TOŻSAMOŚĆ. Ja tak naprawdę jestem Pustką, przeogromną emocjonalną pustką

Rozstrojona
Rozstrojona
18 kwietnia 2017
Fot. pixabay/Public Domain CC0
Fot. pixabay/Public Domain CC0

Nazywam się Smutek. Jestem bardzo duży i podszyty Lękiem. Przezywają mnie ‚Niepokój’.

Mam głowę, nabitą czarnymi myślami oraz nadpobudliwe ruchowo ręce oraz nogi. Nie jestem w stanie nic zrobić w miejscu, chodzę tylko od ściany do ściany, od czasu do czasu płacząc. Niczym Niepokonany.
Ilekroć ktoś próbuje mnie rozbawić – śmieję się do rozpuku przez łzy; z kolei, gdy ktoś skutecznie mnie zasmuci – bezwarunkowo zalewam się łzami.
Chyba w gruncie rzeczy jestem Uzależnieniem i to bardzo dużym Uzależnieniem. Żyję pod wiecznym napięciem i nade wszystko pragnę utonąć w morzu własnych nieszczęść, odurzona – dla przykładu – sławnymi: seksem, narkotykami i rock’n’roll’em.
NIE! Ja tak naprawdę jestem Pustką, przeogromną emocjonalną pustką, która czeka na wypełnienie jakąś zbawienną substancją. Czy się doczekam?… Pewnie tak, gdyby udało mi się uzależnić od samej siebie. A może właśnie na przekór wszystkiemu i wszystkim stanę się takim auto-narkomanem. I zacznę istnieć! A moje dzieci wreszcie odzyskają matkę.

O lataniu i opadaniu

Rozstrojona
Rozstrojona
23 kwietnia 2017

Jeszcze do niedawna była, podszytą fałszem, Frywolnością. Z głową pełną nietuzinkowych pomysłów, rękami nie wylewającymi za kołnierz oraz wiecznie uciekającymi nogami. Była wręcz Wyuzdaniem, które nikogo i niczego się nie boi; które nadmiar emocji rozładowuje poprzez lekko perwersyjne rozmowy z nieznajomymi mężczyznami, w ilości niepoliczalnej.
Jeszcze do niedawna była czystym Pozorowaniem Samokontroli. W rzeczywistości zasługiwała natomiast na miano Bezwolnej, której wolno było balansować na granicy, szeroko rozumianego, ryzyka, jako że sprytnie wmówiła sobie taki przymus wewnętrzny. Kolejne oszustwo, służące odżegnywaniu się od konsekwencji swych lekkomyślnych poczynań.

A dzisiaj? Jak jest dzisiaj?!…

Na ten moment ostała jej się tylko pamięć i, pomimo wszystko, autentyczna tęsknota za niedawnym Szaleństwem. A ona bezwładnie teraz opada i, w sekundach własnego zawieszenia, wyraźnie czeka na coś… Właśnie, na co?… Co takiego będzie w stanie ostatecznie ją uratować???… I czy w ogóle???…

Ta historia nie ma jeszcze swojego zakończenia.


BEZIMIENNA

Rozstrojona
Rozstrojona
18 kwietnia 2017
eye-522930_1280

fot. pixabay/Public Domain CC0

Moja Mama powiedziała mi kiedyś, że gdy mnie urodziła, byłam szalenie drobniutka; byłam chucherkiem do tego stopnia, że pierwsze, co sobie pomyślała to to, że ja się zaraz rozkruszę.

Postanowiła dać mi na imię Oleńka, a na drugie Basia. Drugie imię wybrała po mojej babci, której niestety nigdy nie było dane mi spotkać. Babcia Basia także brzmiała mi na kruchutką.
Moje trzecie imię to Marysia. O jego wyborze zdecydowałam zupełnie podświadomie. Wzięło się ono z bajki o sierotce Marysi.

Aleksandra Barbara Maria liczy sobie dzisiaj 38 srogich zim. Ale czuje się na urodzoną dopiero przed paroma laty, taką bez imienia, totalnie rozkawałkowaną. Każdemu jednemu, spośród niezliczonej ich liczby, przypada inna trauma. To morze traum jeszcze nie ma swojego dna, od którego można byłoby się odbić.
Właśnie tkwię pośrodku tej bezbrzeżnej wody, na pokładzie statku, pozbawionym masztów. Nade mną rozpościera się złowrogo ciemne niebo. Znalazłam się tutaj, ponieważ… uciekam. Ta ucieczka w pierwszej chwili wydaje się być zbawieniem. Bo przynosi ulgę w potężnym napięciu, wypływając z bezmyślności i znieczulicy.
Poza tą bezdennością znajduje się przepotworna przepaść. To jest ŻYCIE.
Wpływanie na siebie, podejmowanie działań, wyborów, decyzji… Miliony razy i jeszcze więcej.

I co tu dalej począć?!…

Żeby się nie skończyć. Żeby zdążyć wrócić, zanim Najważniejsi dla nas zdecydują nie dać nam już kolejnej szansy. Podczas gdy my sami nie daliśmy sobie nawet tej pierwszej.

Chyba trzeba wreszcie zacząć żyć.
Tak.
Podążać drogą, która prowadzi DOKĄDŚ (!)

Właśnie jestem na etapie wstępowania na nią.