Szczęśliwej drogi, już czas… 20 sygnałów, że nadeszła pora, by przestać myśleć o przeszłości i ruszyć do przodu

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 sierpnia 2017
Fot. iStock / South_agency
Fot. iStock / South_agency
 

Żeby to było takie proste…Zamknąć całą bolesną przeszłość w szklanej kuli, wyrzucić ją daleko za siebie i ruszyć do przodu, z czystą kartą. Zacząć od nowa, zapomnieć, znowu być tym, kim chcesz, dążyć do tego, o czym marzyłeś. Nie martwić się już tym, co dawno skończone, zamknięte, na co i tak nie masz już wpływu. Skąd wiedzieć, kiedy nadeszła pora, by odpuścić, zostawić za sobą doświadczenia z przeszłości i znowu oddychać pełną piersią?

Te wszystkie silne emocje, które odczuwasz na myśl o różnych, trudnych wydarzeniach, odcisnęły na tobie mocne piętno. Nie tylko negatywne, przecież przeszłość to także dobre momenty, twoje sukcesy i spotkania w ludźmi, których nigdy nie zapomnisz, ale których, z jakiegoś powodu, nie ma już w twoim życiu. Warto pielęgnować to, co pozytywne. Złe myśli, żale, ciągłe analizowanie porażek i nie wpływają budująco na twoje „tu i teraz”.

20 sygnałów, że nadeszła pora, by przestać myśleć o przeszłości i ruszyć do przodu

1. Ludzie i / lub środowisko wokół ciebie sprawiają, że czujesz się wyczerpany emocjonalnie i masz świadomość, że to się nie zmieni, dopóki nie podejmiesz radykalnych kroków.

2. Zatraciłeś radość, a także ciekawość świata i ludzi, robiąc to, co kiedyś kochałeś. Nadszedł czas, aby znaleźć coś innego, co cię zainspiruje i odzyskać poczucie satysfakcji.

3. Sytuacja, w której się znalazłeś sprawiła, że musiałeś zrewidować swoje podstawowe przekonania, a słowo „moralność” zyskało w twoim słowniku nową definicję. Przypomnij sobie kim jesteś i jakie wartości wyznajesz.

4. Masz poczucie smutku, stagnacji i monotonii, które dosłownie nie pozwalają ci być szczęśliwym i cieszyć się prostą codziennością.

5. „Grasz” zadowolenie i udajesz, że sytuacja, w której się znalazłeś jest dla ciebie sprzyjająca, ale głęboko wewnątrz masz świadomość, że działasz i trwasz w niej wbrew sobie.

6. Boisz się zmian, ale zamiast podjąć radykalne kroki stale analizujesz trudny, obecny stan i szukasz pretekstu, by zostać tu, gdzie jesteś.

7. Czujesz, że twoje marzenia przestały się liczyć, że żyjesz „z dnia na dzień”, bez większego celu, akceptując jedynie to, co przynosi ci los. Nie masz poczucia sprawczości.

8. Rozpaczliwie pragniesz być znów wolnym. Zastanów się nad tym – dzieje się tak dlatego, że obecna sytuacja sprawia, że czujesz się zniewolony.

9. To jak żyjesz, nie ma nic wspólnego z tym, czego od życia oczekiwałeś i o czym marzyłeś.

10. Częściej jesteś nieszczęśliwy niż szczęśliwy, częściej płaczesz niż się śmiejesz.

11. Twoje myśli wciąż wracają do przeszłości, teraźniejszość i przyszłość zajmują cię mniej, wydają ci się zbyt odległe lub niemożliwe do zaplanowania i opanowania.

12. Stale błagasz kogoś, by się zmienił na lepsze lub oczekujesz tego samego od jakiejś sytuacji.

13. Obecna sytuacja wywołuje w tobie uczucie nudy, osłabienia lub pustego samozadowolenia i fałszywej dumy, brak ci motywacji.

14. Wspomnienia wywołują więcej bólu niż radości, mimo to, stale do nich wracasz.

15. Nieustannie powtarzasz te same, szkodliwe dla ciebie wzorce zachowań, pakując się w te same kłopoty (np. wchodząc w podobne, toksyczne relacje).

16. Czujesz się odizolowany od innych, nierozumiany, nieakceptowany, zaniedbywany, czujesz, że znalazłeś się wśród niewłaściwych dla ciebie ludzi.

17. Ktoś, z kim jesteśmy, powoduje, że zaprzestałeś osobistego rozwoju.

18. Podejmujesz wielokrotnie jakiś wysiłek, ale nie widzisz efektów.

19. Stale poświęcasz się dla drugiej osoby, ale nie dostajesz tego samego w zamian.

20. Zaniedbałeś inne, osobiste relacje z powodu jakiejś osoby lub sytuacji. Ranisz tym innych i samego siebie.

Większość decyzji o radykalnych zmianach jest trudna. Szczególnie wtedy, gdy zmiany te pociągają za sobą rozstanie z bliskim człowiekiem lub grupą osób, zmianę środowiska, pracy. Jednak tylko świadoma decyzja o tym, że oto nadszedł czas, by „ruszyć dalej” i zostawić za sobą przeszłość, pozwoli ci znów żyć pełnią życia.


Na podstawie: powerofpositivity.com

 


Faceci odchodzą wtedy, kiedy czują, że nie są w stanie sprawić, by ona była zadowolona

Agnieszka Żukowska
Agnieszka Żukowska
15 sierpnia 2017
Mat. prasowe
Mat. prasowe
 

– Najpierw robi się bardzo duszno, potem brakuje tchu – wspomina Ania. – W uszach słyszysz tylko bicie własnego serca i gorączkowo łapiesz powietrze. W pewnej chwili zakręciło mi się w głowie i widziałam taki zaśnieżony ekran, jak kiedyś, kiedy program w telewizji się kończył, a potem była plansza z napisem: „koniec programu”. To był zdecydowanie koniec programu. Do kościoła wysłał brata. To on mi powiedział, że Bartek nie przyjdzie. Nie chce wyjść z domu. Nie chce ślubu.

Miesiąc czekałam na Ani telefon. Nie miałam pojęcia jak się zachować, co się robi w takich sytuacjach. Niby nikt nie umarł, a jednak wszyscy byli, w pewnym sensie – w żałobie. Chciałam porozmawiać, zrozumieć, co się stało. Kiedy po raz pierwszy oglądałam „Sex w wielkim mieście”, a Big nie pojawił się na swoim ślubie, w bólach i z wrodzoną mi empatią identyfikowałam się z Carrie. Ale i pamiętam jego słowa, kiedy podjeżdżał pod miejsce ich ślubu: „chcę mieć pewność, że to ty…”. Nie dawało mi to spokoju.

– Nie potrafię mu wybaczyć, nigdy w życiu nikt nie zrobił mi większego świństwa. Nie zasługuje na moje wybaczenie. Upokorzył mnie tak strasznie, że dzisiaj nie umiem spojrzeć na siebie w lustro. Chciałam się rozpaść, zniknąć. Do dzisiaj nie wiem, kto wyprowadził mnie z tego kościoła. Te wszystkie gadżety ślubne, nieotwarte prezenty, sprawy weselne prześladowały mnie jeszcze dobrych kilka tygodni później. Jakby mi ktoś serce wyrwał. Sukienkę podpaliłam i miałam szczęście, że mieszkania z dymem wraz z nią nie puściłam. Potem już tylko chciałam wiedzieć jedno – czy mnie zdradzał i czy odszedł do innej.

Bartek nie odszedł do innej. Z Anią był kilka dobrych lat i prędzej spodziewałabym się, że to ona zmieni zdanie, niż on wybierze wolność. Zawsze mi się wydawało, że było mu z Anią wygodnie. Był tak nieprawdopodobnie wpasowany w jej kalendarz wszelkich pomysłów na życie, że tylko… śmierć mogłaby ich rozłączyć.

– Kochałem Anię. Myślę, że nadal ją kocham. Ale wtedy poczułem, że jestem tylko elementem w tym jej idealnym świecie, który sobie wymyśliła, tylko zapomniała mi przez te wszystkie lata razem powiedzieć, do czego jestem jej tak naprawdę potrzebny. Bartek był naprawdę przygnębiony.

– Wiem, że dotarło to do mnie w najgorszym z momentów. Kiedy zacząłem pić, dodawać sobie wiesz, animuszu, coraz bardziej się bałem i coraz mocniej widziałem te wszystkie braki między nami. Jeden wielki kompromis z mojej strony. Od samego początku nie podobał mi się nawet kolor garnituru. Lubię granatowy, a ona chciała siwy. I te wszystkie przedstawienia, na które nie miałem ochoty, jakieś tańce specjalne, przebieranki, jezu! To miał być nasz ślub, a nie program telewizyjny! Nie miałem odwagi, żeby ją zatrzymać.

I wtedy dotarło do mnie, że on jedyny zachował się w tym całym „przedstawieniu” bardzo odpowiedzialnie. „Chcę mieć pewność, że to ty…” – dźwięczało mi w uszach.

Opowiedziałam o rozmowie z Bartkiem Ani. Z detalami, żeby wiedziała, że ciągle mogą wszystko naprawić. Odetchnęła z ulgą, że jej nie zdradził.

– Od początku mówiłam, że w lipcu się za mąż nie wychodzi – dodała.

– Dlaczego – zapytałam? – Bo nie ma „r”.

Jak skomentował tę historię Grzegorz Kordek, ekspert psychologii płci, autor książki „Jak zrozumieć chłopa jełopa”, który uważa, że rozumie kobiety?

„Kobietom czasem się wydaje, że jak kilka lat męczą się z facetami, to jest to oczywiste, że kwestia ślubu to czysta formalność i zaczyna się lekkie dociskanie: bo już tyle lat jesteśmy razem, może jakiś ślub, a co tak będziemy na kocią łapę…

No i on wtedy myśli – rzeczywiście! No to ślub. I dla niej z chwilą, kiedy on dla formalności, jeszcze zakłada jej pierścionek na palec, zaczyna się sakrament, dla niej już zaczyna się historia pod tytułem – i żyli długo i szczęśliwie, dla niego, nie ma to jeszcze tak dużej wagi jak dla niej ale machina poszła w ruch. Ona szaleje, organizuje, a on niczego nie rozumie, wie tylko, że tak musi być. To, że się żeni, dociera do niego w dniu, kiedy nakłada garnitur!

To jedna rzecz. Druga. Dlaczego faceci odchodzą od kobiet? Są tylko dwa powody ale i tak wszystko sprowadza się do jednego – odchodzą wtedy, kiedy czują, że nie są w stanie sprawić, by ona była zadowolona.

Celem w życiu mężczyzny jest to, żeby jego kobieta była szczęśliwa i zadowolona.

Na początku znajomości wszystko jest super: kiedy idziemy na pizzę, na piwo, na wino, do kina, wszystko jej się podoba, nawet McDonald. Jest zadowolona. Nic nie musimy więcej robić, bo ona jest zadowolona. Przychodzimy do niej, rozmawiamy, słuchamy – jest zadowolona.

A potem, z naszej perspektywy, coś jej się zmienia, bo zaczyna być niezadowolona, a my w naszej prostocie nie rozumiemy dlaczego… I zaczyna marudzić. My odbieramy to jako krytykę i czujemy się winni, bo kiedy zaczyna marudzić, to znaczy że jest niezadowolona. My dalej nie rozumiemy, o co chodzi i nie wiemy, jak możemy to zmienić, więc kobieta mówi: „Ty mnie nie rozumiesz!”.

No nie rozumiemy, bo kiedyś była zadowolona, a teraz nie jest. I jesteśmy w tym totalnie pogubieni, bo nie wiemy, że jak kobieta mówi, to znaczy że kocha. A nie wiemy, bo na początku naszej znajomości ona nie mówi – ona się cieszy. A kiedy ona już pokocha, kiedy on jest dla niej najważniejszy na świecie, kiedy mu ufa, zaczyna mówić o swoich emocjach. Nie rozumiemy tych emocji, bo mówimy językiem faktu. Mówi, a my nie wiemy jak ją zadowolić, bo myślimy, że jesteśmy wszystkiemu winni. I dlatego uciekamy.

I teraz – w zależności od tego, kogo spotkamy na swojej drodze, taki jest finał tego kobiecego niezadowolenia.

Największym problemem według mnie jest to, że nie znamy swoich potrzeb, nie uczymy się, nie słuchamy siebie i patrzymy przez swój pryzmat na drugą osobę”.


Jak różnice w wychowaniu dziecka mogą rozbić małżeństwo. Na szczycie rodzinnej hierarchii jesteście oboje

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 sierpnia 2017
Fot. iStock/PeopleImages
Fot. iStock/PeopleImages
 

Gdy się zakochujemy, tak „naprawdę”, „na zawsze”, zaczynamy snuć piękne plany. Wkrótce pojawiają się rozmowy o założeniu rodziny, o dzieciach. Ma być pięknie i filmowo, wszyscy szczęśliwi, uśmiechnięci… Lekceważymy fakt, że wychowano nas inaczej, że wpajano nam inne wartości. Że podskórnie, intuicyjnie skłaniamy się ku innym stylom wychowawczym. Tymczasem to są właśnie te sprawy, te różnice, których miłość nie przezwycięży, jeśli nie będziemy dążyć do mądrych kompromisów.

Prosta, wakacyjna scenka. Mama, tata i mała, może trzyletnia dziewczynka na obiedzie w nadmorskiej restauracji. Dziecko skubie kurczaka i frytki na stojąco, czasem podskakuje wokół stołu lub biegnie pobawić się w kąciku przeznaczonym dla najmłodszych. Mama cieszy się radością córki i spokojnie zjada swoją porcję. Tata (z jakiegoś powodu lekko poirytowany) chce natomiast, żeby mała usiadła na miejscu („Chodź tu, siadaj na pupie, przy jedzeniu się nie biega”.).

Mama natychmiast staje w obronie córki – Ona jest mała, nie będzie siedziała teraz za stołem po tylu godzinach jazdy. I tak była bardzo grzeczna. Tata nie ustępuje. – Zaraz idzie do przedszkola, powinna nauczyć się zachowywać przy jedzeniu. Rozmowa robi się coraz bardziej dynamiczna. – Przecież w domu zawsze siedzi, są wakacje. – To co, w wakacje może nie umieć się zachować?! – podnosi głos tata. Napięcie między rodzicami rośnie, mała markotnieje i coraz rzadziej podchodzi skubnąć „mięsko” lub frytkę. Woli klocki w kącie sali. Dyskusja rodziców kończy się zaś głośnym: „Rób co chcesz, moje zdanie i tak się dla ciebie nie liczy, sama ją sobie wychowuj” i łzami w oczach mamy. Między kobietą a mężczyzną zapada kompletna cisza. W tej ciszy skończą posiłek i wsiądą do samochodu. A dziewczynka z nosem na kwintę usiądzie w foteliku ściskając pluszaka.

Inny przykład, inna rodzina. Mama i tata z dwójką dzieci w wieku szkolnym, maszerują górskim szlakiem. Chłopiec opowiada jakąś zabawną historię, dziewczynka, odrobinę młodsza, również próbuje zwrócić na siebie uwagę rodziców. Wybrała jednak nienajlepszy sposób. Zrzuca kamienie pod nogi maszerujących za nią turystów. Robi się niebezpiecznie. Ktoś zwraca jej uwagę. Dopiero wtedy odzywają się rodzice. Mama zaczyna krzyczeć – Co ty robisz, ile razy ci powtarzałam, idziemy w góry, nie ma zabawy, nie ma szaleństw! Masz się słuchać.

Ojciec bierze stronę małej. – Nudzi się, trzeba się nią zająć. – To się nią zajmij, ja jestem od tego cały rok, chcę teraz odpocząć – odparowuje mama. Dziewczynka zaczyna jeszcze bardziej „rozrabiać”,  w końcu mama „nie wytrzymuje nerwowo” i daje jej klapsa. Ojciec głośno protestuje. Zaczyna się regularna kłótnia na szlaku. Tata jest przeciwny karom cielesnym, mama krzyczy, że dyscyplina musi być, bo potem trudno jej poradzić sobie z dziećmi w domu.

Turyści próbują wyminąć kłócącą się parę, zdezorientowane dzieci stoją  i patrzą na rodziców. Ci natomiast wypominają sobie każdą, najdrobniejszą sytuację wychowawczą, w której mieli odmienne zdanie. A potem zaczynają się „wycieczki osobiste”. „Bo Twoja matka ci na wszystko pozwalała”. ” Bo twój ojciec nie okazywał ci uczuć”. W końcu ojciec zawraca,  a mama popycha dzieci w górę szlaku. Spotkają się pewnie dopiero wieczorem, w hotelu i obrażeni usiądą razem do kolacji.

To oczywiście tylko przykłady, ale jest dużo innych, poważnych sytuacji, w których różnica zdań w kwestiach wychowawczych może prowadzić do rozpadu związku. Jeśli jedno z partnerów chce, by dziecko spało z rodzicami w łóżku, drugie natomiast uważa takie rozwiązanie za niedopuszczalne, bywa, że o intymności „we dwoje” muszą zapomnieć na dłuższy czas. Jeśli inaczej wyobrażamy sobie wymierzanie kar za niegrzeczne zachowanie i nagradzanie dzieci za ich sukcesy, dyscyplinowanie i wspólne spędzanie czasu z naszymi pociechami, konflikty są tylko kwestią czasu. A te na polu wychowawczym traktujemy przecież wyjątkowo ambicjonalnie.

Wychowano nas w różny sposób. Póki jesteśmy we dwoje, nie stanowi to dla nas większego problemu. Kiedy pojawiają się dzieci, pojawiają się również trudności. To właśnie wtedy musimy na nowo zbudować nasz związek, jako para. Nie zawsze to się udaje, niezależnie od tego jaka jest nasza historia i jak wielkie jest nasze uczucie. Bo to, jak nas wychowano „siedzi” gdzieś głęboko w środku i trudno z tym walczyć. To nas buduje, to sprawia, jakimi jesteśmy rodzicami i małżonkami. Dlatego niezwykle ważne jest, żebyśmy jako rodzicie i para jednocześnie starali się znaleźć wspólną płaszczyznę, jeśli chodzi o niektóre ważne podstawy rodzicielstwa. Wszelkie konflikty na tym polu należy oczywiście rozwiązywać przede wszystkim rozmową.

Jeśli nie chcesz, by różnice w waszym pojmowaniu rodzicielstwa i wychowywania dzieci zrujnowały twój związek, szanuj swojego partnera i wymagaj od niego tego samego. Rodzice czasem zapominają, że są na szczycie hierarchii w rodzinnej strukturze. A to oznacza, że ​oboje jej szefują, co jest niezwykle trudne.


Zobacz także

Fot. iStock/Marco_Piunti

Płakałam, ale nie długo. Mówiłam sobie: „musisz być odważna”. Żałuję, że jesteś tchórzem

Fot. iStock / knape

Masz doła? Sprawdź, jak go „zakopać”. Wystarczy użyć sześciu łopat

Fot. Pixabay / Public Domain CC0

Sprawdź hormony i włącz szczęście