10 sekretów szczupłych kobiet. Chcesz być jedną z nich?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
8 listopada 2017
Fot. iStock/Sjale
Fot. iStock/Sjale
 

Znasz ją na pewno. Nie zawsze zamawia sałatkę, a jednak ma szczupłą figurę. Gdy najdzie ją ochota, kupuje pięć kulek lodów. Nie spędza każdej wolnej chwili na siłowni, a jednak jej figurze nie można niczego zarzucić. Ty natomiast non stop jesteś na jakiejś diecie. Ciągle sobie czegoś odmawiasz, nieustannie narzekasz na swój los i geny. Podczas, gdy ona z uśmiechem wcina tort na rodzinnej uroczystości, ty przybierasz 2 kilogramy, bo tylko go powąchałaś. Jak to możliwe? Oto 10 sekretów wiecznie szczupłych osób.

Każdy dzień nie jest „specjalną okazją”

Koleżanka z biura ma urodziny, więc przyniosła ciasto. Nie zjesz? Przecież nie wypada. Twój facet znowu zrobił ci piekielną awanturę, więc na pocieszenie zjesz wieczorem coś pysznego i wypijesz butelkę wina. Jest niedziela, więc warto upiec domowe ciasto – dzieciaki na pewno się ucieszą. Randka z mężem? Zaszalejmy!

Takich „specjalnych okazji” jest wiele. Pojawiają się regularnie, niemal codziennie. A ty zawsze znajdujesz usprawiedliwienie, żeby się obżerać. Może następnym razem sięgaj po smakołyki wtedy, gdy naprawdę pojawia się „specjalna okazja”? Na randce możecie przecież zjeść deser na pół. A na urodzinach dziecka wystarczy, że zjesz kawałek ciasta, a nie „wszystko”.

Spotkania przy stole służą rozmowom

Jeżeli umawiasz się na spotkanie w knajpie, to oczywistym jest, że będziesz musiała (a przynajmniej powinnaś) zamówić coś do jedzenia. Problem w tym, że większość z nas traktuje takie spotkania jako okazję, by najeść się do syta. Tymczasem chodzi o rozmowę i miłe spędzenie czasu. Jeśli w trakcie wieczoru będziesz więcej mówić, zdecydowanie mniej zjesz. Zauważ, że niektórzy ludzie potrafią konsumować swój posiłek przez godzinę, rozmawiając w trakcie z innymi. Ty natomiast w kwadrans opędzlowałaś sałatkę, makaron i właśnie kończysz szarlotkę z lodami.

Żywność typu light szkodzi

Produkty, które mają niską zawartość tłuszczu lub są niskokaloryczne, brzmią dobrze tylko w teorii. Z reguły jest to jednak żywność wysoko przetworzona, nafaszerowana solą, słodzikami i węglowodanami. Szczupłe osoby wcale nie wybierają żywności typu light. Owszem, czytają etykiety, ale tylko po to, by wybrać zdrową żywność z jak najmniejszą zawartością chemii.

Czekolada nie jest zła

Zapewne masz w swojej głowie listę produktów złych i zakazanych. Jest tam czekolada, białe pieczywo, słone przekąski, tłuste potrawy i wiele, wiele innych produktów. Jeżeli kategorycznie odmawiasz sobie czegoś, w końcu zaczniesz mieć obsesję. Przyjdzie taki moment, w którym zjesz tej czekolady pod korek. Zachcianki nie są złe. Czekolada nie jest zła. Wszystko trzeba po prostu jeść z umiarem. Zdrowy rozsądek to podstawa zdrowej diety.

Sen ma znaczenie

Zmęczenie i niewyspanie mają ogromny wpływ nie tylko na nasze samopoczucie, ale także na masę ciała. Po pierwsze, brak snu wzmaga apetyt – najcześciej na produkty wysokokaloryczne. Po drugie, powoduje, że nie mamy siły na jakąkolwiek aktywność fizyczną. Aby cieszyć się dobrym zdrowiem (i dobrym wyglądem) trzeba się wysypiać.

Wrzuć na luz

Właśnie zjadłaś podwójnego cheeseburgera z frytkami, a wszystko popiłaś colą. Ok, może i nie był to najlepszy pomysł, ale nie ma co się załamywać. Po prostu postaraj się, żeby twój kolejny posiłek był zdrowszy. Przestań się zamartwiać i mówić pod nosem, że już do końca życia będziesz „grubą świnią” (to smutne, że w ogóle tak o sobie myślimy, prawda?). Niska samoocena znacznie utrudnia odchudzanie. Było smaczne? No i fajnie. Raz na jakiś czas można. A teraz głowa do góry i ruszaj na podbój świata.

Zrezygnuj z napojów „zero kalorii”

Słodziki wciąż wzbudzają sporo kontrowersji. Podczas gdy jedne badania mówią, że nie mają one żadne wpływu na masę ciała, inne dowodzą, że powodują tycie, poprzez stymulowanie ośrodka głodu. Pij zwykłą wodę, ona też ma zero kalorii. To po prostu logiczne.

Eksperymentuj w kuchni

Zdrowe posiłki nie będą nudne, jeśli pokochasz przyprawy i zioła. Dzięki nim potrawy są smaczniejsze. Nie bój się eksperymentować. Jeżeli coś ci nie wyjdzie, po prostu zjesz mniej. I dobrze. Odkrywanie nowych smaków i połączeń wcale nie musi oznaczać biesiady ze stołem uginającym się od nadmiaru potraw.

Przestań liczyć kalorie

Liczy się jakość jedzenia, a nie jego kaloryczność. Organizm inaczej zużywa 1000 kalorii z fast-foodów, a inaczej z pełnowartościowego posiłku. Postaw na tłuste ryby, chude mięso, awokado, ciemne pieczywo, kasze i gorzką czekoladę. Jedz pożywnie i zdrowo. Nie bój się zdrowych tłuszczów i węglowodanów pochodzących z orzechów. Pamiętaj, kalorie nie są najważniejsze.

Jedz cukier… MĄDRZE

Jak czujesz się po zjedzeniu kilku ciasteczek? Zapewne jesteś zmęczona i masz wzdęcie. Nic dziwnego. Cukier w połączeniu z tłuszczami trans nie służy twojemu organizmowi. Poza tym spożywany w nadmiarze powoduje przyrost masy ciała. Postaw na cukier naturalnie występujący np. w owocach. Nie rezygnuj ze wszystkiego, co jest słodkie. Po prostu wybieraj słodkości mądrze.


 

Źródło: Woman’s Day


„Jeżeli nie potraficie wybaczyć i zapomnieć, nie ciągnijcie tego dalej. O tym, jak żona pchnęła mnie w ramiona innej”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 listopada 2017
Fot. iStock/Chalabala
Fot. iStock/Chalabala
 

Kobietom wydaje się, że my wszyscy jesteśmy cholernymi dupkami. Że zostawiamy was dla młodszych, piękniejszych, bardziej zadbanych kobiet. Porzucamy was, bo nudzi nam się proza życia i rodzinna sielanka. Bo seks jest beznadziejny lub nadchodzi kryzys wieku średniego. Nie chcę tłumaczyć wszystkich facetów. Nie będę ich obrońcą, bo z pewnością wielu właśnie tym się kieruje. Niestety są też takie związki, w których facet odchodzi, choć wcale nie oznacza to, że porzuca partnerkę. Odchodzi, bo został przez nią skutecznie odepchnięty. Odchodzi, bo jej zachowanie spowodowało, że zniechęciła go do siebie. SKUTECZNIE.

Uważam, że dom jest miejscem, w którym każdy ma czuć się dobrze. Ma być moją enklawą, oazą spokoju, bezpiecznym miejscem, do którego wracam z pola bitwy, gdzie chcę odpocząć i zregenerować się, by kolejnego dnia znów stawiać czoła wyzwaniom. Od swojej kobiety zawsze oczekiwałem tylko jednego – świętego spokoju. I mówiłem jej o tym od samego początku.

Między nami była pasja

Wybranka mego serca miała trudny charakter. Była bardzo kłótliwa i uparta, lubiła stawiać na swoim, co w konfrontacji z moim charakterem tworzyło mieszankę wybuchową. Chyba tylko ogromna miłość trzymała nas przez te wszystkie lata przy sobie. To była prawdziwa pasja, namiętność. Kiedy uprawialiśmy seks, to tak, że cały blok huczał. Kiedy się kłóciliśmy, sąsiedzi walili w rury. Nigdy nie było między nami obojętności. Zawsze na maksa, zawsze skrajnie. Nie wiem, ile razy pakowałem swoje rzeczy i mówiłem, że to koniec. Zawsze jednak wracałem do niej z podkulonym ogonem. Bo kochałem i ona też kochała.

Ogólnie żyło nam się naprawdę dobrze. Po prostu zrozumiałem, że takie mamy charaktery i musimy sobie z tym jakoś radzić. Przyzwyczaiłem się do jej dąsów i ciągłych oczekiwań. Poza tym wszystkim dawała mi naprawdę dużo miłości, potrafiła słuchać i służyła radą. Nigdy nie oczekiwałem od niej, żeby mi gotowała. Tym zajmowałem się w domu ja. Nigdy nie oczekiwałem od niej, żeby mi prała. To robiliśmy na zmianę. Nigdy też nie oczekiwałem, żeby po mnie sprzątała. I tym obowiązkiem się dzieliliśmy. Oczekiwałem od niej jedynie świętego spokoju. Pewności, że jedno zawsze stanie za drugim murem. Że tworzymy jedność.

Taki tam flirt

Kryzys przyszedł po siedmiu latach. Przyznaję, że trochę z mojego powodu. Nie wiem, co spowodowało, że wdałem się w wirtualny romans. Nigdy wcześniej nic podobnego się nie przydarzyło. Moja żona przeczytała naszą konwersację, która toczyła się od kilkunastu dni. To był taki zwykły flirt, nic wielkiego. Tak, pisałem jej, że jest piękna, oglądałem jej zdjęcia, opowiadałem co dziś robiłem i jakie mam plany. Ani słowa o tym, że mam żonę. Nie musiałem tego pisać, bo wcale nie chciałem, żeby coś więcej z tego było. Ot taka odskocznia. I właśnie tę rozmowę przeczytała moja żona. To był moment, kiedy rozpętało się piekło.

Nie broniłem się, nie wymyślałem żadnych pierdół. Dokładnie widziała, co pisałem, więc nie robiłem z siebie większego kretyna. Nie miałem wtedy nic do ukrycia, widziała wszystko. Zapewniłem ją, że do niczego więcej nie doszło. Uwierzyła mi. Zgodnie z jej życzeniem zerwałem kontakt z tą kobietą. Obiecałem też, że to nigdy więcej się nie powtórzy i przyznałem jej rację, że faktycznie postąpiłem niewłaściwie i ma prawo być wściekła.

To jest moment, w którym w normalnym związku wszystko powinno zacząć się od początku. Ale nie u nas.

Ubiczowałem się, przyznałem do błędu i przeprosiłem. Postanowiliśmy dalej być razem, bo przecież fizycznie nie zdradziłem. Zwykły flirt. Każdy z nas ma taki na sumieniu. Wy, kobiety – również. Po prostu mnie przyłapano, a was jeszcze nie.

Po tej akcji z moją żoną zaczęło dziać się coś potwornego. Coś, przez co obwiniam ją za rozpad naszego małżeństwa.

Początek paranoi

Zrobiła się bardzo nieufna. Ja rozumiem, że w jakiś sposób ją zawiodłem. Ale przecież nie oszukiwałem jej latami, nie zdradzałem jej na prawo i lewo. Po prostu wdałem się w nieco intymną pogawędkę. Ona natomiast podniosła to do rangi zamachu stanu. Zaczęło się sprawdzanie telefonu, maili, messengera. Zaczęła śledzić każdy mój ruch. Podnosiła wzrok, gdy dzwonił mój telefon i czasem aż sam nie wiedziałem, co będzie dla mnie gorsze – czy odbiorę i pogadam z jakąś znajomą czy może lepiej nie odebrać, a wtedy ona pomyśli, że coś ukrywam. Tak zaczęła się paranoja. Jeżeli nie zadzwoniłem do niej w ciągu 5 minut od wyjścia z pracy i nie daj Boże, ona zadzwoniła i usłyszała, że jest zajęte, już była awantura. Wciąż pytała, gdzie jestem i z kim. Dokładnie analizowała profil każdej kobiety, która skomentowała moje zdjęcie na Facebooku.

Jednocześnie chciała wszystkim pokazywać, jaką jesteśmy szczęśliwą parą. Publikowała zdjęcia z dopiskiem „mój ukochany”, odpowiadała na komentarze pod moimi zdjęciami. Wdawała się w dyskusję z innymi kobietami, moimi znajomymi. Długo zastanawiałem się nad jej zachowaniem, bo nie mogłem uwierzyć, że aż tak straciła zaufanie do mnie. Wydaje mi się, że czuła ogromne zagrożenie ze strony innych kobiet, co spowodowało, że straciła pewność siebie, którą miała kiedyś. Z resztą coś podobnego wykrzyczała mi w jednej z ostatnich awantur.

Na celowniku

Wraz ze sprawdzaniem wszystkiego, zaczęły się też ciągłe pretensje. O wyjścia z kumplami, o nieumyte naczynia, o późne telefony od kogoś, o brak kwiatów, o rzadszy seks. O wszystko. Wiedziałem, że gdy tylko przekroczę próg domu, spadnie na mnie lawina oszczerstw i pretensji. Miałem wrażenie, że ciągle jestem na celowniku, że ona nieustannie czeka na mój błąd. Skoro prosiła mnie o zrobienie zakupów, a ja zapomniałem o jednym produkcie, to znaczy, że nie słucham tego, co do mnie mówi i mam ją w dupie.

Tak minęły na trzy lata. Trzy okrągłe lata od pamiętnego dnia, kiedy to przeczytała moją rozmowę z inną kobietą. Ja nawet już nie pamiętam, o czym była. Przez te trzy lata awantury były co drugi dzień. Święty spokój, o którym kiedyś mówiłem, częściej dostawałem w pracy niż w domu. Moja żona, jako kobieta szalenie inteligentna, potrafiła jednym zdaniem, zupełnie mimochodem tak dowalić, że brakowało słów i argumentów. Krytykowała nie tylko mnie, ale także siebie. Ciągle porównywała się do innych. Mówiła, że pewnie oglądam się za innymi, bo znów nie udało jej się schudnąć. Wpadła w jakąś totalną paranoją, bo nigdy nic nie mogłem zarzucić jej sylwetce. Nieustanne jęczenie i narzekanie na wszystko spowodowało, że autentycznie przestało mi się chcieć na nią patrzeć, a do dopiero mówić o wspólnym spędzaniu czasu.

Kobieca logika

To był moment, kiedy zdradziłem ją już na poważnie. Powiedziałem jej o tym sam, pakując swoje rzeczy. Szalała jak zawsze. „Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że okażesz się takim dupkiem” – wytrząsała się nade mną. Kompletnie nie docierało do niej, że przez te trzy ostatnie lata robiła wszystko, by mnie do siebie zniechęcić. Teraz zalewa się łzami, bo ją zdradziłem i PORZUCIŁEM. Przewrotna jest ta wasza, kobieca logika.

Pewnie moja historia wydaje ci się taka płytka. No jasne, nie da się wszystkiego opowiedzieć tak po prostu. Można za to wyciągnąć pewne wnioski. Takie, które otworzą oczy kobietom, które uwielbiają dramatyzować. Tym kobietom, które są porzucane na własne życie, ponieważ skutecznie odtrącają swoich partnerów. Odpychają ich od siebie swoim zachowaniem. Ja chciałem tylko świętego spokoju, a wręczono mi rękawice. Jeżeli nie potraficie wybaczyć i zapomnieć, nie ciągnijcie tego dalej. Jeżeli macie problem z ponownym zaufaniem, ten związek się nie uda. Zwariujecie, tak jak moja żona i sprawicie, że facet faktycznie was zdradzi i zostawi. Wtedy, jak te biedne sierotki, będziecie mogły płakać nad swoim losem i wieszać psy na tym dupku, który nie był was wart.


Mamo, czy wiesz wszystko o rozwoju brzuszka swojego maluszka?

Redakcja
Redakcja
8 listopada 2017
Fot. iStock / AleksandarNakic
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

Ciąża to czas, w którym układ pokarmowy dziecka intensywnie się kształtuje i przygotowuje się do pełnienia swojej roli, kiedy maluch przyjdzie na świat. Po narodzinach dziecka jego brzuszek ciągle się jeszcze rozwija i potrzebuje odpowiedniego, dopasowanego do jego potrzeb sposobu żywienia. Pierwsze lata życia dziecka to dynamiczny czas nabywania przez mały brzuszek nowych umiejętności. Warto wiedzieć, jak wygląda proces rozwoju układu pokarmowego oraz czego brzuszek „uczy się” w kolejnych miesiącach życia dziecka.

Pierwszy miesiąc brzuszka

Po narodzinach niedojrzały jeszcze układ pokarmowy niemowlęcia podejmuje się realizacji swoich podstawowych funkcji, czyli trawienia i wchłaniania przyjmowanych pokarmów. W 1. roku życia mikrobiota jelitowa malucha (która odpowiada m.in. za wspieranie systemu odpornościowego[1]) intensywnie dojrzewa, dlatego najlepszym i najbezpieczniejszym pokarmem dla noworodka, wspierającym jego rozwój, jest mleko mamy. W pierwszych tygodniach życia niemowlę należy karmić na żądanie – mama w ciągu doby powinna przystawiać je do piersi kilkanaście razy (średnio 8-10) – i jest to ważny moment, kiedy kobieta uczy się potrzeb żywieniowych swojego dziecka[2]. W tym czasie maluch posiada już naturalny odruch ssania oraz połykania mleka mamy. Pierwsze tygodnie to również okres, w którym mogą się pojawić u maluszka luźne stolce – nie powinno to niepokoić rodziców, są one spowodowane m.in. zmniejszonym wydzielaniem enzymów trawiennych, a tym samym niską aktywnością enzymu laktaza, która trawi cukier mleczny obecny w mleku mamy (laktozę). Takiego typu stolce są najczęściej przejściowe. Jeśli będzie to trwało dłużej, rodzice powinni skontaktować się z lekarzem pediatrą.

Czy wiesz, że…

…objętość żołądka w pierwszej dobie życia to jedynie 5-7 ml (wielkość małej wiśni), a po zaledwie miesiącu to już 80-150 ml? To tyle, co kurze jajo!

Pierwsze półrocze brzuszka

U niemowląt mogą występować zaburzenia czynnościowe przewodu pokarmowego, np. występujące często ulewania. Między 2. a 3. miesiącem życia zwiększa się sprawność działania mięśnia dolnego  zwieracza przełyku, który blokuje cofanie się pokarmu z żołądka malucha. Ulewanie u niemowlęcia zazwyczaj przemija samoczynnie do 6. miesiąca, ale może utrzymywać się nawet do 12. miesiąca życia. Między 2. a 4. miesiącem życia wraz z rozwojem i wzrostem dziecka zmniejsza się liczba karmień – do około 6 posiłków na dobę. Pod koniec pierwszego półrocza ma już miejsce etap rozszerzania diety, który powinien nastąpić nie wcześniej niż po ukończeniu 17. tygodnia życia i nie później niż w 26. tygodniu życia dziecka. Maluch, który zapozna się z nowymi smakami, powinien dostawać 5 posiłków dziennie, a porcje powinny być dopasowane do jego indywidulanych potrzeb. Pomiędzy 7. a 8. miesiącem życia następuje dynamiczny rozwój umiejętności samodzielnego jedzenia: maluch umie już pobierać pokarm wargami, gryzie i żuje, porcje posiłków dziecka są coraz większe, a jadłospis jest już urozmaicony. Ostanie trzy miesiące przed 1. urodzinami to okres, w którym maluszek doskonali umiejętność samodzielnego jedzenia. Pod koniec 1. roku enzymy trzustkowe, które trawią i rozkładają węglowodany, białka i tłuszcze, osiągają aktywność zbliżoną do tej, jaka występuje u osób dorosłych.

Zalecenia ekspertów

Po przyjściu dziecka na świat jego układ pokarmowy wciąż jest bardzo delikatny i wrażliwy, dlatego wymaga wyjątkowej opieki. Najlepiej dopasowanym pokarmem do potrzeb żywieniowych malucha jest mleko mamy. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca wyłączne karmienie piersią przez 6 pierwszych miesięcy życia, a następnie stopniowe rozszerzanie diety, przy kontynuacji karmienia do 2. roku życia lub dłużej. W przypadku gdy karmienie piersią jest z różnych powodów niemożliwe, eksperci zalecają podawanie niemowlęciu (a później małemu dziecku) mleka modyfikowanego, dopasowanego do jego bieżących potrzeb.

Czy wiesz, że…

przewód pokarmowy dziecka osiągnie pełną sprawność dopiero około 5.-7. roku życia? Dlatego w kluczowym okresie 1000 pierwszych dni dziecko potrzebuje odpowiedniego żywienia, które będzie wspierało dojrzewanie i pracę brzuszka.

Aby dowiedzieć się więcej o zdrowiu i rozwoju brzuszka, dołącz do Akademii Zdrowego Brzuszka na www.bebiklub.pl!

Ważne informacje: Karmienie piersią jest najwłaściwszym i najtańszym sposobem żywienia niemowląt oraz jest rekomendowane dla małych dzieci wraz z urozmaiconą dietą. Mleko matki zawiera składniki odżywcze niezbędne do prawidłowego rozwoju dziecka oraz chroni je przed chorobami i infekcjami. Karmienie piersią daje najlepsze efekty, gdy matka prawidłowo odżywia się w ciąży i w czasie laktacji oraz gdy nie ma miejsca nieuzasadnione dokarmianie dziecka. Przed podjęciem decyzji o zmianie sposobu karmienia matka powinna zasięgnąć porady lekarza.


[1] J. Gołąb, M. Jakóbisiak, W. Lasek, T. Stokłosa. Immunologia. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2007, s. 272-273.

[2] http://www.1000dni.pl/up/images/j19x32c42y8ehfr/poradnik-zywienia-niemowlat.pdf

 


Zobacz także

Fot. Screen z Facebook Bored Panda

Intrygujące, czy irytujące? Co czujecie, gdy patrzycie na te animacje?

Dom z basenem

Dom z basenem – kto o nim nie marzył? Akurat… Akcja „Kocham podróże, kocham swobodę”. Dzień #9 [24.05]

Fot. iStock/freemixer

Pomijasz framugi okienne i prowadnice podczas mycia okien? Tak wyczyścisz wąskie szczeliny