„Wcale nie muszę kupić sobie tego kremu”. Dlaczego to źle, jeśli boisz się swojego partnera

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 lipca 2017
Fot. iStock/Mixmike
Fot. iStock/Mixmike

Zaczyna się niewinnie. Łapiesz się na tym, że szybko kończysz rozmowę, kiedy tylko słyszysz dźwięk otwieranych kluczem drzwi. Albo że zatajasz przed nim jakieś, właściwie niewiele znaczące fakty – poszłaś na kawę z przyjaciółką, sama spacerowałaś po parku, nawiązałaś kontakt z dawnym znajomym (tylko! znajomym).

Długo nie rozpoznajesz tego dziwnego, niewygodnego uczucia. Potem ze zdziwieniem uświadamiasz sobie, że kieruje tobą obawa, lęk przed partnerem. Albo może, uświadamia ci to inna, bliska osoba – przyjaciółka lub mama. „Słuchaj, przecież ty się jego boisz, to nie jest normalne”. No nie, to nie jest normalne. Jeśli odczuwasz lęk przed mężem czy partnerem, to świadczy o tym, że twój związek ma znamiona „przemocowego”, choć przemoc fizyczna wcale nie musi być w nim obecna. Że jest tu jakieś poważne zachwianie równowagi sił, krzywdzące dla jednej ze stron i dające przewagę, a może i władzę (emocjonalną) drugiej.

Lęk przed partnerem może wynikać z różnych, nie zawsze zrozumiałych i nie zawsze uświadomionych, powodów. Najczęściej boisz się:

Jego agresji

To sytuacja, w której obawiasz się fizycznej bądź słownej przemocy. Tego, że za coś, co zrobiłaś, zostaniesz „ukarana”: może cię popchnie, może uderzy, może nazwie jakimś wulgarnym słowem. Choć w głębi serca wiesz, jesteś przekonana, że nie ma tu twojej winy, jesteś w stanie przewidzieć jego zachowanie, odczuwasz lęk przed tą reakcją i strach. Czyli, to nie jest pierwszy raz. Nauczyłaś się już i zaakceptowałaś to, że on wykorzystuje przeciwko tobie fakt, że ma nad tobą przewagę fizyczną. Prawdopodobnie ukrywasz tę prawdę przed innymi, bliskimi osobami, starając się chronić swojego partnera. To nie jest miłość.

Jego krytycznego spojrzenia na ciebie i wszystko, co robisz

Nie czujesz się akceptowana. Obawiasz się żyć i postępować w zgodzie z samą sobą, bo najważniejsze jest to, co on o tobie pomyśli. A myśleć ma tylko dobrze, choć tak naprawdę nie masz na to wpływu: co jest normą, ustala on. Czym to skutkuje? Nie możesz być ze sobą szczera, więc wolisz postępować i być taka, jak on by chciał. „Tworzysz się” na nowo, byleby był zadowolony, nie obraził się, nie stracił dobrego humoru, nie spojrzał krzywo. Stałaś się zakładnikiem sytuacji: boisz się, że on odejdzie, jeśli nie będziesz taka, jak trzeba. Z drugiej strony dusisz się i męczysz w „nieswojej” skórze. Przyjmujesz wartości, które są ci obce. To nie jest miłość.

Jego krytycznego spojrzenia na innych

Ze strachu, że nie będzie zadowolony odsuwasz się od znajomych, których ty cenisz i lubisz, ale on nie akceptuje. Dla niego są albo nudni albo zarabiają za mało albo po prostu są dla ciebie nieodpowiedni. Naprawdę się na to godzisz? Przecież jesteś dorosła! A jednak – w jego towarzystwie nie spotkasz się z przyjaciółką, której on nie lubi, bo boisz się, że „coś jej powie”. Nie jesteś sobą. Na własne życzenie tracisz osoby, które są ci życzliwe (może z tego powodu on widzi w nich zagrożenie), którymi łączą cię dobre wspomnienia i ważne doświadczenia. To nie jest miłość.

Jego reakcji na to co zrobisz, zadecydujesz

Mimo, że macie oddzielne konta i od lat zarabiasz na swoje utrzymanie, nie potrafisz przyznać się, ile wydałaś na nowy ciuch, wyczekaną książkę, interesujący kurs. Boisz się, bo nie jesteś w stanie przewidzieć, jak zareaguje. Może uzna cię za zbyt rozrzutną, może zbeszta jak dziecko? Albo nawet: macie wspólne konto, a ty pracujesz w domu, ale nie zawodowo. Obowiązuje was układ: on wychodzi do pracy, ty zajmujesz się dziećmi, mieszkaniem, zakupami. Zadecydowaliście tak oboje. Podział obowiązków jest jasny. Idziesz do sklepu i boisz się, jeśli rachunek wyniesie więcej niż zazwyczaj, nawet jeśli ta różnica to kilkanaście złotych. Zastanawiasz się, czy nie wyjąć z koszyka paczki ciastek, kremu, którego właściwie „wcale nie potrzebujesz”. Wiele twoich potrzeb może poczekać. Naprawdę?… Co on powie? Jak zareaguje?… To nie jest miłość.

Uważasz, że to absurd? A jednak w takim lęku żyje bardzo wiele kobiet. Tkwią w związkach, na pierwszy rzut oka partnerskich, które z partnerstwem nie mają nic wspólnego. Niekoniecznie z winy partnera, czasem zdarza się, że tę rolę przerażonej ofiary przejmujemy instynktownie, odgrywając ją na wzór naszych mam, które całe życie przeżyły „pod dyktando” mężów, a my byłyśmy tego świadkiem. Nasz lęk „dziedziczymy” więc razem z trudnym, „nieprzepracowanym” dzieciństwem, w którym dominowała obawa przed autorytarnym ojcem, bądź matką.

Jeśli odczuwasz lęk przed partnerem, jest to zdecydowanie bardzo niepokojący sygnał. Trzeba koniecznie znaleźć źródło tej sytuacji. Zadać sobie pytanie, kto ma decydujące zdanie w waszym związku i na jakich zasadach tak naprawdę funkcjonujecie.


Zdarza się, że rak zamienia się w podróż. Taką najważniejszą z podróży, w jakie kiedykolwiek przyszło nam się udać

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
17 lipca 2017
Fot. iStock / Oleh_Slobodeniuk
Fot. iStock / Oleh_Slobodeniuk

Po świecie wielu chadza sobie takich, którzy z konsekwencją i uporem utrzymują, że rak zmienił ich życie, otworzył im oczy, pchnął ich na tory, na które zawsze chcieli wjechać rozpędzeni, jednak jakoś tak nigdy nie było im to dane. Siedzieli na życia bocznicy zamiast tego, marnując cenny swój czas, kiedy to całkiem nagle i bez ostrzeżenia raczysko, jak Super Express wpadło na trakt i porwało ich w zupełnie nowy rozdział życia. Nie jest to miłe uczucie, nic takiego na co z niecierpliwością czekali. Bądźmy w końcu realistami! Zderzenie z pociągiem nie może nie być bolesne. A jeszcze jak ciągnie cię taka maszyna po szynach, obijając niemiłosiernie ciało, duszę i umysł, no to i myślisz sobie na szybko: boże mój kochany! Jakże ja z tego wyjdę?

Przy całym bólu i strachu, który spada na nas wraz z diagnozą, nie jest więc łatwo pomyśleć o raku jak o sposobności. A już sugestia, by chorobę tę potraktować, jako swego rodzaju prezent od losu, wydaje się być niedorzeczna. Tymczasem bywa i tak.

Zdarza się, że rak zamienia się w podróż. Taką najważniejszą z podróży, w jakie kiedykolwiek przyszło nam się udać. Podróż, która zabiera nas do samego środka naszej duszy. Podróż, która budzi w nas potencjał, o jaki się nawet nie podejrzewaliśmy, podróż, która daje siłę, mądrość, która powoduje, że przechodzimy poniekąd na inny poziom i zaczynamy postrzegać życie zupełnie inaczej. Choć zarazem wymaga od nas, abyśmy przeszły przez prawdziwą dżunglę. Bo to przecież rak, a on lubi mieć te swoje żniwa. Zabierze piersi, wyrwie włosy, zmaltretuje ciało, spowoduje, że będziemy płakać, krzyczeć, czasem nawet myśleć o tym, by się poddać.

To jak podchodzimy do choroby, ma przy tym znaczenie zasadnicze. Jeśli bowiem dobrze się zastanowić, to poniekąd jasne się staje, że nadając znaczenie zdarzeniom w naszym życiu, kreujemy naszą własną rzeczywistość.

Na co dzień, obserwujemy świat, uczestniczymy w niekończących się wydarzeniach, nasza głowa wypełniona jest wspomnieniami i wiedzą, jaką nieustannie nabywamy na temat życia. Przez pryzmat tego wszystkiego oceniamy otaczający nas świat oraz interpretujemy zdarzenia. Do tego stopnia, że poniekąd łatwiej jest nam przyjąć diagnozę, jeżeli w naszej rodzinie kobiety chorowały i przeżyły raka. Dużo trudniej jednak, gdy choroba zabrała nam bliskich bezpowrotnie.

Doświadczenia, jakimi dysponujemy, mają bowiem pierwszorzędny wpływ na kształt naszych własnych oczekiwań w danym temacie. Znów więc posłużę się przykładem z własnej rakowej grządki. Otóż, kiedy to ja dostałam swoją diagnozę, nie pytałam wcale: DLACZEGO JA?. Wynurzyłam się przecież z rodziny Amazonek, jak jakaś pozbawiona piersi Afrodyta z morskich fal. Nie miałam co pytać: dlaczego ja? Sprawa była przecież aż nadto oczywista.

Pytanie DLACZEGO?, jednak mnie nie ominęło. I Bogu dzięki, bo to ono zabrało mnie na ten wspomniany inny poziom i puściło galopem do miejsca, w którym z braku lepszego określenia: wpadłam w siebie po same uszy. Siedząc tam sobie i ucząc się siebie od nowa, drążyłam zarazem znaczenie choroby.

Instynktownie czułam, że muszę ustalić, o co chodzi z tym całym rakiem. W jakim celu mi się przytrafił i co takiego muszę w życiu i w sobie zmienić, bym tu i teraz mogła uzyskać dostęp do drzemiących we mnie pokładów zdrowia. Bo że takowe w sobie miałam i mam, wydało mi się nagle oczywiste. Nawet więc się zbytnio nie zdziwiłam, jak dnia pewnego po prostu poszłam jak burza, wzmocniona tym boskim przekonaniem, że rak nie ma ze mną szans. Proces zdrowienia jak maszyna, ruszył po szynach, tym razem jednak podróż należała do najniezwyklejszych i najbardziej odkrywczych podróży mojego życia. A ja, w jej wyniku, przewartościowałam cały mój świat.

Dlatego wiem, aż za dobrze, że w takim kontekście rak naprawdę może zamienić się w losu dar. Jeżeli dobrze mu się przyjrzymy, jeżeli zrobimy rachunek sumienia, popatrzymy na własne życie trzeźwo i szeroko otwartymi oczyma i jeżeli podejmiemy wysiłek, by wprowadzić zmiany, których powinnyśmy dokonać lata świetlne temu, wtedy mamy szansę na to, że przekierujemy nasze życie na właściwy tor. Jakość życia, jakiej wtedy przyjdzie nam doświadczyć, sama w sobie ściągać nas będzie codziennie z łóżka, a my wiedzione potrzebą życia, istnienia, bycia i tworzenia, na pełnych żaglach popłyniemy przez życie.

Inaczej, rak to choroba bez sensu.

Rak to choroba braku sensu. To choroba nie tylko ciała, ale także duszy i umysłu. To choroba, w której nie ma nadziei, energii, radości, śmiechu. To głupia, wredna choroba, która nic poza bólem nie wnosi. Nikt nie chce chorować na taką chorobę. No przecież, że nikt!

amazonka w dzubki agata

sliwowski-awatarAmazonka w Dżungli to portal dla kobiet i o kobietach, w których życiu pojawił się RAK. To miejsce, w którym piszemy o tym jak przeżyć raka i nie zwariować; co zrobić by życie pomimo choroby nie straciło na jakości; jak odzyskać grunt, który utraciłyśmy z powodu jednej, obezwładniającej diagnozy. To portal, w którym odkodowujemy raka, odzieramy go z czarnego PR’u i uczymy jak budować w sobie moc.

Odwiedź Amazonkę w Dżungli na blogu oraz na Facebooku.


Kino i Wino! Nie zwlekajcie, lepszego połączenia nie będzie

Redakcja
Redakcja
17 lipca 2017
Fot. iStock / Kino i Wino
Fot. iStock / Kino i Wino

Cykl Kino i Wino to miłość do kina, lata i wakacyjnego relaksu. Cykl stanowi synergię najlepszego kina i trunków. Kino i Wino to przede wszystkim pokazy filmowe, organizowane w najbardziej popularnych lokalizacjach letnich w dwóch miastach, każdego roku przyciąga tysiące osób w różnym wieku. Kino i Wino, jako połączenie seansów filmowych z degustacją win, zdecydowanie wyróżnia się na tle innych plenerowych wydarzeń. Wspaniała okazja do spotkania z przyjaciółmi, relaksu na świeżym powietrzu i delektowania się wybornym alkoholem.

Cykl Kino i Wino cieszy się niesłabnącą popularnością od pięciu lat. W ubiegłym roku zasięg komunikacyjny wydarzenia wyniósł ponad 2 000 000 odbiorców.

Kino i Wino:

  • szósta edycja jednego z najpopularniejszych cykli filmowych w Polsce
  • każdemu wydarzeniu towarzyszy degustacja win oraz propozycje artystyczne przygotowane przez miejsca uczestniczące wydarzeniu
  • każdorazowo w pokazach uczestniczy nawet 600 osób (w wieku 16-35)

Starannie wyselekcjonowany repertuar sprawia że każdy może odnaleźć film dla siebie. Organizatorzy przygotowali dla widzów niezwykłą propozycję popularnego kina artystycznego oraz najlepszych przebojów filmowych jednoznacznie kojarzących się z odpoczynkiem na leżaku ( najlepiej z lampką wina  w dłoni).

LOGO KINO I WINO

Lokalizacje:

  • Monta Beach Volley Club (ul. Zaruskiego 12, Warszawa) – to nie tylko wyjątkowe miejsce na mapie Warszawy, ale również stale rosnąca społeczność siatkarzy plażowych; klub oferuje 10 profesjonalnych boisk do siatkówki plażowej, Beach Bar, taras widokowy, kawiarnię, restaurację i kompletne zaplecze sanitarne; przy boiskach Monta funkcjonuje Warszawskie Stowarzyszenie Sportów Plażowych Monta Beach Volley Club, powołane w marcu 2015 roku, zarejestrowane 4 lutego 2016 w Warszawie
  • Zaczarowany Ogród (Jazdów 3/17, Warszawa) – urokliwe miejsce w sąsiedztwie Ogrodu Ujazdowskiego, do lokalu przynależy ogród o powierzchni 600 metrów kwadratowych, w którym znajduje się drewniany bar i parkiet; cisza, spokój, odpoczynek na świeżym powietrzu od wielkomiejskiego zgiełku
  • Informal Kitchen w Warszawie (Plac Małachowskiego 2, Warszawa) – kuchnia inspirowana sprawdzonymi recepturami, wyselekcjonowanymi składnikami, pochodzącymi z różnych regionów Polski i Europy oraz doświadczeniami kulinarnymi i wspomnieniami dalekich podróży; Informal Kitchen to autentyczność, prostota i smak
  • Fort Vino (ul. Racławicka 99) – to przyjazna, wielofunkcyjna przestrzeń mieszcząca się w oddalonej o 15 minut od centrum fortyfikacji wzniesionej w latach 80. XIX wieku, wysokiej jakości oferta gastronomiczna, atrakcyjna i dostępna dla każdej grupy wiekowej i społecznej; nowoczesna, oszczędna aranżacja, otwarta komunikacja, wygoda korzystania i niezobowiązujący, ciepły charakter mają angażować oraz pozytywnie zaskakiwać gości; pozwolić na radosne i pożyteczne spędzanie czasu, budować doświadczenie przyjaznych relacji społecznych; kompleks gastronomiczno-rozrywkowy Fort Vino jest przestrzenią, w której po prostu chce się przebywać.
  • NOCNY TARG TOWARZYSKI (dawniej: Hala Towarzyska,ul. Kolejowa 23, Poznań) – przestrzeń kultury i szerokiej wymiany wiedzy; możliwość spędzania czasu w nieszablonowy, odpowiadający na potrzeby ludzi sposób; poznawanie kultury, wspólne jedzenie w doborowym towarzystwie

Terminy:

  • we wtorki ZACZAROWANY OGRÓD (w sąsiedztwie Parku Ujazdowskiego, Warszawa)
  • w środy MONTA BEACH VOLLEY CLUB, Warszawa
  • w środy NOCNY TARG TOWARZYSKI, Poznań
  • w czwartki FORT VINO, Warszawa
  • 07, 04.08 INFORMAL KITCHEN, Warszawa

Fundacja Rozwoju Kinematografii

Fundacja Rozwoju Kinematografii zorganizowała ponad 1000 wydarzeń filmowych na terenie Europy, w tym ponad 600 w Polsce, przyciągając przed duży ekran kilkaset tysięcy widzów.

WyświetlFilm.pl to czołowy organizator pokazów filmowych, kin letnich oraz wydarzeń dedykowanych kinu. Organizacja popularyzuje polską sztukę filmową oraz promuje polskich artystów zarówno w kraju, jak i za granicą. Oferuje profesjonalny sprzęt, niezbędny do organizacji wydarzeń artystycznych. Pomaga w pozyskaniu licencji filmowych, doboru nietuzinkowego repertuaru oraz promocji wydarzeń filmowych.


Zobacz także

Fot. Picjumbo/Viktor Hanacek / CCO

Jak podjąć trudną decyzję i nie żałować?

Fot. istock/manifeesto

Te porady małżeńskie z 1886 roku brzmią bardziej współcześnie niż moglibyście się tego spodziewać

Wybaczyłam mu, ale nigdy nie zapomnę tego, co mi zrobił. Piętno ofiary przemocy zawsze będę nosić w sobie

Wybaczyłam mu, ale nigdy nie zapomnę tego, co mi zrobił. Piętno ofiary przemocy zawsze będę nosić w sobie