10 rzeczy, które dzieją się z twoim ciałem, gdy partner łamie ci serce

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 stycznia 2017
Fot. iStock / MariKu
Fot. iStock / MariKu

Dla ciała, tak jak dla umysłu, rozpad związku jest bardzo stresujący. Cierpisz i może nawet czujesz, że już nigdy nie będziesz kochać – a to są „tylko” emocjonalne symptomy. O ile nie jest wyzwoleniem z toksycznej relacji, rozstanie ma bardzo negatywne skutki dla ogólnego stanu naszego zdrowia, choć pewnie mało kto z nas zdaje sobie z tego sprawę.

 10 rzeczy, które dzieją się z twoim ciałem, gdy partner łamie ci serce

1. Jesteś mniej odporny na ból

Poziom dopaminy, oksytocyny i serotoniny jest wyższy, gdy jesteś zakochany. Po zmniejszeniu ich ilości, spowodowanym negatywnymi emocjami związanymi z rozstaniem, twoje ciało jest bardziej podatne na ból, ze względu na obniżony poziom oksytocyny.

2. Twoja waga ulega zmianie

Zależnie od tego, jak radzisz sobie ze stresem – przybierasz na wadze albo chudniesz. „Zajadanie” uwalnia dopaminę, to sprawia, że czujesz się lepiej. Jeśli  hamujesz „niepohamowany” apetyt, poziom dopaminy spada, więc odruchowo sięgasz po coś smacznego.

Inni, cierpiąc z powodu miłosnego zawodu, zupełnie tracą ochotę na jedzenie, przez co mają coraz mniej energii. Reakcja organizmu jest podobna do tej, jaką obserwujesz podczas choroby: ​​chcesz zostać w łóżku przez cały dzień, kilka dni, tydzień. Nie podejmujesz akywności fizycznej.

3. Problemy ze snem

Bezsenność jest jednym z najczęstszych problemów, z jakimi możesz się borykać po rozstaniu. Twoje myśli koncentrują się głównie wokół przyczyn rozpadu związku, w pamięci przywołujesz wspólne, szczęśliwe chwile, a może wyobrażasz sobie, że znowu jesteście razem. Nic więc dziwnego, że nie możesz spać.

4. Twoje mięśnie twarzy układają się w inny sposób, wyrażający żal

Naukowcy wiedzą, że czujesz się nieszczęśliwy, nawet jeśli twoje słowa i mimika pokazują co innego. Badania mięśni twarzy osób, którym właśnie rozpadł się związek, wykazały, że można wykryć negatywne emocje za pomocą urządzenia mierzącego aktywność elektryczną najdrobnieszych mięśni, niewykrywalnych dla ludzkiego oka (chodzi o mięśnie twarzy wokół oczu i brwi). Ich aktywność zwiększała się, gdy pacjenci myśleli o swoich byłych partnerach.

5. Zapominasz kim jesteś

Dziwne? Niezupełnie. Twój umysł musi teraz na nowo się zidentyfikować. Przedtem był skoncetrowany na wyłapywaniu wspólnych cech osobowości z twoim partnerem i definiował się poprzez niego. Teraz zastanawia się kim naprawdę jesteś, bez tej drugiej osoby.

6. Spada twoje libido

Chociaż mogłoby się wydawać, że szybki romans byłby doskonałym lekarstwem na złamane serce, ze względu na emocjonalny ból, twój popęd płciowy jest chwilowo mocno zahamowany.

7. Twoje życie może być zagrożone

Smutek i żałoba po rozstaniu z ukochaną osobą są czymś naturalnym. Jednak, w dłuższej perspektywie obniżenie nastroju może być oznaką depresji. Zadbaj o swoje zdrowie psychiczne i w razie potrzeby nie wahaj się sięgnąć po pomoc specjalisty.

8. Rozstanie pobudza w mózgu ośrodek nagradzania

Choć po zakończeniu związku masz  w organizmie mniej dopaminy, hormonu dobrego samopoczucia, mózg wciąż aktywuje ośrodek nagrody.

9. Może wystąpić ból w klatce piersiowej podobny do takiego, jaki następuje przy zawale serca

Nieprawidłowe skurcze serca odczuwalne w jego w środkowych i górnych częściach serca oraz przyspieszony rytm bicia serca przypominają objawy wsytępujące u osób, które są przechodzą przez silny stres.

10. Podwyższony poziom hormonu stresu

Po rozpadzie, stres emocjonalny kumuluje się w organizmie, co znajduje odzwierciedlenie w wyższym poziomem kortyzolu, hormonu stresu. Kortyzol powoduje, że tętno wzrasta, oddychamy szybciej i nasze ciśnienie krwi jest wyższe. Są to bardzo negatywne skutki dla zdrowia,  zwiększające na przykład ryzyko zawału serca.


Źródło: powerofpositivity.com


Powiedz mi czego się wstydzisz, a powiem ci kim jesteś. Co robi z nami wstyd?

Karolina Krause
Karolina Krause
24 stycznia 2017
Co robi z nami wstyd
Fot. iStock/L-house

Kiedy ostatnio zdarzyło ci się wstydzić?

Jakiś czas temu, będąc na spacerze z bliskimi przyjaciółmi natrafiliśmy na zamarznięte koryto płytkiej rzeki. Rodzice i dzieci mieszkający niedaleko szybko założyli na nogi łyżwy i ruszyli nacieszyć się pierwszym zimowym chłodem. Chcąc choć przez chwile znów poczuć się jak dzieci, skuszeni obietnicą dobrej zabawy, kolejno, ostrożnie wchodziliśmy na taflę dość kruchego lodu. Tak się jednak złożyło, że jeden z naszych przyjaciół nie ma w tym zbyt dużego doświadczenia i już na początku jedną nogą wpadł do wody. Sytuacja była na tyle komiczna, że wywołała uśmiechy wszystkich wokół, łącznie z nami. Kolega także się uśmiechnął lecz po chwili na jego twarzy pojawiły się soczyste wypieki i on sam stał się jakiś nieswój.

Było w tym coś pierwotnego. Jakby ta reakcja wdrukowana była w nim od samego początku. Nie miał bowiem żadnego powodu, by się wstydzić. A jednak to uczucie było silniejsze od zdrowego rozsądku. Ta pozornie błaha sytuacja wydała mi się szczególnie ważna.

Bo z setek takich małych „nieistotnych” wydarzeń zbudowaliśmy kiedyś nasz wewnętrzny obraz siebie, naszą samoocenę. Krytycznego rodzica, który w nas siedzi i który nawet, gdy jesteśmy już dorośli karze nam się wstydzić. Broniąc się przed jego destrukcyjnym działaniem dopuszczamy w końcu do tego, by to uczycie przejęło kontrolę nad naszym zachowaniem. Zaczynamy uciekać – unikać sytuacji, w których moglibyśmy się wstydzić.

Co jeszcze robi z nami wstyd?

Każe nam się bronić

Nikt z nas nie chce się wstydzić. To uczucie nas osłabia, niszczy. Automatycznie zaczynamy więc się przed nim bronić. Nie bierzemy wtedy odpowiedzialności za swoje zachowanie lub staramy się przerzucić nasz wstyd na osoby trzecie – zrzucając winę na innych, a nawet oburzając się, kiedy wytykają nam błędy. Głęboki, nieuświadomiony lęk przed wstydem może doprowadzić także do tego, że nie będziemy w stanie przepraszać. Nigdy. Nawet wtedy, gdy wina ewidentnie leży po naszej stronie. Strach przed porażką jest bowiem tak ogromny, że wolimy zniszczyć relacje z najbliższymi, niż przyznać się do błędu.

I przeciwnie – z obawy przed wstydem, często zaczynamy się nadmiernie tłumaczyć i przepraszać. By uniknąć w ten sposób krytyki, konfliktu czy ataku. Będziemy więc przepraszali za każdą błahostkę, byle by tylko jakoś się przed nim uchronić. Kiedy jesteśmy pewni siebie, nie mamy problemu z przyznaniem, że się pomyliliśmy. Nasza wewnętrzna siła, daje nam odporność – wewnętrzną świadomość, że jesteśmy tylko ludźmi. Jej brak sprawia, że ze strachu przed odrzuceniem, ludzie często przepraszają „na zapas”. Nawet za coś, co de facto nie jest ich winą.

Sprawia, że chcemy być idealni

Dążenie do perfekcji to kolejny sposób obrony przed wstydem. Wydaje nam się wtedy, że jeśli będziemy idealni, odbierzemy katu narzędzie zbrodni. Że nie dając innym powodów do krytyki, uchronimy się przed wstydem. To uczucie oślepia nas tak bardzo, że zaczynamy działać wbrew naszej ludzkiej naturze. Próbujemy wyplenić z nas cechę, która stanowi składową cześć samego człowieczeństwa – omylność. Starając się za wszelką cenę udowodnić światu, że jesteśmy bez skazy, prędzej czy później skazani jesteśmy na porażkę. Bo każdemu, prędzej czy później, powinie się noga.

Fot. iStock / Hramovnick

Fot. iStock / Hramovnick

Namawia nas do odwlekania

Powodów prokrastynacji jest bardzo wiele, a jednym z nich jest właśnie nieuświadomiony wstyd przed potencjalną porażką. Nachodzi nas wówczas myśl, że jeżeli nie podejmiemy wyzwania, nie będziemy musieli się wstydzić, w razie gdyby coś nam się nie udało. Nawet jeśli odbieramy sobie w ten sposób szansę na coś dobrego w naszym życiu, na nadanie mu smaku i powiewu świeżości, to przynajmniej będziemy bezpieczni. Na jakiś czas uchronimy się więc prze uczuciem, którego za wszelką cenę nie chcemy doświadczyć.

Niestety poczucie wyjścia zwycięsko z tej sytuacji jest złudne. Ciągłe odkładanie rzeczy „na potem” w efekcie całkowicie odbiera nam motywację do działania. A początkowe uczucie ulgi i samozadowolenia, z czasem zostaje zastąpione lękiem, strachem i nerwowością.

Problem z przeżywaniem wstydu polega przede wszystkim na tym, że w odróżnieniu od innych, to uczucie, za każdym razem mówi nam coś o nas. O tym jacy jesteśmy – niedoskonali, źli, nieudolni, głupi i tym podobne. Jedynym sposobem na jego oswojenie jest uświadomienie sobie tego co nas zawstydza – wydobycie go na światło dzienne. Stawianie mu czoła.

W walce ze wstydem najważniejsza jest szczerość bliskość i godność. Otworzenie się przed drugą osobą i szczere przyznanie się do tego, co nas zawstydza, niesie ze sobą ryzyko odrzucenia. Takie sytuacje się zdarzają i to zazwyczaj wtedy, gdy nasz odbiorca sam nie oswoił się jeszcze z własnym wstydem. Częściej jednak spotkamy się ze zrozumieniem i empatią, która prowadzi do prawdziwej bliskości i zacieśnia więzi między ludźmi.

I przede wszystkim godność. Świadomość, że nikt nie jest w stanie nam jej odebrać. Niezależnie od tego jacy jesteśmy i co w naszym życiu zrobiliśmy. Każdemu z nas przysługuje nieutracalne prawo do godności.

Z tym przeświadczeniem łatwiej jest zrozumieć, że wstyd to uczucie, jak każde inne. I tak, jak wszystkie jest nam bardzo potrzebne. To bezpośredni łącznik z naszym sumieniem i pomaga nam trzymać się tego, co dobre.

Źródło: charaktery.euwysokieobcasy.pl


Nie znasz – nie oceniaj, bo możesz się bardzo mocno pomylić

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
24 stycznia 2017
fot. iStock/ MilosStankovic
fot. iStock/ MilosStankovic

Niedawno na Facebooku kilka znanych osób rozpowszechniło historię pewnej mamy, która w Empiku zamiast książki kupiła dziecku cukierki – stwierdziła, że na lekturę syn sam sobie naskłada. I zaraz posypały się komentarze, że dramat, że jak tak można, że książka od cukierków ważniejsza, matka wyrodna, głupia i dzieciaka tylko szkoda. Puszyło się wiele osób, że oni słodkości nigdy (a fuj, wstrętny cukier, najgorsze zło!), za to dobrej lektury to dziecku nie odmówią i zawsze kupują – sami idealni rodzice. Niewielu zechciało pójść nieco dalej niż opisany obrazek i zastanowić się, jaki był powód tej odmowy i dlaczego owa mama książki kupić nie chciała – a raczej, czy na pewno chciała, czy może po prostu nie mogła. Bo może było tak…

Oglądali wspólnie książeczki, a jej serce się krajało – dobrze wiedziała, że na żadną jej nie stać, bo w portfelu ma marne 5,20, na koncie niewiele więcej, a do wypłaty jeszcze kilka dni. Syn z wielkimi oczami przewracał kartki podziwiając książkowego bohatera na kolejnych stronach kolorowej historii. „Patrz mamo tutaj, to jego kostium”, „Zobacz, tutaj jest jego samochód. Fajny, prawda?” pytał co chwila przyciągając jej uwagę i powodując kolejne szczeliny w jej sercu. Tak bardzo chciałaby mu sprawić radość, ale te marne grosze, które ma… Może chociaż cukierki mu kupi z tym bohaterem, obok leżą takie w promocji. Na książkę jeszcze nazbierają, babcia się dorzuci, jakoś to będzie…

Ktoś zapyta – to po co w ogóle do sklepu z dzieckiem wchodzi? Przecież wiadomo, że na nic ją nie stać, a mały będzie chciał

Wcale nie chciała wchodzić, nie taki był plan. Po prostu szli przez galerię handlową na przystanek, gdy nagle jej syn zawołał „Zobacz, to ta książka, którą miał ostatnio w przedszkolu Stefan” i jego mała rączka z niezwykłą siłą pociągnęła ją w stronę wyciągniętego palca jego drugiej dłoni. Za progiem sklepu syn z uśmiechem na ustach dopadł do półki i w emocjach zaczął przeglądać kolejne strony książki. Patrzyła na jego radość i nie miała sumienia odmówić mu tej chwili przyjemności, choć dobrze wiedziała, że będzie musiała złamać jego małe serduszko, gdy zapyta, czy mogą kupić tę książkę i poczytać ją w domu. Kupiłaby mu bez wahania tę i ze sto innych, gdyby nie te marne 5,20 w portfelu, gdyby nie ta okropna sytuacja, w jakiej się znaleźli… Więc chociaż na chwilę szczęścia mu pozwoli i może coś mniejszego w zamian znajdzie, tak na pocieszenie  – niechby nawet te cukierki, choć zazwyczaj słodycze mu ogranicza.

Ktoś powie – po co się pchać do centrum handlowego, skoro w portfelu pustki? Po co robić dziecku nadzieję i fundować mu rozczarowanie?

Nie poszła tam na zakupy, nie pojechała do galerii w ramach niedzielnego spaceru – to zupełnie nie w jej stylu, zna lepsze sposoby na spędzenie czasu z dzieckiem. Od znajomych dostała kupon na darmową godzinę zabawy na nowo otwartym placu zabaw – takim, o którym od dawna mówił jej synek, który znał z opowiadań swoich kolegów. No więc pojechała, skorzystała z tego podarunku, dała swojemu dziecku choć namiastkę tego, co zna z codziennego życia innych. A teraz patrząc na uśmiechniętą buzię chłopca – aktualnie wymalowaną przez miłą panią w czarno – pomarańczowe, tygrysie paski – na jego wesołe oczy, które ostatnio były jakby nieco bardziej smutne, wie, że było warto i że drugi raz postąpiłaby dokładnie tak samo. I choć boli ją, że nie mogą po zabawie wejść gdzieś na ciastko z kremem albo dobry obiad, że szybko trzeba przemknąć przez galeryjny korytarz, bez oglądania się na boki, to było warto, bo jej dziecko jest szczęśliwe.

A teraz, kiedy już byli niemal przy wyjściu, ta historia z książką, a ona ma tylko 5,20, wyrzuty sumienia i złamane serce matki. To może chociaż te cukierki, na cukierki jeszcze jej wystarczy. „To chcesz?” – pyta wskazując na paczkę słodkości. „Tak, ale sam sobie uskładam” – mówi jej syn, który pomimo niewielu lat dobrze wie, że w domu się nie przelewa. Ta jego dojrzałość i dobro jeszcze bardziej ją wzruszają i potęgują wyrzuty sumienia. „Cukierki ci kupię. Na książkę sobie uskładasz” – odpowiada w nadziei, że to prawda i że choć trochę osłodzi mu to małe rozczarowanie. Porozmawiają na spokojnie w domu, wyjaśnią sobie, jak zawsze – teraz nie ma siły, bo coś ją ściska w gardle, ludzie dookoła słyszą, wstydzi się, tak normalnie po ludzku jej wstyd. Bo gdyby nie to 5,20…

Nie znasz – nie oceniaj!

Całkiem możliwe, że mama, która była inspiracją dla tej historii, mogła kupić dziecku książkę, że było ją na to stać, że po prostu nie doceniła wartości lektury. A może przedwczoraj wrócili z księgarni z nowymi książeczkami, które jeszcze nieprzeczytane leżą w pokoju dziecka i czekają na swoją kolej? Ale tego nie wiemy, więc nie oceniajmy nikogo po dwóch zdaniach zasłyszanych gdzieś przy sklepowej półce. Nie mamy do tego prawa i być może jest zupełnie inaczej, niż nam się wydaje, a naszą zbyt pochopną i niesprawiedliwą oceną kogoś bardzo skrzywdzimy. Nie doszukujmy się głupoty, nieżyczliwości i ignorancji w przypadkowo spotkanych osobach, nie węszmy podstępu i zła – o wiele lepiej dla nas i dla świata będzie, jeśli postaramy się o życzliwość, sympatię i wzajemne zrozumienie.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz


Zobacz także

Uwolnij się od stresu. Najbardziej ograniczają cię przekonania

Uwolnij się od stresu. Najbardziej ograniczają cię przekonania

Niewidzialni ojcowie. Kiedy tata nie chce zajmować się dzieckiem

Niewidzialni ojcowie. Kiedy tata nie chce zajmować się dzieckiem

Fot. iStock

Rozwiązanie akcji „7 dni dla siebie”