Znany psychiatra daje prostą receptę na szczęście. 10 reguł szczęśliwej i żyjącej w harmonii osoby

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 lutego 2018
Następny

Bariery psychologiczne, negatywny sposób myślenia i wąskotorowość w postrzeganiu świata nie pozwalają nam żyć szczęśliwym życiem. Aby przerwać to błędne koło, chwytamy się różnych metod, czytamy poradniki, rozwijamy się, uzależniamy od innych.Pewien znany psychiatra , Michaił Efimowicz Litwak napisał książkę, w której opisuje najbardziej powszechne, psychologiczne przeszkody, nad którymi powinniśmy pracować, by osiągnąć spokój ducha i harmonię. Jego zdaniem, aby żyć szczęśliwie trzeba trzymać się kuilku podstawowych reguł.

10 reguł szczęśliwej i żyjącej w harmonii osoby

1. Szczęście jest tylko skutkiem ubocznym prawidłowo zorganizowanego życia

Szczęście, radość i sukces, przychodzą jakby „obok” tego, co robisz ze swoim życiem. Musisz działać, robić rzeczy, które sprawiają ci satysfakcję, dobrze organizować swoje życie nie myśląc za bardzo o tym, jak bardzo chcesz być szczęśliwy. Szczęście dostaniesz „w bonusie”, żyjąc w „poukładany” odpowiednio sposób.

2. Kiedy z kimś rozmawiasz, pamiętaj, że ta osoba również jest ważna. Tak jak ty.

Nie powinieneś nigdy zapominać, że osoba, z którą rozmawiasz, jest także kimś istotnym. Ma swoje własne poglądy i własne powody, by mieć takie właśnie poglądy. Każdy człowiek, którego spotykasz, toczy walkę, o której nic nie wiesz. Powinieneś zawsze szanować innych ludzi.

3.  Jak ktokolwiek może ci pomóc, jeśli ty sam nie robisz nic by sobie pomóc?

Określają nas czyny, nie słowa. Nikt ci nie pomoże, jeśli będziesz jedynie chodzić i opowiadać innym, co masz zamiar zrobić. Jeśli potrzebujesz pomocy, weź się do roboty, rozpocznij proces, o którym marzysz, a potem poproś o wsparcie. Dopiero wtedy będziesz miał szansę na realną pomoc.

4. Osiągnij sukces, a wszystkie trudne uczucia znikną

Nosimy w sobie wiele wewnętrznych urazów, jeśli nie jesteśmy z siebie zadowoleni.  Czasami mamy do kogoś pretensje i uważamy, że jedyną osobą, która może to naprawić, jest właśnie ta, na którą jesteśmy zdenerwowani. Jednak ten mechanizm działa inaczej. Zacznij robić to, co kochasz i odnosić sukcesy. Nie zauważysz nawet momentu, w którym znikną wszystkie twoje urazy do innych ludzi.

5. Czy chcesz zobaczyć swojego największego wroga? Spójrz w lustro!

Jedynym, prawdziwym wrogiem, jakiego mamy, jesteśmy my sami. Nie możesz wyjść z żadnej, trudnej sytuacji bez przełamywania wewnętrznych barier, które nie pozwalają ci się rozwijać i uczyć na błędach.

6. Szukaj właściwej ścieżki zamiast łatwej ścieżki. Właściwa ścieżka nie zawsze musi być łatwa

Wyobraź sobie, że jesteś na 30-tym piętrze i musisz zejść na dół. Najszybsza droga prowadzi przez okno… Jednak oczywiście ten wybór to będzie moment, w którym twoja podróż się kończy. Mądrzejszym wyborem byłoby poszukiwanie windy, a przynajmniej schodów…

Czytaj dalej
strona druga


Na podstawie: brightside.me

 

Jakie to ma zresztą znaczenie czym zamartwiam się na codzień? Nawet na rajskiej wyspie można wszystko nagle stracić

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
11 lutego 2018
Następny

Pierwszego dnia kiedy przyjechaliśmy na wyspę łódka wyrzuciła nas w sam środek piaszczystej zatoczki. Rajska plaża. Z jednej strony skały. Z drugiej dżungla. Za nami morze. Biały piasek i lazurowy błękit wody. Pomiędzy drewnianymi domkami przebiegały rodziny małp. Młodsze dziewczynki ułożyły w związku z tym różne historie z których wynikało, że niewiele różnimy się. My i te małpy.
Nad drzwiami wejściowymi do naszego domku kołysał się wytrwale gekon.
Tajowie twierdzą, że gekony przynoszą szczęście więc spoglądaliśmy na niego z czułością .

Bywaliśmy już w podobnych miejscach.

Klaustrofobiczne uczucie zapierające dech w piersiach. Z jednej strony ściana dżungli. Z drugiej morze. W trakcie pierwszego śniadania na palmie obok, żółtawo- zielony wąż zapamiętale połykał złapaną wcześniej jaszczurkę. Ktoś z turystów zrobił mu fotkę a potem spokojnie oboje (człowiek i wąż) dokończyli swoje śniadania.

….

Słońce pali niemiłosiernie. Przyglądam się kobiecie w stroju kąpielowym (to jest na pewno Europejka) – mój brzuch też nie jest idealny. Noszę na nim pamiątkę po urodzeniu dzieci i chociaż dużo ćwiczę to lekkie wybrzuszenie wokół pępka nie chce za chiny ludowe zamienić się w zgrabny kaloryferek.

Wieczorami w naszej zatoczce unosi się atmosfera seksu. Lubię patrzeć na homoseksualną parę gejów. Francuzi. Są młodzi i przystojni ale ich orientacja seksualna sprawia, że obserwuję ich bez emocji. Jak zdjęcia pięknych modelek.

Są też dwie starsze kobiety. Jedna z nich wieczorami kiedy włączają w końcu prąd i zapalają się kolorowe lampiony spaceruje wzdłuż krótkiej plaży ubrana w prostą, czarną sukienkę. Jest ode mnie pewnie z dwadzieścia lat starsza ale ma w sobie niesamowitą lekkość. Wyobrażam sobie kim jest w normalnym życiu, w zimnej i deszczowej teraz części świata.

I jeszcze mieszana para. On młody, czarny, szczupły. Ona biała nieco pulchna. Blada w jasnej i zwiewnej sukience. Też rozmawiają między sobą po francusku.

Pierwszego wieczoru idę na tajski masaż. Tajki- masażystki rozmawiają między sobą ale zupełnie mi to nie przeszkadza. O czym mówią? – zastanawiam się tylko przez chwilę.
Pewnie po skończonej pracy idą wąską ścieżką w głąb dżungli. Dróżka prowadzi do małej osady. Domki zbite z byle czego. Brudne podwórka. Góry śmieci. W wielkich emaliowanych garnkach gotują zupę dla całej rodziny.

Myślę o ich śniadych dłoniach dotykających różnych ciał. I nie ma w tym żadnego erotycznego podtekstu. Wysportowane ciało tego Francuza – geja. Ciało Amerykanina z lekką nadwagą. I blade (jeszcze) ciało jego żony. Moje ciało.

Przy barze urocza Tajka serwuje kolorowe drinki. Słychać szum morza. Wszystkie łódki już odpłynęły. Jesteśmy sami na tej stronie wyspy. Jest rajsko.

czytaje dalej
strona 2

„Daj mi szansę, a jeśli się nie uda, będziesz wolna” – mówisz. Ale ja już w to nie wierzę

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 lutego 2018
Następny

Mówisz, że musimy spróbować jeszcze raz, że tym razem to się na pewno uda, że mi to gwarantujesz, bo jak nie, to mogę odejść już na zawsze. Widzisz, pierwszą niekonsekwencję mamy już tutaj. Bo skoro zakładasz, że może się nie udać, to jednak nie jesteś wcale taki pewien, że wszystko pójdzie po twojej myśli. Jasne, póki nie spróbuję, to się nie przekonam, ale ty wciąż nie potrafisz zrozumieć jednego: za bardzo się boję wrócić do ciebie i przeżyć to samo jeszcze raz. Nie wystarczą mi twoje obietnice, twoje słowa. Zbyt wiele przeżyłam, by zrezygnować ze spokoju, który jakimś cudem udało mi się teraz osiągnąć. Z harmonii w środku, którą sobie zbudowałam z dala od ciebie.  Zbyt wiele mam do stracenia.

Mówisz dużo. „Wróć, wtedy pójdę się leczyć. Bez ciebie moje leczenie, żadna terapia nie ma sensu. Bez ciebie nie mam po co się starać”. Ja to widzę inaczej i opieram się na słowach naszej terapeutki. Czy nie powiedziała, że leczyć się trzeba dla siebie samego? Czy to nie ty sam, wygrana walka z twoimi słabościami, z trudnym dzieciństwem, ze wszystkimi lękami, które sprawiły, że stałeś się kimś, kim nie chciałbyś być, powinny być twoją motywacją? Masz dzieci, czy nie warto im pokazać, jak wspaniałym ojcem możesz jeszcze być? Mówisz, że się poddasz, jeśli nie dam ci szansy, że wszystko zależy ode mnie, twój los również. Naprawdę uważasz, że masz do tego prawo?

„Daj mi szansę, a jeśli się nie uda, będziesz wolna. Dam ci wszystko, czego przedtem nie miałaś, oddam z nawiązką to, co ci odebrałem”. Kto uwierzy w obietnicę bez pokrycia, gdy stawką jest dobre, a na pewno lepsze życie, niż to, którym się żyło przez ostanie kilka lat? Kiedy się uciekło od czegoś, co dusiło, co zabierało oddech, pewność siebie, własną wartość, wiarę, że jest się kimś ważnym, mądrym? Ty prosisz mnie o jeszcze jeden rok z tego mojego życia. A ja nie mam siły, by ci go dać. Nie mam siły „spróbować”. Mówisz, że błagasz mnie o swoje życie, a co z moim?

Powtarzasz i powtarzasz. „Powinnaś myśleć o rodzinie. Nie bądź egoistką. To nieodpowiedzialne, to okrutne odchodzić. Niszczysz rodzinę, tak się nie robi, tak nie wolno”. Czy myślałeś o tym, że jesteś okrutny krzywdząc nasze dzieci i mnie? Czy analizowałeś tak swoje zachowanie, kiedy zawodziłeś kolejny raz, zostawiając mnie samą z dziećmi w sytuacjach „bez wyjścia”? Albo swoją agresję – potrafisz ją tak potępić jak moją decyzję o odejściu? Czy twój egoizm był bardziej zasadny od egoizmu kogoś, kto chce dla siebie spokoju, lepszego życia i może jeszcze kiedyś, szansy na dobrą miłość?

Straszysz mnie i straszysz. „Trauma rozwodu sprawi, że nasze dzieci będą musiały korzystać z pomocy psychiatry”. One już z niej korzystają, wiesz? Przez to wszystko, co przeszły w naszym wspólnym domu, gdy byliśmy razem. Przez to co usłyszały i zobaczyły w naszym małżeństwie.

Przypominasz. „Przysięgałaś mi na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie”. Jesteś pewien, że nie złamałeś obietnic jako pierwszy? Tak łatwo manipulujesz słowami, które zdają się dotyczyć ciebie w jakiś inny sposób, na innych zasadach. Od ciebie się nie odchodzi, to ty możesz kogoś zostawić, prawda?

czytaj dalej
druga strona

Zobacz także

Fot. iStock / mikkelwilliam

Jak mówić i jak słuchać? Czyli poradnik dla kłócących się

Fot. Flickr / Donnie Ray Jones / CC BY

Kochani rodzice, tego mi nie mówcie. Zacznijcie żyć własnym życiem!

Fot. iStock/SergeyNivens

Dlaczego kobiety nie potrafią o siebie walczyć? Wszystko zaczyna się w głowie, powiedzcie to waszym córkom