to „najlepsze” sami możemy komuś dać, a jeśli nawet możemy to chciałoby się spytać: po co? Żeby tego samego wymagać od drugiej osoby, rozliczać ją z tego? Oczekiwać?

Kiedyś ktoś mi powiedział, że nie ma nic gorszego niż oczekiwania.

Poświęcam się, więc OCZEKUJĘ. Rozumiem, więc OCZEKUJĘ tego samego. Pracuję, więc OCZEKUJĘ, że inni też to będą robić. Zaraz za tym OCZEKUJĘ jest podstępne ZASŁUGUJĘ. Ale nie dlatego, że jestem taka jaka jestem tylko dlatego, że tak się staram.

Mój związek (zresztą wielu par, które znam) jest zwyczajny. Nic w tym dziwnego– ja sama jestem bardzo zwyczajna. Czemuż to miałabym mieć idealnego partnera? Zresztą kto to jest idealny partner? Ostatnio nie upiekłam tortu na urodziny syna i zawaliłam pracę w piątek. Miałam co prawda temperaturę 38, 5– no ale moje koleżanki z temperaturę 38, 5 ruszają na boks czym się chwalą na Facebooku. Bo to jest pokonywanie siebie.  Otaczają mnie perfekcjonistki. Świat się wali, ale ja wstanę. Dam radę.

Nie, ja nie wstaję. Nie zawsze wstaję.  I  nie oczekuję tego od partnera. Mój facet mógłby zrobić karierę większą niż zrobił, mógłby lepiej zarabiać, w ogóle mógłby więcej, bo jest bardzo mądry. Ale nie oszukujmy się, ja też mogłabym zrobić większa karierę i lepiej zarabiać.

Mój facet czasem chrapie i czasem je chipsy (dobra, rzadko, bo teraz chodzi z takim urządzeniem, które mu liczy kroki, i liczbę spalanych kalorii), i lubi oglądać programy za którymi ja nie przepadam. Uwielbia chodzić po górach, czego ja nie znoszę i aktywnie spędzać czas. Jest dość surowy wobec innych, wiem, że ma sporo emocjonalnych problemów, o których nie chce mówić.  On zresztą sobie nawet z nich nie zdaje sprawy, bo jego skłonność do analizowania jest tak silna jak moja do czytania podręczników historycznych.

W jakiś magiczny, niemożliwy do ogarnięcia przez naszych znajomych, sposób jesteśmy razem prawie 16 lat. Bywamy sobie bardzo bliscy i bardzo dalecy. Czasem śpimy razem, a czasem osobno. Czasem rozmawiamy, a czasem nie gadamy w ogóle. Czasem dryfujemy, a czasem po prostu mamy szał. Ktoś mi kiedyś powiedział, że miłość jest wtedy, gdy byliście razem wszędzie, również tam gdzie jest bardzo źle, ale wciąż jesteście. A ja wierzę, że jest pięć rzeczy, które miłości pomagają.

Akceptacja słabości

Ludzie są różni na różnych etapach życia. Bywają tak czasem słabi, że nie mają siły, którą mogą dać innym. To jest ten moment, gdy wszystkie wampiry energetyczne i unikacze bliskości pakują walizeczki i znikają. Bo on już tak nie zarabia, ona nie zarabia, i stała się taka miękka (nie w tym, niestety, fizycznym sensie) – to oni dyla i pa papapa.

Nie ma nic złego w tym, że ludzie są czasem słabi.

Brak oczekiwań

Dobra, nie ściemniam. Ograniczenie oczekiwań albo rozumienie, że wszystkie twoje oczekiwania biorą się tylko z ciebie bardzo pomaga w budowaniu miłości.

Za dużo oczekiwań to zawsze dramat dla związku.

Bycie sobą i zgoda na to drugiej strony

Przecież to tylko dwa proste słowa: „bycie” „sobą”– dlaczego to dla niektórych jest takie trudne?

Poczucie wspólnoty

Wylądowałam dziś z moim facetem w szpitalu. On ze mną. Albo my z naszym dzieckiem– konfiguracja nie jest tak ważna. Ważne jest to, że w sytuacji totalnej samotności i lęku ty wiesz, że możesz na kogoś liczyć. On może nie napisze na Facebooku, że jesteś najfajniejszą kobietą świata, ale złapie cię za rękę w trudnej chwili i powie: DAMY (my!) radę. Podobnie jest z kredytem, problemami z pieniędzmi i gdy choruje ktoś bliski tylko jednej strony. To jest wasze. Wasz wspólny problem, wasza wspólna sprawa.

Pamięć

Pamięć tego co dobre może uratować was przed wszystkim. Wtedy gdy jest mniej miło, mniej ciepło, miej razem. Często po prostu z powodu pracy.

Jakiś czas temu robiono badania wśród pokolenia Milenium (ludzie urodzeni między 84, a 97 rokiem). Pytano ich o to, co jest w życiu ważne: pieniądze i sława– mówili.

Na szczęście naukowcy z Harvardu opublikowali niedawno badania, które prowadzili przez 75 lat. Nie ma już żadnych wątpliwości. Dobre życie oparte jest na dobrych związkach i relacjach z innymi. Dobre związki w dużej mierze zależą od nas. Miłość partnerska jest jedną z najważniejszych relacji jakie budujemy.